Hania umiera – mamy czas tylko do piątku, by uratować jej życie! Zdążymy?

Zbiórka na cel: Ratowanie życia Hani - leczenie ostatniej szansy w klinice w Wiedniu
Zbiórka zakończona
Hania Fijak
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 33 344 osoby
413 030,73 zł (125,44%)

Hania, 16 miesięcy

Guz mózgu ETMR IV stopnia

Drezdenko, lubuskie

Rozpoczęcie: 11 Października 2017
Zakończenie: 12 Października 2017

12 Października 2017, 17:28
Dziękujemy!

Wczoraj stanęliśmy przed trudnym zadaniem zebrania kilkuset tysięcy złotych na leczenie Hani! Zdążyliśmy! Zaledwie 8 godzin wystarczyło, by zebrać całą kwotę! Ze zdumieniem obserwowaliśmy, jak zielony pasek zbiórki zapełnia się w błyskawicznym tempie. Wszystko to dzięki Wam! Jesteście autorami cudu, który zdarzył się na naszych oczach!  

W piątek Hania pojedzie na operację do Kliniki w Wiedniu. Dzięki Waszym wielkim sercom będzie mogła rozpocząć walkę z nowotworem. Zbiórkę zostawiamy otwartą do północy. Zebrana nadwyżka zostanie przeznaczona na rehabilitację i dalsze leczenie dziewczynki.

Dziękujemy Ci i mocno trzymamy kciuki za Hanię i jej rodziców!  

Nasza córeczka umiera na raka, a my mamy dwa dni, by zebrać pieniądze potrzebne na uratowanie jej życia! W piątek musimy stawić się w Klinice w Wiedniu. Operacja musi odbyć się jak najszybciej, bo guz w główce Hani rośnie. W tej walce liczy się każdy dzień, każda godzina... W Polsce nie ma już nadziei – leczenie dostępne w kraju nie działa. Czas ucieka, a życie Hani powoli gaśnie. Nie możemy czekać. Jeśli do piątku nie zapłacimy najważniejszej w naszym życiu ceny, kolejnej szansy może już nie być. Błagamy o pomoc!

Nasz koszmar zaczął się w lipcu tego roku. Chwilę wcześniej Hania skończyła roczek. Zaczynała stawiać swoje pierwsze kroczki. Usłyszeliśmy pierwsze, jeszcze niewyraźne, słowa. Cieszyliśmy się jak wszyscy rodzice, którzy patrzą, jak ich dziecko zdrowo rośnie. Teraz z tamtego czasu nic już nie zostało... Najpierw zauważyliśmy, że Hania ma problemy z poruszaniem, że rączki, którymi wcześniej tak żwawo ruszała, nagle zaczęły tracić sprawność. Przestała stawiać pierwsze kroki, uchodziło z niej życie. Byliśmy przerażeni, ale nikt z nas nie pomyślałby, że to wina guza, który rośnie w jej główce. Przecież dopiero co skończyła roczek… 

Jeździliśmy od jednego specjalisty do drugiego. Szukaliśmy pomocy, bo przecież takich sygnałów nie można ignorować. Ortopeda uspokoił, dał nadzieję, że wszystko wróci do normy. W ciągu kilku dni od tych słów znaleźliśmy się w samym środku oddziału onkologicznego, patrząc jak nasze ukochane dziecko zabija rak. 

Usłyszeliśmy właściwą diagnozę. Najgorszą z możliwych, bo będącą wyrokiem zapisanym na własne dziecko. „Patologiczny twór o cechach tzw. glejaka pnia mózgu”, prawie 3 cm średnicy. Hania już nawet nie płakała, nie miała siły. My krzyczeliśmy z rozpaczy i bezsilności.

Myśleliśmy, że nie ma nic gorszego, niż usłyszeć, że własne dziecko umiera na raka. Jest – usłyszeć, że nie ma już żadnego ratunku, że pozostało tylko czekanie na śmierć.  W jednej z największej klinik w Polsce powiedziano nam, że wielkość i umiejscowienie guza nie dają szans na operację, że życia Hani nie uda się uratować. Jak można bezczynnie patrzeć na powolną śmierć własnego dziecka? Rozpaczliwie zaczęliśmy szukać pomocy. Pukaliśmy w każde drzwi, by ratować Hanię.

Znaleźliśmy światełko w tunelu. Profesor ze szpitala w Szczecinie podjął się przeprowadzenia operacji usunięcia guza. Wiedzieliśmy, że to duże ryzyko, ale nie było innego wyjścia. Wróciła nadzieja – profesorowi udało się wyciąć zmiany w główce. Uwierzyliśmy w to, że nasze dziecko wcale nie musi umrzeć. Hania leżała z wielkim opatrunkiem na swojej małej główce, spuchnięta, wyczerpana bólem. Pękały nam serca, ale wierzyliśmy, że w końcu to cierpienie minie, że po tym wszystkim, co przeszliśmy, wygramy tę walkę.

Nasza nadzieja została brutalnie zniszczona. W ciągu kilku dni guz odrósł do pierwotnych rozmiarów! Znów cios – jeszcze silniejszy, niż poprzednio. Znów łzy bólu i rozpaczy. Badanie histopatologiczne wykazało, że guz w główce naszej córeczki to nowotwór złośliwy – medulloblastoma IV stopnia.  Wszystko, co do tej pory zrobiliśmy, było na marne. Nasze dziecko cierpiało, a my utknęliśmy w martwym punkcie, nie wiedząc, gdzie się udać, dokąd pójść.

W Polsce zostały wyczerpane wszystkie możliwości leczenia. Pomocy zaczęliśmy szukać za granicą. Pojechalibyśmy wszędzie, żeby tylko uratować życie Hani. Wysłaliśmy wycinek guza do kliniki w Bonn. Trzymając kartkę z wynikami, które otrzymaliśmy, nie wierzyliśmy, że w rogu widzimy imię i nazwisko naszej córeczki. Lekarze jednoznacznie wykluczyli medulloblastomę, stawiając jeszcze straszliwszą diagnozę.

Guz pnia mózgu – ETMR IV stopnia – bardzo rzadko występujący rodzaj nowotworu, który odporny jest na standardowe leczenie raka.  Jedyne, co nam zaproponowano w kraju to chemioterapia, którą Hania zaczęła przyjmować w oczekiwaniu na pomoc z zagranicy. Wynik rezonansu tylko potwierdził, że chemia w naszym przypadku nic nie da. Guz nie zareagował na przyjęte dawki. W Polsce zostało nam już tylko czekanie na śmierć...

Jeśli zostaniemy w kraju, Hani zostanie kilka miesięcy życia. Guz rośnie. Dziś ma już ponad 3,5 cm średnicy! Kilka dni temu otrzymaliśmy kwalifikację do leczenia w Wiedniu.  Do piątku musimy zebrać całą kwotę za leczenie, ponieważ na ten dzień planowane jest przyjęcie Hani w klinice. Austriaccy lekarze przeprowadzą operację usunięcia guza i rozpoczną protonoterapię. To jedyna szansa na to, by nie stało się to, co poprzednio – by guz w główce Hani nie odrósł. Jako rodzice dziecka, które umiera, błagamy Cię o pomoc. Przyłącz się do naszej walki, pomóż nam ocalić życie naszej córeczki. Bez Ciebie nie zdążymy...

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 33 344 osoby
413 030,73 zł (125,44%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość