By początek życia nie był jego końcem – ratujemy Jasia

Zbiórka na cel: Operacja wady serca, która uratuje życie Jasia (I etap, Niemcy)
Zbiórka zakończona
Jan Twork
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 8 151 osób
102 418,02 zł (100,45%)

Jan

Złożona wada serca pod postacią zarośnięcia zastawki trójdzielnej z ubytkiem międzykomorowym i niedorozwojem prawej komory serca

Mieroszyno, pomorskie

Rozpoczęcie: 26 Stycznia 2017
Zakończenie: 11 Kwietnia 2017

11 Maja 2017, 13:58
Jestem na świecie :) Witajcie

W dniu, w którym Jaś przyjdzie na świat, ja będę przerażona, lecz nie tak jak wszystkie matki na porodówce. Moje dziecko urodzi się bardzo chore, umierające i tylko od umiejętności lekarzy będzie zależało to, czy zdołam je utulić, czy będzie nam dane się poznać. Matka dziecka ze zdiagnozowaną krytyczną wadą serca nie czeka na ten dzień porodu, bo najchętniej zatrzymałaby je w swoim brzuchu. Tam, gdzie teraz jest, jest bezpieczne.

Zdrowe dziecko może mieć śliczne oczka, piękny uśmiech, wspaniały zapach. Nasz synek będzie miał dodatkowo złożoną wadę serca pod postacią zarośnięcia zastawki trójdzielnej z ubytkiem międzykomorowym i niedorozwojem prawej komory serca! Ta straszna wada serduszka dominuje nad tymi wszystkimi pięknymi rzeczami, które nieodłącznie kojarzą się z przyjściem na świat dziecka.

Gdy ludzie pytają o naszego synka, nie umiem dzisiaj mówić o nim bez łez w oczach, bez myślenia o tym, że mogę go w każdej chwili stracić. 23 grudnia, dzień przed Wigilią, mieliśmy wyznaczony termin rutynowego badania USG, badania, które miało być dla nas niejako prezentem na Święta! W domu była choinka, zapach pierników, a przed nami kilka dni spędzonych wspólnie z rodziną. Przed Świętami zobaczymy nasze malutkie dziecko, dostaniemy zdjęcie, które będziemy mogli wszystkim pokazać. To miał być fantastyczny czas, a w ciągu kilku godzin przerodził się w koszmar.

Nasza 5-letnia córeczka bardzo chciała zobaczyć brata, dzień przed badaniem nie mogła zasnąć, taka była podekscytowana. Wieczorami często jej o nim opowiadałam, że kiedy przyjdzie na świat, razem będziemy się nim opiekowały, chodziły na spacery. Nie umiem jej teraz powiedzieć, że być może nigdy nie pójdziemy na spacer, a nawet może nie uda nam się nigdy wyjść ze szpitala po porodzie. Amelka widziała brata tylko przez chwilę, bo zaraz musiała wyjść z gabinetu. Lekarz zmarszczył brwi, długo patrzył w monitor i rozmyślał. My w milczeniu analizowaliśmy każdy ruch na jego twarzy.

 Lekarz oglądał nasze dziecko i coś wyraźnie wzbudziło jego niepokój. To najgorsza chwila w życiu, kiedy maleńka osoba, która się jeszcze nie urodziła, a którą już tak bardzo kochałam, wzbudzała zdenerwowanie u lekarza. Doktor w końcu wypowiedział słowa, które zapoczątkowały ten straszny czas oczekiwania. Jednego dnia czekaliśmy na największe szczęście, by po chwili drżeć na myśl o największym koszmarze, jaki może się spełnić już 25 maja.

Święta miały być piękne, a przetrwaliśmy je tylko dzięki pomocy bliskich i przyjaciół. Specjalistyczne badania – echo serca płodu, zaplanowane były na 2 stycznia. Ten nowy rok miał wyłonić wszystkie nasze problemy, a choroba naszego nienarodzonego dziecka miała zostać ubrana w słowa. Państwa syn przyjdzie na świat ze złożoną wadą serca, pod postacią zarośnięcia zastawki trójdzielnej z ubytkiem międzykomorowym i niedorozwojem prawej komory serca, tego, czy przeżyje, nikt Państwu nie powie. Jedno jest pewne, dziecko może uratować jedynie natychmiastowa, skomplikowana operacja.

Sam poród to dla matki olbrzymi stres, a poród ze świadomością, że wydaje na świat dziecko, niezdolne do tego, aby samodzielnie żyć? Nie umiem pogodzić się z wyrokiem wydanym na Jasia. Jest on częścią mnie, czuję, jak się rusza i jak żyje, tam, gdzie jest bezpieczny przez najbliższe miesiące. Moje serce bije teraz za nas dwoje, ale gdy przyjdzie czas, kiedy będziemy musieli się rozdzielić, wtedy może przytrafić się wszystko. Wiem, że w maju będziemy musieli się zmierzyć z tym wszystkim i nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego nie zdołam ochronić swojego dziecka, kiedy będzie potrzebowało pomocy najbardziej ani tego, że muszę zdać się na obcych ludzi.

Gdy ciągłe napady płaczu minęły, przyszła niespodziewana siła i determinacja. Chęć do walki o to, co kochamy, pojawia się właśnie nagle. Jestem matką, a matka nie czeka z założonymi rękami, nie liczy na cuda, tylko walczy, jak długo zdoła i ile wystarczy jej sił. Zaczęliśmy czytać, rozmawiać, dzwonić. Tak większość matek dzieci z wadami serca znajduje Profesora Malca. Tylko że większość rodziców wie, co dolega ich dzieciom, a wada naszego synka do samego porodu pozostanie częściowo tajemnicą.

Profesor odpowiedział szybko i nie dał nam czasu, by się martwić. Proszę 4 maja stawić się w klinice, a zrobimy wszystko, by uratować Państwa dziecko. To zdanie wyrwało nas z tego ogromnego smutku, dało nam nadzieję, której tak bardzo potrzebowaliśmy. Jedno zdanie, które tak naprawdę daje ogromną szansę na to, że Jaś, nasz synek, będzie żył. Prof. Edward Malec, który ma największe doświadczenie w operowaniu serc jednokomorowych, zgodził się podjąć operacji, jednakże, aby Jaś miał szansę od razu po przyjściu na świat trafić w jego ręce, zarówno poród, jak i operacja muszą się odbyć w Klinice Uniwersyteckiej Münster. Trudno jest oddać matce dziecko w obce ręce, zaraz po urodzeniu, ale te ręce naprawiły już tak wiele serc, że nie można im nie zaufać.

Dzieci tak chore jak Jaś, mają przed sobą trudne, wieloetapowe operacje, ale od tej pierwszej zależy wszystko! Pomóżcie nam w walce, bo koszty, które wiążą się z ratowaniem życia naszego synka, są dla nas zbyt wielkie. Sami nie damy sobie rady.

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 8 151 osób
102 418,02 zł (100,45%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość