Żyję i z całych sił pragnę żyć...

Zbiórka na cel: Konsultacja we Wiedniu i leczenie po przeszczepie płuc
Karolina Szychulska
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 434 osoby
12 292,02 zł (60,4%)
Brakuje jeszcze 8 059,98 zł
Wesprzyj

Karolina

Mukowiscydoza - stan po przeszczepie płuc

Zaduszniki, kujawsko-pomorskie

Rozpoczęcie: 17 Lutego 2017
Zakończenie: 17 Listopada 2017

Przez wiele lat żyłam nadzieją. A kiedy moje życie gasło i straciłam wiarę, czekałam na śmierć. Wtedy przeszczepiono mi życie. Znalazł się dawca - otrzymałam nowe płuca, dzięki którym żyję. Teraz ja ze wszystkich sił pragnę je ocalić, a mukozabójczyni - ponownie zniszczyć.


 

Mukowiscydoza - nieuleczalna, bezwzględna. Choroba, która zabija. Taka, na którą nie istnieje lekarstwo. To lokatorka, która mieszka w moich płucach i która od 23 lat chce odebrać mi oddech.

2010 rok - mój stan bardzo się pogorszył. Miałam 16 lat. Lekarze nie ukrywali, że bez nowych płuc umrę, że to już ostatnie podrygi mojego oddechu. Potrzebowałam przeszczepu w Wiedniu - tylko tam nie dyskwalifikował mnie wiek. Z dnia na dzień straciłam wszystkie siły, mój organizm był wycieńczony, straciłam też wiarę, że doczekam dnia, w którym otrzymam drugie, lepsze życie. Telefon nie dzwonił, a za mnie oddychał respirator. Moje szanse na życie gasły. Każdego dnia było mnie coraz mniej… Nie miałam sił, by walczyć. Całą moją energię pochłaniało myślenie o tym, że każdy oddech może być moim ostatnim. Że gdy zasnę, już się nie obudzę.

Wtedy prawie się poddałam. Nie wierzyłam, że nadejdzie dzień, którego tak bardzo wyczekiwałam. Nie przetrwałabym tego, gdyby nie moi bliscy, gdyby nie moja rodzina, która była przy mnie w chwilach najstraszniejszej rozpaczy. To oni podarowali mi nadzieję, to dzięki nim powiedziałam sobie, że choroba wybrała sobie dobrego przeciwnika. Że ze mną nie wygra bez walki. 

1 lipca, 2012 rok. Mój stan był tragiczny. Wiedziałam, że to już nie walka, lecz wyścig ze śmiercią.

Dzień później zadzwonili lekarze z Wiednia. Powiedzieli, że są dla mnie płuca, że już czas! Po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu pomyślałam, że może nie umrę, że może jest dla mnie szansa… A później moje serce pękło. Lekarze nie pozwolili mi wyjechać, uznali, że ryzyko jest zbyt wielkie. Ból był niewyobrażalny, ale tłumaczyłam sobie, że tak musiało być, że może to lepiej, że lekarze przecież nie zrobią mi krzywdy… Mój lekarz prowadzący to prawdziwy Anioł. Walczył o moje życie, robił wszystko, co w jego mocy - kontaktował się ze specjalistami z Wiednia, starał się, aby mój stan się polepszył na tyle, abym mogła doczekać dnia, w którym ponownie zadzwonią…

W szpitalu spędziłam całe wakacje. W sierpniu dotarło do mnie, że nie ma dla mnie ratunku. Poprosiłam lekarza, aby wypisał mnie do domu. Nie chciałam przeżyć ostatnich dni na oddziale. Czułam, że to moje ostatnie dni. Chciałam być z rodziną.
 


 

Pamiętam ten dzień doskonale. Najpiękniejszy w moim życiu, kilka dni po tym, jak podjęłam decyzję o powrocie do domu. Poniedziałek. Miałam wrócić do szpitala. Kiedy się pakowałam, zadzwonił telefon. Mój stan był znacznie gorszy niż poprzednio, a jednak pani koordynator powiedziała, że mam się szykować, bo przyleci po mnie samolot, który zabierze mnie do Wiednia! Płuca na mnie czekały!

Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Zaczęłam płakać, dusić się, ze szczęścia wpadłam w panikę. Przyjechała po mnie kartka, która przetransportowała mnie na lotnisko. Czekał już na mnie samolot. Na pokład wniósł mnie tata. Tam straciłam przytomność. Kiedy się obudziłam, trwało już moje nowe życie.



 

Nowe płuca - moje nowe życie - przeszczepili mi 4 września 2012. To był wtorek. Jestem wdzięczna Bogu, że nade mną czuwał. Chociaż najważniejsze jest, że żyję, życie po przeszczepie nie jest łatwe - chorują moje nerki, moje narządy zalewa wydzielina. Aby mój organizm nie odrzucił przeszczepu, konieczne jest zażywanie ogromnej ilości leków, z których nie mogę zrezygnować. A są one koszmarnie drogie. To kwota liczona w tysiącach, całkowicie dla mnie nieosiągalna. Bez nich umrę… Wciąż muszę na siebie uważać. I to nie tylko na siebie - na moje nowe płuca również. Teraz jednak wiem, że zawsze będę walczyć. Następny taki cud jak dar życia się już nie powtórzy.


 

Żyję dzięki przeszczepowi, co nie oznacza, że wyzdrowiałam. Mukowiscydozy nie można zabić, ona wciąż żyje, czai się na moje nowe płuca, na mnie... Raz przechytrzyłam śmierć. Mogę żyć jeszcze kilka lat, mogę oddychać, znów pełną piersią! Chcę, żeby moje życie trwało dalej, ale bez Ciebie nie dam rady. Proszę Cię o pomoc, naprawdę chcę żyć...

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 434 osoby
12 292,02 zł (60,4%)
Brakuje jeszcze 8 059,98 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość