Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

By odszedł rak, a nie ja...

Jacek Pergoł
Zbiórka zakończona
15 876,00 zł ( 62,18% )
Wsparło 941 osób
Cel zbiórki:

Nanoknife - operacja usunięcia nowotworu ratująca życie Jacka

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Jacek Pergoł, 61 lat
Wołomin, mazowieckie
rak wątroby
Rozpoczęcie: 18 Sierpnia 2017
Zakończenie: 25 Września 2017

Opis zbiórki

Mam na imię Jacek, mam trójkę dzieci, kochaną żonę i wnusia, który ma tylko kilka miesięcy i jest dla mnie całym światem... Mam też raka, który chce mi wszystko odebrać, zniszczyć. Są już przerzuty na wątrobie… Boję się, że zostawię małego Ignasia, że osierocę dzieci, że moja żona zostanie sama ze wszystkim. Pojawiła się jednak szansa, by pokonać nowotwór, bym żył… Proszę o pomoc! Jestem pełen pokory, bo jedyne, co mi pozostało, to nadzieja, że uznasz moje życie za wystarczająco cenne, by mogło trwać.

 Jacek Pergoł

Nie tak wyobrażałem sobie jesień życia… Miało być tak pięknie – emerytura, koniec z szalonym tempem, teraz tylko spokojne, leniwe dni, chwile z żoną, opiekowanie się wnuczkiem, któremu chciałem pokazać świat. W końcu miałem czas na pasje – wędkarstwo i moja ukochaną działkę, taki nasz prywatny raj na ziemi, mój i żony, w którym spędzaliśmy piękne chwile wśród naszych roślin. Przez 30 lat byłem dla kraju – pracowałem jako funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu. Lubiłem swoją pracę, czułem się potrzebny innym. Chroniłem najważniejsze osoby w naszym państwie, byłem też w gotowości podczas delegacji zagranicznych, gdy nasz kraj odwiedzali ludzie z pierwszych stron gazet – prezydenci innych państw, papież… Gdy przeszedłem na emeryturę, chciałem być teraz przede wszystkim dla moich bliskich. Udało mi się to przez rok…

 Jacek Pergoł

Najpierw zaczął mnie boleć brzuch. Kogo z nas czasem nie boli…? Ból jednak narastał, przybierał na sile. Poszedłem do lekarza. Zrobiono mi tomografię komputerową. Wydawało mi się, że nic nie jest w stanie mnie złamać, że psychicznie jestem przygotowany na wszystko… Nie byłem. Znaleziono guz. Był już wielkości pomarańczy… Rak jelita grubego. Taką postawiono diagnozę. To był luty 2015…

Wierzyłem, że rak to nie wyrok. To przeciwnik, z którym trzeba się zmierzyć, walczyć i wygrać! Wiedziałem, że stanę do tej bitwy przygotowany i zdyscyplinowany. Że zrobię wszystko, by w walce na onkologicznym ringu przeciwnik nie miał ze mną żadnych szans! Miałem największą motywację – myśl o swoich bliskich. O mojej żonie Mariolce, o dzieciach – Milenie, Pawle, Luizie… O moich schorowanych rodzicach, którzy teraz mają 80 lat… Nie mogłem ich zostawić! W takich chwilach człowiek uświadamia sobie, jak bardzo kocha swoją rodzinę, ile chciałby jeszcze im dać, ile zrobić, przeżyć…

Przeszedłem dwie operacje usunięcia guzów, a następnie chemioterapię. Bitwa okazała się cięższa niż myślałem… Chemia strasznie mnie osłabiła, ledwo stałem na nogach, wyszły mi wszystkie włosy. Rak to ból, czasami tak potworny, nieludzki, że człowiek myśli, że nie wytrzyma. Wciąż jednak miałem nadzieję, że wygram. Wiedziałem, że zrobię wszystko, by tak się stało! Tym bardziej, że obok raka, koszmaru chemii i cierpienia, obok tych strasznych wydarzeń wydarzyło się coś wspaniałego, jeden z najważniejszych momentów w moim życiu –  w styczniu urodził się mój wyczekany, wymarzony wnuczek Ignaś. Zostałem dziadkiem! To dało mi dodatkową motywację. Wiedziałem, że muszę walczyć, muszę żyć, bo chcę uczestniczyć w życiu mojego wnusia. Marzyłem, że nauczę go łowić ryby, że będziemy jeździć na wyprawy, siedzieć przy ognisku, że pokażę mu, jak rozpoznawać rośliny, dbać o nie, że przekażę mu miłość do przyrody, ciekawość świata…

 Jacek Pergoł

Wynik rezonansu magnetycznego z maja był jak kubeł zimnej wody. Po raz pierwszy w mojej głowie pojawiła się natrętna, przerażająca myśl, że te wizje mogą nigdy się nie spełnić. W chwili, gdy myślałem, że pokonałem przeciwnika, okazało się, że on tylko wycofał się, by zadać ostateczny cios… Rak powrócił, pojawiły się w przerzuty w wątrobie. Badania pokazały, że guzy są w takim miejscu, że nie da się ich wyciąć… Są za blisko naczyń krwionośnych. Nic nie da się zrobić… Tyko poddać się i przystać na to, że nowotwór codziennie niszczy, pożera mnie od środka, by w końcu zabić.

Przez chwilę myślałem, że to koniec. To był potworny strach, obezwładniająca rozpacz. Myśl o tym, że już nigdy nie zobaczę twarzy moich żony, nie uściskam swoich dzieci, nie wezmę na ręce Ignasia, zabijała mnie tak samo jak rak. Po chwili słabości postanowiłem jednak wziąć się w garść, podnieść się z kolan i znów stanąć do bitwy! Bo przegrałem bitwę, ale nie wojnę. Po konsultacji z profesorem Tadeuszem Wróblewskim z Kliniki Chirurgii Ogólnej Transplantacyjnej i Wątroby CSK WUM na Banacha okazało się, że jest wciąż dla mnie nadzieja, szansa na życie! Bo choć nowotwór rośnie w siłę z każdym dniem, a guzów nie da się wyciąć, to da się je zniszczyć w inny sposób niż za pomocą tradycyjnej operacji. NanoKnife to zabieg, polegający na niszczeniu nowotworu prądem o wysokim napięciu, który jest wprowadzany bezpośrednio do guza. Nazywany jest „elektrycznym nożem”, ostatnią nadzieją… To moja szansa na życie, na zwycięstwo z rakiem! Pacjenci, którzy byli w podobnej sytuacji jak ja, dziś żyją, czują się dobrze, cieszą się każdą chwilą, wolną od koszmaru choroby.

 Jacek Pergoł

Metoda NanoKnife nie jest refundowana przez NFZ, za zabieg muszę zapłacić sam. Mam niewiele czasu, bo guz rośnie z każdym dniem! Zabieg jest planowany na ostatni tydzień września. Prawie 40 tysięcy złotych – to cena za moje życie… Przez 57 lat starałem się być jak najlepszym człowiekiem, wspierać potrzebujących, być dla innych i nigdy nie pomyślałem, że znajdę się po drugiej stronie, że to ja będę musiał poprosić o pomoc, ale teraz nie mam wyboru. Przełamałem wstyd, bo porażką nie jest prosić, porażką jest się poddać! Pomóż mi wygrać tę bitwę. Pomóż mi pokonać raka i wyzdrowieć… Mój wnuczek ma tylko jednego dziadziusia – mnie. Chcę być jego bohaterem, przyjacielem, kimś, kto będzie go uczył, pomagał, rozpieszczał. Moim największym marzeniem jest to, żeby Ignaś kiedyś powiedział z dumą „dziadziuś mnie tego nauczył…”

15 876,00 zł ( 62,18% )
Wsparło 941 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki