Your browser is out-of-date and some website features may not work properly.

We recommend updating your browser to the latest version.

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching fundraisers, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Nasza mamusia umiera. Prosimy, pomóżcie...

Karina Chybowska
Fundraiser finished
Fundraiser goal:

Lek ostatniej szansy - nivolumab

Entity submitting the fundraiser: Jesteśmy Blisko
Karina Chybowska, 43 years old
Ruda Śląska, śląskie
rak płuc
Starts on: 09 October 2017
Ends on: 13 November 2017

Fundraiser description

Oddałbym wszystko, żeby Karina wyzdrowiała. Tymczasem nie mogę zrobić nic… Widzę, jak moją ukochaną żonę, mamę naszych dzieci, wyniszcza rak i moje serce rozlatuje się na kawałki. Ale widzę też jej upór, że mimo wszystko walczy i wiem, że nie podda się do samego końca. Więc ja też się nie mogę poddać, zwłaszcza teraz, gdy jest światełko w tunelu. Lekarze dali ostatnią nadzieję - lek nivolumab. Karina powinna jak najszybciej rozpocząć minimum 3-miesięczną terapią, póki nie jest jeszcze za późno. Proszę, pomóżcie mi ratować żonę, pomóżcie wykorzystać ostatnią szansę na życie…

Karina Chybowska

Mam coraz mniej czasu, by uratować żonę. Właściwie już go nie mam. Rak pożera nadzieję już od 4 lat, powoli wyniszczając nasze życie od środka. Najpierw był ból, więc Karina poszła do lekarza. Badała się przecież regularnie, nie podejrzewała najgorszego… Tymczasem wystarczyło proste badania, by ginekolog powiedział bez ogródek - “ma Pani raka”. Pamiętam telefon od Kariny, jej roztrzęsiony głos. Wracałem z pracy, do domu miałem 40 km. Nie pamiętam dzisiaj, jak je pokonałem. Nagle nasze szczęśliwe życie zmieniło się w koszmar, a nasza codzienność przeniosła się na szpitalne korytarze. Karina miała dopiero 34 lata, była tak pełna życia, szczęśliwa… Nie mogłem uwierzyć, że właśnie ją wybrała sobie śmierć, że chce zabrać ją mi i naszym małym dzieciom…

Stanęliśmy do walki. Lekarze postanowili najpierw wykończyć raka brychoterapią. Ból był okropny, prawie nie do wytrzymania, ale Karina była niezwykle dzielna. Tak samo jak wtedy, gdy zapadła decyzja o wycięciu macicy. Wiedzieliśmy, że sobie w tym poradzimy - nic nie było ważniejsze od życia mojej ukochanej żony. Przeszliśmy przez to razem, wydawało się, że rak został pokonany. Wróciliśmy do domu, jeszcze bardziej cieszyliśmy się z tego, co mamy - cudownych dzieci, kochającej rodziny, przyjaciół. Chociaż było już po wszystkim, lęk pozostał…

Karina Chybowska

Rok temu, w kwietniu, Karinę zaczął boleć bark. Gdy ktoś już raz stanie na granicy życia i śmierci, nie lekceważy żadnych objawów. Znowu lekarz, prześwietlenie i diagnoza, która obudziła uśpione demony - rak jest w płucach. Nie wierzyliśmy, że znowu stoimy na początku drogi którą niedawno przecież pokonaliśmy. Musieliśmy pozbierać wszystkie siły i znowu stanąć do walki. Ale okazało się, że los przygotował więcej nieszczęść…

W zaledwie kilka dni dowiedziałem się o śmierci mamy Kariny, o wznowie nowotworu i o nieuleczalnej chorobie córeczki. Wieczorem Weronika była zdrowa, a rano przeżyliśmy szok - jedna strona jej ciała została sparaliżowana, zupełnie jak po wylewie. Jeździłem z synkiem od jednego szpitala do drugiego - w jednym żona walcząca z rakiem, w drugim córka z rzutem strasznej choroby - stwardnieniem rozsianym. Dzisiaj nie wiem, skąd mieliśmy siły, by to przeżyć…

Jedyne uczucie, które nas wypełnia, to był niewysłowiony strach - o życie i o rodzinę. Co będzie z dziećmi, kiedy mamy zabraknie? Przecież są jeszcze takie małe, potrzebują jej… W głowie kłębią się pytania: co dalej? Jak damy radę? Wizja śmierci paraliżouje, ale podjęliśmy kolejną dramatyczną próbę walki z rakiem. W sierpniu Karina zaczęła przyjmować chemioterapię. Niestety, nie przynosi efektów… Po każdym podaniu trzeba przetaczać krew. Chemia pali żyły, niszczy krwinki, wycieńcza organizm. Jedyną, ostatnią już szansą dla mojej żony jest zakup nierefundowanego leku Nivolumab. Miesięczne leczenie to koszt blisko 30 tysięcy złotych. Karina musi przyjmować lek minimum przez 3 miesiące - po tym czasie badania wykażą, czy organizm w ogóle reaguje na leczenie.

Karina Chybowska

Modlimy się, żeby to zadziałało, bo nie ma innego ratunku. Karina mogłaby zacząć leczenie nawet jutro, ale to niemożliwe - przerwane terapii nie da żadnych rezultatów, a nas po prostu nie stać, żeby kupić dawkę na trzy miesiące. Dlatego błagam o wsparcie - pomóżcie mojej ukochanej żonie wykorzystać ostatnią szansę na życie. Ona tak bardzo wierzy, że to się uda, że kolejny raz pokona nowotwór, a Pawełek i Weronika nie stracą mamy. Proszę, pomóżcie nam podjąć ostatnią bitwę z rakiem - sami nie mamy szans jej wygrać...

This fundraiser is finished. You can support other People in need.

Follow important fundraisers