Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Wygrać najważniejszy mecz - ten o życie

Mateusz Pachulski
Zbiórka zakończona
15 322,00 zł ( 100,01% )
Wsparło 1178 osób

Przekaż mi podatku

Numer KRS 0000396361
Cel szczegółowy 1% 0001396 Mateusz
Cel zbiórki:

rehabilitacja, która pomoże odzyskać Mateuszowi sprawność

Organizator zbiórki: Lepsze Jutro Dziś
Mateusz Pachulski, 19 lat
Police, zachodniopomorskie
niedowład czterokończynowy, kardiomiopatia, zapalenie mięśnia sercowego
Rozpoczęcie: 24 Maja 2017
Zakończenie: 8 Maja 2018

Rezultat zbiórki


W imieniu Mateusza i całej naszej rodziny chciałbym bardzo podziękować za uzyskaną pomoc i możliwość przeprowadzenia zbiórki. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że udało się zebrać pieniądze na kontynuację rehabilitacji Mateuszka.

W przypadku Mateusza najlepsze efekty daje rehabilitacja na turnusach wyjazdowych. Od rana do wieczora Mateusz pracuje tam z rehabilitantami. Po ostatnim turnusie jest ogromna zmiana! Gdy po jego przyjeździe zobaczyliśmy, jakie postępy zrobił, wszyscy w rodzinie się popłakaliśmy.

Mateuszek 5 razy w ciągu roku odbywa turnusy 5-dniowe, gdzie w ciągu dnia ma 6 godzin rehabilitacji terapeutycznej. 3 razy w tygodniu ma rehabilitacją ruchową na miejscu… Wszystko niestety płatne. Dlatego tym bardziej doceniamy pomoc i szansę, którą otrzymaliśmy. Wierzymy, że Mateusz będzie kiedyś samodzielnie chodził. Chcemy dalej pracować nad jego sprawnością, organizować środki na rehabilitację i walczyć!


Jeszcze raz dziękuję bardzo w imieniu całej rodziny.

Brak Mateusza – Łukasz Pachulski

Opis zbiórki

Ten chłopiec ze zdjęcia to mój brat, Mateusz. Najbardziej na świecie kocha piłkę nożną, choć sam nigdy nie będzie w stanie jej kopnąć. Jest sparaliżowany. Od piętnastu lat rozgrywa jednak mecz ważniejszy od wszystkich, którzy grają najlepsi piłkarze w najsłynniejszych ligach - mecz o swoje życie.

Mam pięcioro rodzeństwa. Mateusz jest z nas wszystkich najmłodszy; gdy przyszedł na świat, byliśmy już duzi, w większości chodziliśmy już do szkoły. Pojawienie się malucha zmieniło życie całej rodziny - wypełnił nasz dom radością, dziecięcym gaworzeniem, które już tak dawno nie rozbrzmiewało w naszych ścianach. Wszyscy go rozpieszczaliśmy, nosiliśmy na rękach, śpiewaliśmy kołysanki, pomagaliśmy kąpać, przewijać. Mateusz był zupełnie zdrowy, gdy się urodził; pamiętam, jak szczęśliwi z tego powodu byli nasi rodzice. Powtarzali, że nieważne, co teraz będzie, że ze wszystkim sobie poradzimy, najważniejsze jest to, że brat jest zdrowy. Mateusz szybko rósł i uczył się nowych rzeczy – zaczął mówić, gdy miał 9 miesięcy. Był książkowym przykładem bystrego, ruchliwego, świetnie rozwijającego się dziecka. Wydawało się, że tak będzie już zawsze. Nikt nie przypuszczał nawet, że stanie się tragedia, że już niedługo Mateusz będzie musiał stoczyć walkę ze śmiercią, a jej piętno, jak cień, zostanie z nim na już na zawsze.

Gdy mój braciszek miał rok i 3 miesiące, jego serce przestało bić.

Choć minęło już tyle lat, ten dzień wciąż wraca w naszej pamięci jak najgorszy koszmar; jest jak odprysk szkła, który wbił się w skórę i wciąż rani. Gdy patrzysz, jak bliska osoba umiera, gdy nie możesz nic zrobić, jesteś tylko Ty, Twoja rozpacz i lęk – tego nie da się opisać żadnymi słowami. Wszystko jest nierealne, jak w filmie, tylko że to – bezwładne ciało dziecko, brak oddechu, to, jak gaśnie w oczach – jest prawdziwe.

Gdy nasza mama wspomina ten dzień, nadal łamie jej się głos. Nic nie zwiastowało tragedii – Mateusz od rana jak zwykle biegał po domu, szalał, zaczepiał, bawił się zabawkami. To była jedna sekunda… Nagle upadł na podłogę, ale nie było to zwykłe potknięcie dziecka, któremu towarzyszy dezorientacja i płacz. Stał się bezwładny jak rzucona na ziemię lalka. Jego twarz przybrała kolor ściany. Była szara. Sina. To nie czerń, ale szarość właśnie jest kolorem śmierci, gdy przychodzi, odbiera oddech, wyszarpuje dziecko z kochających ramion rodziców. Tego dnia Mateusz prawie umarł na naszych oczach.

Czas płynie dziwnym rytmem, piękne chwile są jak sekunda, ale gdy na coś czekamy, dłuży się niemiłosiernie, sekundy są wiecznością, wskazówki są jak martwe. Świat stanął wtedy w miejscu, tak jak stanęło serce Mateusza. Próbowaliśmy go reanimować, wdmuchiwać w jego zimne usta życiodajny tlen. Panika, drżące palce na klawiszach telefonu, krzyk, wzywanie pogotowia… Wszystko jak w transie. Karetka na szczęście zdążyła. Jednak nic już nie było takie jak dawniej.

Przez 5 tygodni mój brat był w śpiączce farmakologicznej. Życie całej naszej rodziny przeniosło się do szpitala. Budziliśmy się i zasypialiśmy, kierując myśli tylko w jedną stronę – naszego braciszka w szpitalnym łóżeczku, walczącego ze śmiercią. Mateusz był wtedy taki malutki, że ledwo było go widać spośród kabelków i wężyków. To było straszne – widzieć, jak aparatura medyczna, zimny, mechaniczny sprzęt, musi oddychać za niego. Bez tego nie byłby jednak w stanie przeżyć nawet ułamku sekundy.

Mateusz Pachulski

Wada serca. Była razem z Mateuszem jak tykająca bomba, aby w końcu, w najmniej oczekiwanej chwili, wybuchnąć, chcąc zakończyć życie mojego brata. To był szok, rozpacz była niczym dym, wypełniła świat, gryzła w oczy, wyciskała łzy, zabierała oddech. Nie wierzyłem, nie chciałem wierzyć, że to się tak skończy – jego życie, które przecież dopiero się zaczęło, to które miało składać się z długich szczęśliwych lat, miało teraz zgasnąć, gdy dopiero co obchodził pierwsze urodziny? Wierzyłem, że się obudzi, że dojdzie do siebie, że wszystko będzie jeszcze dobrze.

Moja wiara sprawdziła się tylko połowicznie. Mateusz obudził się. Nie było jednak dobrze.

Powiedziano, że na skutek niedotlenienia brat ma nieodwracalne zmiany w mózgu. Że dotknął niedowład wszystkich czterech kończyn. Że mamy pożegnać się z tym chłopcem, który był taki radosny, umiał mówić, chodzić, bo już po prostu go nie będzie. To prawda. Z dziecka, którym był wcześniej Mateusz, nie zostało nic… Stracił wszystkie umiejętności. Gdy przeniesiono go na oddział kardiologiczny, nie nie umiał nawet sam pić.

Ale mój brat to niesamowity człowiek. Najdzielniejszy, jakiego znam. Wykazał się niesamowitą wolą życia i siłą, jak na dziecko… O wszystko, co nam przychodzi łatwo – o to, by trzymać głowę, ruszać ręką, nauczyć się mówić, a potem by samemu się ubrać, zrobić sobie kanapkę - on musiał walczyć godzinami. A my walczyliśmy o niego, rehabilitując go każdego dnia, innej opcji nie braliśmy nawet pod uwagę. Dzisiaj już wiem, że choć medycyna potrafi zdziałać cuda, jeszcze większe potrafi czynić miłość. Mateusz chodzi do ośrodka dla niepełnosprawnych dzieci, mama codziennie z nim ćwiczy, pomaga rozwijać się intelektualnie i ruchowo. Wyrósł na wspaniałego chłopca, pogodnego, pełnego energii, a mówili, że będzie warzywem, rośliną! Gdy obejrzycie filmik powyżej, zobaczycie sami, jaki jest mój brat. Jak mówi, jaki jest bystry... Wciąż jednak potrzebuje pomocy, wciąż trzeba zrobić wiele. W przypadku dzieci takich jak Mateusz zaprzestanie ćwiczeń oznacza, że postępy nie tylko zostaną wstrzymane, ale też się cofną! Musi ćwiczyć każdego dnia.

Mateusz Pachulski

Mateusz kocha piłkę nożną. To jego pasja, największa miłość. Zna wszystkich piłkarzy, kibicuje Realowi Madryt. Wiem, że jego największym marzeniem jest to, żeby kiedyś wstać z wózka i kopnąć piłkę samodzielnie. Szansą dla mojego brata jest intensywna rehabilitacja. To w zasadzie jedyna nadzieja na to, że jego marzenie kiedyś się spełni… I jedyna, by się rozwijał i stawał coraz bardziej samodzielny. 

Ciągła rehabilitacja przekracza możliwości naszej rodziny, choć staramy się ze wszystkich sił, dlatego muszę Cię prosić o wsparcie. Nie czuję wstydu, większy czułbym, gdybym wiedział, że nie zrobiłem wszystkiego, żeby pomóc bratu… W imieniu swoim, swojej rodziny i rodzeństwa dziękuję za każdy, nawet najmniejszy dar dla Mateuszka. bo każda złotówka ma dla nas kolosalne znaczenie. Słowa to za mało, żeby wyrazić, jak bardzo będę wdzięczny każdemu, który zechce nam pomóc… Nie poddam się, dopóki wraz z bratem nie znajdę się kiedyś na boisku.

15 322,00 zł ( 100,01% )
Wsparło 1178 osób

Przekaż mi podatku

Numer KRS 0000396361
Cel szczegółowy 1% 0001396 Mateusz
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki