Jego cierpienie jest nie do zniesienia! Mama prosi o ostatnią szansę na zdrowie

Zbiórka na cel: terapia komórkami macierzystymi w Bangkoku - 8 podań
Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 10 982 osoby
175 028,73 zł (125,52%)

Mikołaj Stylski, 6 lat

Radom, mazowieckie

Dziecięce Porażenie Mózgowe czterokończynowe, padaczka

Rozpoczęcie: 30 Listopada 2018
Zakończenie: 11 Grudnia 2018

Byliśmy fantastycznie przygotowani – na Mikołaja czekał pokój z niebieskimi ścianami, pod kołderką leżał miś. Tak przygotowaliśmy się na horror, który miał się rozegrać kilka miesięcy później.

Piątkowa wizyta u lekarza potwierdziła płeć naszego maleństwa, które bardzo dobrze się czuło w łonie Matki. Nadszedł weekend… Wydawało się, jak by trwał wiecznie. Nie czułam ruchów dziecka – ale pomyślałam, że dużo przytyłam, może Mikołaj jest już tak duży, że chciałby nam wreszcie zrobić prezent. W końcu to był 40/41 tydzień.

W poniedziałek kolejna wizyta u lekarza. Badanie KTG wykryło nieprawidłowości – oscylacja zawężona. Lekarz nie reaguje, każe przyjść wieczorem… "Chyba dziecko śpi". Wieczorem kolejna wizyta, tym razem u innego lekarza, bo poprzedni już miał wolne. Lekarz stwierdził, że chyba coś jest nie tak, Mikołaj nie reagował, nie ruszał się. W Szpitalu kolejne badanie KTG. Kolejne minuty, godziny czekania. Dlaczego nikt nie reaguje? W tym czasie Mikołaj już umierał – nie mógł oddychać, dusił się zielonymi wodami płodowymi.

Mikołaj Stylski

Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie opóźniona akcja porodowa. Po dwóch dniach Mikołaj urodził się z 6 pkt Apgar w ciężkiej zamartwicy, z wrodzonym zapaleniem płuc, z infekcją i hipoglikemią. Widziałam go tylko chwilkę…

Zdążyłam Go pogłaskać tylko po rączce. Mikołaj siniał, nie mógł przy mnie zostać, lekarze musieli walczyć o jego życie, musieli reagować i działać, bo Mikołaj odchodził… Ciągłe badania, punkcje, prześwietlenia i bardzo silne antybiotyki osłabiały jego organizm. Jego stan się pogarszał. Ciągle pytania, co z moim dzieckiem się dzieje, dlaczego nie mogę mojego aniołka zobaczyć, choć na chwilę? On biedny leżał w inkubatorze, podłączony do milionów kabelków, przy buzi maska z tlenem. Ja – jego mama nawet nie mogłam go przytulić i ucałować, mogłam jedynie patrzeć z daleka, przez szybę. To było najgorsze…

Wszyscy mi mówili, że tak musi być, wybierze antybiotyki i wróci do normy. Każdy mnie w ten sposób pocieszał, wiedząc jednocześnie, że najgorsze przede mną. Wiedziałam, że nie możemy się poddać, bo nasz skarb jest z nami i to o niego i dla niego musimy walczyć. Mikołaj całe dnie płakał, nikt nie reagował… Ja, jako pierworódka nie umiałam sobie sama z tym wszystkim poradzić. Tak było do 5 miesiąca życia.

W końcu lekarz postawił diagnozę – Mózgowe Porażenie Dziecięce, postać spastyczna czterokończynowa i padaczka. Szok, całe życie przemknęło mi przed oczami. Co teraz? Ciągła rehabilitacja – ale to wszystko już bardzo późno. Musieliśmy szybko działać – wizyty u specjalistów, zabiegi, zajęcia, rehabilitacja i te ciągłe przejazdy z punktu A do punktu B, setki kilometrów…

Co wypracowaliśmy? Nie za wiele… Mikołaj nie siedzi, nie chodzi, ręce nie potrafią nawet utrzymać najmniejszej zabawki, nie mówi, jego lewa półkula jest praktycznie zalana – skutki okołoporodowych wylewów. Przez dwa lata stał praktycznie w miejscu. Ogromnym plusem było to, że wszystko rozumiał i żądny był poznawania czegoś nowego, jak każde małe dziecko. Nasze życie nabrało nowego wyrazu, każda chwila, każda czynność jest związana z Mikołajem. Rehabilitacje i wszystko, co może mu pomóc, stało się naszym celem. Gdybyście widzieli, tę chęć, tę pasję życia, te szczęśliwe oczy, które rozumieją wszystko, są pełne ciepła i dobra...

Mikołaj Stylski

Wiemy, że warto, wiemy, że musimy ze wszystkich sił sprawić, żeby stan Mikołaja się poprawił. Nadzieję dał nam profesor z Tarnowa, którego niedawno poznaliśmy, który stwierdził – istnieje lek dla Mikołaja, to komórki macierzyste. Wierzę, że po ich podaniu Mikołaj wykona milowy krok do przodu. Nie odbierajcie nam tej nadziei, wierzymy, że jest to dla nas ogromna szansa. Już próbowaliśmy naprawdę wszystkiego.

Komórki macierzyste to nasza ostatnia szansa. Dlaczego Bangkok? Tam znajduje się wyspecjalizowana klinika, w której podawane są żywe komórki macierzyste wraz z hormonem wzrostu. Niestety w Polsce to rodzaj pewnego eksperymentu. Myśl, że pieniądze stoją na drodze do zdrowia dla mojego synka, jest nie do zniesienia. Dlatego proszę o pomoc!

Mama

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 10 982 osoby
175 028,73 zł (125,52%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość