Odzyskamy życie, które Ci zniszczono, córeczko

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 603 osoby
16 680 zł (20,54%)
Zbiórka na cel
intensywna rehabilitacja, aby Klaudia wróciła do życia sprzed wypadku

Klaudia Draga, 22 lata

Wodzisław Śląski, śląskie

Ciężki uraz czaszkowo-mózgowy, niedowład czterokończynowy spastyczny

Rozpoczęcie: 31 Maja 2017
Zakończenie: 5 Lipca 2018

To były jej szesnaste urodziny. Klaudia wyszła z domu tylko na krótki spacer. Była na przejściu dla pieszych, przechodziła spokojnie na drugą stronę ulicy. Jadący z ogromną prędkością samochód nie zatrzymał się. Uderzenie. Huk. Krew. Krzyk.

Klaudia Draga

Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj, córeczko. Pamiętam każdy moment, odtwarzałam go w pamięci wielokrotnie, jak film. Pamiętam, jak cały dzień sprzątałaś pokój, jak czekałaś na gości. Pamiętam Twój uśmiech, w końcu raz w życiu kończy się szesnaście lat. Pamiętam, jak zarzuciłaś na siebie kurtkę i powiedziałaś, że za chwilę wracasz. To były Twoje ostatnie słowa – „mamuś, zaraz wracam”. Słowa, które rozbrzmiewały mi w głowie codziennie, gdy siedziałam przy Twoim łóżeczku, gdy targowałam się z Bogiem, błagając go, by mi Cię oddał, by obudził Cię z tego snu, gdy trwałaś zawieszona między życiem i śmiercią. Przecież powiedziałaś, że wrócisz… Piszę dziś do nieznajomych nam ludzi, z nadzieją, że zostaną częścią naszej historii, bo zrobię dla Ciebie wszystko, wszystko, byś odzyskała namiastkę życia.

Pamiętam, że wyciągałam pranie, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Głośny, natarczywy. Pomyślałam, że to Ty, że już wróciłaś, że niecierpliwisz się, żeby ktoś Ci otworzył. Taka zawsze byłaś, jak żywioł, pełna energii, towarzyska, wiecznie roześmiana, rozświetlałaś pokój swoją obecnością, szłaś przez życie tanecznym krokiem. Pamięta, że to tata otworzył drzwi. Ja niczego nie przeczuwałam – wyrzucałam to sobie potem, przecież jestem Twoją mamą, powinnam wiedzieć, powinnam czuć... “Klaudia miała wypadek” - usłyszałam zdyszany głos Twojego kolegi, przerażony, bezradny. Dalej pamiętam już niewiele. Tylko krzyk i strach. Byliśmy na miejscu w kilka minut. Zniszczono Ci życie tuż koło domu, na ulicy, na której było już tak wiele wypadków. Ulicy, której tak się bałam…

Zawsze byłaś taka drobna, filigranowa. Delikatna twarz, długie, piękne włosy… Jak laleczka z porcelany. W starciu z rozpędzonym autem nie miałaś żadnych szans.

Klaudia Draga

Zobaczyłam karetkę. Mnóstwo świateł, gapiów, ratowników medycznych… Koszmar każdego rodzica. Słyszałam strzępki słów, wśród których jak echo powtarzało się jedno, że mam się uspokoić, że będzie dobrze. Jak wszystko ma być dobrze, gdy nie wiem, co z Tobą, gdy walczysz o życie? Szukałam Cię wzrokiem, powiedziano mi, że jesteś w karetce… Zobaczyłam Cię przez szybę. Byłaś nieprzytomna, blada, taka krucha, podłączono Cię do aparatury. Z mojej piersi zamiast słów wydobył się wtedy tylko szloch… Jedyne, co umiałam powiedzieć to to, że pojadę z Toba karetką, że nie zostawię Cię samej. Pamiętam Twoją piękna twarz, białą jak ściana i swoje białe knykcie, zaciśnięte na reklamówce, do której lekarze włożyli Twoje ubrania i buty. Sekundy dłużyły się jak wieczność, czekałam tylko, jak dojadą do szpitala, tam mieli Ci pomóc, tam miał być koniec koszmaru…

Tymczasem był to dopiero początek.  W szpitalu, do którego Cię przewieziono, nie było OIOM-u dla dzieci. Zaczęły się telefony, czy znajdzie się miejsce w Zabrzu, Katowicach, Częstochowie… Lekarze dzwonili, a ja szalałam ze strachu, bliska postradania zmysłów. Kazano mi czekać. Czekanie, do tego musiałam się przyzwyczaić przez te kolejne lata, bezsilne pozwalanie, by mijały kolejne godziny, podczas których ja nie mogę nic zrobić! W końcu zapadła decyzja, że zawiozą Cię do szpitala w Katowicach. Pojechaliśmy za Tobą. Przyjechała Twoja ciocia, babcia, dziadek… Jechaliśmy w nocy, w milczeniu. Nie byliśmy w stanie rozmawiać. Mogliśmy się tylko modlić.

W szpitalu cały czas płakałam. Tata uderzał pięścią w ścianę. Czekaliśmy, aż lekarze powiedzą nam cokolwiek. Byliśmy tak strasznie bezsilni. 

Nigdy w życiu się tak nie baliśmy, córeczko.

Klaudia Draga

W końcu pozwolono nam wejść do Ciebie na sekundę. Byłaś podłączona do aparatury ratującej życie. Przeżyłam szok, wszystko stało się nierealne, nierzeczywiste… W tym rozmowa z lekarzami. Pytał tata, ja nie byłam w stanie mówić, ruszać się, chodzić, oddychać. Powiedziano nam, że jesteś w bardzo ciężkim stanie, że masz poobijany mózg, że jest mnóstwo obrzęków, że nie wiadomo, czy przeżyjesz do jutra… Że jest tyle obrażeń i krwiaków w głowie, jakby ktoś poobijał jabłko młotkiem. Że nic tu po nas, mamy jechać do domu. Że zadzwonią do nas, ale tylko wtedy, jak stanie się najgorsze – jak umrzesz…

Od tego momentu panicznie boję się telefonów. Każdy sygnał dzwonka sprawia, że robi mi się słabo, zbiera się na wymioty, serce bije w piersi jak oszalałe. Cała rodzina wie, że nie można do mnie dzwonić, że za każdym razem, gdy słyszę telefon, mam wrażenie, że umieram. 

W nocy nie zmrużyliśmy oka. Sen nie przyszedł, choć wydawało nam się, że właśnie w nim tkwimy, najgorszym śnie naszego życia, z którego nie sposób było nam się obudzić. Następnego dnia koczowaliśmy pod drzwiami oddziału.  I tak codziennie, gdy Ty walczyłaś o życie. Dziecięcy OIOM na surowe reguły, pozwalają rodzicom wejść tylko po południu, na chwilę, a czasem w ogóle, gdy przyjmują nowe dziecko lub gdy akurat trwają zabiegi. Zamiast być przy Tobie, trzymać Cię za rękę, znów musieliśmy czekać…

Byłaś taka dzielna, taka silna. Ciężar w naszej piersi zelżał, gdy powiedziano nam, że niebezpieczeństwo śmierci minęło. Przeniesiono Cię na neurologię, tam mogliśmy być przy Tobie 24 godziny na dobę. Uwolniono Cię od respiratora, zaczęłaś sama oddychać, potem trawić.

Klaudia Draga

Baliśmy się, córeczko. Baliśmy się, że się nie obudzisz. Ale robiliśmy wszystko, żeby było inaczej. Chcieliśmy Cię pobudzić do reakcji – trzaskaliśmy drzwiami, włączaliśmy głośną muzykę, wciskaliśmy do ust sok z cytryny, podtykaliśmy pod nos zapachy… Wierzyliśmy w to, że nas słyszysz. Że czujesz. Że nie odeszłaś, że jesteś obok, ale po drugiej stronie i musimy robić wszystko, żeby Cię stamtąd wydostać. 

Spałaś 81 dni. A potem wyciągnęłaś do mnie rękę… Nie wierzyłam własnym oczom. Pamiętasz, prosiłam, żebyś na zmianę drapała mnie po ręce i stukała w łóżko. Chciałam mieć pewność, że to nie przypadek, że słyszysz, reagujesz. Potem płakałam jak wariatka, tym razem ze szczęścia.  Czułam przeogromną radość. Ale też strach przed tym, co będzie dalej. Zabraliśmy Cię do Kliniki Budzik… Tam uświadomiono mi, że wybudzenie nie wygląda jak w filmach, że pstryk, otwiera się oczy, mówi, kojarzy, uśmiecha… To proces, bardzo długi proces, w trakcie którego świadomość powoli powraca. Wymaga setek godzin rehabilitacji.

Byłam z Tobą dzień i noc, pamiętasz? Personel Budzika był fantastyczny. Dostarczał Ci jak najwięcej bodźców. Czytanie książek, muzyka, ćwiczenia, masaże… Zaczęłaś pisać, liczyć. Uczyłaś się jeść, gryźć… Był z Tobą coraz większy kontakt. Odzyskiwałaś coraz więcej wspomnień.

W listopadzie  oficjalnie uznano Cię za wybudzoną. Byłaś trzecim dzieckiem obudzonym w Budziku.

Klaudia Draga

Nie wiedziałam wcześniej, że człowiek zostaje z całym swoim nieszczęściem sam i może liczyć tylko na siebie. To, co refunduje NFZ, to śmiech na sali. Kilka tygodni rehabilitacji. U Ciebie potrzeba wielu lat… Wieloletnie w NFZ jest tylko czekanie na terminy. Za wszystko więc płacimy, ale sen z powiek spędza mi to, że ciągle brakuje nam na to środków. Córeczko, nie boję się błagać o pomoc, boję się tylko tego, że z powodu pieniędzy, których nie mamy, nie uda Ci się odzyskać dawnego życia… Mam nadzieję, że ktoś przeczyta mój apel i się nad nami zlituje, zobaczy to, jak piękną i dzielną dziewczyną jesteś i jak bardzo potrzebujesz pomocy. Tak bardzo dziękuję wszystkim, którzy nadal pomagają, wspierają w różnorodny sposób i wierzą… Obiecuję Ci, że ja też będę walczyć, że się nie poddam. Zrobię wszystko, abyś odzyskała dawne życie. Pamiętasz te słowa, które tak mnie wzruszyły? Moje ramię będzie zawsze przy Tobie, jeśli kiedykolwiek zechcesz płakać. Wszystko będzie dobrze, bo zawsze będę Cię kochać, aż do dnia, w którym umrę.

Widzę, jak walczysz, by odzyskać siebie sprzed wypadku i moje serce rozpiera duma. Jednocześnie pęka też, gdy uświadamiam sobie, ile Ci brutalnie sposób odebrano. Powinnaś teraz być na studiach, szaleć z rówieśnikami… Przecież to Twoje najlepsze lata. Tymczasem musiałaś walczyć o to, by w ogóle podnieść rękę, nogę, milimetr po milimetrze, nauczyć się siadać, poruszać na wózku… Nie sądziłam, że do tego potrzeba tyle siły. Nawet podniesienie głowy na początku było dla Ciebie ogromnym wyczynem.  Od czterech lat każdy Twój dzień to żmudna, trwająca godzinami rehabilitacja. Wiem, że czasami masz dosyć tych codziennych ćwiczeń, bo gdy kończysz rehabilitację, przychodzi neurologopeda lub  nauczyciel… Do tego jeszcze turnusy rehabilitacyjne, na których ćwiczysz od rana do wieczora. Nocami przekopujemy Internet w poszukiwaniu nowych terapii, leków, które mogłyby Ci pomóc. Najważniejsze jest teraz to, żebyś nauczyła się mówić. Wydobywasz już z siebie głos, wierzę, że dzięki ćwiczeniom będą też to kiedyś słowa. Nie mogę się doczekać, aż znowu powiesz do mnie „mamo”… 

Klaudia Draga

---

Klaudia wymaga wielogodzinnej rehabilitacji, stymulacji mózgu i specjalistycznego sprzętu – wózka inwalidzkiego, pionizatora. Sprawca wypadku, w którym ucierpiała, otrzymał karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, dziś cieszy się życiem. Rodzina Klaudii została sama ze swoją tragedią. Klaudia walczy o sprawność od 4 lat. W tym roku chciałaby zdawać maturę, wymaga jednak stałej rehabilitacji fizycznej i neurologicznej, za którą rodzina musi płacić.  Wciąż nie chodzi, nie mówi.

Na rehabilitację w ramach NFZ-u w trybie PILNYM zakwalifikowano ją dopiero na rok 2023. Bez pomocy dziewczyna nie ma żadnych szans na dalsze samodzielne życie.

Obejrzyj materiał o Klaudii z programu "Świat się kręci"

Obejrzyj reportaż o Klaudii i Klinice Budzik

Posłuchaj wywiadu z mamą Klaudii o wybudzeniu córki

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 603 osoby
16 680 zł (20,54%)