Pomóż mi pokonać kalectwo

Zbiórka na cel: rehabilitacja i powrót do sprawności
Zbiórka zakończona
Big 837c7999 2b6a 4ddf a1e2 5c416c01f4f5
Wsparły 963 osoby
15 342 zł (100,14%)

Michał

wielokierunkowe zmiany w obrębie centralnego systemu nerwowego

Kamieńsk, łódzkie

Rozpoczęcie: 04 Kwietnia 2016
Zakończenie: 23 Marca 2017

17 stycznia 2009, sobota, wypad z dziewczyną na dyskotekę. Fajna zabawa, a potem powrót do domu, długi i bolesny, bo trwający 224 dni. Data 18 stycznia zmieniła wszystko. To dzień, w którym coś się skończyło, a rozpoczęło się coś nowego. Życie, którego ani ja, ani nikt z mojego najbliższego otoczenia nie znał i nie wiedział, jak sobie z nim poradzić.

Tej nocy po prostu znalazłem się w nieodpowiednim czasie i złym miejscu jednocześnie. Gdy wracałem do domu, potrącił mnie samochód, w wyniku czego doznałem silnego stłuczenia pnia mózgu, złamania kości skroniowej i ciemieniowej po stronie prawej, złamania żuchwy oraz kości prawego podudzia. Wieczorem z radością planowałem się dobrze bawić, nad ranem walczyłem o to, by przetrwać do następnego wieczora.

 

 

 

Zaczęła się walka o życie. Najpierw OIOM w Bełchatowie i ponad 70 dni niewiadomej. Podłączony do respiratora w śpiączce farmakologicznej, bez jakichkolwiek oznak życia, przez ponad 3,5 miesiąca. Nad łóżkiem najbliżsi czekali na mnie, zastanawiając się, co będzie, gdy otworzę oczy, czy będę widział, słyszał, poznawał, chodził? Wreszcie 30 marca przewieziono mnie do Bydgoszczy do Szpitala Uniwersyteckiego im. dr.  Andrzeja Jurasza. W klinice rehabilitacyjnej przebywałem 6 tygodni. Potem przejazd do Szpitala Wojskowego i tam 9 tygodni ciężkiej i bolesnej rehabilitacji, by znów ruszyć w drogę - tym razem na oddział rehabilitacji w szpitalu w Smukale, gdzie czekało mnie 6 kolejnych tygodni ciężkiej pracy. Wybudzanie z tak głębokiej śpiączki to długi i powolny proces, który każdego dnia odkrywa nowe bariery, ale i zarazem daje nadzieję, że będzie lepiej. Ból, cierpienie, walka z samym sobą. Odpoczywać czy walczyć? Te myśli kotłowały się w mojej rozbitej głowie, ale nigdy nie było zwątpienia, bo wybór był prosty – życie albo wegetacja.  Ja zawsze wybierałem życie i dziś wiem, że chociaż głowę miałem najbardziej potłuczoną, to jednak wybierałem dobrze.

 

 

29 sierpnia to upragniony dzień mojego powrotu do domu. Nareszcie u siebie, wśród najbliższej rodziny i przyjaciół. Znów ciężka próba życiowa. Rodzina, owszem, w komplecie, ale gdzie koledzy i znajomi? Było ich dużo, a tu tylko kilku.  To przecież nie ja schowałem głowę w piasek – moja choć obolała, ale twardo siedzi na cieniutkim karku. Muszę dużo jeść i dużo ćwiczyć, aby kark był mocny i stabilny, by móc patrzeć przed siebie. Jeżdżę na rehabilitację do Bielska-Białej, Bydgoszczy, Zgorzelca, Rept i Piotrkowa. Poznaję wspaniałych ludzi i wiem, że warto jest walczyć o swoje życie, bo to największa wartość, jaką posiadamy. Niepełnosprawność nie jest końcem świata, a człowiek jest silny, gdy go otaczają ludzie mądrzy i wartościowi, czego ja doświadczyłem. Niestety po całym zdarzeniu pozostał mi czterokończynowy niedowład ciała z przewagą prawostronną, kłopoty z mówieniem, zaburzenia równowagi.  Moja pasja to rower, ćwiczenia usprawniające i chęć pomagania innym. Wkrótce będę mógł się w tym sprawdzić. Do tej pory, gdy ja potrzebowałem pomocy, ona nadchodziła dzięki wam wszystkim. Przyszedł czas by zacząć się rewanżować. Jakiś czas temu udało mi się kupić rower poziomy, na którym intensywnie trenowałem. Czuję się na siłach, by wziąć udział w inicjatywie Pomarańczowa poMOC i zebrać pieniądze dla kogoś, kto potrzebuje ich tak jak ja. Nie chcę do końca życia być niepełnosprawny. Jestem za młody, żeby sobie odpuścić, zrezygnować. To jest ten moment w moim życiu kiedy muszę być zawzięty i bezkompromisowy w stosunku do siebie.

 

 

Sam finansowo stoję bardzo cienko, bo mam najniższą rentę inwalidzką i zero odszkodowania powypadkowego. Leczę się i rehabilituję z 1% podatku oraz pomocy najbliższych. Ojciec przeszedł na emeryturę, by o mnie walczyć, co jeszcze skomplikowało naszą i tak trudną sytuację. Dlatego ośmielam się prosić was o pomoc.

 

Pewien lekarz, pułkownik ze Szpitala Wojskowego powiedział, że i tak złożę się w scyzoryk, a ja chcę coraz lepiej i prościej chodzić, podnosić głowę do góry, aby mu pokazać, że jestem silniejszy od jego diagnozy. Miało mnie nie być, a jestem i mam nadzieję, że każdemu, kto wyciągnie do mnie pomocną dłoń, będę mógł osobiście podziękować i udowodnić, że nie zmarnowałem niczyjego czasu ani pieniędzy.

 

Pomogli

161 zł

Anonimowy Pomagacz

20 zł

Anonimowy Pomagacz

1 zł

Anonimowa Pomagaczka

10 zł

marta_nicolka

20 zł

Anonimowy Pomagacz

100 zł

Anonimowy Pomagacz

Pokaż więcej

Wsparły 963 osoby
15 342 zł (100,14%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość