Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Ignaś przyszedł na świat, trwa walka o jego serce - II etap

Ignacy Sadowski
Zbiórka zakończona
28 620,00 zł ( 16,84% )
Wsparło 1591 osób
Cel zbiórki:

Operacja serca w Munster - II etap korekcji wady

Ignacy Sadowski
Rumia, pomorskie
Wrodzona wada serca: HRHS, IAA, I-TGA
Rozpoczęcie: 28 Grudnia 2016
Zakończenie: 31 Marca 2017

Opis zbiórki

Gdy Ignaś przyszedł na świat, nie było głośnego krzyku, tylko cichutki płacz, a wtedy nasze serca niemal zatrzymały się ze strachu. Wiedzieliśmy, że serce naszego synka też może stanąć, ale naprawdę… jeśli jednak do tego dojdzie, będzie oznaczać to tylko jedno – jego śmierć. Krytyczna wada, z którą urodził się Ignaś, sprawiła, że połowa jego serca nie wykształciła się. Takie dzieci mogą jednak żyć, dlatego my walczymy o Ignasia, o to, by z nami został! Tylko z Waszą pomocą możemy wygrać…

Ignacy Sadowski


O wadzie serca naszego synka dowiedzieliśmy się jeszcze w trakcie ciąży. W jednej chwili byliśmy pełni nadziei i szczęścia, snuliśmy plany o tym, jakie będzie życie naszego dziecka… w drugiej kazano nam pogodzić się ze świadomością, że tego życia może wcale nie być. Pamiętamy ten obraz na monitorze USG, który nabierał przerażającego kształtu dzięki słowom lekarza. Zamiast całego serca – tylko połowa. Aorta, najważniejsza, największa tętnica człowieka, za pomocą której krew doprowadzana jest do wszystkich tkanek, u naszego synka była przerwana… Powiedziano nam, że tylko błyskawiczna interwencja chirurgiczna zaraz po narodzinach może go uratować!

Rozpoczął się wyścig z czasem. Gdy patrzyliśmy w kalendarz, ledwo widzieliśmy cyfry przez łzy. Wiedzieliśmy, że dopóki Ignaś jest w brzuchu, bezpieczny, nic mu nie grozi. Kiedy jednak rozpocznie się poród, nasz synek zostanie sam, zdany tylko na siebie i swoje słabe serduszko. Musieliśmy znaleźć medycznego cudotwórcę, lekarza, który nie byłby tylko dobry, ale wybitny, żeby mógł zoperować tak skomplikowaną wadę serca jaką ma nasz synek i dać mu szansę na życie. Znaleźliśmy go w Niemczech, w Munster, w klinice specjalizującej się w leczeniu dzieci o chorych sercach, gdzie operuje dr Malec, specjalista od serc jednokomorowych. Wiedzieliśmy, że znaleźliśmy najlepszego lekarza i że zrobimy wszystko, żeby to on operował Ignasia. Gdybyśmy odpuścili, gdybyśmy nie skorzystali z tej szansy, a Ignasiowi coś by się stało… nigdy nie potrafilibyśmy sobie tego wybaczyć.

Udało się, dzięki Wam i Waszej pomocy. 13 października 2016 roku Ignaś przyszedł na świat w Munster, a my narodziliśmy się razem z nim - jako rodzice…

Ignacy Sadowski


Gdy tylko spojrzeliśmy na naszego synka, to było tak, jakby wszystko nagle znalazło się na swoim miejscu. Jakby znalazł się brakujący element układanki, którego tak bardzo nam brakowało… Wiedzieliśmy, że zrobimy dla niego wszystko, byleby ochronić jego życie. Opieka medyczna w klinice była niesamowita. Mogliśmy być przy synku cały czas, a nawet za zgodą pielęgniarki wziąć go na ręce, oczywiście delikatnie, by nie uszkodzić plątaniny kabli, od których zależało życie Ignasia. Mogliśmy patrzeć, jak się rusza, otwiera powieki, patrzy, poznając nas – swoich rodziców, którzy zrobiliby dla niego wszystko. Wyglądał jak zdrowy chłopczyk, tak łatwo można by się pomylić… Ponowne wyniki badań nie pozostawiały jednak złudzeń. Krytyczna wada serca, wymagająca korekty złożonej z trzech skomplikowanych operacji, a bez nich brak szans na życie. Kiedy Ignaś miał tydzień, odbyła się pierwsza z nich.

Operacja trwała 4 godziny, najdłuższe w naszym życiu. Każda minuta była jak wieczność. Każdy szmer powodował, że zrywaliśmy się na równe nogi. Nie mogliśmy się niczym zająć, bo myśleliśmy tylko o synku, leżącym na stole operacyjnym na innym piętrze, o tym, że właśnie rozstrzyga się to, czy będziemy rodzicami dziecka, które przeżyło. Mogliśmy się tylko modlić.

W końcu zadzwonił telefon. Cudowne wieści - operacja zakończona powodzeniem. Nareszcie płakaliśmy nie z rozpaczy, a ulgi. Od razu mogliśmy zobaczyć Ignasia i przy nim czuwać. Pierwsze doby po operacji były pełne nadziei, ale i strachu. Wiedzieliśmy, że zabieg to tylko początek, najważniejsze są pierwsze dni po nim, które pokażą, czy serduszko Ignasia podejmuje pracę. To był dla nas bardzo trudny czas. Synek leżał pod respiratorem,  a my czuliśmy ogromną radość z chwil spędzanych z nim, ale też ogromny strach. Stan synka na zmianę poprawiał się, a potem ulegał pogorszeniu. Kiedy wydawało się, że wszystko jest dobrze i niedługo wrócimy do domu, nastąpiło załamanie. W jamach opłucnowych pojawił się płyn, który sprawiał, że Ignaś szybko się męczył, miał problemy z oddychaniem, a jego serce biło zbyt szybko. Pojawiła się nawet wizja kolejnej operacji! Byliśmy zdruzgotani… Na szczęście lekarzom udało się ustabilizować stan naszego maluszka, ale do ostatniej chwili byliśmy przygotowani na najgorsze.


W końcu wróciliśmy do domu, we trójkę. Dzięki Wam.

Ignacy Sadowski


Dziś, gdy Ignaś ma 3 miesiące, wiemy już, że bycie rodzicami to najpiękniejsza rzecz, jaka nam się przytrafiła. Codziennie zakochujemy się w naszym dziecku na nowo. Każdy jego uśmiech to dar, wypełniający nasze serca takim szczęściem, że nie da się go opisać słowami. Nawet, gdy wstajemy o trzeciej w nocy, bo Ignaś płacze, gdy jest ciemno, gdy padamy z nóg, to wystarczy jeden jego uśmiech i wszystko nabiera sensu.

Ale wiemy, że wygraliśmy tylko jedną bitwę z trzech… Druga operacja w ramach trzyetapowej korekty serca powinna odbyć się, gdy dziecko ma pół roku, trzecia – 2 lata później… Ignaś skończy 6 miesięcy w kwietniu. Po raz kolejny musimy zebrać ogromną kwotę. Po raz kolejny musimy prosić o pomoc. Ostatnie badania nie wyszły tak pomyślnie, jak tego oczekiwaliśmy i być może operacja będzie musiała odbyć się nawet wcześniej… a my nie mamy środków!

Ignaś żyje i jest z nami dzięki Wam… dziękujemy Wam za to. Cieszymy się z każdego dnia spędzonego z naszym synkiem, ale wiemy, że tylko operacja może sprawić, że te dni będą się zdarzać. Rodzina i nasi przyjaciele znają Ignasia głównie ze zdjęć, bo na razie musimy izolować go przed światem, każda infekcja może być dla niego zabójcza. Patrzymy, jak sinieją mu koniuszki paluszków, jak jego oddech staje się coraz cięższy i wiemy, że musimy działać szybko, bo śmierć zaklęta w wadzie serca wciąż chce nam zabrać dziecko. Nie brakuje nam siły, nie brakuje nam wiary, że będzie dobrze, nie brakuje nam nadziei, tylko kwota przerasta nasze możliwości… Prosimy, pomóż nam ratować nasze dziecko!

28 620,00 zł ( 16,84% )
Wsparło 1591 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki