Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Choroba przywiązała mnie do wózka niewidzialnym łańcuchem. Czy pomożesz mi go zerwać?

Marta Kaczmarek-Szwagierczak
Zbiórka zakończona

Choroba przywiązała mnie do wózka niewidzialnym łańcuchem. Czy pomożesz mi go zerwać?

17 234,54 zł ( 100% )
Wsparło 769 osób
Cel zbiórki:

3 turnusy rehabilitacyjne

Organizator zbiórki: Fundacja Złotowianka
Marta Kaczmarek-Szwagierczak, 28 lat
Międzyrzecz, lubuskie
dziecięce porażenie mózgowe
Rozpoczęcie: 27 Czerwca 2018
Zakończenie: 22 Listopada 2018

Poprzednie zbiórki:

Marta Kaczmarek-Szwagierczak
6 950,00 zł ( 38,65% )
Wsparły 152 osoby
22.07.2016 - 11.04.2017

turnusy rehabilitacyjne

6 950,00 zł ( 38,65% )

turnusy rehabilitacyjne

Aktualizacje

Marta walczy już nie tylko dla siebie - została mamą!

Mój kochany synek Wojtuś przyszedł niedawno na świat, sprawiając, że stał się on lepszy. Bałam się przez całą ciążę, bo w związku z moim stanem zdrowia nie wiedzieliśmy, co będzie... Z mężem bardzo chcieliśmy zostać rodzicami i udało się - urodziłam pięknego zdrowego synka! 

Marta Kaczmarek-Szwagierczak


Dzisiaj walczę nie tylko dla siebie... On jest ważniejszy. Chciałabym być sprawną mamą, która może nadążać za swoim dzieckiem. Chciałabym móc zabrać Wojtka na spacer, samodzielnie się nim opiekować. 

Moją szansą na bycie aktywną mamą jest dalsza, systematyczna i intensywna rehabilitacja, którą mogą kontynuować tylko z Twoim wsparciem.

Dziękuję za dotychczasową pomoc i proszę - trzymaj kciuki za mnie i za Wojtusia. Bądźcie z nami dalej!


****

Gratulujemy Marcie i w jej imieniu prosimy o dalszą pomoc. Razem na pewno nam się uda! 

Opis zbiórki

Dwa miesiące - wydaje się, że to tyle, co nic. Przecież mijają w mgnieniu oka… Dla mnie dwa miesiące okazały się kluczowe, bo wpłynęły na całe życie. Sprawiły, że jest ono niezwykle trudne… Mam na imię Marta i urodziłam się dwa miesiące za szybko. Dzisiaj mam 25 lat od urodzenia zmagam się z porażeniem wszystkich kończyn. Marzę tylko o samodzielności, ale bez rehabilitacji nigdy jej nie osiągnę. Proszę, pomóż mi pojechać na turnusy, które są moją jedyną szansą na poprawę zdrowia…

Przez ten mój “pośpiech” w przyjściu na świat musiałam walczyć o każdy oddech ju od pierwszej sekundy życia. Moja mama nie wiedziała, co ze mną będzie. Musiała się śmiertelnie bać… Trafiłam do inkubatora, dostałam też szczepionkę, która tylko pogorszyła sprawę. Mój stan zdrowia uległ pogorszeniu. Dziecięce Porażenie Mózgowe - taka zapadła diagnoza. To ta choroba przywiązała mnie na kolejne długie lata do wózka inwalidzkiego, zabrała mi szczęśliwe dzieciństwo, zamieniając podwórko na szpitalne korytarze.

Marta Kaczmarek-Szwagierczak

Miałam około 7 lat, gdy zaczęłam pytać mamy: dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego inne dzieci mogą chodzić, biegać, a ja jestem przykuta do wózka, bo moje rączki i nóżki są niesprawne? Mama odpowiadała, że taka się urodziłam, ale lekarze dawali nadzieję, że - choć niesamodzielne - postawię swoje pierwsze kroki. Skupiłam się tylko na tym, by w końcu wstać z łóżka, choć na chwilę. Dzięki temu marzeniu znosiłam tysiące godzin rehabilitacji, niekończące się pobyty w szpitalach i operacje…

Tych ostatnich miałam tak wiele, że dzisiaj nie jestem w stanie zliczyć. Operowano mi ręce i nogi. Miałam przeszczep mięśni, śruby i blachy w nogach, które wykrzywiały się tak bardzo, że stały się poważnym problemem. Moje dzieciństwo pamiętam głównie przez pryzmat pobytów w szpitalach. Pamiętam też ból, który jest ze mną właściwie cały czas. Tak samo jak bezradność - właśnie ona jest dla mnie najgorsza…

MPD to choroba, którą trudno zdefiniować, bo jest wiele jej odmian, zależnych od stopnia nasilenia. W moim przypadku niedowład dotyczy wszystkich czterech kończyn… W części sprawna jest tylko jedna ręka, ale to nadal za mało, bym chociaż mogła się sama uczesać, umyć, zrobić coś do jedzenia… Jestem zależna od innych - od dziecka to moja mama była moją ostoją, która nie pozwalała mi upaść. Dzisiaj jest także mąż. Gdy się poznaliśmy, wiedział o mojej niepełnosprawności, jednak to mu nie przeszkadzało. Codziennie udowadniamy, że miłość nie zna barier! Jestem wdzięczna losowi za moich bliskich, bo nie wiem, co bym bez nich zrobiła. Jednak nadal mam tylko jedno marzenie - być samodzielna…

Marta Kaczmarek-Szwagierczak

Gdy się położę, będę leżała, dopóki ktoś mnie nie podniesie. Chciałabym zrobić mężowi obiad, jak wróci z pracy, ale nie jestem w stanie. Nawet zwykła toaleta jest poza moim zasięgiem… Chociaż wydawać by się mogło, że mój przeciwnik nie jest do pokonania, to przez lata zmagań nauczyłam się, że nigdy nie można się poddawać. Mam zamiar z każdym dniem luzować kolejne ogniwa łańcucha, aby w końcu ostatecznie go zerwać i pokonać chorobę!

Niezależność. To słowo nieustannie brzmi w mojej głowie. Przybiera również inne formy: samodzielność, samowystarczalność, swoboda, wolność. Mama nie będzie w stanie zajmować się mną całe życie. Kiedyś to ja będę musiała odwdzięczyć się za serce, które mi ofiarowała i oddać jej swoje. To są właśnie moje marzenia - zająć się moimi bliskimi, zająć się sobą. Aktualnie Everest, ale wierzę, że ciężką pracą osiągnę nawet tak wielki szczyt. Chęci i wytrwałości mi nie brakuje, ja nigdy się nie poddaje. Tę cechę musiałam odziedziczyć po mamie.

Rehabilitacja to dla mnie jedyna szansa na upragnioną niezależność. Brakuje mi jednak sprzętu i godzin ze specjalistami. W domu staramy się zrobić ile się da, ale to nie to samo, co profesjonalne zajęcia, dlatego rezultaty są znikome. Nie mogę pozwolić, by ten wieloletni trud poszedł na marne! Dlatego zwracam się do was z prośbą o pomoc... Turnusy rehabilitacyjne to koszty, z którymi nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Każdego dnia widzę starania mojej mamy i mojego męża i nie mogę dopuścić, aby nasza wspólna praca nie została zmarnowana. Czy pomożesz mi walczyć z chorobą?

Marta

17 234,54 zł ( 100% )
Wsparło 769 osób

Obserwuj ważne zbiórki