aukcja harytatywna dla Filipka

Dawid Kropisz
organizator skarbonki

Bez owijania w bawełnę… Nie mamy czasu ani pieniędzy, żeby uratować naszego synka. Jeśli na początku października nie znajdziemy się w Stanach, szansa na ocalenie wzroku i życia Filipka spadnie do zera. Siatkówczak, nowotwór złośliwy, który go zaatakował, nie ma litości ani skrupułów. Nie będzie czekał, aż będziemy gotowi. On chce zabić nasze dziecko tu i teraz. Leczenie w Polsce zakończyło się niepowodzeniem i jedynym w tej chwili miejscem na Ziemi, gdzie mogą nam pomóc, jest Nowy Jork. Niestety, cena na jaką wyceniono życie Filipka, jest astronomiczna - 168 tys. $. Do zebrania na wczoraj...

[Spojrzyj, wysłuchaj…] Zaczyna się niewinnie. Starsza siostra Filipka zauważa u niego asymetrię w lewym oku. Jedziemy do okulisty na, wydawałoby się, rutynową kontrolę. Do gabinetu wchodzimy o własnych siłach, wychodzimy na kolanach… Diagnoza brzmi jak wyrok i w jednym momencie ścina nas z nóg. Rak, nowotwór. Duży guz, który okazuje się siatkówczakiem. Potwór z dziecięcych koszmarów, zwykle chowający się pod łóżkiem, zakrada się do oczka naszego synka i nie da się go przepędzić przytuleniem ani pogłaskaniem po główce. Jest wrogiem prawdziwym i śmiertelnie niebezpiecznym...


[Oświeć moje oczy…] “Tato, czemu mama płacze? Czy ja jestem chory?”. Czterolatka nie da się już oszukać. Szczególnie kiedy widzi, że to po zbadaniu jego oczka mama przytula go mocniej niż zwykle, a główka staje się mokra, bo nie nadąża się połykać łez. Cały czas jednak łudzimy się, że to może pomyłka, błędna diagnoza. Przecież tak często się o tym słyszy… Niemal natychmiast udajemy się do Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie ostatecznie odzierają nas ze wszelkich złudzeń. Naklejony wątły plaster nadziei na świeżą ranę zostaje właśnie brutalnie zerwany… Żadnych wątpliwości. Rak. Chce zniszczyć wzrok i życie naszego dziecka…

[Bym nie zasnął snem śmierci…] Anioły w białych fartuchach z oddziału onkologicznego niemal od razu rzucają się do pomocy. Filipek zostaje zakwalifikowany do nowoczesnej i najbardziej skutecznej terapii podania chemii - melphanu bezpośrednio do guza. Zabieg odbywa się 30 sierpnia. Trwa 3 godziny i są to 3 najdłuższe godziny w historii wszechświata. Kiedy lekarze walczą o Filipka, my na przemian się modlimy i odchodzimy od zmysłów… Na siedząco, klęcząco, leżąco. Można chronić swoje dziecko wszelkimi sposobami, ale przychodzi taki moment, kiedy pozostaje już tylko wiara i zaufanie do obcych ludzi. Operacja się kończy, ale oni, niestety, nie mają dla nas dobrych informacji...


[By wróg nie mówił: Zwyciężyłem go...] Czujemy się starci z powierzchni ziemi, całkowicie bezsilni. Anatomia filipkowego oczka nie pozwala na podanie lekarstwa bezpośrednio do guza. Trzeba próbować tradycyjną, dożylną chemię. Metoda gorsza, mniej skuteczna i bardziej toksyczna, ale nie mamy wyjścia. To jak szalupa ratunkowa z przeciekającym dnem. Wiemy, że wkrótce i tak zatonie, ale kupujemy sobie w ten sposób chwilę czasu, na znalezienie lepszego ratunku. Ten przychodzi zza oceanu. W Nowym Jorku odnajdujemy najlepszą na świecie klinikę leczenia tak trudnych przypadków jak nasz. Mają ogromne doświadczenie i nie przeraża ich skomplikowana anatomia oczka Filipka. Są naszą jedyną nadzieją…

[Niech się cieszy me serce z Twojej pomocy...] Amerykańscy specjaliści nie pozostawiają wątpliwości. Na pytanie: “kiedy powinniśmy się u nich pojawić?”, odpowiadają - natychmiast. Tu liczy się każda chwila. Nie jutro, czy za tydzień. Już, teraz, zaraz! Syn nie może czekać. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że spodziewamy się kolejnego dziecka, a Filipek nie poleci do Stanów bez mamy. Musimy pojechać we trójkę (a właściwie w czwórkę) i zdążyć wrócić przed końcem drugiego trymestru, który we wrześniu właśnie się rozpoczął. Chcemy ruszyć jak najszybciej, już w przyszłym tygodniu, na początku października, ale kwota, na jaką wyceniono życia syna, jest nie z tej ziemi… Bez niej nie mamy po co wsiadać do samolotu… Dlatego prosimy o pomoc!

Nigdy nie przypuszczaliśmy, że przyjdzie nam się zmierzyć z takim przeciwnikiem, że my też będziemy potrzebowali pomocy. Sami niestety tej wielkości problemu nie jesteśmy wstanie udźwignąć. Samo leczenie to przecież nie wszystko, a kwota w trakcie leczenia może jeszcze ulec zwiększeniu...

Czeka nas długa rozłąka z dwójką starszych córek. Czeka nas daleka podróż w nieznane, w poszukiwaniu ratunku dla Filipka. Ale nie rozpoczniemy jej bez Waszego wsparcia… Synuś cały czas pyta, co z nim będzie, kiedy poleci samolotem, czy wyzdrowieje? Boimy się… Tak bardzo się boimy. Stoimy w głębokim dole, stopy grzęzną w mule, a woda sięga już po szyję. I cały czas się podnosi. Nie mamy już czasu... Wołamy więc do Was z tego głębokiego dołu, wyciągając rękę o pomoc: zatrzymajcie się na chwilę, zostawcie nam szansę... Podajcie swoją pomocną dłoń i uratujcie nasze dziecko!

Rodzice Filipa

Ps. Prosimy też o modlitwę, bo wierzymy w jej moc i pomaga nam ona oddychać. Ta zbiórka jest wcieleniem w życie mądrych słów św. Ignacego, który powiedział: „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie”. My Wam też swoją modlitwę obiecujemy!

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
0%
0 zł Wsparło 0 osób CEL: 200 000 ZŁ