Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

By nowotwór nie miał ostatniego słowa. Pomóż!

Krzysztof Wilkołek
Zbiórka zakończona
27 739,35 zł ( 100,83% )
Wsparło 865 osób

Przekaż mi podatku

Numer KRS 0000396361
Cel szczegółowy 1% 0004424 Krzysztof
Cel zbiórki:

roczne leczenie onkologiczne

Zbiórka obejmuje leczenie alternatywne
Organizator zbiórki: Lepsze Jutro Dziś
Krzysztof Wilkołek, 40 lat
Warszawa, wielkopolskie
Glejak III stopnia - wznowa
Rozpoczęcie: 29 Marca 2019
Zakończenie: 6 Czerwca 2019

Opis zbiórki

Za każdym razem, kiedy myślimy, że nasze życie wróci do normy, a straszną chorobę udało się pokonać, nowotwór atakuje z jeszcze większą siłą. Przerażająca wizja śmierci kroczy za nami krok w krok. Rzeczywistość, która niewiele wspólnego ma z marzeniami o szczęściu, beztrosce i wspólnym planowaniu przyszłości. Dla nas nie ma przyszłości. Jest tylko tu i teraz,. Rytm dyktowany przez chorobę, która każdego dnia odbiera życie…

Krzysztof: Do pewnego momentu żyłem zupełnie zwyczajnie. Około 7 lat temu zachorowałem, choroba z pozoru banalna. Zwykłe przeziębienie, ewentualnie zatoki - mówił lekarz. Niestety, objawy się nasilały, a mimo przyjmowanych leków, nie było lepiej. To był sygnał alarmowy. Wracałem do lekarza wciąż z tym samym pytaniem: “Co się dzieje?”.

Żona Krzysztofa: Obserwowałam, jak ucieka z niego życie, nie miał sił, każdego dnia przegrywał z coraz większym bólem głowy. Nic nie pomagało. Pierwszy tomograf i potwierdzenie, że to znacznie poważniejsze niż na początku się wydawało. Guz wielkości pięści. Mąż funkcjonował, nosząc w głowie bombę z opóźnionym zapłonem. Lekarze mówili, że młody, silny organizm pokona chorobę. Mieliśmy nadzieję… Wtedy nie spodziewaliśmy się, że nasze życie zmieni się w piekło - oczekiwanie na wyniki kolejnych badań, dodatkowe konsultacje, stale przyjmowane leki. Koszty, których nie będziemy w stanie ponieść. Przerażające oczekiwanie na kolejne operacje, błaganie losu o łaskę i możliwość przeżycia razem kolejnego dnia.

Krzysztof Wilkołek

Kiedy słyszysz: glejak III stopnia, świat staje w miejscu. Miałam 22 lata, dowiedzieliśmy się o diagnozie, nasza córeczka miała ponad rok. Niedługo po wykryciu choroby odbyła się pierwsza operacja. Krzysztof czuł się po niej bardzo dobrze, normalnie wstawał, rozmawiał ze mną. Cieszyliśmy się, że to już za nami. Wtedy lekarz prowadzący poprosił mnie do swojego gabinetu. Byłam przekonana, że ma dla mnie świetne wieści. Weszłam tam, widząc jego minę, poczułam przeszywający ciało dreszcz. Zwiastun, że czeka mnie coś bardzo złego. Spojrzał na mnie uspokajająco i powiedział “Mężowi zostały 2 lata życia”. Nie wierzyłam. Nie akceptowałam tej informacji. JAK TO 2 LATA?! Przecież operacja, leczenie, planowane naświetlania. To musi być jakaś pomyłka!”. Krzyczałam jak szalona, nie przyjmowałam tego do wiadomości.

Krzysztof Wilkołek

Widziałam, jak świetnie radzi sobie Krzysztof po operacji, nie miałam wątpliwości, lekarze się pomylili, to był fatalny błąd. Wszystko wskazywało na to, że intensywne leczenie po operacji przynosi efekty. Każdego dnia czekałam na wiadomość, że to już za nami. Żyłam pomiędzy szpitalem a domem, gdzie musiałam tłumaczyć wszystko naszej córeczce. Stęskniona kilkulatka co rusz pytała: “Gdzie jest tatuś? Czemu nie ma go w domu?”.  Musiałam powstrzymywać łzy, nie mogłam powiedzieć na głos, że może już nigdy nie wrócić.

Nawrót choroby. Ta informacja nas pokonała. Nie mogłam uwierzyć, że spotkało nas coś takiego. Kiedy połączyłam wszystkie kawałki, nowotwór zaatakował ponownie. Wtedy tak myślałam. Później okazało się, że wznowa choroby jest jeszcze trudniejsza. Druga operacja. Znów oczekiwanie, znów niepewność i przerażenie… Powrót do rzeczywistości po zabiegu to prawdziwe piekło. Krzysztof stracił czucie w prawej ręce i nodze, nie mógł mówić. Powrót do formy zajął mu mnóstwo czasu, kosztował wiele godzin rehabilitacji. A mnie ponownie, próbę zorganizowania pracy, opieki nad dzieckiem i wizyt w szpitalu. Kwalifikacja do chemioterapii zdawała się darem z niebios. Do czasu, kiedy zobaczyłam skutki uboczne. Mąż był wykończony, nie miał siły, nie mógł jeść, wypadły mu włosy. Niczym nie przypominał człowieka, którego znałam jeszcze kilka lat temu.

Krzysztof ma ogromną siłę - jest człowiekiem wielkiej wiary, wciąż walczy. Niestety, nawet przy takim zaangażowaniu czasem wszystkie możliwości zawodzą. Krzysztof jest wykończony ciągłą walką. Jego ciało zaczyna się buntować, skutki uboczne stosowania chemii są nie do zniesienia. Czasem mam wrażenie, że chce się poddać i wtedy to ja staram się być jego ostoją. Leczenie dolegliwości po przyjęciu chemioterapii jest niezwykle kosztowne, ale bez niego mój mąż całkowicie opadnie z sił.

Walczymy już znacznie dłużej, niż przewidywali lekarze, ale koszt terapii przekracza nasze możliwości. Bez Waszego wsparcia nie mamy szans, jesteśmy skazani na niepowodzenie. Podjęliśmy już wiele prób, naszą batalię prowadzimy tak długo! To wszystko może zwyczajnie przepaść! Nasza córeczka ma już 10 lat, odkąd pamięta, wychowuje się w cieniu choroby. Nowotwór rzucił cień na całe dzieciństwo, na nasze wspólne życie. Bez rodziny, przyjaciół nie mielibyśmy szans. Wiktoria, nasza mała dziewczynka nie może stracić taty. Taty, który jest dla niej autorytetem, bohaterem. Pomóżcie nam wyrwać Krzysztofa z okropnych męczarni. Nie wiem, ile czasu mu pozostało, ale wiem jedno - nie mogę pozwolić na to, by odszedł. Przeszliśmy razem wiele, jesteśmy gotowi na więcej, ale do tego potrzebujemy wsparcia. Błagam, pomocy!

27 739,35 zł ( 100,83% )
Wsparło 865 osób

Przekaż mi podatku

Numer KRS 0000396361
Cel szczegółowy 1% 0004424 Krzysztof
Czytasz archiwalną treść zamkniętej zbiórki.

Możesz wesprzeć aktualną zbiórkę.

Obserwuj ważne zbiórki