Zrozpaczona matka błaga o pomoc! Mój syn umiera i mam jedną szansę, by ocalić jego życie

Closed
Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 2,978 people
84,760.55 zł (100.85%)
Goal
Chemioterapia i immunoterapia nierefundowana

Rafał Markiewicz, 29 years

Częstochowa, śląskie

Nowotwór złośliwy, chłoniak Hodgkina

Started: 22 March 2018
Ends: 22 April 2018

Poprzednie zbiórki

96,717 zł (100.83%)
Ratowanie życia - lek ostatniej szansy Nivolumab

2,259

29.11.2017 - 27.12.2017

Ratowanie życia - lek ostatniej szansy Nivolumab

2,259

96,717 zł

29.11.2017 - 27.12.2017

Mój syn Rafał umiera. Jak trudno wypowiedzieć te słowa, a jeszcze trudniej je napisać. Jak ciężko budzić się ze świadomością, że moje dziecko jest śmiertelnie chore. To jak cios prosto w serce zadawany po tysiąckroć. Czemu to nie ja zachorowałam, jeżeli już ktoś z mojej rodziny miał zachorować, czemu Rafał, przed którym jeszcze całe życie? Powinien spotykać się z kolegami, umawiać na randki, założyć rodzinę, mieć dzieci, a nie spędzać długie tygodnie w szpitalu. Jak ciężko żyć widząc, że mój kochany synek gaśnie w oczach. Dla matki nie jest ważne, czy dziecko ma dwa, dziesięć, trzydzieści czy sześćdziesiąt lat. Ból jest zawsze taki sam. Tak bardzo chciałoby się ulżyć w cierpieniu, a ja jestem bezsilna. I to jest najgorsze...

Rafał, dzięki fundacji Siepomaga jest już po pierwszym cyklu leczenia i są tego efekty – choroba częściowo się cofnęła. Potrzebne jest dalsze leczenie od zaraz. Jedna dawka leku przewyższa nasze możliwości finansowe, a takich dawek potrzebnych będzie potrzebnych jeszcze co najmniej 6. Do tego ma być włączona jeszcze chemioterapia, za którą też musimy płacić. Niestety nie stać nas na tak wielką kwotę. Stąd moje błaganie o pomoc. To jedyna szansa na uratowanie życia mojego syna. Jedyny powrót do normalnego życia. Proszę, pomóżcie mojemu dziecku tak jak już to wcześniej uczyniliście. Nie mogę stać i patrzeć, jak mój syn gaśnie w oczach.

Rafał Markiewicz

Rafał był dzieckiem uśmiechniętym, spokojnym i bardzo wrażliwym, zawsze chętnym do pomocy. I takim pozostał do dziś. Bardzo dobrze się uczył i nigdy nie było z nim żadnych problemów. Jak można nie kochać takiego dziecka, które udało mi się wychować na dobrego człowieka. Pękałam z dumy, gdy po skończonym liceum dostał się na studia informatyczne. Wtedy nie wiedziałam jeszcze co mnie czeka.

W trakcie pisania pracy inżynierskiej Rafał zachorował. Lekarz stwierdził zapalenie oskrzeli. Nie widzieliśmy w tym nic złego. Pomyślałam – nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Dostał antybiotyk, kaszel jednak cały czas się utrzymywał. Kolejna wizyta u lekarza. Ten stwierdził, że może to być alergia. Po miesiącu brania leku na alergię kaszel się nasilił. Lekarz przepisał lek na astmę. I znów kolejny miesiąc leczenia bez efektów. Kaszel zamiast ustępować zaczął się nasilać. Wtedy zaczęły się badania. Już prześwietlenie RTG wykazało powiększone węzły chłonne w śródpiersiu. Badanie TK potwierdziło diagnozę.

Rafał trafił do szpitala do Warszawy, gdzie miał pobrany wycinek do badania histopatologicznego. Po biopsji rana nie chciała się goić. Wdały się bakterie a rana zaczęła się "rozchodzić". Do tego doszła wysoka gorączka. Rafał znów trafił do szpitala, tym razem do Częstochowy na chirurgię. Dostawał bardzo silne antybiotyki w kroplówce. Nic to jednak nie pomagało. W międzyczasie przyszły wyniki badań histopatologicznych i wyrok – nowotwór złośliwy - Chłoniak Hodgkina.

Dla całej naszej rodziny był to ogromny szok, cały nasz świat się zatrzymał. Nie mogliśmy się z tym pogodzić, uważaliśmy, że to jakaś pomyłka. Płakałam dzień i noc, bo mój Rafał na to nie zasłużył. Jak zapewne w takich przypadkach bywa, zadawaliśmy sobie pytanie – dlaczego to nas spotkało? Dlaczego Rafał? Co takiego uczyniliśmy, że spotyka nas taka kara? Zresztą do tej pory szukamy odpowiedzi na to pytanie. Minęły miesiące zanim zrozumiałam, że choroba to nie kara, ale w sercu pozostał ten ogromny ból.

Rafał Markiewicz

W kwietniu 2016r. Rafał rozpoczął leczenie w szpitalu w Katowicach. Nasze życie zostało podporządkowane kolejnym wizytom, badaniom, wyjazdom. Rozpoczęła się chemioterapia. Syn był coraz słabszy, a w jego organizmie trwała walka na śmierć i życie. Niekiedy był tak słaby, że nie miał siły wstać z łóżka, czy porozmawiać. Wraz z uśmiechem i optymizmem stracił włosy, był bardzo blady i nie miał ochoty na nic. Do tego doszły silne bóle. Stracił na wadze. To były najgorsze chwile w naszym życiu... W końcu rana zaczęła się goić, a kaszel był mniejszy. Byliśmy dobrej myśli. Niestety badanie PET wykazało nieskuteczność leczenia. I znów kolejne chemioterapie, potem naświetlania, autoprzeszczep macierzystych komórek krwiotwórczych, lek Adcetris.

Rafał na długie tygodnie trafiał do szpitala. Jak chciałabym go pocieszyć, dotknąć, a tu nie można, bo na oddziale hematologii nie ma odwiedzin. Cała ta męka, leczenie, chwile bólu i zwątpienia na nic. Nowotwór na dobre rozgościł się w organizmie Rafała. Teraz cała nadzieja w leku Nivolumab, który na Chłoniaka Hodgkina nie jest refundowany. W organizmie Rafała nadal szaleje nowotwór i tylko dalsze leczenie jest w stanie to zmienić. Liczy się każda minuta, ponieważ leczenie już musi zostać podjęte, w przeciwnym razie nie będzie już o co walczyć.

Rafał Markiewicz

Mój syn ma bardzo mało czasu, z dnia na dzień coraz mniej. Rafał nigdy się na nic nie żalił, nigdy nie miał pretensji do losu, ale ja - matka - nie mogę pogodzić się z chorobą syna, bo to według mnie niesprawiedliwe. Nie chcę patrzeć jak mój synek, moje ukochane dziecko odchodzi, jak staje się coraz słabszy, jak traci wszystkie siły. Nie wiem już jak radzić sobie z tym bólem, jego i naszym... Jak trudno radzić sobie z bezradnością i bezsilnością. Tak bardzo chciałabym spełnić swoje marzenia o dużej rodzinie... o wnukach. Gdzieś tam we mnie tli się nadzieja, że wszystko będzie dobrze... Błagam, nie dajcie jej zgasnąć. Jeśli możecie wspomóżcie. Jeśli nie możecie, módlcie się o zdrowie mojego syna. Bo nikt z nas nigdy nie wie, po której stronie kurtyny dane mu będzie się znaleźć... Jeszcze raz błagam Was, pomóżcie mojemu Rafałowi.

Zrozpaczona matka.

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 2,978 people
84,760.55 zł (100.85%)