Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Ukryj

PILNE: Urodzić się i przeżyć

  • Miejsce:
    Rososzyca, wielkopolskie
  • Nasz cel:
    poród i I etap korekcji wady serca w klinice w Munster
  • Diagnoza:
    hipoplazja lewej komory (HLHS)
  • Trwa od:
    14 Października 2016
  • Zakończenie:
    31 Marca 2017

wsparło 6 438 osób

240 503,45 zł (56.8%)

Potrzebne jeszcze: 182 943,55 zł

Walczyliśmy z całych sił o naszą córeczkę, zanim jeszcze przyszła na świat. Dołączyliście do naszej walki i to dzięki Wam Misia jest dziś z nami. Nie sądziliśmy jednak, że życie naszego dziecka tak szybko znajdzie się w niebezpieczeństwie! Misia walczy o oddech, a my rozpaczliwie potrzebujemy pomocy, aby ochronić ten dar, ten cud, jakim jest nasza córka. Ponownie musimy błagać Was o pomoc w ratowaniu jej życia!

 




Od listopada jesteśmy w szpitalu w Munster. To właśnie tam, w najlepszym ośrodku kardiochirurgicznym w Europie, przyszła na świat nasza córeczka z połową serca. Myśleliśmy, że przejdzie operację i wróci z nami do domu, że Święta Bożego Narodzenia spędzimy już w Polsce, w trójkę… Tymczasem minęły na dziewiętnastym piętrze  niemieckiego szpitala, na oddziale intensywnej terapii. O tym, że Michalinka jest dla nas kimś wyjątkowym, wiedzieliśmy już wtedy, kiedy była jeszcze bezpieczna w brzuszku mamy. Po porodzie okazało się, że nasza Kruszynka jest wyjątkowa również dla medycyny... Po licznych badaniach i długiej obserwacji okazało się, że wada serduszka, którą ma nasza Misia, jest bardziej skomplikowana niż do tej pory myśleli lekarze. Najprawdopodobniej dzieci z tym schorzeniem jest na świecie bardzo niewiele. Tym bardziej jesteśmy wdzięczni, że dzięki Bożej Opatrzności i Waszej pomocy mogliśmy trafić do Profesora Edwarda Malca oraz dr Katarzyny Januszewskiej. Gdyby Misia przyszła na świat gdzieś indziej, mogłoby już jej dziś z nami nie być…

 

Misia ma dwa miesiące, a za sobą trzy operacje… Zamiast planowanej jednej! Nasz dług wobec szpitala stale rośnie. Koszty hospitalizacji i leczenia Misi przekroczyły już 100 tysięcy euro. To o ponad 40 tysięcy więcej niż zakładaliśmy… Jesteśmy zdruzgotani. To dla nas przerażająco wielka kwota, nieosiągalna. A to tylko pierwszy etap leczenia, przed Michalinką jeszcze dwa następne: operacja Glenna i Fontana. Nie dojdzie jednak do nich, jeśli nie zapłacimy za dotychczasowe leczenie! Jesteśmy ogromnie wdzięczni za wszystko, co zrobiliście dla nas do tej pory, bo to dzięki Wam Miśka jest teraz z nami, a my możemy patrzeć jak się uśmiecha, jak jednym spojrzeniem potrafi pokolorować cały świat, który do tej pory był tylko w odcieniach szarości. Wiemy, że prosząc o pomoc po raz kolejny, prosimy o wiele, ale nasze dziecko jest dla nas wszystkim… Nie poddamy się, nie teraz!

 




Wada serca Misi jest wyzwaniem, ale chcemy wierzyć, że nasza historia będzie miała tylko szczęśliwe zakończenie. To jednak możliwe ylko dzięki Wam… Bo to dzięki Wam jesteśmy teraz we trójkę. Kochana Ciociu, wspaniały Wujku, tym razem nie tylko my, ale także, ona, Michalinka, bardzo prosi o pomoc.

Ola, Rafał i Misia

 

----

[Pierwsza zbiórka na leczenie Misi, październik 2016]

Obiecaliśmy, że pokażemy Misi, jak piękny potrafi być świat, że zrobimy wszystko, żeby każdy jej dzień był niezwykły, a każda chwila – magiczna. Żeby tak się stało, nasza córka musi jednak żyć… Krytyczna wada serca sprawia, że jej życie może się zakończyć, zanim jeszcze na dobre się zaczęło! Michalinka będzie walczyć o życie już od swojego pierwszego oddechu. Czasu, żeby ją uratować, jest koszmarnie mało – 17 listopada muszę już być w klinice, kwota do zebrania wydaje się nierealna, a my umieramy ze strachu. Wiemy jednak, że Michalinka może żyć, ale tylko wtedy, jeśli Ty podarujesz jej życie… Prosimy, pomóżcie nam uratować nasze dziecko!

 


(źródło: wlkp24.info)

 

Pamiętamy dzień, w którym dowiedzieliśmy się, że nasza rodzina się powiększy. Bardzo, bardzo chcieliśmy mieć dziecko. W końcu upragnione dwie kreski na teście. Niedowierzanie, a potem eksplozja szczęścia. Dni wypełnione radością i nadzieją, oswajanie się z myślą, że ktoś będzie nazywał nas „mamą” i „tatą”… Dowiedzieliśmy się, że to będzie córeczka, wybraliśmy imię. Michalina, Michalinka, Miśka. Z połówkowego USG wyszliśmy szczęśliwi, bo mała była zdrowa i wszystko było w doskonałym porządku. Postanowiliśmy iść jeszcze na badanie USG 3D, tak bardzo chcieliśmy już zobaczyć naszą Misię, jej buzię, rączki, nóżki. Byliśmy przepełnieni szczęściem, wręcz euforią, że nasza córeczka już niedługo będzie z nami.

 

A potem zawalił nam się świat.

 

Pamiętam tą ciszę podczas badania, przerażającą, wręcz namacalną, która dla mnie trwała latami. Lekarz nic nie mówił, tylko oglądał obraz na USG. Przez wiele minut nie wypowiedział żadnego słowa. Muszę dokładniej przyjrzeć się sercu – usłyszeliśmy w końcu. Misia była jednak źle ułożona, nie było dobrze widać serduszka. Kazano wyjść mi na korytarz, trochę pochodzić... Potem wróciliśmy na badanie. Teraz już nie było wątpliwości… Nieprawidłowy obraz serca – zapisał lekarz w karcie, a obok podejrzenie sześciu chorób, na które Misia może cierpieć. Czarne litery na kartce wirowały nam przed oczami. Zakończyły nasze szczęście, sprowadziły strach, zatrute rozpaczą myśli, które przychodziły do nas nocami, myśli, że życie naszej córeczki może się zakończyć, zanim jeszcze się zacznie… Na specjalistyczne badanie jechaliśmy przerażeni, ale tliła się w nas jeszcze nadzieja, że to wszystko jest pomyłką, że Misia jest zdrowa, przecież czasami się zdarza, że lekarze popełniają błąd. Znów cisza podczas badania, która niemal krzyczała, zakłócana tylko przez moje bicie mojego, zdrowego serca, takiego, które nie dane było naszej córeczce… Modliliśmy się tylko, żeby nie usłyszeć tego, czego tak bardzo się obawialiśmy.

 




Niestety. HLHS. Hipoplazja (niedorozwój) lewej strony serca wraz z hipoplazją aorty. Misia ma tylko pół serca na całe życie. Jeszcze przed chwilą wypełniała nas radość z oczekiwania na przyjście dziecka, nadzieja, teraz była tylko rozpacz. Zadawaliśmy sobie tylko pytania „Boże, dlaczego? Dlaczego my? Dlaczego nasze dziecko?” Wiedzieliśmy, czym jest HLHS… Cała nasza okolica żyła historią Wojtusia, chłopca, który cierpiał na taką samą chorobę. Jego chore, dzielne serduszko nie wytrzymało walki, zmarł, mając zaledwie 2,5 miesiąca. Skontaktowaliśmy się z jego rodzicami, wspaniałymi ludźmi, którzy pokierowali nas do najlepszych specjalistów, dodali siły w walce. Ich pomoc jest dla nas nieoceniona.

 

Na kolejnych badaniach okazało się, że wada serca naszej Misi jest nietypowa. Lewa komora, której w HLHS powinno nie być, u naszej córeczki istnieje, choć jest szczątkowa. Lekarze nie byli zgodni, co do tego, co to za dokładnie za wada i jaki powinien być plan leczenia Michalinki. Każdy sugerował nam coś innego, snuł różne możliwe scenariusze, a my byliśmy zdezorientowani. Mieliśmy nadzieję, że uda mi się urodzić Misię w Polsce, zachować jej lewą komorę serca i zrobić operację dopiero wtedy, kiedy Michalinka będzie mieć kilka miesięcy. Niestety, okazało się, że to pobożne życzenia. Za radą innych rodziców podjęliśmy najlepszą decyzję życia - skontaktowaliśmy się z wybitnym dziecięcym kardiochirurgiem, profesorem Malcem, operującym dzieci z najbardziej skomplikowanymi wadami serca w Klinice Uniwersyteckiej w Munster. Uratował już setki dzieci, którym nigdzie indzie nie dawano szans! Profesor wylał na nas kubeł zimnej wody – powiedział, że serce Misi będzie wymagało trzyetapowej operacji, żeby dalej biło. Lewa komora jest tak mała, że gdy Misia będzie rosnąć, jej serduszko może tego nie wytrzymać. Najlepszą opcją dla naszej córeczki, pozwalająca na jej dalsze życie, będzie operacja już w pierwszych godzinach życia i zrobienie serca jednokomorowego. Takie dzieci różnią się od dzieci zdrowych jedynie tym, że szybciej się męczą… Widzieliśmy ich zdjęcia, ich roześmiane buzie, gdy chodzą, biegają, idą do szkoły, przytulają się do rodziców… Nasza Michalinka może być wśród nich!

 




17 listopada muszę już być w klinice, gdzie będę czekać na poród. Do tego czasu musimy uzbierać kwotę, która zwala z nóg! Niektórzy pewnie powiedzą, że porywamy się z motyką na słońce, ale ja codziennie czuję, jak nasza córka się rusza, jest, istnieje. Wiemy, że zrobimy wszystko, żeby ją ocalić… Błagam, nie chcemy, nie możemy jej stracić! Kochamy Miśkę bardziej niż wszystko inne i wierzymy, że będziemy mogli odkrywać z nią świat na nowo… Tak, jak jej obiecaliśmy. Nie spełnimy jednak tej obietnicy bez Waszej pomocy! Niczego więcej nie pragniemy niż tego, żeby nasza córka żyła. Proszę, uratujcie Misię i jej serduszko… Wierzymy, że któregoś dnia, kiedy będzie już duża, opowiemy jej o tych wszystkich dobrych ludziach, dzięki którym udało jej się przeżyć.

Twoj SMS zasili zbiórkę na której właśnie jesteś

numer: 72365

treść: S5010

koszt 2,46 zł brutto (w tym VAT)

Jeśli chcesz wesprzeć większą kwotą kliknij tutaj

Ajax loader ładuję...