Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Bez zabiegu już nigdy nie zobaczę swoich dzieci! Proszę, pomóż!

Jacek Swaryczewski
Zbiórka zakończona

Bez zabiegu już nigdy nie zobaczę swoich dzieci! Proszę, pomóż!

Cel zbiórki:

leczenie komórkami macierzystymi - 2 podania

Jacek Swaryczewski, 50 lat
Zawiercie, śląskie
Zanik nerwu wzrokowego
Rozpoczęcie: 19 Lipca 2018
Zakończenie: 24 Października 2018

Opis zbiórki

Ciemność, widzę ciemność - ten słynny cytat pochodzi z Seksmisji, kultowej polskiej komedii. Mi jednak nie jest do śmiechu. Jaskra zabrała mi wzrok w jednym oku. Drugim widzę już tylko “lunetowo”, a w każdej chwili mogę stracić i to... Wtedy do końca życia nic już więcej nie zobaczę. Ani wspaniałej żony, ani dorastania mojej dwuletniej córeczki i jej starszych sióstr. Mój świat zgaśnie jak ekran monitora i już nigdy nie będzie można go włączyć. Ostatnią szansą na uratowanie resztek wzroku jest przeszczep komórek macierzystych.

Jacek Swaryczewski

To stało się tak szybko… Nie miałem szansy się na to przygotować w żaden sposób. Choroba długo nie dawała większych objawów, a kiedy już postanowiła się zameldować, weszła do mojego życia bez pukania, razem z drzwiami. Boleśnie zdemolowała, co było do zdemolowania, niszcząc nerw wzrokowy. Odebrała coś niemal najcenniejszego i wciąż jej mało. Człowiek nie docenia tego, że widzi, dopóki nie straci takiej możliwości. Wtedy jest już niestety za późno...

Ktoś to mądrze wymyślił i na całe szczęście mamy dwoje oczu. Z jednym sprawnym okiem da się w miarę normalnie żyć. Oczywiście jest trudniej, ale jedno oko to wciąż o jedno więcej niż wcale. Choroba, niestety uznała, że nie dokończyła swojej roboty i postanowiła zabrać mi też to drugie… ostatnie. Póki co jeszcze przez nie widzę, ale jest to tzw. lunetowe pole widzenia z bardzo słabą ostrością. Wygląda to mniej więcej jak na zdjęciu poniżej i szybko się pogarsza.

Jacek Swaryczewski

Straciłem pełną samodzielność. Poruszanie się w przestrzeni miejskiej wymaga “oczu dookoła głowy”. Żeby nie wejść pod samochód, nie potknąć się o krzywy chodnik, nie potrącić krzątającego się pod nogami dziecka. Ja już tego prawie nie potrafię. Wieczorami nie wychodzę sam z domu. Z “oczu dookoła głowy” zostały mi tylko okruchy. A za moment nie będzie już nawet ich…

Oczkiem w mojej głowie od 2 lat jest najmłodsza córka - Laura. Kochane maleństwo, które rośnie z dnia na dzień. Ma coraz więcej pomysłów do zabawy i coraz trudniej za nią nadążyć. Szczególnie mi, kiedy zniknie z tak bardzo ograniczonego pola widzenia. Korzystam z każdej sekundy, żeby się nią nacieszyć. Dobrze zapamiętać uśmiech, kształt twarzy i kolor włosów, póki mogę je zobaczyć. Za chwilę jedyne, co mi może zostać, to właśnie te wspomnienia. Bardzo boję się tego dnia...

Nie zobaczę pierwszych chwil w szkole, ani laurki namalowanej z okazji Dnia Ojca… Że pięknie wygląda, podobnie jak starsze siostry idąc na randkę, będę mógł sobie tylko wyobrazić. W moim życiu zapadnie ostateczna ciemność, której nie rozjaśni najmocniejsze nawet światło. Ta wizja przytłacza mnie każdego dnia mocniej, ale wciąż wierzę, że uda mi się jej uniknąć. Ostatnią deską ratunku i dosłownie światełkiem w tunelu jest terapia komórkami macierzystymi. Niestety, okrutnie droga…

Proszę, pomóżcie mi obronić się przed tą złą, podstępną chorobą. Pomóżcie mi odzyskać nadzieję. Koszty tej terapii są absolutnie poza zasięgiem finansowym naszej rodziny. Sami nie damy rady. Wciąż wierzę, że resztki mojego wzroku mogą zostać uratowane. Bez Waszego wsparcia, nie widzę dla siebie przyszłości...

Jacek

Obserwuj ważne zbiórki