Białaczka atakuje ponownie. Pomóż ratować Karolinkę!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 713 osób
36 554 zł (101,1%)
Zbiórka na cel
3 opakowania nierefundowanego leku Blincyto

Karolina Płachta, 7 lat

Zakliczyn, małopolskie

Wznowa białaczki limfoblastycznej

Rozpoczęcie: 5 Lipca 2019
Zakończenie: 15 Sierpnia 2019

Każda wznowa to ogromny strach przed tym, co czeka na nas za rogiem. Kiedy wychodziliśmy ze szpitala ze wskazaniem do domowego leczenia, miałam nadzieję, że to ostatni raz, że tym razem możemy świętować zwycięstwo. Niestety, w tym przypadku choroba zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie… 

Karolina zachorowała po raz pierwszy wiele lat temu. Miała 2-latka. Mała dziewczynka, nagle umieszczona na onkologii, która na długi czas stała się jej domem. Wszystko zaczęło się banalnie - podejrzewano infekcję, dostaliśmy antybiotyk. Chwilę później dostaliśmy skierowanie do szpitala, a tam szybko zdiagnozowano białaczkę. Karolina prawie minęła się na oddziale ze swoim 5-letnim braciszkiem, który właśnie opuszczał oddział po długotrwałym leczeniu. Drugie dziecko w szpitalu, a w domu jeszcze piątka. W tym malutka córeczka, która przyszła na świat dosłownie kilka tygodni wcześniej. Wtedy liczył się każdy dzień. Leczenie na oddziale prowadzone przez 9 długich miesięcy. Tata praktycznie zamieszkał w szpitalu, by wspierać córeczkę. Każdego dnia czuwał, kiedy ja zajmowałam się pozostałymi obowiązkami. 

Karolina Płachta

Po wypisie i chemii kończonej w domu usłyszeliśmy, że niebezpieczeństwo minęło. Przez 2 lata zdawało się, że ten etap już za nami. Karolina urosła, nauczyła się nowych umiejętności i z radością chwytała każdy dzień. Aż pewnego dnia wieczorem, tuż przed pójściem spać powiedziała, że strasznie boli ją ucho. Po odsunięciu włosów zobaczyłam coś co mnie przeraziło. Nie był to siniak, ale ślad, który do złudzenia przypominał obrzęk albo coś podobnego. Pierwsza myśl: wizyta u lekarza. Ten początkowo podejrzewał świnkę, ale dla pewności skierował nas na kolejne badania. Wróciliśmy do szpitala. To przerażające miejsce...  nagle wszystkie wspomnienia wróciły. Strach, obawa, paraliż w oczekiwaniu na diagnozę. Przyjęto nas w piątek po południu. Do poniedziałku czekaliśmy, nie mając pojęcia co nas czeka. Po badaniach usłyszałam: wznowa choroby. Nogi się pode mną ugięły. Wszystko zaczęło się od początku. Tym razem było jeszcze trudniej. Karolinkę dopadła sepsa, wylądowała na intensywnej terapii. Walka z bakteriami, osłabiony organizm po chemioterapii… Po długim i wykańczającym leczeniu w końcu usłyszeliśmy od lekarza, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Po wielu miesiącach stresu, walki, po morzu wylanych łez wróciliśmy do domu… 

Wydawało się, że tym razem wszystko będzie w porządku. Kiedy Karolinka wróciła do domu, wreszcie byliśmy razem. Cała rodzina odetchnęła z ulgą. Córeczka była w świetnej formie. Mimo nauczania indywidualnego i domowych lekcji na zakończenie roku szkolnego w czerwcu tego roku poszłyśmy razem. Chciałam skorzystać z okazji, dla niej, nie codziennie jest możliwość spotkania z klasą. W przypadku dziecka po ciężkiej chorobie to prawdziwe wydarzenie. Zapowiadały się wyjątkowe wakacje. Bardzo się pomyliliśmy. Stan Karolinki pogorszył się w ciągu kilku godzin. Temperatura, słabe wyniki. Nie wierzyłam, że to się dzieje. Liczyłyśmy, że to chwilowe, że zostaną podane leki, przeciwciała i stan się poprawi. 

Karolina Płachta

Ostatnie, co mogłoby przyjść do głowy to powrót do szpitala. Nikt nie spodziewał się, że wydarzy się coś takiego. Kolejny powrót na oddział to koszmarne doświadczenie. Karolina jest już dużą dziewczynką, doskonale wie co się z nią dzieje. Codzienne obcowanie z chorymi, obserwacja szpitalnej rzeczywistości i pożegnania… niektóre już na zawsze. To nie ma nic wspólnego z wakacjami, które planowaliśmy. Druga wznowa choroby uderzyła z ogromną siłą, ilość komórek rakowych była ogromna. Walka zaczęła się od początku. Znów jesteśmy w tym samym miejscu. Lekarze podają chemioterapię i przeciwciała. Przygotowują organizm do przeszczepu szpiku. Nie wiadomo, kiedy będzie to możliwe. Jedynym pocieszeniem jest to, że dawcą może być siostra. Najbardziej boję się momentu, w którym wypadną jej włosy. Już ostatnio bardzo to przeżyła, a teraz będzie jeszcze gorzej. Nie wiem, jak jej to powiedzieć, jak ją na to przygotować. To wydaje się błahe, ale dla mojej córeczki to ważne, to dla niej widoczny znak, że choroba po raz kolejny wzięła górę. Zanim będziemy mogli przejść z leczeniem krok dalej i możliwy będzie przeszczep, konieczne jest wprowadzenie leku. Lek ratujący życie mojego dziecka to ogromne koszty, których nie jesteśmy w stanie pokryć samodzielnie. Refundacja nas nie obowiązuje, pokrywa ona koszty leczenia wyłącznie dorosłych pacjentów uczestniczących w programie. W tej kolejnej, ostatecznej walce musimy prosić o pomoc! Wierzę, że tym razem uda się pokonać chorobę na zawsze. Nie bierzemy pod uwagę innej możliwości. Kiedy usłyszałam od lekarza, ile kosztuje lek, zamarłam. Strach o życie Karoliny przerodziła się w motywację do działania. 

Na Karolinę w domu czeka reszta rodziny. Razem z nią odliczamy dni do powrotu. Nie pozwolimy chorobie wygrać, całą rodziną walczymy, szukamy ratunku. Okropna choroba wciąż nie daje za wygraną. To piekło wciąż wraca. Pomóżcie nam, pomóżcie Karolince! Liczy się każdy dzień!

Ładuję...

10,33 zł

Adquesto

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 713 osób
36 554 zł (101,1%)