Zbiórka archiwalna
This page may contain outdated information about the Needy
Go to the current cause
Show Hide

Pilnie potrzebna pomoc! Mój syn umiera i mam jedną szansę, by ocalić jego życie

Closed
Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 2,259 people
96,717 zł (100.83%)
Goal
Ratowanie życia - lek ostatniej szansy Nivolumab

Rafał Markiewicz, 29 years

Częstochowa, śląskie

Nowotwór złośliwy, chłoniak Hodgkina

Started: 29 November 2017
Ends: 27 December 2017

Nigdy o nic nie prosiłam, ale teraz już nie mogę stać i patrzeć jak mój syn umiera. Mam bardzo mało czasu, z dnia na dzień coraz mniej. Rafał znika w oczach, mój synek gaśnie i traci szanse na to wszystko, co w życiu sobie zaplanował. Nigdy się nie żalił, nigdy nie miał pretensji do losu, ale ja – matka, nie umiem się z tym pogodzić, bo to niesprawiedliwe.

Rafał zawsze był wspaniałym dzieckiem, zawsze dobrze się uczył, zawsze mi pomagał. Jak można nie kochać takiego dziecka, które udało mi się wychować na dobrego człowieka. Nie chcę patrzeć, jak on odchodzi, jak staje się coraz słabszy, jak traci wszystkie siły, jak czasami nie ma siły nawet mówić. Wszystko, co było dla nas szansą, zawiodło, wszystko się nie powiodło.

Teraz mamy ostatnie uderzenie – Nivolumab, potem będzie czekanie, modlitwa i wszystko się wyjaśni…

Dzisiaj, kiedy odchodzę od jego łózka, myślę o tym, jak to wszystko szybko i bezpowrotnie minęło. 25 lat temu, po 6 latach małżeństwa i po wielu prośbach do Boga, przyszedł na świat nasz syn Rafał. Rafał był dzieckiem spokojnym i bardzo wrażliwym, zresztą takim pozostał do dziś.

Gdy skończył liceum, wybrał studia informatyczne na Politechnice Częstochowskiej. W trakcie pisania pracy inżynierskiej zwyczajnie zachorował. Nie widzieliśmy w tym nic złego, po prostu zwykły kaszel. Kiedy poszedł do lekarza, ten stwierdził zapalenie oskrzeli. Jak zwykle w takich przypadkach dostał antybiotyk. Niestety kaszel nie mijał a wręcz przeciwnie, zaczął się nasilać. Kolejna wizyta u lekarza i znów leki: na alergię a później na astmę. Te również nie pomogły. Wtedy zaczęły się badania. Już prześwietlenie RTG wykazało powiększone węzły chłonne w śródpiersiu.

Rafał trafił do szpitala do Warszawy, gdzie miał pobrany wycinek do badania histopatologicznego. Po biopsji rana nie chciała się goić. Wdały się bakterie, a rana zaczęła się “rozchodzić”. Do tego doszła wysoka gorączka. Rafał znów trafił do szpitala, tym razem w Częstochowie na chirurgię. Dostawał w kroplówce silne antybiotyki. Rana niestety nadal nie chciała się goić. W międzyczasie przyszły wyniki histopatologiczne z Warszawy i wyrok – nowotwór złośliwy, chłoniak Hodgkina. Płakałam dzień i noc, bo mój Rafał na to nie zasłużył, nie zrobił nic złego…

Minęły miesiące, zanim zrozumiałam, że choroba to nie kara, ale w sercu pozostał ten ogromny ból. W kwietniu 2016 roku Rafał rozpoczął leczenie w szpitalu w Katowicach. Był coraz słabszy a w jego organizmie trwała walka na śmierć i życie. Niekiedy nie był w stanie powiedzieć ani jednego słowa. Stracił włosy wraz z uśmiechem i optymizmem. To były najgorsze chwile w naszym życiu…


Rana zaczęła się goić, a kaszel był mniejszy. Byliśmy dobrej myśli. Niestety badanie PET wykazało nieskuteczność leczenia. I znów kolejne chemioterapie, potem naświetlania, autoprzeszczep macierzystych komórek krwiotwórczych, lek Adcetris. Jak chciałaby go pocieszyć, dotknąć, a tu nie można, bo na oddziale hematologii nie ma odwiedzin.

Cała ta męka, te wszystkie lekarstwa i chwile bólu i zwątpienia – wszystko na nic.
Teraz cała nadzieja w leku Nivolumab, który na chłoniaka Hodgkina nie jest refundowany. Żeby ratować życie Rafała, leczenie trzeba rozpocząć od zaraz. Jedna dawka leku przewyższa nasze możliwości, a takich dawek potrzebnych będzie co najmniej osiem. Niestety nie stać nas na tak wielką kwotę. Stąd moje błaganie o pomoc. To jedyna szansa na uratowanie życia mojego syna. Jedyna szansa na powrót do normalnego życia.

Nigdy o nic nie prosiłam. Teraz stojąc pod ścianą, nie mam wyjścia. Proszę o pomoc. Proszę, pomóżcie uratować mojego syna. W chwili kiedy to czytacie, w jego organizmie szaleje nowotwór. Liczy się każda minuta, ponieważ leczenie już musi być wdrożone, w przeciwnym razie nie będzie już o co walczyć.
Błagam Was o pomoc – ja zrozpaczona matka.

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 2,259 people
96,717 zł (100.83%)