Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Ból, który widzę w oczach moich bliskich jest najgorszy! Młoda mama walczy z białaczką!

Martyna Michta
128 389,22 zł ( 102,27% )
Wsparło 1909 osób
Cel zbiórki:

Leczenie nowotworu nierefundowanym lekiem

Organizator zbiórki: Fundacja Siepomaga
Martyna Michta
Nowy Tuchom, pomorskie
Ostra białaczka szpikowa
Rozpoczęcie: 8 Lipca 2020
Zakończenie: 8 Sierpnia 2020

Aktualizacje

Uzbieraliśmy całą kwotę niezbędną na walkę z chorobą!

Bardzo Wam dziękujemy za tak ogromne wsparcie i pomoc. Dzięki Waszym dobrym sercom udało się zebrać ogromną kwotę w bardzo krótkim czasie. Dzięki temu mam zapewniony nierefundowany lek ratujący życie. 

Dziękujemy za każdą złotówkę, każde dobre słowo, za udostępnienia, za tak szybką reakcję. 

Dziękuje przede wszystkim za to, że w tym trudnym czasie mnóstwo ludzi dobrze mi życzy!

Jesteście wielcy!

Martyna, Kamil i Natek 

Opis zbiórki

Patrzę na mojego synka i marzę tylko o tym, by widzieć jak dorasta. Zastanawiam się, czy ten uśmiech, który widzę dziś, będę mogła oglądać za kilka dni, miesięcy, lat? Czy onkologia będzie dla mnie oznaczała koniec, czy początek? 

W momencie, kiedy poczułam, że moje życie układa się perfekcyjnie, usłyszałam wyrok śmieci. Z odroczonym wykonaniem. Termin wykonania nieznany. Diagnozy słuchałam przerażona. Te słowa lekarza pamiętam jak przez mglę… Wszystko przykryte ciemną płachtą rozpaczy, w której pogrążyłam się na kilka kolejnych dni.

Miałam ochotę uciec, schować się, wykrzyczeć złość, przerażenie, bunt… Wszystkie uczucia, gwałtowna mieszanka, która spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Dopiero kiedy pierwszy szok minął, wróciło logiczne myślenie. Wróciła chęć do walki, powrotu do świata, w którym mama ma siły wstać z łóżka o własnych siłach, złapać własne dziecko za rękę, by wyjść z nim gdzieś dalej niż do sąsiedniego pokoju. 

Strach w pewnym sensie minął, zaczęłam oswajać się z wizją tego, co mnie czeka. I chociaż zastana rzeczywistość bardzo różniła się od marzeń i długo tworzonych planów, zaciskałam zęby, kiedy ból stawał się nie do wytrzymania. Uśmiechałam się do synka, by nie wiedział, że moje ciało trawi potworne cierpienie. Bo wiesz albo nie, najgorsze w chorobie jest to, że cała energia ucieka z twojego ciała, jakby ktoś spuścił z ciebie powietrze, ale głowa pracuje. I właśnie wtedy bardzo boleśnie zdajesz sobie sprawę jak bardzo brakuje ci codzienności i rutyny. Tego, że masz siłę każdego dnia wstać, kiedy zadzwoni budzik, podnieść coś, co upadło, podbiec do miejsca, w którym powinieneś być 5 minut temu. 

Raz już dano mi nadzieję na życie. Po przeszczepie szpiku z całych sił wierzyłam w to, że dostałam drugie życie. Wyniki badań były jednoznaczne - potwierdzały wygraną walkę! To był maj, zdarzył się cud! 2 miesiące - dokładnie tyle czasu cieszyłam się moim “nowym” życiem… W lipcu diagnozę usłyszałam po raz drugi. Choroba wróciła, a ja nawet nie miałam chwili, by zdać sobie sprawę, że znalazłam się na samym początku tej drogi. 

Stanęłam do walki z niczym. Bez szans, bez zbędnych nadziei. Bez planu leczenia, bo lekarze nie widzą innej możliwości niż koszmarnie drogie leczenie, które daje szanse na pokonanie choroby. Nie mam tych środków, nie mam pieniędzy, które dają mi nadzieję na to, że będę mogła mówić o przyszłości, że moje dziecko wciąż będzie miało mamę. 

Ponad 100 tysięcy - kilka opakowań leków, kilka miesięcy terapii, kilka prób ratowania życia. Zdaję sobie sprawę, że moje życie istnieje warunkowo, uzależnione od tego, czy lek dostanę na czas. Brutalna rzeczywistość, od której ucieczką jest każda chwila spędzona z rodziną. To oni dają mi moc, by zawalczyć o siebie znów. I choć to jedna z najtrudniejszych misji w moim życiu, muszę prosić o pomoc. Twoje wsparcie to dla mnie jedyna szansa na życie. 

Świadomość tego, że zabraknie mnie w życiu mojej rodziny rozdziera mi serce. Trzymam się życia ze wszystkich sił, ale na tym etapie wiem, że nie jest mnie w stanie uratować nawet najmocniejszy uścisk najbliższych. Potrzebuję dobrych ludzi, którzy pomogą mi pokonać potwora. Chciałabym powiedzieć mojemu dziecku “spojrzałam w oczy śmierci, ale zrobiłam wszystko, by żyć”. Nie było łatwo, ale jedno jest pewne to było warte każdego poświęcenia.

_____

Zbiórkę można wspierać biorąc udział w licytacjach prowadzonych w grupie Charytatywne Licytacje dla Martyny! Pomóżmy Jej wygrać z białaczką. na Facebooku
 

128 389,22 zł ( 102,27% )
Wsparło 1909 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki