Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Martusia umiera. Mamy czas tylko do 27 grudnia, by dać jej szansę na życie!

Marta Przybylska

Martusia umiera. Mamy czas tylko do 27 grudnia, by dać jej szansę na życie!

451 179,55 zł ( 116,86% )
Wsparło 21580 osób
Cel zbiórki:

Leczenia lekami biologicznymi w klinice w Londynie - ratowanie życia

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Marta Przybylska, 8 lat
Rakowiec, pomorskie
Nieoperacyjny guz pnia mózgu - DIPG
Rozpoczęcie: 16 Grudnia 2017
Zakończenie: 24 Grudnia 2017

Rezultat zbiórki

17 kwietnia Martusia zamknęła oczy po raz ostatni. Zostawiła tak wiele zranionch serc... 

Iskierka nadziei tliła się do końca, nawet wtedy, gdy już wszystko wskazywało, że Martusia odchodzi. Zasnęła na zawsze i wierzymy, że jest teraz w świecie, gdzie nie ma bólu.

Dzięki Waszej pomocy ta mała, dzielna dziewczynka mogła stoczyć najważniejszą w życiu walkę. Leczenie pozwoliło wyrwać śmierci kilka miesięcy, które były tak cenne dla całej rodziny. Wygraliśmy. Swoje ostatnie tygodnie Martusia spędziła wśród najbliższych, którzy starali się przychylić jej nieba.

Martusiu! Już zawsze będziesz w naszych sercach.

Rodzinie i bliskim składamy najszczersze wyrazy współczucia.

......

Styczeń 2018

Martusia jest już po pierwszym cyklu leczenia, które mogło rozpocząć się dzięki Wam!

Zdążyliśmy, udało się! Dziewczynka z rodzicami właśnie wróciła do domu po pierwszym cyklu terapii, która jest dla niej ostatnią szansą. Wszystko idzie zgodnie z planem, chociaż ze względu na stan zdrowia do leczenia Martusi musiał zostać włączony lek Avastin.

Leczenie będzie długotrwałe, ale wierzymy, że się uda! Martusia najlepiej czuje się w domu, dlatego cieszymy się, że w przerwach terapii może być w otoczeniu, które zna, z mamą, tatą i rodzeństwem. 

Jeszcze raz z całego serca dziękujemy - w imieniu Martusi, jej rodziców i swoim. Mamy MOC!

Aktualizacje

Leczenie rozpoczęte!

W drodze do Londynu!

Trudny czas

Kochani, trzymajcie mocno kciuki za Martusię. Musi się udać...

Udało się, Martusia jedzie do Londynu!

To prawdziwy świąteczny cud! Wiedzieliśmy, że to będzie trudna misja, że mamy mało czasu, a pieniędzy do zebrania jest sporo... Jednak już nie raz pokazaliście, że dla Was nie ma rzeczy niemożliwych i tak było także teraz! Wystarczyło zaledwie 2 dni, by zebrać kwotę niezbędną do rozpoczęcia leczenia ostatniej szansy!

Martusia już 27 grudnia będzie w klinice w Londynie. Leczenie zacznie się dzień później. Musimy wierzyć, że ta magia płynąca z Waszych serc pomoże sprawić, że Marta pokona nowotwór.

Zostawiamy jeszcze zbiórkę otwartą, a dodatkowo zebrane środki będą zabezpieczeniem dla Marty na wypadek zwiększenia kosztów leczenia lub wystąpienia niespodziewanych powikłań.

Mocno trzymamy kciuki. Musi być dobrze!

Dziękujemy Wam z całego serca - MOC jest w nas!

Opis zbiórki

Naszej córeczce kończy się czas. Nieoperacyjny guz pnia mózgu zabiera nam ją, wyrywa z rąk… Jedyne, co nam zostało, to nadzieja, że zdążymy wykorzystać ostatnią szansę - terapię lekami biologicznymi w Londynie. Leczenie ma się rozpocząć zaraz po Świętach - już 28 grudnia! Mamy tak mało czasu, by uzbierać ogromną sumę, cenę za życie naszego dziecka... Mieliśmy wziąć udział w badaniu klinicznym w Polsce, ale przez progresję nowotworu zostaliśmy wykreśleni. Błagamy o pomoc, o dłuższe życie dla naszej córeczki. O nadzieję, że Martusia kiedyś wyzdrowieje…

Marta Przybylska

Od lipca zeszłego roku walczymy ze złośliwym nieoperacyjnym guzem pnia mózgu. Choroba w jednej chwili wyrwała Martusię ze świata beztroskiego dzieciństwa, przenosząc na szpitalny oddział, dając życie wypełniła bólem i strachem... Ostatnio córeczka powiedziała: „Mamusiu, ja nie chcę być aniołkiem i wracać do nieba… Będę za wami strasznie tęsknić…”. Nie możemy pozwolić jej odejść, dlatego musimy wykorzystać każdą szansę, jaką daje nam medycyna. Tylko ta ostatnia jest poza naszym zasięgiem - sami nie zdołamy ocalić dziecka. Mamy za mało czasu, żeby zebrać tak ogromną kwotę. Proszę, pomóżcie nam w tym…

Lęk o życie Marty towarzyszył mi od samego początku, od dnia jej urodzenia. Nie był to taki zwyczajny lęk, który odczuwa każdy rodzic w związku z odpowiedzialnością za bezpieczeństwo dziecka. Pod skórą czułam że coś jej zagraża. Jak się okazało, matczyna intuicja nie zawiodła. Niestety...

Martusia urodziła się 5 lat temu jako zdrowa i silna dziewczynka, książkowe 10 punktów w skali APGAR i 100% naszego wyczekiwanego szczęścia. Szybko zaczęła mówić i chodzić, a swoim przepięknym uśmiechem zaczarowywała wszystkich, którzy ją spotykali. Zadziwiała ponadprzeciętną inteligencją i poczuciem humoru. Nic nie zapowiadało nieszczęścia…

Marta Przybylska

W pewnym momencie coś się zaczęło zmieniać. Gdy skończyła 3 lata pojawiły się niekontrolowane wybuchy złości przechodzące w napady histerii. Tłumaczyliśmy to klasycznym buntem przedszkolaka. Dochodziły jednak kolejne niepokojące nas sygnały: chód stał się niezbyt zgrabny, Marta często przewracała się po podłodze niby w zabawie (teraz już wiem, że w ten sposób próbowała sama korygować zachwiania równowagi), pojawił się lęk przed wchodzeniem po schodach (początkowo myśleliśmy, że naśladuje młodszego braciszka chodzącego na czworakach). Jednak gdy zaczęła uśmiechać się do zdjęcia tylko jednym kącikiem ust wiedzieliśmy już, że dzieje się coś niedobrego. Nie sądziliśmy jednak, że to wszystko wina śmiertelnego wroga...

Pediatra wysłał nas na poszerzoną diagnostykę, jednak neurolog dziecięcy zbagatelizował problem. Stwierdził, że dziecko jest niezborne ruchowo normalnie i niestety, jak to ujęła, “modelką nigdy nie będzie”… Zleciła jedynie wykonanie badań na boreliozę i zaprosiła na kontrolę za 3 miesiące. Wydawało się więc, że nic wielkiego się nie dzieje.

Ale było coraz gorzej. Martusia nie umiała utrzymać się na nogach, a wykrzywiony uśmiech nie dawał nam spokoju… Pojechaliśmy do szpitala. Szereg badań kolejno wykluczał boreliozę, mononukleozę i inne choroby mogące dawać podobne objawy. Marta w tym czasie przewracała się już nawet w pozycji siedzącej. Zlecono tomograf… Czułam, że w głowie mojej Kruszynki coś jest, prosiłam w myślach Boga, by tylko dało się to wyleczyć… Od lekarza usłyszeliśmy, to czego najbardziej się obawialiśmy – jest guz. W jednej chwili zmroziło mnie od stóp do głów, a przez korytarz niosło się tylko echo mojego przeraźliwego krzyku:  „Błagam, nie!”.

Marta Przybylska

W nocy pędziliśmy karetką na sygnale na oddział onkologiczny. 25 lipca 2016 roku wykonano rezonans magnetyczny, którego wynik powtórnie wbił nam nóż w plecy. Diagnoza – rozlany glejak pnia mózgu (DIPG). Najgorszy z guzów mózgu wieku dziecięcego, ze statystykami średniego przeżycia 6-9 miesięcy… Dotarło do mnie, że moja córka umiera!

Rozpoczęła się dramatyczna walka o życie. Zdecydowaliśmy się leczyć Martusię w Centrum Zdrowia Dziecka. Nigdy nie przypuszczałam, że przyjdzie mi oglądać świat onkologii od wewnątrz,  a jednak – staliśmy się jego częścią. Rozpoczęło się leczenie: chemioterapia, łzy, cierpienie, niedowierzanie, radioterapia, znowu łzy. Cały czas żyliśmy nadzieją, że uda się okrutny los odmienić i zatrzymać chorobę. Wysyłaliśmy dokumentację lekarską do klinik specjalizujących się w leczeniu guzów mózgu niemal na całym świecie. Nawet nie zliczę, ile razy w odpowiedzi czytałam jedynie: „Przykro nam, nie jesteśmy w stanie Wam pomóc”...

Marta Przybylska

Po pierwszej radioterapii guz był stabilny przez 9 miesięcy. Jednak w sierpniu tego roku nastąpiła progresja... Stan kliniczny uległ dramatycznemu pogorszeniu, pojawił się niedowład lewostronny, pogłębiły się zaburzenia równowagi. Przyszedł moment, w którym nasza mała córeczka nie miała siły stanąć na nogach... Chemioterapia, którą podano, nie zadziałała, nasz przeciwnik rozpychał się w głowie, siejąc spustoszenie. Szukając rozpaczliwie pomocy skonsultowaliśmy się z lekarzem z londyńskiej kliniki, który zarekomendował powtórne naświetlania. Procedura ta była obarczona ogromnym ryzykiem powikłań, uprzedzali nas, że może przynieść nawet śmierć. Ale nic więcej nam nie zostało, musieliśmy spróbować…

Martusia jest pierwszą pacjentką w Polsce, która przeszła reradiację guza pnia mózgu. Baliśmy się jak nigdy w życiu, ale musieliśmy podjąć to ryzyko między innymi dlatego, żeby dać nadzieję innym dzieciom w podobnej sytuacji. Pokazać im, że warto... Na szczęście guz się zatrzymał. Na jak długo? Nie wiemy… Nowotwór może zaatakować ponownie w każdej chwili, a wtedy nie będzie już ratunku. By zatrzymać go chociaż na kilka miesięcy, by zyskać czas, konieczna jest terapia lekami biologicznymi. W Polsce wykluczyli nas z badania klinicznego, metody leczenia się skończyły, ponieważ chemia, którą mogą podać lekarze, nie działa na guza DIPG. Ale w Londynie już na nas czekają! To tam Martusia ma szansę - jedyną, ostatnią...

Marta Przybylska

Klinika Harley Street Clinic w Londynie jest gotowa przyjąć Martę już 27 grudnia. Leczenie rozpocznie się dzień później. Niestety, koszty tej terapii wycenionej na pierwszych kilka cykli są ogromne. Musimy pokryć je sami, a kwota przerasta nasze możliwości finansowe. Jesteśmy zrozpaczeni… Chociaż to trudne, bardzo prosimy o pomoc w ratowaniu życia naszej córeczki. Błagam, pomóżcie nam zatrzymać ją tu, gdzie być powinna - przy nas…

451 179,55 zł ( 116,86% )
Wsparło 21580 osób

Obserwuj ważne zbiórki