Uratuj życie Kubusia - co masz dziś ważniejszego do zrobienia?

Zbiórka na cel: Ratowanie życia - leczenie CED w klinice w Londynie
Zbiórka zakończona
Jakub Kowalik
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 19 802 osoby
678 567 zł (101,28%)

Jakub, 3 lata

DIPG - guz pnia mózgu

Warszawa, mazowieckie

Rozpoczęcie: 24 Listopada 2017
Zakończenie: 11 Grudnia 2017

13 Grudnia 2017, 08:11
Udało się! Kubuś rozpocznie leczenie w Londynie!

17 dni zbiórki i cała potrzebna kwota na liczniku! Pieniądze nie są już przeszkodą w rozpoczęciu leczenia Kubusia. To wszystko dzięki Wam!

16 grudnia 2017 roku Kubuś będzie miał rezonans, żeby spradzić, czy guz się zmniejszył. Liczymy na to, że tak będzie. 20 grudnia mamy zaplanowaną konsultację z lekarzem w Londynie. Wtedy też otrzymamy termin przyjazdu i operacji wszczepienia elektrod, przez które będzie podawana chemia i lek, które mają zniszczyć guza. Prawdopodobnie będzie to między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem.

Dziękujemy Wam z całego serca, jesteście najwspanialsi! Trzymacie kciuki, żeby nasz chłopiec wyzdrowiał.

Kubuś ma 3 latka. Całe szczęście niewiele rozumie ze swojej choroby, nie ma pojęcia, co to guz, nie wie, co to śmierć. Wie, że musi jeździć na światełka do lekarza. Wie, że jest chory, jednak nie ma pojęcia, jak groźny nowotwór jest w jego główce.

Do tej pory nikomu nie mówiliśmy o chorobie Kubusia. Do 9 sierpnia 2017 roku byliśmy naprawdę szczęśliwą rodziną – dwóch cudownych chłopców: Kubuś (3 latka) i Jaś (1,5 roku) i my – istna sielanka i plan na cudowne życie. Tego dnia nasz ukochany synek Kubuś – do tej pory okaz zdrowia – powiedział, że boli go główka. Nigdy wcześniej nie mówił, że go boli... i cóż, myśleliśmy, że to tak po prostu boli głowa -  dzieciom też się przecież zdarza. Jednak kiedy po południu zaczął się dziwnie chwiać na nogach, miał błędny wzrok, zaczął bełkotać, a z buzi ciekła mu strużka śliny, pierwszy raz przeszedł nas zimny dreszcz – poczuliśmy, że to nie jest „zwykły” ból główki.

Trafiliśmy do szpitala i nawet wtedy nie przypuszczaliśmy, jak za moment zmieni się nasze życie i jaki czeka nas koszmar.  Seria badań, dramatyczne oczekiwanie i w końcu te słowa, które wbiły nóż w nasze kochające rodzicielskie serce “Pani Mamo – obraz tomografii nie jest prawidłowy – w główce pani dziecka jest GUZ”. Z dnia na dzień ten nóż był tylko wpychany głębiej i głębiej, kiedy dowiadywaliśmy się, z czym mamy do czynienia.

Kubuś ma w głowie rozlanego glejaka pnia mózgu (DIPG). To najgorszy i najbardziej złośliwy z dziecięcych nowotworów. To cichy zabójca, który w każdym momencie może „wyłączyć” życie naszego synka. Guz jest nieoperacyjny, biopsja może poważnie zagrozić jego życiu, a rokowania są bezlitosne… Jak może poczuć się rodzic, któremu nieustannie powtarza się, że jego dziecko umrze?

Stan Kubusia pogarszał się z każdym dniem – w końcu nie był w stanie samodzielnie zrobić nawet kroku. Patrzyliśmy na naszego synka, który z opadniętą główką, oczami na wpół przytomnymi, bełkotliwą mową i niewypowiedzianym smutkiem na twarzy, chciał tylko leżeć, bo nie miał siły na nic więcej. Nawet nie przypuszczaliśmy, że tak mocno można się bać.

Posłusznie zgodziliśmy się na zaproponowane nam leczenie. Najpierw chemia, jednak po drugim cyklu okazało się, że nie działa, a guz urósł i pojawiło się wodogłowie. Ratowanie życia po raz pierwszy – trzeba było wstawić zastawkę, która odprowadza nadmiar płynu, który uciska na mózg. Skoro chemia nie działa, czas na kolejną próbę – radioterapia. – „Dwoje na troje dzieci odpowiada pozytywnie – miejmy nadzieje, że państwa syn będzie w tej dwójce” – słowa lekarki ciągle brzmiały w naszych uszach. Ale radioterapia to nie leczenie – to tylko kupienie czasu na znalezienie czegoś, co pozwoli mu dalej żyć.

Rozpoczęły się desperackie poszukiwania. Rozesłaliśmy maile po całym świecie z prośbą o konsultacje, o jakieś inne metody leczenia. Co chwilę spływały do nas odpowiedzi typu „Bardzo nam przykro, ale nic nie możemy dla Państwa zrobić.” Czytaliśmy je i modliliśmy się: „Boże, pozwól mu żyć! Niech ta radioterapia zadziała!” I w połowie naświetlań zobaczyliśmy cud. Kubuś zaczął powoli wstawać, mówić, uśmiechać się, bawić. Udało się wyrwać synka na jakiś czas ze szponów tego potwora! Lekarze mówią jednak, że czasu mamy niewiele. Bez dalszego leczenia nowotwór wraca zazwyczaj po 3 miesiącach. 9 miesięcy od zakończenia radioterapii – statystycznie tyle czasu zostaje dzieciom z DIPG...

Ale w międzyczasie pojawiła się NADZIEJA – tak bardzo nam potrzebna! Kubuś został zakwalifikowany do innowacyjnego leczenia CED w Harley Street Clinic w Londynie. Polega ono na podawaniu chemioterapii i innych leków bezpośrednio do guza poprzez cewniki, które umieszcza się w główce. Ta metoda pozwala ominąć barierę krew/mózg, dzięki czemu chemia i leki docierają bezpośrednio do guza. Jest to nowa metoda  i niesamowicie droga. Nie mamy takich pieniędzy, więc musimy prosić o pomoc. Jeśli trzeba będziemy błagać.

20 dzieci z DIPG było leczonych do tej pory metodą CED w HSC w Londynie

Połowa z nich dobrze zareagowała na leczenie.

3  jest już 2 lata od zakończenia leczenia i nowotwór nie wrócił

Nie chcemy już patrzeć, jak nasze dziecko odchodzi, nie potrafimy. Będziemy walczyć o niego, bo jest naszym CUDEM! Bo wierzymy, że musi jeszcze tak wiele w swoim życiu zobaczyć i zrobić! Bo na to zasługuje! Każdego dnia stajemy przed trudnymi decyzjami, rozmawiamy o rzeczach, które są dla nas bolesne, gdy o nich myślimy. Postanowiliśmy, że gdyby dostępne leczenie nie pomogło, nie będziemy naciskać na uporczywą terapię, przestaniemy. Zabierzemy Kubusia do domu i będziemy się cieszyć wspólnym czasem. Gdy ten nowotwór wraca – jest nie do zatrzymania. Ale póki jest nadzieja, a wciąż jest, nikt nie zatrzyma nas w walce o życie Kubusia.

Pomóż nam uratować życie naszego synka…

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 19 802 osoby
678 567 zł (101,28%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość