Synku, co się z Tobą stanie, gdy mnie zabraknie?

Zbiórka na cel: roczna rehabilitacja
Big 217cfe35 6e8d 4359 bb08 0e401d101581
Wsparło 700 osób
25 687,72 zł (18,29%)
Brakuje jeszcze 114 738,28 zł
Wesprzyj

Grzegorz

obrażenia wielonarządowe

Łódź, łódzkie

Rozpoczęcie: 30 Grudnia 2016
Zakończenie: 15 Lipca 2017

To miała być randka idealna. Chcieli zwiedzić Zamek w Książu, później wybierali się na koncert.  W żadne z tych miejsc nigdy nie dotarli. Na wysokości Świdnicy Grześ stracił panowanie nad kierownicą i wypadł z drogi, koziołkując wcześniej kilkukrotnie. Siła uderzenia była tak duża, że z samochodu wypadł silnik. Nieprzytomną Olę ze złamaną miednicą, stłuczoną nerką i krwiakiem przymózgowym przewieziono do szpitala w Świdnicy. Grzesia przetransportowano śmigłowcem. Ocknął się dopiero pół roku później. Po jego dawnym życiu nie było już śladu. 

Policja ustaliła, że przyczyną wypadku prawdopodobnie była nadmierną prędkość. Ale nie dawało mi to spokoju, bo syn nie był typem pirata drogowego. Warunki pogodowe były sprzyjające, a droga w tym miejscu jest praktycznie prosta. Kuzynka Grzesia, która pracuje w policji, pojechała tam na drugi dzień. Niedaleko miejsca wypadku znalazła zmasakrowanego, dużych rozmiarów ptaka. Ze zdjęcia ciężko było wywnioskować, co to za gatunek, chyba jakaś sowa. Przypuszczamy, że ten ptak wpadł im na szybę i doprowadził do tragedii. Jednak jak było naprawdę raczej już się nie dowiemy, bo ani Grzegorz ani Ola nic nie pamiętają z tego dnia. 

Przed wypadkiem byłam mamą sprawnego, zdrowego, szczęśliwego chłopaka, który miał przed sobą całe życie. Jedna sekunda zmieniła wszystko. Rzuciła mojego synka na szpitalne łóżko, z wizją, której nie chciałam nawet do siebie dopuścić - że tego życia może już dalej nie być...




Grześ miał wielonarządowe obrażenia. Wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej. Każdego dnia liczyłam na to, że to dzisiaj stanie się cud, że Grześ otworzy oczy i powie do mnie "mamo". Niestety, nie wybudził się z niej. Na Intensywnej Terapii spędził 1,5 miesiąca, drugie tyle na oddziale neurologicznym. Świadomość na szczęśćie odzyskał, ale dopiero kilka miesięcy później, gdy trafiliśmy do ośrodka do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego Fundacji „Światło” w Toruniu.  Po przebudzeniu puścił do cioci oczko, zawsze miał poczucie humoru. Dzięki rehabilitacji stopniowo udało się przywrócić mu władzę w prawej stronie ciała - podnosi nogę, porusza palcami, stopą a nawet kopie piłkę. Komunikujemy się za pomocą liter alfabetu oraz mimiki twarzy. Na szczęście umysł ma w pełni sprawny! Powoli też zaczyna samodzielnie jeść.



Ola odzyskała sprawność po kilku miesiącach rehabilitacji. Wróciła do pracy i na studia. Odwiedza Grzesia kiedy tylko może, często też do mnie dzwoni. Na szczęście jej rodzice nie mają względem nas żadnych roszczeń. Zachowali się bardzo w porządku, ufundowali nawet Grzesiowi wózek. 

Koledzy też już teraz rzadko go odwiedzają, chociaż on zawsze bardzo się cieszy na takie spotkania. Kiedy oglądamy razem zdjęcia, kręci mu się łezka w oku. Rozumiem to, ludzie już się przyzwyczaili i oswoili z tą sytuacją, mają swoje życie.




Synów wychowałam sama. Ojciec zmarł gdy Grzesiu miał 2 latka, a jego brat 5. Pracowałam jako farmaceutka na dwa etaty, a jak trzeba było to nawet w niedzielę. Powtarzałam sobie i chłopakom, że jakoś damy radę. Grzesiu śmiał się, że jak skończy 30 lat to zostanie milionerem i wówczas już o nic nie będę musiała się martwić. 

Grzegorz to były sportowiec ŁKS, w koszykówkę grał osiem lat. Jeździliśmy co roku na obozy sportowe i żadnego terningu nie chciał odpuścić. Nie pił, nie palił, dbał o siebie. Kiedy pojawiły się problemy z kolanem, powtarzał “Mamo, przecież ja tak nie wysiedzę”. Zakładał stabilizator i biegł na trening. Po operacji kolana przesiadł się na rower. Trenował całą wiosnę aby wspólnie z kolegami wjechać w kwietniu na Śnieżkę. To już raczej też na zawsze pozostanie w sferze jego marzeń. 

Po ukończeniu studiów - Zarządzanie małymi i średnimi przedsiębiorstwami, chciał założyć własną firmę ubezpieczeniową. Wcześniej pracował u mojego brata - “Takiego pracownika nigdy nie miałem”, chwalił siostrzeńca. Miał do niego takie zaufanie, że bez problemu zostawiał biznes pod jego okiem. Wróżył mu wielki sukces. 

Grzegorz pięknie się uśmiecha, ale i płacze… Najgorsza w tym wszystkim jest niemoc. Widzę w nim chęci do dalszej walki i rehabilitacji, a nie jestem w stanie mu tego zapewnić. Będąc obecnie na zwolnieniu lekarskim, zarabiam zaledwie 1100 zł miesięcznie. Bez pieniędzy pozostaje nam jedynie wielomiesięczne oczekiwanie na miejsce w refundowanym ośrodku. Jeśli przerwiemy rehabilitację wrócimy do punktu wyjścia. Nie wyobrażam sobie teraz zaczynać tego wszystkiego od początku. 

Synek jest skazany na mnie, ale ja opieki się nie boję. Opiekowałam się matką chorą na raka, a wcześniej także babcią. Boję się jedynie, co się z nim stanie, gdy mnie już zabraknie? Marzę aby Grześ zaczął funkcjonować samodzielnie do tego czasu. Wiem, że to możliwe, dlatego proszę… błagam Państwa o pomoc. 

100 zł

od Hubercika :)

Dawaj Wujku, dawaj!
50 zł

Anonimowy Pomagacz

50 zł

Anonimowy Pomagacz

100 zł

Anonimowa Pomagaczka

Krysiu, jesteś silną kobietą !! :D
10 zł

Anonimowy Pomagacz

150 zł

Dzielnicowy

Trzymaj się Grzesiu!

Pokaż więcej

Wsparło 700 osób
25 687,72 zł (18,29%)
Brakuje jeszcze 114 738,28 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość