Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Proszę, pomóżcie mi ocalić resztki sprawności

Janusz Paciorkowski
Zbiórka zakończona
7 266,00 zł ( 100% )
Wsparło 337 osób
Cel zbiórki:

Pilna operacja, ratowane prawej stopy

Janusz Paciorkowski, 32 lata
Świdnica, dolnośląskie
Uszkodzone przednie więzadło krzyżowe w o kolanie
Rozpoczęcie: 22 Maja 2017
Zakończenie: 19 Lipca 2017

Rezultat zbiórki

Janusz Paciorkowski jest już po operacji ratującej jego stopę.

W ubiegły poniedziałek 19 czerwca b.r. w poznańskiej klinice Janusz przeszedł trudną i skomplikowaną operację naprawczą prawej stopy, ratując ją przed amputacją.
Janusz był przytomny podczas zabiegu i tak oto opisał jego przebieg:
„Podczas operacji dr Stawicki przywrócił oś do prawidłowej pozycji, nastawił zwichniętą kość piętową, na której chodziłem tyle czasu, a także co się później okazało - musiał usunąć pozostawione wolne fragmenty kości, które się nie zrosły. Stopa jest ustabilizowana dwoma śrubami oraz kilkoma implantami metalowymi - bolcami, kotwicami i innymi "wynalazkami". Zabieg trwał ponad 3 godz. (niecałe 4 godz. z podawaniem znieczulenia, przewiezieniem na salę itp.) i zdaniem dr Stawickiego był jednak trudny i skomplikowany. Ale udany - i to chyba najważniejsze. Prawie cały czas jestem na środkach przeciwbólowych, na drugi dzień ból był okropny. Byłem znieczulony w kręgosłup, więc nie czułem bólu od pasa w dół z nogami, ale byłem cały czas przytomny podczas operacji. Słyszałem wszystko - odgłosy piły, młotków, jakiegoś stukania i brzęczenia... jak w jakimś warsztacie  :-) Mam na nodze plastikowy gips.
Wg doktora Stawickiego udało się osiągnąć zamierzony cel, chociaż ze względu na ryzyko wystąpienia martwicy w okolicach zrośniętych częściowo kości po ostatnim zabiegu na Borowskiej, dr wolał jednak pozostawić taki kształt stopy, odchylonej nieco w prawo, ale całkowicie zmieniła się struktura anatomiczna kości w tej stopie.”
Janusz jest już w domu. W czasie pobytu towarzyszyli mu mama i brat, którzy teraz opiekują się nim podając leki, zmieniając opatrunki, pomagając we wszystkich czynnościach samoobsługowych.
Przed Januszem kolejne wizyty u dr Stawickiego, kontrolujące gojenie się nogi.
Przed nim również kosztowna rehabilitacja, która jest niezbędna do przywracania sprawności i powrocie do normalnego -samodzielnego funkcjonowania.

Dziękujemy:)


Dziękujemy wszystki, którzy pomogli i życzymi Januszowi powrotu do zdrowia :)

Opis zbiórki

Mógłbym dzisiaj być zupełnie w innym miejscu. Moje życie mogło wyglądać inaczej, bo kiedy ma się 27 lat, rozpoczyna się życie, a nie kończy. Ja urodziłem się chyba tylko po to, żeby istnieć, bo kiedy przychodzą gorsze chwile, zastanawiam się, dlaczego odkąd pamiętam, głównie cierpię, nie mogę się poruszać i czekam, aż zjawi się ktoś, kto mi pomoże Teraz, kiedy pojawiła się szansa, umieram z nerwów, bo 19 czerwca okaże się, czy jeszcze kiedyś stanę na nogach.

Od zawsze moje życie było rozpięte pomiędzy kolejnymi zabiegami w szpitalach. Najpierw przyszedł czas na operację kręgosłupa, która miała pomóc, a jedynie zaszkodziła. Nie wiem, czego się spodziewałem, ale jeśli jest źle, liczysz na to, że będzie lepiej, a nie całkiem beznadziejnie.

W październiku 2015 roku zabieg stopy, podczas którego usztywnili mi staw skokowy. Znów garść złudzeń, że może tym razem będzie lepiej, że to wszystko da się jakoś poskładać, że będę mógł ćwiczyć i powoli wracać do normalnego życia. Przestrzegałem wszelkich zaleceń, robiłem wszystko, co kazali lekarze, w zamian za to po kilku tygodniach nic się nie zmieniło, a lekarz prowadzący powiedział, że nic już z tym nie da się zrobić. Szukałem pocieszenia, a dostałem wyrok. Drugi specjalista obejrzał i stwierdzi to samo – nie ma szans, nic już z tym nie zrobimy... Do końca życia na końcu nogi zostanie mi kompletnie zdeformowana stopa, na której nie mogę już się nawet oprzeć.

Zostałem z tymi podciętymi skrzydłami, w wieku dwudziestu kilku lat, bez szans na normalną pracę, rodzinę, zamknięty w czterech ścianach snujący się o dwóch kulach między pokojem a łazienką. Tak to miało już wyglądać? Przepłakałem wiele nocy, bo bezradność to jeden z największych bóli jakich można doświadczyć. Najpierw szok, potem rezygnacja i załamanie. Tak przeleciało wiele miesięcy. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak się czułem, kiedy ktoś w końcu dał mi szansę.

Światełko w tunelu, wreszcie pierwsze w moim życiu, w chwili kiedy już się poddałem. Jest szansa na przywrócenie mojej nogi do pionu, na to, że w końcu stanę na niej pewnie, wyniosę te przeklęte kule do piwnicy i zacznę żyć. Może nie pobiegnę i nie zagram w piłkę, ale mogę normalnie funkcjonować, iść do sklepu, znaleźć pracę, oglądać świat stojąc a nie siedząc na wózku inwalidzkim. Można chcieć więcej, kiedy nie ma się w zasadzie nic?

W tej chwili nie chodzę już praktycznie wcale i trudno mi nawet samodzielnie stać. Na dworze nie byłem od tygodni, a jakby tego mało spadają ciągle nowe ciosy. Przy jednej z ostatnich kontroli okazało się, że jeśli mi się nie uda i nie zdążę z operacją, mogę stracić stopę. Wtedy nie zostanie nic poza pokojem, którego dzisiaj mam już dość. Mam tylko jedno marzenie, doczekać samodzielności w wieku 27 lat. To, co dla większości z Was jest czymś naturalnym, dla mnie jest przedmiotem najpiękniejszych snów. Nie chcę się poddawać, zwłaszcza teraz kiedy mogę przestać być ciężarem dla rodziców.

Ta nadzieja to wszystko, co mam. Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą – ten cytat Św. Augustyna chyba powinien być moim mottem. Czy wygram tę walkę? To zależy w dużej mierze od Was... Jeśli moja historia wzbudziłaby czyjeś współczucie i zainteresowanie, to bardzo proszę o Was o pomoc. Pomóżcie mi wygrać tę walkę o zdrowie, bo to już moja ostatnia walka.

7 266,00 zł ( 100% )
Wsparło 337 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki