Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Dla mojej rodziny muszę walczyć o życie. Rak nie może mnie pokonać!

Marcin Żuradzki
102 693,00 zł
Wsparły 1624 osoby
Cel zbiórki:

Nierefundowane leczenie onkologiczne, badania kontrolne

Organizator zbiórki: Fundacja Siepomaga
Marcin Żuradzki, 35 lat
Joniec, mazowieckie
Nowotwór jelita grubego
Rozpoczęcie: 27 Listopada 2020
Zakończenie: 1 Maja 2021

Opis zbiórki

W poszukiwaniu diagnozy pukałem do wielu drzwi. Kolejne badania, testy, konsultacje. Przekonanie, że to nic groźnego, bo “przecież ludzie w tym wieku nie chorują”. To sformułowanie słyszałem zbyt wiele razy. Bardzo chciałbym w nie wierzyć. Niestety, od 3 lat boleśnie przekonuję się, że to nieprawda. Nowotwór za nic ma metrykę. 

Dopiero kiedy choroba prawie zwaliła mnie z nóg i trafiłem na SOR, zostałem poddany badaniom. I wtedy została odkryta brutalna prawda - guz jelita grubego w stanie zaawansowanym z przerzutami. Lekarze patrzyli na mnie z mieszanką przerażenia i politowania… Nie wiedziałem, co zrobić. W takim momencie życie dramatycznie zwalnia i przyśpiesza jednocześnie. 

Dokładnie 2 dni po diagnozie przeprowadzono pierwszą operację - lekarzy znów czekał szok - zamiast jednego guza, odkryto kilkanaście. Prognozy były przygnębiające, ale była szansa na walkę. 

Ta trwa już wiele lat. Poziom nadziei na zmianę rośnie, by za chwilę znów dramatycznie zmaleć. Nie wiem, co mam mówić moim córeczkom, które z nadzieją w głosie pytają “tatusiu, masz siłę wyjść z nami na spacer?”. Marzę o tym, by mieć siłę, by przejście kilku kroków nie stanowiło dla mnie ogromnego wyzwania. Wciąż żyję i mam nadzieję na to, że znajdę ratunek. 

Niestety, wszystkie podjęte działania zawiodły. Leczenie trwa, ale już teraz wiem, że to może być za mało. Lekarz nie pozostawił wątpliwości - tym razem nie będzie szans na refundowaną pomoc. Na ratowanie życia i zdrowia potrzebna będzie kwota, której nie mam i nie jestem w stanie zdobyć. Kilkadziesiąt tysięcy za to, bym przedwcześnie nie zniknął z życia mojej rodziny, z codzienności moich dzieci. 

Kiedyś wydawało mi się, że o pomoc proszą tylko słabi. Dziś wiem, że to tak naprawdę świadczy o ogromnej sile - bo wyciągnięcie ręki po pomocną dłoń kosztuje wiele, szczególnie człowieka takiego jak ja. 

Z czasem milkną pytania o to, czy się boisz. Powinny zostać zastąpione przez to, jak bardzo. Bo śmierć nie przeraża mnie tak bardzo jak to, że nie zobaczę jak dorastają dziewczynki, że nie będę trzymał mojej żony za rękę podczas ważnych wydarzeń w życiu naszej rodziny. Nie chcę być dla rodziny obciążeniem, chcę ją wspierać. 

Wiem, że sam nie dam rady, nie mam szans na leczenie. Jeśli jednak ty mi pomożesz, dasz mi coś znacznie więcej niż wpłatę - podarujesz mi nadzieję i siłę, by dalej walczyć. Brzmi banalnie? W mojej sytuacji, po 3 latach ciężkiej walki, każdy najmniejszy gest ma ogromne znaczenie. Każda pomoc jest na wagę mojego życia. To gest, za który nigdy się nie odwdzięczę, ale mogę zapewnić o jednym - tej szansy nigdy nie zmarnuję. 

Nie wiem, ile mam czasu, ale każdy dzień życia traktuję jak największy prezent. Nie jest to łatwa codzienność - choroba przypomina o sobie na każdym kroku. Jest jak cień, który śledzi każdy mój ruch, bezwzględnie przypominając o tym, że śmierć może nadejść w każdej chwili. Nie chcę utonąć w morzu rozpaczy, chcę jeszcze raz zawalczyć. Chcę dostać jeszcze jedną szansę na życie. Pomożesz?

102 693,00 zł
Wsparły 1624 osoby
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na profil Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki