Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Tata walczy o życie córeczki

Hania Gawlik
Zbiórka zakończona

Tata walczy o życie córeczki

24 026,00 zł ( 100.2% )
Wsparły 553 osoby
Hania Gawlik
Kalinowice, lubelskie
Starts at: 05 September 2014
Ends at: 28 November 2014

Result

Operacja Hani odbyła się 19 lutego 2015 roku. Profesor stwierdził że operacja poszła o wiele lepiej, niż się spodziewał. Cały zespół czuwał w pogotowiu, zwłaszcza przez pierwsze 48 godzin po operacji, które były najważniejsze.

Tuż po zabiegu Hania została rozintubowana, nie wymagała wsparcia respiratora. W drugiej dobie po operacji Hania opuściła OIOM i powróciła na oddział kardiologii :) A 1 marca udała się na pierwszy po operacji spacer uliczkami Munster.

Description

Wiadomość o tym, że twoje dziecko, które przyszło na świat zaledwie kilka godzin temu, ma ciężką wadę serca i jest w drodze na OIOM szpitala oddalonego o 300 km, jest jak bomba, która trafia w dom. Człowiekowi dzwoni w uszach, nie może złapać oddechu i ledwo utrzymuje się w pozycji klęczącej, o staniu na nogach nie ma mowy. Wszystkie myśli zostają roztrzaskane na tysiące kawałków.

Był 11 listopada, zaraz po północy, kiedy odebrałem telefon od żony i usłyszałem płacz i ani jednego słowa. Po chwili żona opanowała się i powiedziała, że Malutka jest w drodze do Krakowa na OIOM z powodu rozpoznanej wady serca (jak się później okazało: dwuujściowa komora prawa-Q-20.1, ubytek przegrody międzykomorowej, ubytek przegrody międzyprzedsionkowej typu ostium secundum, zwężenie zastawki tętnicy płucnej). Powiedziała, że nic więcej nie wie, ale pielęgniarki ochrzciły małą imieniem Hania, które wcześniej wybraliśmy i spytała, czy może być, cały czas szlochając. Nie docierało to wszystko do mnie, jakbym się jeszcze nie obudził. Rano po dwóch godzinach snu zawiozłem syna Mikołaja do dziadków, a sam pognałem samochodem do szpitala w Prokocimiu. Nie napiszę o ilości złamanych przepisów drogowych na odcinku Zamość-Kraków. W szpitalu zastałem tylko stażystkę, która oznajmiła, że Malutka jest stabilna, ale jej twarz wskazuje na wadę genetyczną, ale jaką, to dowiemy się po badaniach. I to była druga bomba, która mało co nie powaliła mnie na ziemię. O Zespole Downa u Hani dowiedziałem się również przez telefon - reakcja mojego ciała i umysłu była bardzo podobna, jak po wiadomości o wadzie serca.

Hania Gawlik

Trzecią bombą, która dokonała spustoszenia, była widomość o padaczce i informacja, że operacja nie jest możliwa ze względu na wysokie prawdopodobieństwo śmierci Hani na stole operacyjnym. Zaproponowano mam natomiast zabieg zespolenia, który według lekarzy z Krakowa pomoże w dotlenieniu mózgu i wyciszeniu napadów padaczkowych, ale ze względu na nieustępujące ataki epilepsji jest również bardzo ryzykowny. Przestraszyliśmy się i postanowiliśmy skonsultować przypadek choroby naszej córki z polecanym przez rodziców profesorem Edwardem Malcem, który operuje dzieci w Muenster. 16 sierpnia 2014 r. odbyła się pierwsza konsultacja u profesora, który zgodził się zoperować serduszko Hani. Powiedział też, że padaczka nie wynika z wady serca i zabieg zespolenia to niepotrzebne ryzyko. Profesor jest w stanie pomimo złożoności wady „naprawić” serduszko Hani otwierając klatkę piersiową tylko raz, a nie trzy razy, jak to początkowo zakładali lekarze z Krakowa. Profesor zaproponował termin operacji tuż po pierwszych urodzinach Hani, czyli w listopadzie 2014 r.

Tylko bogaci mogą mówić mi, że pieniądz nie daje szczęścia. Pieniądze potrzebne na operację Hani w Niemczech wydają się nierealne do zebrania w tak krótkim czasie. Kredyt nie wchodzi w rachubę, ponieważ mamy już jeden zaciągnięty na 30 lat i często się zastanawiam, jak my ten spłacimy. Środki własne wystarczą może na dojazd i krótki pobyt w Niemczech. Niestety, w naszym przypadku szczęście tylko można kupić za pieniądze.

Hania Gawlik

Hania nie przeżyje trzech zabiegów w Krakowie, a prof. Malec zrobi wszystko jak należy za jednym otwarciem klatki piersiowej. Ciężko jest się pozbyć dumy i prosić ludzi o pieniądze, ale jest to jedyne wyjście w naszej sytuacji. Na szczęście już na samym początku spotkałem się z ogromną życzliwością i pomocą osób z naszego otoczenia, co dało mi nadzieję, że jednak ta ogromna suma jest do zebrania. Przed nami dużo nerwów, strachu i niepewności, ale dzięki hojności i pomocy ludzi, którym los bliźniego nie jest obojętny (a sporo jest jeszcze takich), nasza córeczka będzie mogła żyć.

Tata

Hania Gawlik

24 026,00 zł ( 100.2% )
Wsparły 553 osoby

Follow important campaigns