Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Błagam, tak bardzo chcę żyć...

Magdalena Serafin
Zbiórka zakończona
Cel zbiórki:

terapia dla osób chorujących na zaburzenia odżywiania w ośrodku zamkniętym

Zgłaszający zbiórkę: Fundacja Światło Dla Życia
Magdalena Serafin
Warszawa, mazowieckie
anorexia nervosa
Rozpoczęcie: 9 Marca 2017
Zakończenie: 7 Lipca 2017

Opis zbiórki

Mam na imię Magda i od pięciu lat, powoli i bezlitośnie, sprowadzam na siebie śmierć. Głodzę się i choć mój wyniszczony organizm krzyczy o pomoc, nie umiem przestać… Anoreksja przejęła kontrolę nad moim życiem, myślami, każdym dniem... Jestem na skraju wyczerpania. Nie umiem wyzdrowieć, a jeśli nic się nie zmieni – umrę… Proszę o pomoc, tak bardzo chcę żyć, ale sama już nie potrafię się uratować!

Kiedyś byłam wiecznie uśmiechniętą osobą. Dziś już nie pamiętam, jak to jest. Wtedy cieszyłam się z życia, a odchudzanie i kalorie były rzeczami, o których nie miałam pojęcia. Odkąd pamiętam, zawsze ważyłam więcej niż inne dziewczyny, ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Do czasu… Byłam w szkole sportowej, co pół roku mieliśmy badania kontrolne. Na jednym z nich, pięć lat temu, lekarka, która zważyła mnie i zmierzyła, zmieszała mnie z błotem… Nakrzyczała na mnie i na moją mamę za to, że pozwoliła mi doprowadzić się do „takiego stanu”. Pouczyła mnie, że mam dużą nadwagę i do następnej wizyty mam schudnąć. Ważyłam wtedy 66 kg przy wzroście 158 centymetrów.

Bardzo przejęłam się jej słowami, myślałam o tym cały czas. Zaczęłam pilnować tego, co jem, ograniczyłam słodycze. Na następnej wizycie ważyłam już 1,5 kg mniej.

Magdalena Serafin


Lekarka była zadowolona, a ja dosłownie fruwałam nad ziemią. Triumf, radość, euforia… strasznie spodobało mi się to uczucie, które pojawiło się we mnie wtedy, gdy zobaczyłam, że ważę mniej. Postanowiłam, że chcę schudnąć jeszcze więcej. Przestałam jeść słodycze i produkty, które uważałam za kaloryczne. Na początku wakacji ważyłam już 63 kg. Kolejny sukces! Zaczęłam starać się jeszcze bardziej. Jadłam tylko chrupki chleb, chude jogurty, chude mięso, warzywa, a na kolację owoce, przestałam też cokolwiek słodzić. Rano robiłam brzuszki, przysiady, po obiedzie stałym punktem mojego dnia był szybki marsz lub jazda na rolkach. I tak codziennie. Do końca wakacji schudłam jeszcze 18 kg.

Wtedy powinnam się zatrzymać i zacząć jeść normalnie, ale już nie potrafiłam. Byłam jak w amoku. Anoreksja nie pojawia się z dnia na dzień, nikt nie postanawia sobie nagle „zostanę anorektyczką”. Ona wkrada się po cichu, sprawiając, że każdy obszar życia zaczyna być podporządkowany jedzeniu, a właściwie niejedzeniu. Chudnięcie zaczęło być moją obsesją, a jedzenie – największym wrogiem. Moja mama zaczęła się martwić, ale ja stałam się mistrzynią kłamstwa. Zaczęłam unikać posiłków, oszukiwać, że już jadłam, wyrzucać jedzenie. Nie dało się ze mną porozmawiać… Serce mi się ściska, gdy przypomnę sobie, jak mama wtedy płakała po nocach, bezsilna wobec faktu, że nie może mi pomóc. Wtedy nie przejmowałam się tym, chciałam tylko jednego - chudnąć dalej. Nie akceptowałam tego, że moja waga jest już w normie, tylko chciałam, żeby była jeszcze niższa. Stawałam się coraz słabsza, chwilami nie miałam już nawet siły, żeby wstać z łóżka, ale w swoich oczach wciąż byłam za gruba.

Pod koniec września miałam pierwszą wizytę u psychiatry. Opierałam się, płakałam, nie chciałam słuchać, ale mama postawiła na swoim. Jej starania i regularne wizyty u psychiatry zaczęły przynosić efekty. Zaczęłam więcej jeść. Czułam się lepiej, nabrałam sił, zaczęłam zdrowieć… ale wtedy poczułam paraliżujący strach, że moja waga wzrasta, a ja nie mam nad tym kontroli. Znów przestałam jeść. Tak zaczęła się równia pochyła – psychiatra nie był już w stanie mi pomóc. Znalazłam się w szpitalu psychiatrycznym. Wracałam do niego jeszcze wielokrotnie. To był koszmar. Leczono ciało, ale nikt nie zajmował się duszą… Jedyne, czego się tam nauczyłam, to tego, jak oszukiwać z jedzeniem, gdzie je chować i gdzie wycierać masło z kanapek. Tyłam, chudłam, tyłam, chudłam i tak na zmianę. Wkrótce do anoreksji doszła jej najlepsza przyjaciółka – depresja. Czułam, że nie mam siły się budzić, nie chciało mi się żyć.

Magdalena Serafin


Gdy zmieniłam szkołę i poszłam do pierwszej klasy technikum, miałam nadzieję, że teraz wyjdę na prostą, że zacznie się nowy rozdział mojego życia. Nowi znajomi, nowe wyzwania… Znów zaczęłam się uśmiechać. Powoli, po tylu latach, zaczęło do mnie docierać, że rzeczywiście jestem chora, że mam problem. Zaczęłam jeść.  Pamiętam, jak z własnej woli po raz pierwszy wzięłam do ust kostkę czekolady. Dalej poszło jak lawina - byłam tak wygłodzona, że nie interesowało mnie już, czy przytyję, czy nie, po prostu chciałam się najeść. Wracałam ze szkoły i jadłam wszystko: słodycze, ciasto popijałam mlekiem skondensowanym, pożerałam masę kajmakową, aby tylko nasycić się słodkim smakiem. Pod koniec roku szkolnego ważyłam już 53 kg. Wtedy usłyszałam od kolegi, że przytyłam. Dźwięk jego słów był jak okrzyk, budzący anoreksję ze stanu hibernacji. Znowu zaczęły się głodówki i ćwiczenia. Przestały liczyć się lekcje, cel był jeden – schudnąć. Nie zdałam do następnej klasy.

Dziś wiem, że mam problem, że sama nie dam sobie rady. Serce mi pęka, gdy widzę, jak płacze przeze mnie moja mama. Po raz pierwszy od dawna chce mi się żyć… Zmieniłam szkołę, uczę się w technikum weterynaryjnym. Kocham zwierzęta, wiąże z nimi swoją przyszłość, chcę się nimi opiekować. Idąc do nowej szkoły zaczęłam otwierać się też na ludzi. Mam szansę żyć jak normalna nastolatka!

Niczego więcej nie pragnę niż tego, by wyzwolić się z sideł anoreksji. Muszę zmienić sposób myślenia o sobie, muszę nauczyć się normalnie funkcjonować, jeść… Psychiatra już mi nie pomoże, szpital psychiatryczny również, nie chcę tam wrócić! Moim światełkiem w tunelu jest terapia w ośrodku specjalizującym się w leczeniu osób z zaburzeniami odżywiania. Chcę tam pojechać i zacząć się leczyć! Mojej rodziny nie stać jednak na taki wydatek, dlatego zwracam się o pomoc. Proszę, pozwólcie mi rozpocząć leczenie i wyzdrowieć! Dajcie mi szansę, a zrobię wszystko, żeby wyzdrowieć. Chcę żyć jak normalna nastolatka. Chcę żyć…

- Magda

Ta zbiórka jest już zakończona. Wesprzyj innych Potrzebujących.

Obserwuj ważne zbiórki