Kolejnego ciosu Gabrysia już nie wytrzyma

Zbiórka na cel: Uzbieranie na diagnostykę i leczenie padaczki w klinice w Niemczech
Big 96f24094 79a0 4d76 976a c97870b99634
9 dni do końca
Wsparły 772 osoby
39 254 zł (38,44%)
Brakuje jeszcze 62 860 zł
Wesprzyj

Gabrysia

Padaczka lekooporna, mózgowe porażenie czterokończynowe, wodogłowie, uszkodzenie wzroku

Padew, podkarpackie

Rozpoczęcie: 11 Stycznia 2017
Zakończenie: 08 Czerwca 2017

Kiedy zaszłam w ciążę z moim drugim dzieckiem, spełniło się moje największe marzenie o posiadaniu większej rodziny. Do drugiej ciąży podeszłam z większym spokojem, gdyż wiedziałam, co mnie czeka, byłam przygotowana na nieprzespane noce, kolki, zmienianie pieluch i wszelkie ataki płaczu, ale nikt mnie nie przygotował na cierpienie, na które będę musiała patrzeć.



Nikt mi nie powiedział, że życie nie zawsze musi układać się tak, jak ja sobie wymarzę. Kiedy teraz się tak zastanawiam i myślę o życiu sprzed urodzenia Gabrysi i w jednym słowie chciałabym je opisać, byłoby to słowo „sielanka”.



Nasze prawdziwe życie (tak o nim mówię teraz) zaczęło się wraz z pierwszą diagnozą już w trzecim trymestrze ciąży, lekarze zdiagnozowali u mojej córki Gabrysi wodogłowie. Wyjaśnili nam, co oznacza taka diagnoza i przedstawili tyle alternatyw, że zdołaliśmy się otrząsnąć i patrzeć pozytywnie na to, co będzie. Medycyna w dzisiejszych czasach stoi przecież na tak wysokim poziomie. Lekarze poprawią, co trzeba i szczęśliwi wrócimy do domu. Tak nam się wtedy wydawało, a rzeczywistość szykowała się w tym czasie, by zadać pierwszy cios. 



Zaczęło się od przedwczesnego porodu w 36 tygodniu ciąży 4 stycznia 2012r. Po ciężkim porodzie urodziłam najpiękniejszą dziewczynkę o ślicznej śniadej karnacji i bujnych ciemnych włoskach, była po prostu idealna nie było widać po niej żadnej choroby, ale wiedziałam, że teraz czeka nas seria badań, które zakończyły się założeniem w 9 dniu życia Gabrysi zastawki komorowo-otrzewnej. Taka zastawka miała odprowadzać płyn z jej małej główki i na tym miały się problemy skończyć. Niestety na tej diagnozie się nie skończyło, Gabrysia przeszła badanie wzroku i okazało się, że jest on w dużym stopniu uszkodzony. Aby uratować wzrok naszej córce, przejechaliśmy pół Polski. Chwytaliśmy się każdej możliwości, szukaliśmy najlepszych specjalistów. Niestety Gabrysia jest dzieckiem słabo widzącym i nic więcej już się nie da zrobić, gdyż zmiany są nieodwracalne.                                            

To był drugi wielki cios.

W domu została nasza starsza córeczka, która strasznie tęskniła, ale wiedzieliśmy, że najbliższe tygodnie musimy spędzić przy Gabrysi. Ona w tamtej chwili potrzebowała nas najbardziej. Tak rozpoczęła się wędrówka pomiędzy szpitalami a gabinetami specjalistów, którzy nie oszczędzali nam w tym czasie cierpienia.


Ponieważ nasza córeczka przyjmowała ogromną ilość leków, jej odporność na choroby była bardzo słaba. Łapała każdą infekcję i ciągle walczyliśmy z osłabieniem jej odporności, przeszła kilka razy zapalenie oskrzeli i płuc. To nadal był dopiero początek.

Otrzymaliśmy trzeci cios.



Zaczęliśmy martwić się tym, jak Gabrysia się rusza. Po serii badań lekarze zdiagnozowali porażenie czterokończynowe. Zaczęła się kolejna walka o jej rehabilitację, sprzęt rehabilitacyjny i ortopedyczny. Nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić tej niemocy, jaką my czuliśmy. Jak pomóc dziecku skoro sami nie mamy w tej dziedzinie żadnych kwalifikacji. Pomału sama starałam się masować i ćwiczyć z córeczką. Najważniejsze dla nas jest nie dopuścić do przykurczy. Pewnego dnia zauważyliśmy, że Gabrysia zaczyna się dziwnie prężyć i krzyczeć. Pełna lęku o jej zdrowie zadzwoniłam na pogotowie i zaczęła się kolejna seria badań.


Cios czwarty.

Padaczka! Czas stanął w miejscu, cała się trzęsłam, płakałam, mówiłam, że to niemożliwe. Niestety trzeba było się z tym pogodzić, kiedy tak naprawdę godzić już się z niczym nie chcieliśmy. Mimo podawania leków ataki nasilały się. Przeszliśmy dwie próby dopasowania leków, lecz one także nic nie dały. Ataki nasilały się i rosła ich liczba. Każdy dzień jest ciągłym wysiłkiem i bólem dla naszej córeczki. Każdy atak osłabia jej siły. Nie możemy sobie pozwolić, aby sama przebywała, gdyż cały czas musi być pod czyjąś obserwacją, aby w razie potrzeby interweniować. Najgorsze są noce, gdyż boję się, że kiedyś mogę się nie obudzić i nie zauważyć ataku. Od tamtego czasu trwa walka o nasze dziecko. Podczas ataku boimy się wszyscy, płaczemy ze strachu.



Nie możemy zrobić kroku naprzód, bo padaczka zahamowała wszystko. Boimuy się że któryś z ataków dokona doszczętnego spustoszenia w jej małym organizmie. Nasza Gabrysia, mimo że 4 stycznia skończy 5 lat, jeszcze nie siedzi, ani nie mówi. Pomimo codziennej rehabilitacji ataki epilepsji tak osłabiają jej mały organizm, że nie ma siły na ćwiczenia, leży bez życia godzinami. Ataki zaczęły się tak często powtarzać, że ich liczba waha się od 15 do 30 dziennie! Po wielu próbach znalezienia jakiejś pomocy dla Gabrysi trafiliśmy do lekarza neurologa w Warszawie, który nie zbył nas, ale dodał nam sił do walki i dał nadzieję na wyleczenie. Gabrysi z ataków. Okazało się, że Gabrysię może uratować od padaczki operacja w Klinice w Niemczech. Jedynym naszym ograniczeniem, aby pojechać i wyleczyć naszą córkę są ogromne pieniądze, które są potrzebne. Leczenie jest bardzo kosztowne.



Tak wiele bólu spływa na nasze dziecko, tak wiele ułomności i cierpienia, a mimo wszystko potrafi się tak pięknie do nas uśmiechać i cieszyć nas swoim życiem. Czasem zastanawiam się, skąd ona ma tyle siły, my narzekamy na lekki ból głowy, a ona musi walczyć z tyloma przeciwnościami. Dlatego piszę do Państwa ten apel o pomoc. Proszę, pomóżcie nam. Pomóżcie sprawić, by nasze dziecko nie żyło w ciągłym bólu. Proszę, pomóżcie nam uzbierać te pieniądze, które są potrzebne na leczenie, bo bez Was nie damy rady. Przyszedł czas by zmierzyć się w walce o życie dla naszej ślicznej i kochanej dziewczynki.

Pomogli

20 zł

Anonimowa Pomagaczka

Powodzenia!
10 zł

Rafał z Tarnobrzega

7 zł

Anonimowy Pomagacz

zdrowka
X zł

Ewelina

Dużo zdrówka, Zebyś juz wiecej nie cierpiała Aniołku.
50 zł

Anonimowy Pomagacz

100 zł

Teresa W.

Pokaż więcej

9 dni do końca
Wsparły 772 osoby
39 254 zł (38,44%)
Brakuje jeszcze 62 860 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość