Dwadzieścia lat ma się po to, by żyć, nie umierać…

Konrad Kozacki
Zbiórka zakończona
Cel zbiórki:

Leczenie molekularne - jedyna terapia na jaką reaguje nowotwór Konrada

Zgłaszający zbiórkę: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Konrad Kozacki, 26 lat
Gdynia, pomorskie
Nowotwór złośliwy - mięsak kościopochodny G3
Rozpoczęcie: 17 Czerwca 2017
Zakończenie: 7 Lipca 2017

Opis zbiórki

Umieram, ale to nie śmierci boję się najbardziej. Najbardziej boję się tego, jak z tym wszystkim poradzi sobie moja mama, bo choć to mnie próbuje zabić nowotwór i to moje żyły wypalają końskie dawki chemii, to najbardziej cierpi ona. Kiedy ja odejdę, jej pęknie serce. Nie mogę umrzeć, po prostu nie mogę jej tego zrobić…

Jestem Konrad i mam 20 lat. O czym marzę? Dzisiaj już tylko o tym, by przeżyć. Marzę o czymś, co jeszcze niedawno wydawało mi się zupełnie oczywiste, bo przecież dwudziestolatek nie zastanawia się nad zdrowiem, przemijaniem. Dwudziestolatkom wydaje się, że są nieśmiertelni, a świat pełen jest możliwości, nie przeszkód. Dwadzieścia lat ma się po to, by żyć, nie umierać…

Konrad Kozacki

Zawsze byłem szczupły, ale dzisiaj prawie mnie już nie ma, zawsze nosiłem dłuższe włosy, dzisiaj nie mam nawet brwi. Jeszcze w sierpniu nie przypuszczałem, że cokolwiek jest nie tak. Poszedłem ze znajomymi na kręgle. To miał być radosny, pełen śmiechu dzień, tymczasem okazał się początkiem koszmaru, z którego tak bardzo chciałbym się obudzić. Rzuciłem kulę, a w plecach poczułem ból, tak jakby drugą kulą ktoś rzucił we mnie. Jakby coś wewnątrz mnie eksplodowało. Myślałem, że może naciągnąłem sobie mięsień - do głowy mi nie przyszło, że to może być rak.

Lekarze zalecili mi wykonanie RTG kręgosłupa. Badanie niczego nie wykazało. Tymczasem ból nie chciał ustąpić. Miałem problem z tym, by stać, a nawet dłużej siedzieć. W grudniu ból zaczął promieniować wzdłuż lewej nogi, a podawane leki przeciwbólowe przestawały działać. Dopiero wtedy zalecono mi badanie rezonansem magnetycznym. Boże Narodzenie przeżyliśmy jeszcze w błogiej nieświadomości. Wyniki rezonansu odbierałem dzień później - 27 grudnia 2016 roku.

Stałem z rodzicami wpatrzony w plik papierów. Żadne z nas nie rozumiało z tego wszystkiego ani słowa. Wszystko brzmiało obco i niepokojąco. Karta DILO, dalsza diagnostyka… Dzień później byłem już na powtórnym rezonansie w Akademii Medycznej w Gdańsku. Tym razem wynik nie pozostawiał żadnych wątpliwości - przez moje kości, biodrową, krzyżową i guziczną, przechodził wielki guz. Byłem przerażony, a jeszcze bardziej przerażeni byli rodzice, zwłaszcza mama. Lekarze próbowali nas pocieszać, mówili, że być może to zwykła torbiel. Biopsja zabrała nam złudzenia. Miałem raka. Nowotwór złośliwy, mięsak kościopochodny G3. Guz, którego ze względu na umiejscowienie nie da się usunąć chirurgicznie. Szok był tak wielki, że dziś za cud uważam to, że wyszedłem wtedy z tego gabinetu żywy.

Konrad Kozacki

Dzisiaj ten pierwszy szok już minął, ale pozostało cierpienie. Ból, którego istnienia nie byłem w stanie sobie nawet wyobrazić. Ból fizyczny, bo guz naciska na nerwy, sprawiając, że funkcjonowanie bez silnych leków przeciwbólowych jest zupełnie nie do zniesienia i ból psychiczny, bo świadomość tego, że jest się gdzieś na krawędzi pomiędzy życiem a śmiercią, jest czymś, na co chyba nikt w moim wieku nie jest gotowy. Codziennie są przy mnie bliscy. Mama, która cierpi najbardziej, tata, który stara się być twardy, starszy brat, który wciąż powtarza, że wszystko będzie dobre i Martynka, moja dziesięcioletnia siostrzyczka, przed którą to ja muszę udawać, że jestem silny. Coraz trudniej mi się z nimi żegnać, bo przecież każde nasze pożegnanie może być tym ostatnim. Chłonę każdą minutę, sekundą spędzoną z rodziną, bo nie wiem, ile tych wspólnych chwili nam jeszcze zostało…

Lekarze zapewniają mnie, że choć guz jest złośliwy, to dobrze reaguje na chemię. Ja też już się przyzwyczaiłem, o ile można się przyzwyczaić do dawki chemii tak silnej, że po każdym jej podaniu muszę mieć przetaczaną całą krew. Chemia to trucizna, ale tylko tą trucizną jestem w stanie zabić nowotwór. Ta trucizna to dla mnie życie...

W październiku dostałem się na studia. Na elektrotechnikę na Politechnice. Zawsze byłem dobrym uczniem, wszyscy wróżyli mi świetlaną przyszłość. Miałem swoje plany i ambicje, choroba zabrała mi je wszystkie. Mam ścisły umysł, kocham matematykę. Myślałem, że na wszystko można znaleźć logiczne wytłumaczenia. Myliłem się. No bo w jaki sposób logicznie wytłumaczyć to, co mnie spotkało? Nie da się. Trzeba po prostu zacisnąć zęby i walczyć. Nic innego mi nie zostało.

Konrad Kozacki

Chemia, którą dostaję, musi być wspomagana leczeniem molekularnym, hamującym przyrost komórek nowotworowych. Bez tego cała terapia byłaby nieskuteczna. Jest szansa, że guz wkrótce zmniejszy swą objętość i możliwa będzie protonoterapia, która pozwoli mi się go pozbyć całkowice. Onkolodzy patrzą na mój przypadek optymistycznie pod warunkiem, że nie przerwę leczenia. Na jego dalsze finansowanie nie stać już jednak moich rodziców. Wspomagające chemię leczenie molekularne nie jest refundowane. Teraz zostali mi tylko obcy ludzie, którzy okażą mi odrobinę dobrej woli. Teraz zostaliście mi tylko Wy...

Wierzę, że jeszcze wszystko się odmieni, że wyjdę z tego paskudnego szpitala i będę mógł wrócić na studia, że będzie tak jak dawniej, a mama przestanie w końcu płakać. Jej cierpienie jest dla mnie jeszcze trudniejsze do zniesienia niż moje własne. Nie mogę znieść jej łez. Chciałbym zobaczyć jeszcze kiedyś jej uśmiech, jest najpiękniejszy na świecie…

Chcę żyć. Proszę, pomóż mi.

Konrad

Ta zbiórka jest już zakończona. Wesprzyj innych Potrzebujących.

Obserwuj ważne zbiórki