
Złośliwy nowotwór daje kolejne przerzuty❗️Pomóż w walce o życie Krystiana❗️
Cel zbiórki: Nierefundowane leczenie onkologiczne
Cel zbiórki: Nierefundowane leczenie onkologiczne
Opis zbiórki
Mam na imię Krystian. Zawsze byłem okazem zdrowia, nigdy nie chorowałem – z zawodu jestem policjantem, ale ta ciężka choroba odmieniła wszystko. Wszystko zaczęło się już w marcu 2023 roku, kiedy byłem jeszcze na szkole policyjnej. Pewnego dnia zauważyliśmy, że mam zaczerwieniony pępek – lekarze w przychodni sądzili, że najprawdopodobniej to początek przepukliny. Nikt nie podejrzewał, że w moim ciele rozwija się zabójczy nowotwór.
Dałem radę, ukończyłem szkolenie z dobrym wynikiem w maju 2023 roku. Schudłem wtedy już około 15 kg, jednak nie myślałem, że to objaw choroby. Sądziłem, że stres i duży wysiłek fizyczny w szkole zrobił swoje. Rozpocząłem pracę w wymarzonym zawodzie i tak też przepracowałem około 2 miesięcy.
Coraz częściej zaczął się pojawiać u mnie stan podgorączkowy, ale brakowało jakichkolwiek innych objawów infekcji. Pomyślałem wtedy, że może to mieć związek z zaczerwieniem brzucha, które pojawiło się parę miesięcy wcześniej. 25 czerwca trafiłem na SOR.
Gdy dotarłem do szpitala, zostałem zbadany, a lekarze podjęli decyzje o operacji. Około 23:00 trafiłem na blok z podejrzeniem ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego. Okazało się, że dotychczasowe podejrzenia specjalistów są błędne.
Chirurg już podczas operacji widział, że są to zmiany nowotworowe. Pobrano wtedy wyrostek robaczkowy, na którym był guz, płyn z otrzewnej i wycinek sieci brzucha. Wynik badania histopatologicznego okazał się wstrząsający – nowotwór złośliwy jelita grubego w stadium rozsiewu. Przerzut na otrzewną i węzły chłonne. W momencie diagnozy miałem zaledwie 23 lata.

Rozpoczęło się szukanie pomocy, w takiej sytuacji liczył się czas. 21 lipca podczas konsylium nie dawano mi większych szans. Mój przypadek postrzegany był jako beznadziejny. Usłyszałem słowa, których nigdy nie zapomnę: „Możemy podać Panu chemię, ale o operacji nie ma mowy. To nigdy już nie będzie operacyjne”. Wyznaczono termin rozpoczęcia chemioterapii – za dwa tygodnie.
Czas gonił, zacząłem rozpaczliwie szukać kogoś, kto nie postawi na mnie „krzyża”. Udało się. Już 24 lipca trafiłem do onkologa w Warszawie. Po rozmowie i podzieleniu się wcześniejszymi doświadczeniami, usłyszałem to ważne zdanie. „Dostanie Pan chemię nie po to, żeby jeszcze trochę pożyć, tylko po to, żeby mógł Pan żyć”.
1 sierpnia w Warszawie rozpoczęły się dokładne badania, których wyniki miały zadecydować o dobraniu rodzaju chemioterapii. Okazało się, że aby miała szansę zadziałać – musi być bardzo mocna. Pierwszy wlew odbył się 16 sierpnia. Ku zdziwieniu lekarzy, niezwykle dobrze ją znosiłem. Bez wymiotów, mdłości, biegunek czy innych skutków ubocznych. Chemia była podawana przez 3 dni, później następowała dwutygodniowa przerwa.
Po 5 wlewach wykonano kontrolną tomografię. W końcu usłyszałem dobre wieści – nowotwór w jakimś stopniu zaczął się cofać. Dla wielu wiązało się to z wielkim zaskoczeniem, bo prawda była taka, że mój przypadek był beznadziejny. Pani doktor napomknęła, że może warto by było się rozeznać, czy ktoś w Polsce byłby w stanie podjąć się leczenia operacyjnego.
Po głębokich poszukiwaniach 28 listopada trafiłem na konsultację do polecanego przez wielu chorych profesora. Usłyszałem, że TAK! Podejmie się operacji. Termin został wyznaczony na początek kolejnego roku.

Operacja trwała 7 godzin, powiodła się. Niestety, nie udało się usunąć zmian nowotworowych w całości – a w około 95%. Usunięto węzły chłonne, około 80 cm jelita, pępek (na którym od wewnątrz był wszczep nowotworowy) oraz zmiany z otrzewnej. Spędziłem około tygodnia w szpitalu, po czym wróciłem do domu. Rana była rozległa na 43 szwy. Na obecną chwilę od początku choroby straciłem już prawie 34 kg.
Po operacji przyjąłem kolejne 10 cykli chemii. Niestety, już przy ostatnich dwóch chemia była często przekładana, ze względu na słabe wyniki krwi. Pomimo sterydowych leków, wyniki się nie poprawiały. Po czym zapadła decyzja o zmianie linii leczenia. Teraz przyjmuję chemię w tabletkach.
Niestety, po porównaniu najświeższej tomografii okazało się, że mówimy o postępie choroby. Pojawiła się nowa zmiana na wątrobie i prawdopodobnie wszczep na przedniej ścianie pęcherza. Jedyną szansą jest dla mnie niezwykle kosztowne, nierefundowane leczenie onkologiczne. Nie jestem w stanie jednak udźwignąć tak dużego ciężaru finansowego sam.
Proszę, pomóż mi walczyć. Dopiero niedawno wkroczyłem w dorosłość. Tak jak każdy młody człowiek miałem swoje plany, nadzieje, marzenia… Wierzę, że jeszcze będę mógł je spełniać. Wierzę, że to jeszcze nie czas, by się poddać – to jeszcze nie czas, by odejść.
Chcę walczyć dalej.
Krystian
Wpłaty
- Andrzej20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Jaco10250 zł
- 50 zł
Rozumiem …
- Monika S.30 zł
- Wpłata anonimowa20 zł