Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Mam ostatnią szansę, by pokonać śmierć

Małgorzata Sikorska
Zbiórka zakończona

Mam ostatnią szansę, by pokonać śmierć

128 100,00 zł ( 100,01% )
Wsparło 4925 osób
Cel zbiórki:

Terapia protonowa ratująca życie i wzrok

Małgorzata Sikorska, 60 lat
Żychlin , łódzkie
makrogruczolak przysadki
Rozpoczęcie: 20 Kwietnia 2017
Zakończenie: 29 Czerwca 2017

Rezultat zbiórki

Terapia dobiegła końca!

Pani Małgorzata czuje się dobrze, z optymizmem patrzy w przyszłość. Najbliższe miesiące pokażą, czy rak został ostatecznie pokonany. My wierzymy, że tak! Ostatnie tygodnie spędzone z dala od domu nie zabrały Pani Małgorzacie ogromnej radości z życia. A dzisiaj... jest już w domu ze swoimi najbliższymi! 

Dziękujemy Wam z całego serca - to dzięki Waszej pomocy terapia protonami w Monachium była możliwa! 

Pani Małgorzata bardzo chce wszystkim podziękować. Jeszcze z kliniki otrzymaliśmy taki list:

Dzień dobry,
piszę do Państwa z Monachium z kliniki protonoterapii, w której
jestem dzięki przyjaznym i wrażliwym sercom. Co tworzy urok świata tego
małego i wielkiego? Urok i piękno człowieka, jego dobro, jego uważne
spostrzeganie, które widzi słyszy i czuje obok. Każdy kamyczek dobrej woli
delikatnie i z wdzięcznością kładłam do plecaka nadziei wiary i pozytywnego
myślenia. W mojej pamięci są zapisane cudowne słowa wsparcia i otuchy, z
którymi stawiam kroki, kroczki do przodu, kroki do następnej dawki naświetlań
protonami. 

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim darczyńcom, którzy pochylili się nade
mną, podjęli trud, bym mogła walczyć o życie.
Doświadczenie, wiedza, a szczególnie cechy osobowości osób działających w
Fundacji Siepomaga są godne uznania i naśladowania. Doznałam tego w czasie
zbiórki.

Z całego serca wszystkim wam dziękuję.
Jesteście Kochani.

Aktualizacje

Protonoterapia trwa

Terapia protonami, której celem jest pokonanie nowotworu, cały czas trwa. Pani Małgorzata czuje się dobrze i nie traci optymizmu - to najważniejsze! Gdy pogoda dopisuje, może wyjść na spacer, by promienie słońca dodały jej więcej energii do tego najważniejszego starcia w życiu. 



Pamiętajcie, że to dzięki Wam Pani Małgorzata może być teraz w Monachium, gdzie lekarze walczą o wyeliminowanie guza mózgu, by ocalić życie. Dziękujemy! Wierzymy, że wygrana jest już blisko.

Pani Małgorzata jest już na badaniach diagnostycznych!

Udało się dzięki Wam! Pani Małgorzata w końcu może być spokojniejsza, bo ma już środki na terapię protonową, która uratuje jej życie!

Właśnie dzisiaj i jutro, w klinice w Monachium, odbędą się zaawansowane badania diagnostyczne, które umożliwią indywidualnie dobrane leczenie protonami. To ostatnia szansa Pani Małgorzaty na uratowanie wzroku i życia. Teraz wszystko w rękach lekarzy - my mocno trzymamy kciuki za powodzenie terapii! Będziemy Was informować na bieżąco o jej efektach.

Jeszcze raz dziękujemy - razem wielką mamy MOC!

Guz rośnie, a ja mam mało czasu, by uciec śmierci...

Wyniki ostatnich badań są bardzo złe i nie napawają optymizmem. Guz cały czas rośnie - powiększył się o 3 mm w obu płaszczyznach i niebezpiecznie zbliża się do ważnych struktur mózgowia. Ucisk jest coraz większy i powoduje okropny ból. Jednak wewnętrzne cierpienie i strach przed śmiercią są o wiele gorsze. Mam naprawdę ostatnią szansę, by pokonać nowotwór. Muszę jak najszybciej rozpocząć protonoterapię...

Zostało już tak mało czasu… Jestem ogromnie wdzięczna za każdą, najmniejszą nawet kwotę, która przybliża mnie do celu. Teraz jednak naprawdę się boję, że nie zdążę uzbierać wszystkich pieniędzy i stanę twarzą w twarz z tym, o czym nawet nie chcę myśleć. Śpię po trzy godziny dziennie, nie myślę o niczym innym. Życie jest takie kruche… Proszę, pomóżcie mi zostać z moim synem i mężem.

Opis zbiórki

Gdy lekarze oglądają wyniki moich badań, na ich twarzach maluje się szok. Spoglądają to na mnie, to na kliszę i zastanawiają się, dlaczego siedzę przed nimi. Przecież już dawno powinnam zająć swoje miejsce na cmentarzu. To prawda, guz chce mnie zabić, a żyję tylko dzięki miłości moich najbliższych. Nazywają mnie wojowniczką - walczę o każdy dzień, by być przy nich. Proszę, pomóż mi w końcu ostatecznie pokonać śmierć, której oddech czuję na karku...

Przez okno widzę dzieci, które właśnie wracają z rozpoczęcia roku. Roześmiane, pięknie ubrane. Za chwilę usiądą do ławek i będą zdobywać wiedzę. Kiedyś to ja im ją przekazywałam… Uwielbiam dzieci, a praca nauczycielki była moim powołaniem. Rak odebrał mi pasję, marzenia, zdrowie. Teraz chce zabrać resztki wzroku i pragnie mojej śmierci.

Małgorzata Sikorska

Rok 1995 był końcem życia jakie znałam i początkiem wieloletniej męki. Zaczęło się od silnych bólów głowy i problemów ze wzrokiem. Sądziłam, że to zmęczenie, przepracowanie… Gdy ból zaczął odbierać mi świadomość, trafiłam do lekarza i potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Usłyszałam, że mam wielkiego guza, zlokalizowanego w środkowym dole czaszki. Nie było czasu na strach, na zastanawianie się co dalej. Gdy jechałam na stół operacyjny, widziałam przed oczami sceny ze swojego życia - zupełnie jak w filmie. Miałam silne przeczucie, że to będzie koniec, że naglę zniknę z tego świata, zostawiając 3,5 letniego synka i męża samych.

Gdy obudziłam się po operacji nie mogłam uwierzyć, że żyję. Obok łóżka czuwał mąż i siostra. Ich miny powiedziały mi więcej, niż słowa. Nie było dobrze… Okazało się, że guz to makrogruczolak przysadki ogromnych rozmiarów, silnie ukrwiony i wydzielający hormony. Niestety, lekarzom nie udało się zmniejszyć jego masy, jednak nie to było najgorsze. Podczas operacji umierałam dwa razy. Silne krwotoki prawie zabrały mnie na tamten świat i tylko cud sprawił, że wróciłam. Kilka dni później nagle straciłam mowę. Chciałam coś powiedzieć do męża, ale nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Łzy napłynęły mi do oczu, bo czułam, że dzieje się coś złego. Siostra szybko powiadomiła lekarza. Diagnoza - obrzęk ośrodka mózgu. Wszystko rozumiałam, czułam, ale byłam jakby za ścianą, przez którą nie mogłam się przebić. Słyszałam także to, jak lekarz mówił moim bliskim, że mają przygotować się na moją śmierć. Dali mi 3 dni życia…

Małgorzata Sikorska

Ja jednak przeżyłam. Z całych sił chciałam tu zostać, bo miałam dla kogo. Czekał na mnie malutki synek i rodzina. Chociaż leki zaczęły działać, a obrzęk powoli ustępował, nadal nie mogłam mówić. Po operacji przestałam widzieć na lewe oko i straciłam czucie w lewej części twarzy. Powieka prawie zupełnie mi opadła. Miałam zaledwie 30 lat, a straciłam zdrowie, urodę, omal nie tracąc życia. Musiałam od nowa nauczyć się tego, czego sama niedawno uczyłam dzieci w szkole. Po 5 tygodniach wróciłam do domu, jednak nie do dawnego życia. Już nigdy nic nie miało być takie, jak kiedyś…

Ten najtrudniejszy czas przetrwałam tylko dzięki wsparciu najbliższych. Ból głowy pozostał, a ja byłam prawie niewidoma. Ze zdrowej, pełnej życia kobiety w najlepszym okresie życia stałam się inwalidką I stopnia, niezdolną do pracy. Już nigdy miałam nie wrócić do swojej ukochanej szkoły, do dzieci, które na mnie czekały, które odwiedzały mnie w domu i pytały, kiedy ich ulubiona pani przyjdzie w końcu do szkoły...

Małgorzata Sikorska

Traumatyczne doświadczenia zostawiły trwały uraz na mojej psychice - zaczęłam panicznie bać się szpitali. Na widok placówki medycznej reagowałam wręcz histerią. W 2002 roku trafiłam pod opiekę innego lekarza, który podjął jeszcze jedną próbę usunięcia guza. Niestety, komplikacje po pierwszej operacji to uniemożliwiły. Potwór w mojej głowie został wycięty tylko w kilku procentach, co nieznacznie poprawiło jakość widzenia. Straciłam jednak węch, pojawiła się także moczówka prosta. Dodatkowo uświadomiono mi, że pierwsza operacja została źle przeprowadzona. Prawdopodobnie ktoś wtedy popełnił błąd. Mimo tego, że miałam wcześniej zrobione badania endokrynologiczne, przed zabiegiem w 1995 roku szpital nie skonsultował ich ze specjalistami, a lekarz otworzył moją czaszkę od strony skroniowej, nie czołowej. To dlatego nie udało się usunąć guza i dlatego ucisk cały czas powoduje, że tracę wzrok…  

Z biegiem czasu widzę coraz gorzej. Powód - guz się odbudowuje. Potwierdził to rezonans - nowotwór cały czas się rozrasta. Chociaż stale jestem pod opieką lekarzy, wykluczyli oni możliwość ponownego zabiegu. Trzecia operacja może mnie zabić, nikt się jej nie podejmie. Pozostało mi leczenie farmakologiczne, które nie działa… Guz rośnie, by zabrać mi resztki wzroku w drugim oku, a w końcu mnie zabić. ,,Mój’’ rak ma już 5,5 cm długości. Ból i zawroty głowy są tak silne, że muszę spać na siedząco. W lewym oku straciłam poczucie światła - stało się całkowicie ślepe. Przewidywania lekarzy są bezlitosne - śmierć jest już blisko.

Małgorzata Sikorska

Nadzieja pojawiła się akurat w momencie, w którym miałam żegnać się z życiem. Jest nią nowa metoda radioterapii - terapia protonowa. Umożliwia ona dotarcie wiązek promieniowania bezpośrednio do guza, bez niszczenia zdrowych tkanek. Daje większe szanse na przeżycie i na to, że zachowam wzrok! Jednak rzeczywistość znowu podcięła mi skrzydła…

Terapia protonowa w Polsce dopiero raczkuje, dlatego musieliśmy szukać pomocy za granicą. Syn nawiązał kontakt z Monachijskim Centrum Protonoterapii Rinecker Proton Therapy Center. Udało się - zostałam zakwalifikowana do leczenia! Niestety, Narodowy Fundusz Zdrowia odmówił refundacji zabiegu mającego ocalić moje życie. Zostało one wycenione na 28 tysięcy euro… Nie mogę jednak załamywać rąk i płakać - wylałam już za wiele łez. Tak bardzo chcę żyć i pragnę, by skończyło się moje cierpienie, które trwa już 22 lat. Doczekałam dnia, w którym mam szansę wyleczenia. Barierą są pieniądze. To ogromna kwota, jednak mam wielką nadzieję, że z Waszą pomocą mi się uda, że będę żyć...

Małgorzata Sikorska

Gdy mój syn był w drugiej klasie, nauczycielka poprosiła o napisanie wypracowania pt.: ,,Kim chcesz zostać, gdy dorośniesz?” Mój Łukaszek napisał: ,,Chciałbym być lekarzem, by pomagać ludziom i sprawić, by moja mamusia już nie płakała”. Minęło wiele lat, za kilka dni syn zdaje ostatnie egzaminy na studiach medycznych. Mam nadzieję, że w przyszłości uratuje wiele żyć i że będę mogła być tego świadkiem. Teraz pragnę, by ktoś uratował moje. Żeby spełniło się marzenie mojego syna, moje i całej rodziny. Ja po prostu nie chcę umierać...

128 100,00 zł ( 100,01% )
Wsparło 4925 osób

Obserwuj ważne zbiórki