Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Ostatnia szansa, by wyczołgać się z objęć raka

Julia łuczak

Ostatnia szansa, by wyczołgać się z objęć raka

187 378,92 zł ( 126% )
Wsparły 13774 osoby
Cel zbiórki:

terapia protonowa, leczenie ma odbyć się w Monachium

Julia łuczak
Poznań, wielkopolskie
Mięsak tkanek miękkich
Rozpoczęcie: 16 Lutego 2017
Zakończenie: 20 Marca 2017

Opis zbiórki

W dorosłość nie weszłam, ale właśnie się wczołgałam, wyniszczona przez chorobę, zmęczona i zaszczuta przez nowotwór. Miał być ślub, matura, wakacje i te wszystkie rzeczy, które chce się robić, kiedy ma się 20 lat. Potem chwila niepewności, zabieg w szpitalu i łzy w oczach mojej mamy. Ona nie płacze, kiedy nie potrzeba. Wtedy nie dała rady. Tuliłyśmy się do siebie, na obdrapanym szpitalnym łóżku. Ona szlochała, jakby coś tracąc, a ja nic z tego wszystkiego nie rozumiałam. Miałam w uszach ciszę, patrzyłam, ale nic nie widziałam.     To trwało bardzo długo, a czasami myślę, że trwa nadal, od 3 lat. Mam raka, teraz już to wiem, ale nie akceptuje, nie umiem się z tym pogodzić i może to dziecinne takie niepogodzenie, ale kiedy wykryto u mnie nowotwór, byłam jeszcze dzieckiem, marzyłam o dorosłości, o 18 urodzinach. W tę dorosłość weszliśmy razem – ja i rak, i od 3 lat próbujemy się nawzajem siebie pozbyć. Teraz on wygrywa, bo jest silniejszy niż ja, niczego się nie boi, nie ma nic do stracenia poza swoim parszywym istnieniem. Ja mogę przegrać wszystko, koszmarnie się boję i tak bardzo mi zależy.     Julia łuczak     Najpierw był guz, właściwie mały guzek na prawym udzie. Stamtąd zaczął atakować, najpierw powoli, jakby się przygotowywał, jakby opracowywał plan zawładnięcia całym moim życiem. Taki mały guzek to przecież kosmetyczna sprawa, jeśli się nie wchłonie, kiedyś go wytnę, ale to kiedyś. Wtedy miałam co robić z czasem. Chciałam żyć, podróżować i cieszyć ze wszystkiego. Znacie ten stan, kiedy budzicie się z uśmiechem? Teraz myślę, że może to była rekompensata, bo od trzech lat budzę się z płaczem i z płaczem zasypiam. Z guzka zrobił się guz, najpierw taki jak winogrono, potem już wielkości jajka, było go widać już przez spodnie. To nie było normalne, ale od czego mamy internet? Szukałam, sprawdzałam, czytałam, a im dłużej, tym robiło się straszniej, niebezpieczniej.   Pojechałam z mamą do szpitala. Lekarz patrzył i milczał, a ja byłam przerażona. Chciałam, żeby powiedział, że będzie bolało, ale za tydzień nie będę o tym pamiętała. Tak jak mówi dentysta. Wynik badań były straszne – mięsak tkanek miękkich! Żyłam od kilku miesięcy z rakiem, ze straszną chorobą, która przecież jest wyrokiem. Pojechałam wyciąć paskudztwo, które urosło mi na nodze, a chwilę później leżałam na łóżku, wpatrując się w jarzeniówkę, a pielęgniarka zakładała mi wenflon, ustawiała stojak z kroplówką.     Julia łuczak     Dostałam pierwszą chemię. Ja - młoda, ambitna dziewczyna - ta umalowana, pozująca do zdjęć, teraz w obcym łóżku, w obcej pościeli, patrzyłam, jak kropla po kropli, w moje żyły spływała ciecz, która miała mnie uzdrowić. Nie wiem, czy w to wierzyłam, ale wydaje mi się, że bałam się wierzyć, mieć nadzieję. Wydawało mi się, że gdy będę cichutko, ten rak o mnie zapomni, wymknę mu się niepostrzeżenie i ucieknę, kiedy nadarzy się moment. Chciałam pamiętać swoją osiemnastkę, a pamiętam jedynie pierwszą chemię w poznańskim szpitalu. 18 urodziny też spędziłam podpięta pod kroplówkę. Takich rzeczy się nie zapomina, tylko te dobre wspomnienia ulatują z pamięci, a ja dobrych chwil już nie pamiętam.     Z chemii zabrałam mojego raka pod lampę, bo radioterapia miała być właśnie na dobicie i była, tylko że dla mnie, nie dla niego. Wypadły mi włosy, płakałam, wypadły brwi i połamały się paznokcie, wymiotowałam, nie mogąc jeść ani spać. On to przeżył, lekarze nie trafili…     Julia łuczak   Potem były kolejne chemie i kolejne rozczarowania. Teraz brakuje już palców, by zliczyć, bo cykli było już 11, a każdy kolejny gorszy, trudniejszy do wytrzymania. Potem chwila oddechu, ale kiedy ja odpoczywałam, on też nabierał sił. Zbierałam te strzępy swojego życia, niezgrabnie je układałam, wróciłam do nauki, takiej w domu, ale pozwalała zapomnieć, nie myśleć o tym, co się dzieje. Przestałam się bać, może dlatego, że zdałam sobie sprawę, jak mało mam tutaj do gadania.     W 2016 roku on znów się odezwał. Dlaczego? Tak o siebie dbałam, czytałam, co tylko znalazłam - o odżywianiu, o witaminach i suplementach. On znów z tego mojego starania zakpił, znów pokazał, kto tu rządzi. W styczniu tomografia płuc wykazała przerzuty, małe szybko rosnące guzki. Wiecie, co to oznacza, prawda? Przegrałam bardzo ważną bitwę, która mogła przesądzić o całej wojnie. Na chemię już nie reagowałam, więc trzeba było ciąć. Na stół operacyjny trafiłam w sierpniu, w ostatniej chwili. Podczas operacji usunięto całe lewe płuco, bo nowotwór je po prostu zjadł, a marginesy, z którymi usuwa się mięsaka, są bardzo duże. Przeżyłam, ale nie wyzdrowiałam. To jedyne płuco, które mi zostało, też jest usiane guzami, operować już mnie nie chcą, na leczenie nie mają pomysłu. Wróciłam do domu…     Julia łuczak  
3 lata na marne, bo umieram, kiedy zasypiam i kiedy się budzę, nowotwór szaleje w moim ciele, kiedy rozmawiam przez telefon i kiedy próbuję zachować spokój w towarzystwie mojego chłopaka. Rysiek snuje plany, kiedy będzie już po wszystkim, kiedy będę zdrowa, jak wyjedziemy na wakacje, założymy rodzinę. Je się tych planów boję, boję się żyć, bo nie wiem, ile tego życia jeszcze mi zostało. Boję się też mieć nadzieję, bo wiem, jak boli, kiedy ci ją odbierają.  
Mama każe mi mieć nadzieję, mówi, że muszę żyć, że jeszcze jestem taka młoda. Ja to wiem, ale jak mam to zrobić? Mam 20 lat i ostatnią szansę, aby przeżyć. Muszę zebrać ogromną kwotę pieniędzy i jechać na leczenie protonowe do Monachium. Brzmi to jak ponury żart, bo sama nie mam siły już wstać, założyć butów. Mama powiedziała, że mi pomoże, że razem nam się uda.   Moja mama jest w ciąży i niebawem na świat przyjdzie moja siostrzyczka. Tak bardzo chciałbym ją poznać...   Julia
187 378,92 zł ( 126% )
Wsparły 13774 osoby

Obserwuj ważne zbiórki