Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Walczę z guzem mózgu, aby to zdjęcie nie było naszym ostatnim...

Maciej Rusinek
24 813,00 zł ( 8,01% )
Wsparło 867 osób
Cel zbiórki:

Leczenie eksperymentalne w Meksyku

Organizator zbiórki: Fundacja Onkologiczna Nadzieja
Maciej Rusinek
Warszawa, mazowieckie
Guz nawrotowy mózgu o cechach glejaka wielopostaciowego
Rozpoczęcie: 9 Listopada 2017
Zakończenie: 13 Marca 2018

Opis zbiórki

Nie da się nie myśleć o śmierci choćby przez chwilę, kiedy człowiek patrzy na maleńkie dzieci, żonę i wszystko to, co może stracić. Jestem szczęściarzem, mam fantastyczną rodzinę, której każdy może mi zazdrościć i 39 lat, więc jestem jeszcze dosyć młody, mam przed sobą życie…

Nie, moje życie właśnie się kończy. Mam raka, najgorszego, jakiego zna medycyna, takiego, z którym do tej pory wszyscy przegrywali...

Dostałem wyrok w chwili, kiedy byłem najbardziej szczęśliwy, w chwili, kiedy najbardziej mi zależało. “Panie Maćku, ta choroba to wyrok” – padło z ust lekarza w listopadzie dwa lata temu. Po tych słowach nie umiem już patrzeć na moje dzieci bez ogromnego żalu i strachu, bo wiem, że jeśli nic nie zrobię, przyjdzie chwila, po której już nie będzie czasu na nic. Boję się, że stracę z oczu swój świat, swoje dzieci, rodzinę, Kingę, Jagodę, Julka…

Maciej Rusinek

Julek przyszedł na świat, kiedy już wiedziałem, że jestem chory. Nikt nie dorówna determinacji faceta, któremu właśnie urodzi się syn, a który walczy o życie i pragnie przeżyć. W 2015 roku, zaraz po diagnozie, poddałem się operacji, 14 miesięcy tłoczono mi w żyły najbardziej agresywną chemię, naświetlano mnie lampami, a ja modliłem się o cud, że to może właśnie on przytrafi się w tym wypadku, że rak się podda, że guz nie odrośnie i pozwoli o sobie zapomnieć.

14 miesięcy nadziei i starań, by się nie załamać, by normalnie żyć, wstawać rano i kłaść się spać bez myślenia o nadchodzącej śmierci. Przeszedłem leczenie glejaka, które go nie zabiło, mam wrażenie, że działało bardziej przeciwko mnie, niż przeciwko guzowi. Wtedy pierwszy raz pomyślałem sobie, że może warto spróbować inaczej, znaleźć trzecią drogę. Leczyłem się niekonwencjonalnie, próbowałem dosłownie wszystkiego. Czułem się dobrze, wracały mi siły, dlatego może wynik kolejnego badania tak bardzo zabolał.

Kilkanaście tygodni temu porażający opis rezonansu – wznowa. Nie życzę nikomu w życiu choćby jednej takiej chwili, w której człowiek dowiaduje się, że choroba powróciła. Wszystkie wysiłki, wszystkie nadzieje, plany i marzenia w jednej winy prysnęły jak bańka mydlana. Lekarze kręcili głowami, bali się dawać mi już jakiekolwiek nadzieje, bali się, że znów sobie coś zaplanuję, obiecam, że będę miał złudzenia.

Maciej Rusinek

Tylko jak można nie mieć nadziei, kiedy patrzą na ciebie 4 wystraszone oczka twoich dzieci, dla których tatuś jest połową ich życia, jest silny, daje poczucie bezpieczeństwa i jest zawsze obecny. Jedyne, czego nie można świadomie zrobić własnemu dziecku to sprawić, by cierpiało. Jeśli umrę, to moje dzieci będą miały po mnie tylko zdjęcia…

W poszukiwaniu ratunku pojawia się światło w tunelu, innowacyjna metoda leczenia glejaka. W lipcu tego roku dotarłem do lekarzy kwalifikujących pacjentów do innowacyjnej terapii Bankiewicza, która jest na etapie badań klinicznych. Terapia polega na wstrzyknięciu wirusa w guza, który będzie go od środka zwalczał. Terapia Bankiewicza jest prowadzona przez polskiego lekarza w San Francisco, który część badań klinicznych chciał przeprowadzić w Polsce. Sierpień 2017 - lekarz zapewnia mnie, że jestem idealnym pacjentem, ale każą czekać, bo ilość procedur w Polsce, która pozwoli na zastosowanie tej terapii, opóźnia cały proces o miesiąc. Lekarze zapewniają, że dotrwam. Przez ten miesiąc czekałem. Na początku września trafiam ponownie na badania kwalifikujące do terapii i znów cios, niestety progres choroby jest tak duży, że nie można u mnie zastosować terapii, a guz jest już nieoperacyjny. Co dalej?

Maciej Rusinek

Na to pytanie wszyscy przyjaciele i bliscy szukają odpowiedzi. Byłem załamany, nie widziałem dla siebie ratunku, liczyłem się z najgorszym, bo diagnoza była okrutna, guzy są nieoperacyjne. Zamknąłem się w gronie najbliższych, każdą chwilę spędzałem z dzieciakami w nadziei, że będą mnie pamiętać. Moja żona nie odpuściła – trafiamy na ośrodek w Meksyku. Nadzieja wraca. Zostałem zakwalifikowany do leczenia! Nie zastanawiając się długo – trzeba działać, rozpoczynamy zbiórkę pieniędzy, które są niezbędne. Skoro chemia i radioterpaia nie działają, zdecydwoałem, że spróbuję takiego leczenia...

Nigdy nie prosiłem o żadną pomoc, jedynie o modlitwę. Nigdy nie chciałem robić niczego na siłę pod wpływem emocji. Terapia, którą wybrałem to eksperymet, ale ja czuję, że to moja szansa, dlatego błagam o pomoc. Mam przed sobą dwoje małych dzieci i żonę, z którymi muszę zostać. Moje dzieci będą miały urodziny za rok, dwa, a ja przysięgałem im i sobie, że zrobię wszystko, by na nich być. Ogromna kwota za moje życie to pieniądze, które dają szansę moim dzieciom na pełną rodzinę. Proszę, pomóżcie mi przeżyć - dla nich!
Maciej

24 813,00 zł ( 8,01% )
Wsparło 867 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki