Ostatnia szansa dla Miłosza. Jeszcze można uratować jego rączkę!

Zbiórka na cel: Operacja rekonstrukcji palców lewej ręki
Zbiórka zakończona
Miłosz Kościelniak
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 5 846 osób
76 804,07 zł (18,25%)

Miłosz Kościelniak, 21 miesięcy

Skrócone przedramię, lewa dłoń mniejsza, brak paliczków

Wysoka, małopolskie

Rozpoczęcie: 28 Czerwca 2017
Zakończenie: 30 Stycznia 2018

03 Stycznia 2018, 13:07
Mamy coraz mniej czasu

Otrzymaliśmy nowy kosztorys rekonstrukcji palców Miłoszka - na szczęście niższy! To jednak nadal ogromna suma, a czas ucieka... 

Dzisiaj Miłoszek ma już 16 miesięcy. Według dra Paley'a ostatnia szansa, żeby zrekonstruować paluszki chłopca, jest właśnie teraz - gdy Miłosz skończy 18 miesięcy, będzie za późno, bo wtedy przeszczep się nie przyjmie, zostanie zaprzepaszczona jedyna szansa na normalną przyszłość i uratowanie dłoni!

Walczymy z rodzicami chłopczyka do samego końca. Jeśli się uda - Miłosz będzie miał sprawną dłoń, z możliwością chwytania. 

Dołączcie do walki małego Miłoszka - tylko z Wami może się to udać!

Miłoszek - od miłości. Nasz najmłodszy, ukochany synek. Jak każda matka, chciałabym dla swojego dziecka pięknego życia, bez bólu i cierpienia. Jednak sama miłość to za mało, żeby je zapewnić… Wyobrażam sobie jego przyszłość, gdy będą o nim mówili “Miłosz, ten bez palców”. Boli mnie serce, bo wiem, że inni nie zobaczą jego zalet. Tego, jaki jest dzielny, wyjątkowy… Będą widzieli tylko jego zdeformowaną dłoń. Dlatego, gdy jest szansa, muszę o nią zawalczyć ze wszystkich sił. Proszę, pomóżcie mi w tym…

To miał być najszczęśliwszy dzień w życiu - przyjścia na świat naszego trzeciego synka. Oczekiwaliśmy go równie niecierpliwie, jak jego dwóch starszych braci. Gdy jednak nadszedł czas, wszystko szło nie tak - poród opóźniał się o kolejne dni. Leżałam w szpitalu i drżałam ze strachu, bo czułam, że dzieje się coś złego. Przy kolejnym badaniu lekarz stwierdził odklejenie łożyska. Trzeba było natychmiast wywołać poród, a ja bałam się tak, jak nigdy wcześniej. Miłosz cudem pojawił się na świecie. Nie było już wód płodowych, mój synek pływał we krwi... Minuty dzieliły go od śmierci, ale przeżył! Gdy położna przytuliła synka do mojej twarzy, łzy ulgi, strachu i szczęścia mieszały się ze sobą i spływały po mojej twarzy.

W końcu mogłam tulić maluszka, podziwiać jego słodką buzię, którą wykrzywił pierwszy, tak upragniony krzyk. Pamiętam narodziny moich starszych dzieci - w głowie utkwił mi obraz ich długich, pomarszczonych paluszków. Liczyłam je wtedy z namaszczeniem - jeden paluszek, drugi, trzeci. Były takie malutkie… Znów więc zaczęłam je liczyć, tym razem u Miłosza. Ale doliczyłam się tylko pięciu… Gdy uniosłam jego drugą rączkę, ciarki przebiegły po moich plecach. Tam nie było czego liczyć… Zamiast palców, ze zniekształconej dłoni wystawały małe kikuty.

Nieoczekiwany cios, na który nikt nas się nie przygotował. Moje dziecko miało nieukształtowaną dłoń, w której brakowało paluszków! W jednej chwili runął świat. Kolejne dni przetrwałam tylko na środkach uspokajających. Mój mąż również był w szoku - starsi synowie to okazy zdrowia, nic nie zapowiadało, że z Miłoszkiem coś nie tak. Ale wtedy przypomniało mi się, że gdy byłam w ciąży ze starszymi chłopcami, lekarz za każdym razem liczył ich paluszki. W tym przypadku w ogóle o nich nie mówił. Robiliśmy nawet zdjęcie 4D i też nic! Dzisiaj zastanawiam się, czy już wtedy widział zdeformowaną dłoń, tylko nic nam nie mówił. Chyba wolałabym wiedzieć,  byłabym przynajmniej psychicznie przygotowana...

Ciągle zadawałam sobie jedno pytanie - dlaczego? Chciałam, żeby to był zły sen, jakie często towarzyszą młodym rodzicom. Tak jak wtedy, gdy śni nam się, że nasze dziecko urodziło się bez rąk lub jest ciężko chore, ale potem się budzimy, od razu biegniemy do łóżeczka i upewniamy się, że wszystko jest dobrze. U nas nie będzie dobrze, a ten koszmar trwa cały czas…



Nie mogliśmy się pogodzić z tym, co się stało... Najgorsza była jednak bezsilność. Wydawało nam się wtedy, że nie możemy nic zrobić, by odmienić los naszego kochanego maleństwa. Że już w chwili urodzenia został skazany na wytykanie palcami. Bałam się, co będzie, jeśli pójdzie do szkoły. Dzieci są przecież bezlitosne… A co wtedy, gdy synek zobaczy, że jego starsi bracia mają obie dłonie? Co mu powiem, gdy zapyta, dlaczego on nie ma? Co, jeśli przez to poczuje się gorszy, a to wpłynie na całe jego późniejsze życie?

Najgorszy czas był wtedy, gdy wróciliśmy ze szpitala do domu. Patrzyliśmy na Miłoszka, z trudem powstrzymując łzy. Na jego wielkie, piękne i ufne oczy i radosny uśmiech. Tak baliśmy się o jego przyszłość... Gdy znajomi przychodzili oglądać nasze maleństwo, nie wiedzieli, jak się zachować. Nie spodziewali się, że mój synek będzie wyjątkowy. Że nie będzie miał rączki… Wtedy uświadomiłam sobie, że już przez resztę życia mój syn będzie musiał zmagać się ze swoją innością...

Postanowiliśmy znaleźć sposób, by pomóc Miłoszkowi. Zjeździliśmy cały kraj w poszukiwaniu lekarza specjalizującego się w leczeniu takich wad. Udało nam się umówić na konsultację do  Drora Paleya - lekarza, który daje nadzieję i szansę na zdrowie dzieciom skreślonym gdzie indziej. Akurat przyjechał do Skierniewic, a nam w ostatniej chwili udało się dostać na konsultacje. I stało się to, o co się tak modliłam - prof. Paley podejmie się naprawy rączki mojego synka! Jesteśmy już po konsultacji, dostaliśmy plan leczenia oraz kosztorys.

Podczas operacji specjaliści przeszczepią po dwa paliczki z każdej ze stóp, a w ich miejsce wstawiłą chrzęstkę z grzebienia biodrowego, rekonstruując tym samym stopy. Część zabrana z palca u nogi będzie rosła w rączce. Mój synek dostanie nowe palce, dzięki którym jego zyska sprawność! Po rehabilitacji dziecko jest już w stanie funkcjonować samodzielnie i używać nowych paluszków. Dla Miłosza to oznacza normalne, szczęśliwe życie! Tak bardzo się cieszyliśmy z tej wiadomości! Ale tylko do czasu, gdy nasz wzrok padł na kosztorys. Kwota, którą zobaczyliśmy, zwaliła nas z nóg...



Ponad 400 tysięcy złotych - to cena za zdrową rączkę i szczęśliwe życie mojego syna. Co jest jeszcze gorsze - mamy bardzo mało czasu, by ją uzbierać. Lekarz powiedział, że najlepszy czas na operację jest przed ukończeniem 14 miesiąca życia, maksymalnie do ukończenia 18 miesiąca - wtedy będą najlepsze efekty. Dzisiaj Miłosz ma już 16 miesięcy i czas nam ucieka...   Nowe paluszki są na wyciągnięcie ręki, jeśli uda nam się pokonać mur, którym są pieniądze. Proszę, pomóżcie Miłoszkowi...

Przeczytaj artykuł o Miłoszku

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 5 846 osób
76 804,07 zł (18,25%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość