Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Miłość, która stawia na nogi

Jakub Górny
Zbiórka zakończona
14 720,00 zł ( 16,16% )
Wsparło 777 osób
Cel zbiórki:

Rehabilitacja przy zastosowaniu nowoczesnej metody magnetostymulacji rTMS

Organizator zbiórki: Fundacja Słoneczko
Jakub Górny, 37 lat
Lubiszyn, lubuskie
Złamanie kręgów TH12, L1 kanału kręgowego z niedowładem kończyn dolnych
Rozpoczęcie: 12 Czerwca 2017
Zakończenie: 1 Lipca 2019

Opis zbiórki

Czy wiesz, co jest w życiu najcenniejsze? Ja już tak. To miłość. Bez niej resztę życia spędziłbym na wózku, dzięki niej mam szansę z tego przeklętego wózka wstać...

Życie pełne jest paradoksów. Bo przecież gdyby nie wypadek, który posadził mnie na wózek - moja życiowa tragedia - to nigdy nie poznałbym Ani, kobiety, bez której nie wyobrażam sobie życia, kobiety, dla której chcę z tego wózka wstać. Siedem lat temu byłem załamany, nie chciało mi się żyć. Dzisiaj chcę walczyć z całych sił, by resztę życia spędzić w zdrowiu.

Jakub Górny

To było przedwiośnie 2010 roku. Po długiej zimie w końcu można było pracować na zewnątrz, uporządkować podwórko, zadbać o obejście. Chciałem pomóc koledze, który akurat rozbierał starą, zaniedbaną szopkę. Wspiąłem się, żeby zająć się demontażem niewielkiego daszku. W pewnym momencie poczułem, że zaczynam osuwać się w dół. Odruchowo próbowałem się czegoś złapać, ale było już za późno. Runąłem w dół, a razem ze mną runęło całe moje życie…

To nie była duża wysokość. Jakieś dwa metry, nie więcej. Gdybym upadł trochę inaczej, pewnie skończyłoby się na zadrapaniach, ja poleciałem jednak jak kamień prosto na plecy. W jednej sekundzie straciłem władzę w nogach. Nie czułem bólu. Nie czułem nic. Zupełnie nic…

Nie potrafiłem sobie poradzić z nową sytuacją, w jakiej się znalazłem. Miałem wtedy 25 lat i zupełnie nie tak wyobrażałem sobie moje życie. W momencie, kiedy większość ludzi rozwija skrzydła, mi je podcięto. Nie mogłem dalej pracować, zostawiła mnie dziewczyna, na której wtedy mi zależało. Wydawało mi się, że życie można zaplanować, tymczasem wszystkie plany rozsypały się na miliony kawałków, których nie potrafiłem ze sobą posklejać, tak jak lekarze nie potrafili posklejać mojego kręgosłupa.

Upadek spowodował kompresję kręgów, które naparły na rdzeń, powodując jego uszkodzenie. Wszyscy dookoła mówili mi, że muszę ćwiczyć, że dzięki rehabilitacji jestem w stanie wiele osiągnąć, a być może nawet wstać na nogi. Ćwiczyłem każdego dnia. Kiedy tylko mogłem, jeździłem na turnusy rehabilitacyjne. Mijały tygodnie, miesiące, lata, a postępów nie było widać. Traciłem nadzieję na to, że jeszcze będę chodził, bo przecież przez siedem lat można stracić wiarę…

Jakub Górny

W sierpniu ubiegłego roku trafiłem do kliniki Akson we Wrocławiu. Kilka tygodni wcześniej obejrzałem w telewizji materiał poświęcony ich sposobom rehabilitacji przy pomocy magnetostymulacji wysokoenergetycznej. Metodzie, która dawała nadzieję tym, którzy już ją stracili. Pomyślałem, że i dla mnie może być to szansa. Poza pieniędzmi nie miałem już nic do stracenia… Kiedy pierwszy raz podłączano mnie do dziesiątek kabli, by przez mój rdzeń kręgowy puszczać stymulujące go prądy, czułem się tak, jakbym właśnie znalazł się na planie filmu science fiction. Lekarz uruchomił maszynerie, a ja poczułem dziwny, płynący przez całe ciało dreszcz. Spodziewałem się fajerwerków, a doświadczyłem zaledwie delikatnego mrowienia. Skuteczność była jednak piorunująca. Już po kilku miesiącach byłem w stanie samodzielnie napinać mięśnie ud. Po 7 latach pojawiła się nadzieja na to, by wózek, moje więzienie, poszedł w końcu w odstawkę. Oprócz nadziei pojawiło się coś, a właściwie ktoś jeszcze…

Anię poznałem właśnie tam, w klinice, w której po raz pierwszy od dawna uwierzyłem w to, że może być dobrze i nie wszystko jeszcze jest stracone. Przyjeżdżała tam ze swoim niepełnosprawnym bratem, a ja nie mogłem oderwać od niej wzroku. Z początku wydawała mi się taka nieosiągalna. Piękna, zdrowa dziewczyna i ja - kaleki facet. To przecież nie mogło się udać. Ona jednak potrafiła dostrzec we mnie coś, czego ja sam w sobie nie dostrzegałem. Nie wierzyłem w siebie, nie wierzyłem w możliwość zmiany, Ania napełniła moje serce nadzieją. Byłem zakochany.

Jakub Górny

Życie, które składało się z takich samych, szarych dni, nabrało nagle sensu. Zamiast narzekać, ćwiczyłem z całych sił. Zamiast wściekać się na niską rentę, wziąłem sprawy w swoje ręce i zacząłem produkować drewniane donice, które następnie udawało mi się sprzedać. Zamiast rozpamiętywać to, co już nie wróci, zacząłem żyć tu i teraz i snuć plany na przyszłość. Wspólną przyszłość…

Mam wiele marzeń, ale jedno jest szczególne. Chciałby chwycić Anię za rękę i pójść z nią na spacer. Pójść na własnych nogach, dotrzymując jej kroku. Wierzę, że może się udać. Rehabilitacja przynosi nadspodziewane rezultaty, a jedyną przeszkodą na drodze do odzyskania sprawności są pieniądze. Na refundacje NFZ nie mam co liczyć, a z własnych środków nie jestem w stanie opłacić dalszej rehabilitacji. Kiedyś bym sie poddał, dzisiaj mam dla kogo walczyć. Proszę, pomóż mi. Jestem już tak blisko.

14 720,00 zł ( 16,16% )
Wsparło 777 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki