Mój tata przegrywa z rakiem – proszę was o pomoc ze łzami w oczach

Jan Sznigir
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 6 273 osoby
74 673,57 zł (100,27%)
Zbiórka na cel
terapia celowana, by uratować życie taty

Jan Sznigir

Głogów, dolnośląskie

nowotwór złośliwy żołądka

Rozpoczęcie: 19 Lutego 2018
Zakończenie: 15 Maja 2018

Poprzednie zbiórki

49 021,01 zł (100,20%)
Terapia wspomagająca chemioterapię

3 636

23.11.2017 - 04.01.2018

Terapia wspomagająca chemioterapię

3 636

49 021,01 zł

23.11.2017 - 04.01.2018

27 Lutego 2018, 12:45
Dzięki Wam wygrywamy! Prosimy o dalszą pomoc w ratowaniu życia!

Pierwsze leczenie polegało na chemii, którą przyjmował w Lubinie. Chemia ta była paliatywna, czyli taka, która przedłuża życie, nie leczy. Niestety, tata nie znosił tych wlewów najlepiej, czuł się słaby, całe dnie spędzał w łóżku, nasiliły się wymioty, nie miał chęci, żeby wychodzić, spędzać czas poza ścianami swojego pokoju. Kwota zbiórki miała iść na marihuanę leczniczą, którą tata brał od lipca, miała mu pomóc przetrzymać ten trudny okres. W połowie grudnia zaczęliśmy się jednak zastanawiać, czy tata po prostu przetrzyma kolejną chemię, skoro nie przynosi ona poprawy, a raczej działa nawet w drugą stronę.

Znaleźliśmy nowego lekarza, która jako pierwszy od dawna powiedział, że tata jest do odratowania. W niego, a tym samym w nas wstąpiła nowa nadzieja. Po dalszych poszukiwaniach, szperaniu dowiedzieliśmy się o immunoterapii. Polega ona na podaniu leku, który pomaga odbudować układ immunologiczny, a tym samym organizm wraca do samoobrony. Wyszliśmy z tą inicjatywą sami, a lekarz powiedział, że jak najbardziej jest to dobry kierunek. Tata miał robione badania, czy lek ten będzie mógł zostać mu podany, jak trzymają się organy i okazało się ku naszej uldze, że nie ma przeciwwskazań. To jest ta dobra wiadomość.

Zła wiadomość jest taka, że lek nie jest refundowany, a jego podanie wiąże się z ogromnymi kosztami. Zaczęło się wszystko od wysłania bloczków taty z genotypem do kliniki w Budapeszcie, gdzie ustalono jaki lek tata będzie dostawał. Okazało się, że lek ten podawany jest na przemian z chemią, jednak taką, która jest dobrana stricte pod tatę. Zależało nam, aby jak najszybciej ruszyć to leczenie. Tata od dwóch miesięcy co tydzień jest w szpitalu oddalonym od domu ok. 130 km, gdyż tam otrzymuje najlepszą opiekę. Nikt, nigdy nas nie odesłał ze słowami, że nie podadzą mu krwi czy go nie wzmocnią. Od 3 tygodni zaczęło się leczenie. Przez pierwsze dwa tygodnie tata dostał chemie, po której, o dziwo, czuł się lepiej niż po poprzedniej. Odetchnęliśmy trochę z ulgą.

Tydzień temu został podany mu lek, który niestety, ma też swoje skutki uboczne. Miesięczny koszt leczenia wynosi ok. 30 000 tys. Są to duże pieniądze. Dzięki Wam zgromadziliśmy środki na podanie jeszcze dwóch wlewów, ale nie chcemy, by przyszedł dzień, w którym nie będziemy w stanie zapewnić tacie dalszego leczenia. Po drugim wlewie tata będzie miał robione badania. Modlimy się, by nastąpiła poprawa, gdyż przez ten prawie miesiąc nie chcę mówić, że jest cudownie, tata ma słabsze dni, słabsze chwile, czasami sam sobie nie radzi z tym wszystkim już, ale poprawa była widoczna, nawet na zewnątrz.

Miło było zobaczyć, że tata wstaje, wykonuje wszystkie poranne czynności i wraca do życia. Zaczyna spędzać więcej czasu już nie w swoim pokoju, tylko w salonie, nawet jeżeli ogląda filmy czy czyta. Dlatego tak ważna jest jego wiara i nadzieja, to, że walczy, że chce... Jego determinacje już mamy, teraz tylko potrzeba nam pieniędzy, żeby móc realizować leczenie.

Dziękujemy

Mój kochany tata ma raka żołądka, od lipca choroba zabiera mi go kawałek po kawałku. Nigdy nie znałam go tak szczupłego, zamyślonego, nieobecnego. Myślę, że się boi, choć tego nie przyzna. Lekarze mówią, że trochę późno na operację, chyba że po 6 cyklach chemii choroba się cofnie o 20%. Jeżeli wytrwa, jest szansa na ingerencję chirurga. To, że tak walczę o niego i pukam do wielu drzwi, to też zasługa jego miłości, i odwagi, które mi wpoił.

Podobnie jak on – kocham życie i ludzi, więc błagam Was o pomoc ze łzami w oczach! Jedynej szansy w walce upatrujemy jeszcze w medycznej marihuanie, którą tata powinien przyjmować bardzo intensywnie, aby były jakiekolwiek efekty, by wytrzymał tę ciężką chemioterapię i dał sobie szansę... Jeżeli to może pomóc, zrobię wszystko, aby tata miał do niej dostęp. Każdy z nas, mama, rodzeństwo boimy się każdego dnia, co przyniesie jutro. Chcemy być tymi, którzy razem z nim, pokonają raka, ale potrzebujemy Waszego wsparcia.

Jan Sznigir

Tata jest twardym facetem, nawet teraz, kiedy zaciska zęby z bólu i nie ma już siły na nic. Honorowy krwiodawca, który przez 60 lat oddał 50 litrów krwi. To wspaniałe, kiedy pomyśli się, ile ludzi otrzymało dzięki niemu ratunek. Dzisiaj sam jest po drugiej stronie, czeka na pomoc i walczy najdzielniej jak tylko można z najgroźniejszym przeciwnikiem – rakiem.

Kiedy jakiś czas temu źle się czuł, żartował, że jeśli człowiek żyje, to musi mieć słabsze dni. Jeszcze w styczniu tego roku oddawał krew, a w lipcu wykonał najstraszniejszy dla mnie telefon. Prosił, aby przyjechać po niego do pracy, bo nie da rady sam wrócić. Pojechaliśmy prosto na SOR. Krwawienie wewnętrzne? Tylko tak można było tłumaczyć gwałtowny spadek hemoglobiny. Zlecono badania, gastroskopię. Musieliśmy czekać, ale to czekanie było lepsze, niż wszystko, co nastąpiło później. Po 2 tygodniach mieliśmy odpowiedź – nowotwór złośliwy żołądka, wielki guz. Trafiliśmy na onkologię w Nowej Soli, okazało się, że tata krwawi do wewnątrz, nie mógł jeść. Trzeba było szybkiej decyzji co dalej.

Jan Sznigir

Wtedy odbyła się chyba najtrudniejsza rozmowa z onkologiem. "Jeśli zostawimy pani tatę samego sobie, to zostało mu 6 miesięcy życia. Musicie się zastanowić, czy chcecie tatę leczyć, czy zabrać go na ostatnie wakacje…”. Zdecydowaliśmy się na walkę, bo tata to najsilniejszy człowiek w naszym świecie, a tacy jak on nie rezygnują z życia tak po prostu.

Liczyliśmy na operację, że może uda się wyciąć to paskudztwo z brzucha, że może to jedyna szansa. Lekarze otworzyli tatę na stole operacyjnym, po czym zamknęli go, nie usuwajac nowotworu. Guz był zbyt duży, zbyt rozlany, nieoperacyjny… Sytuacja przegrana?

Tacie zainstalowano pega – żywienie do jelitowe, bo to teraz jedyna szansa na odżywianie. Dzięki temu tata odzyska siły, wciąż jest samodzielny, ale do pokonania ma kolejnego wroga – chemioterapię. To leczenie musi być stosowane tak długo, aż uda się zmniejszyć guza i powtórzyć operację. Chemia dla kogoś, kto już walczy z rakiem, jest ogromnym wyzwaniem.

Żeby pomóc tacie w tej walce, zaczęliśmy stosować olej CBD, który uśmierza ogromny ból i sprawia, że tata czuje się lepiej. To dla nas bardzo dużo, bo nie ma gorszego widoku, niż ukochanej osoby, która bardzo cierpi. Walka trwa i wszyscy, zarówno dzieci, jak i wnuki wiemy, że nasz ukochany ojciec i dziadek nie podda się bez walki. Zrobimy wszystko, żeby pomóc mu w tej walce, żeby nie patrzeć, jak cierpi, żeby zabrać go na wakacje, ale nie ostatnie w życiu.
Prosimy Was o pomoc w ratowaniu życia najważniejszego dla nas człowieka, który część tego życia poświęcił nam.

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 6 273 osoby
74 673,57 zł (100,27%)