Chłopak, którego prawie zabiła grypa

Zbiórka na cel: Leczenie i rehabilitacja - intensywna walka o powrót Marcina
Zbiórka zakończona
Marcin Morawiec
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 513 osób
13 580,65 zł (10,58%)

Marcin, 28 lat

Stan wegetatywny, który nastąpił wskutek powikłań po grypie

Szarwark, małopolskie

Rozpoczęcie: 21 Lipca 2017
Zakończenie: 21 Października 2017

Czego najbardziej się boisz? Raka? Zawału? Tego, że zginiesz w wypadku samochodowym? Twoja lista może być długa, ale raczej nie znajdzie się na niej grypa. Bo to przecież nic groźnego, bo każdy ją przechodził, bo przecież wystarczy kilka dni w łóżku. Marcin w łóżku leży już pół roku. Nie rusza się, ani nie mówi. Nie wiadomo czy słyszy. Patrzy gdzieś w dal, czasem tylko wodząc wzrokiem za bliskimi. Jest w stanie wegetatywnym. Wypadek? Tętniak? Bynajmniej. Zaczęło się od grypy. Tak, zwykłej grypy.

Marcin czuł się źle już od kilku dni. W Niemczech, gdzie pracował, lekarz stwierdził, że to grypa. Zapisał trochę leków i kazał się oszczędzać, ale Marcin musiał wracać do domu. Przecież bywał tam tak rzadko… Po raz pierwszy zemdlał jeszcze na granicy, ale sam przed sobą nie chciał przyznać, że coś jest nie tak. Uspokajał kolegów, że to nic, że po prostu się potknął. Zawsze taki był. Wolał zacisnąć zęby niż przyznać, że źle się czuję. Wizyta u lekarza to była ostateczność. Tak jakby w ten sposób chciał udowodnić światu jaki jest twardy.

Potem przytomność stracił już na miejscu, w Tarnowie. Koledzy chcieli go wieźć do szpitala, ale on nawet nie chciał o tym słuchać. Będzie dobrze. Da radę. Pojedzie do domu i wszystko będzie ok. W domu zdążył przywitać się rodzicami, chwilę porozmawiać. Potem zakręciło mu się w głowie, zachwiał się rozpaczliwie próbując się czegoś chwycić i upadł, a jego serce przestało bić. Reanimował go ojciec, matka w tym czasie dzwoniła po karetkę. Liczyła się każda sekunda, minuta…

Dopiero wyposażonym w defibrylator ratownikom udało się, po kilkunastu minutach walki, przywrócić akcję serca, które tego dnia zatrzymało się jeszcze 9 razy. Tego dnia Marcin 10 razy umierał i 10 razy wracał do życia.

W szpitalu lekarze wprowadzili Marcina w stan śpiączki farmakologicznej. Najgorzej było z jego sercem, które było wydolne tylko w 10 procentach. Lekarze nie dawali mu wielkich szans na przeżycie. Jedyną nadzieją miał być dla niego przeszczep serca.

Pierwsze trzy doby były dla jego bliskim koszmarem pełnym pytań, na które nie ma odpowiedzi. Bo co odpowiedzieć matce, która pyta dlaczego jej syn? Takie, nie zawsze wypowiedziane, pytania zadawał sobie każdy z nich. Mama, ojciec, brat… Oni wszyscy byli zdrowi, ale cierpiał każdy z nich.

Czwartego dnia, ku zdumieniu lekarzy, okazało się, że serce zaczyna się regenerować, że ten młody, 28 letni facet, ma w sobie taką wolę życia, której nie przewidział żaden podręcznik medycyny. Nikt już nie mówi o przeszczepie - ten nie będzie potrzebny, Marcin da sobie radę bez niego. Rodzina odzyskuje wiarę. Przecież teraz może być już tylko lepiej. Wtedy pada kolejny cios...

Okazuję się, że długotrwałe niedotlenienie doprowadziło do poważnego obrzęku mózgu i Marcina nie można wybudzić ze śpiączki farmakologicznej. Mijają pełne niepokoju dni. Po dwóch tygodniach Marcin kolejny raz wjeżdża w cylinder tomografu. Wyniki są lepsze i pada decyzja - wybudzamy.

Choć Marcina wybudzono, wydaje się, że śpi nadal. Nie ma już tego przebojowego, beztroskiego chłopaka sprzed miesięcy. Kiedyś zawsze miał tyle do powiedzienia, dzisiaj tylko milczy. Kiedyś był ciąglę w ruchu, ciężko było go złapać w domu, dzisiaj nie rusza się z łóżka. Kiedyś potrafił przeszyczyć człowieka spojrzeniem, dzisiaj zaledwie raz po raz wodzi za kimś tym strasznym, zamglonym wzrokiem. Kiedyś ze wszystkim radził sobie sam, dzisiaj wymaga całodobowej opieki.

Marcin nie zniknął na zawsze. Jego bliscy wiedzą, że on gdzieś tam jest, że wróci. Przecież wracali inni, to i on sobie poradzi. Potrzeba tylko pracy. Setek godzin rehabilitacji, których państwo nie jest w stanie zapewnić, bo takich jak on spisuje się na straty. Ćwiczenia i opiekę trzeba organizować na własną rękę, bo przecież chłopak wciąż żyję i nie wolno się poddać. Koszty rehabilitacji są olbrzymie, ale z Twoją pomocą, nawet one nie powstrzymają Marcina w walce o powrót do świata, który tak pokochał…

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 513 osób
13 580,65 zł (10,58%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość