Kubuś na wojnie z rakiem! Jego życie w naszych rękach!

PILNE!
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 6 670 osób
247 307,74 zł (25,22%)
Brakuje jeszcze 732 947,26 zł
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
Immunoterapia przeciwciałami anty-GD2 - jedyna nadzieja na ocalenie Kuby

Jakub Michalak, 4 lata

Sosnowiec, śląskie

Neuroblastoma IV stopnia z przerzutami do węzłów chłonnych, wątroby i szpiku

Rozpoczęcie: 6 Września 2019
Zakończenie: 30 Października 2019

Podejrzewamy Neuroblastomę” – nie miałam pojęcia, co to znaczy, co to za tajemnicze słowo, stałam tylko i patrzyłam na lekarzy… “Rozumie Pani, o czym mówimy?”. Nie rozumiałam ani jednego słowa… “Podejrzewamy u Pani syna raka – w brzuszku jest ogromny guz!” Reszty nie pamiętam...

Kilka godzin później, jechaliśmy karetką do szpitala, zostawiając za sobą nasz zawalony świat. 

Kilka dni wcześniej, Kubuś śmiał się na urodzinach, uczył się jeździć na rowerze, bawił się w domu. Teraz trzymałam go za rękę i wiozłam, by walczył o życie. Gdyby kilka dni temu ktoś powiedział mi, że mój jedyny synek choruje na nowotwór, uznałabym go za szaleńca – teraz omal sama nie oszalałam z rozpaczy i strachu. 

Jakub Michalak

Wszystko zaczęło się tak zwyczajnie i niewinnie, tym bardziej przerażająca jest ta choroba, która zabija, a jednocześnie tak długo pozostaje w całkowitym ukryciu. W czerwcu skończyło się nasze wspaniałe życie. Teraz mamy namiastkę życia i misję przetrwania. Guz nadnercza – 10×7 centymetrów! Jak taki nowotwór może ukryć się w organizmie 4-latka, nie dając wyraźnych objawów? Kubusia nic nie bolało, jedynie gorączkował, a nasz pediatra rozkładał ręce. Kolejne leki nie działały, CRP w badaniu krwi, kilkakrotnie przewyższało normy, ale nie było wyraźnego śladu żadnej infekcji. Gorączka raz rosła, raz malała, ale nie znikała całkowicie! 

Pamiętam, że była niedziela, temperatura znów rosła, więc podjęłam decyzję – jedziemy na oddział, bo to wszystko staje się coraz bardziej niepokojące. 

Lekarze przebadali Kubusia i niczego nie znaleźli, nawet chirurg, który oglądał brzuszek, nie zauważył niczego niepokojącego. Byliśmy wtedy we właściwym czasie i właściwym miejscu, a nikt nie znalazł w brzuszku mojego dziecka guza wielkości grejpfruta! Dlaczego?

Następnego dnia pojechaliśmy na umówione USG brzuszka i tego dnia zaczął się nasz największy koszmar. Pani doktor długo oglądała zapis na ekranie, po chwili wyszła, by poprosić o konsultację innych lekarzy. Atmosfera z minuty na minutę robiła się nie do wytrzymania. Ja – matka, siedziałam z boku i czułam, że dzieje się coś strasznego, nie umiałam nawet wydusić z siebie słowa. Bałam się odpowiedzi na pytanie, które zadam...

Na dwie godziny lekarze zostawili nas w poczekalni – to najdłuższe dwie godziny w moim życiu. Te dwie godziny to cisza przed burzą, która trwa do dzisiaj i jeszcze długo się nie skończy. 

Neuroblastoma, nowotwór, zabójczy dla małych dzieci! Po chwili karetka i podróż do Katowic, na oddział, szczegółowe badania i potwierdzenie diagnozy. 

Jakub Michalak

W takich chwilach samotna matka jest dla dziecka jedynym oparciem i musi wykrzesać z siebie wszystkie siły. Ja nie dałam rady i sama trafiłam do szpitala ze stwierdzonym stanem bezpośredniego zagrożenia życia, poprzez stany zakrzepowe. Dramat wymknął się spod kontroli. Mój synek ze zdiagnozowanym nowotworem leżał dosłownie na sąsiednim oddziale, a ja walczyłam o życie. Po kilku dniach, kiedy miałam już dość sił, by wypisać się na własne żądanie – role zaczęły się odwracać. 

Kubuś jeszcze nie rozpoczął leczenia, a już zaczął umierać! Po biopsji guz zaczął krwawić, a wyniki gwałtownie spadać. Lekarze w pierwszej chwili nie wiedzieli, co robić, bo krwawienie było coraz większe. Hemoglobina sięgała 5, toczono płytki, osocze, krew… Kubuś umierał w chwili, kiedy lekarze odkryli ten potworny nowotwór, tak jakby uśpiona bestia, chciała dokończyć dzieła, zanim zaczniemy leczenie.

W końcu udało się wyprowadzić Kubusia na prostą, ale dowiedziałam się, że guz jest nieoperacyjny i od chemii będzie zależało, jak przebiegnie dalsze leczenie…

Teraz jesteśmy już po 50 dobie leczenia. Kuba stracił włoski i siły. Musimy wytrzymać 8 sykli ciężkiej, palącej żyły chemii, po czym lekarze zdecydują o kolejnych dwóch cyklach. Dzisiaj wiemy, że nowotwór zdążył się rozsiać do wątroby, węzłów chłonnych i zająć 40% szpiku. 

Nie wiem, jak mój Kubuś to przetrwa, bo to dopiero początek tej strasznej drogi. Przed nami separacja komórek do przeszczepu i decyzja o operacji i wycięciu guza. Po tym wszystkim Kubuś będzie musiał przejść megachemię i autoprzeszczep. To wszystko nie koniec – radioterapia ma za zadanie dobić nowotwór, a immunoterapia anty-GD2, maksymalnie podnieść szansę na przeżycie i wyeliminować potencjalną wznowę! 

Jakub Michalak

Walczymy ze wszystkich sił, choć Kubuś nie ma ich dużo, jesteśmy razem niemal na okrągło i staramy się przeżyć! 

Potrzebujemy Waszej pomocy, bo leczenie Kubusia kosztuje niemal milion złotych – ta kwota to cena za jego małe życie, które zostało wystawione na ogromną próbę! Modlimy się o siły i o każdy kolejny dzień, drżymy ze strachu, kiedy przychodzą “spadki” i lądujemy w izolatce, ale wiemy, że musimy przez to przejść. Kubuś walczy z chorobą, która zabija 50% dzieci. Sami widzicie, że to będzie walka o wszystko... 

Błagam o pomoc, bez której się nie uda się wygrać. Jeśli leczenie się powiedzie, Kubusiowi odrosną włoski i wrócimy do życia, które zostało tylko na zdjęciach. Jeśli nie zdołamy zapłacić za leczenie, Kubuś nie dostanie swojej ostatniej szansy, a wtedy...

Błagam o życie mojego jedynego synka!

Mama

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 6 670 osób
247 307,74 zł (25,22%)
Brakuje jeszcze 732 947,26 zł
Wesprzyj Wesprzyj