Ocalić Natalkę przed śmiercią - pilnie potrzebna pomoc!

Zbiórka na cel: Immunoterpia, aby ratować życie Natalki
PILNE!
Natalia Kopowicz
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
8 dni do końca
Wsparło 12 113 osób
305 816,72 zł (42,67%)
Brakuje jeszcze 410 840,28 zł
Wesprzyj

Natalia, 7 lat

Nowotwór - Ganglioneuroblastoma IV stopień z przerzutami

Miączyn Duży, mazowieckie

Rozpoczęcie: 24 Listopada 2017
Zakończenie: 24 Grudnia 2017

11 Grudnia 2017, 16:12
Konieczne włączenie interleukiny

Leczenie Dituximabem beta (immunoterapia) musi być wspomagane lekiem Interleukiną 2 - właśnie otrzymaliśmy nowy kosztorys, dlatego musimy zwiększyć kwotę zbiórki. Koszt leczenia w przypadku Nataki wynosi w przybliżeniu 25 tys. zł.

Pomóżcie nam zapłacić cenę za życie Natalki. To jej ostatnia szansa, by pokonać nowotwór... 

Nowotwór zabija moje dziecko. Mamy tak mało czasu, by wyprzedzić śmierć… Gdy usłyszałam słowo “rak” wiedziałam już, że czeka nas najtrudniejsza walka w życiu. Walka, w której mogę stracić córkę... Musiałam ukryć swoją rozpacz, chociaż wypełniała mnie po brzegi. Z przyklejonym uśmiechem na ustach powiedziałam Natalce, że damy radę. Że razem pokonamy tego potwora… Wiem jednak, że sami sobie nie poradzimy. Na córeczkę nie działa już chemia, rak nie odpuszcza. Ostatnią nadzieją jest immunoterapia, musi rozpocząć się natychmiast!

Błagam, pomóżcie nam zdążyć, pomóżcie ocalić Natalkę przed śmiercią…

Noc, cisza - we wszystkich oknach zgasły już światła. Patrzę na śpiąca Natalkę: odrastające po chemioterapii włoski są gęstsze i ciemniejsze, niż te poprzednie. Kiedyś Natalka miała piękne, długie blond włosy… Sama zadaję sobie pytanie pytanie – kiedy to wszystko się zmieniło? Kiedy skończyło się szczęśliwe życie i dlaczego ta tragedia spotkała właśnie nas?

Nasza historia zaczęła się banalnie. Dom, szczęśliwe małżeństwo, dwójka dzieci. Natalka skończyła właśnie pierwszą “klasę” w przedszkolu, a jej rozbrykany brat Dawidek miał dopiero roczek. Kiedy córeczka zaczęła narzekać na ból brzucha, do tego doszła temperatura i wymioty to pomyślałam, że to zwykłe zatrucie. Była niedziela, pojechaliśmy na Izbę Przyjęć do najbliższego szpitala. Tam okazało się, że to zapalenie wyrostka robaczkowego. Odesłano nas do szpitala wojewódzkiego. Czy wtedy pomyślałam, że nasze życie zaraz się zmieni, że wszystko, co piękne pryśnie jak bańka mydlana? Oczywiście, że nie. Człowiek wypiera czarne wizje. Myślałam, że będzie operacja, dłuższy pobyt w szpitalu, dłuższa rekonwalescencja… Bałam się o córkę, ale wierzyłam, że zaraz wyzdrowieje. Był przecież jeszcze miesiąc wakacji. Byłam pewna, że przed rozpoczęciem roku szkolnego Natalka dojdzie do siebie...

To właśnie wtedy skończyło się dawne życie. Po przeprowadzonych badaniach okazało się, że to nie wyrostek... W prawym nadnerczu wykryto guz. Przewieziono nas do Dziecięcego Szpitalu Klinicznego w Warszawie. Kolejne badania, kolejne godziny oczekiwania pomieszanego z rozpaczą i modlitwą i tylko jedna myśl w głowie: byle to nie był rak... Natalka przeszła operację usunięcia guza, pobrano materiał do kolejnych badań, założono dojście centralne Browiak. Z duszą na ramieniu czekaliśmy na wyniki. Lekarze od początku założyli, że to może być guz nowotworowy, chociaż ja miałam nadzieję do końca…

Okazała się złudna. Ogromna rozpacz, bo potwierdziły się założenia lekarzy: ganglioneuroblastoma nadnercza prawego, IV stopień zaawansowania klinicznego, złośliwy nowotwór dziecięcy, przerzuty do węzłów chłonnych i kośćca: guz przy lewym oczodole, kości klinowej i ciemieniowej. Wszystko działo się tak szybko, że nie było nawet czasu na załamanie się. Trafiłyśmy do Kliniki Onkologii Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Już następnego dnia Natalka rozpoczęła ciężką chemioterapię...

Od tej pory szpital stał się naszym domem. Badania, konsultacje, wyniki... Godziny zamieniały się w dni, dni w tygodnie, a te w miesiące. Chemia, radioterapia, immunoterapia – słowa do tej pory znane z telewizji nagle stały się naszą codziennością. Pielęgniarki zostały ciociami Natalki, mamy dzieci z sąsiednich łóżek moimi powiernicami i towarzyszkami niedoli. Córeczka bardzo źle znosiła leczenie. Początkowo wydawało się, że po kolejnej dawce będzie mogła choć na krótko wrócić do domu. Niestety, życie pisze inne scenariusze. Liczne infekcje, powikłania hematologiczne, zakażenie układu moczowego, anemizacja, małopłytkowość. Natalka kilkakrotnie wymagała przetaczania preparatów  krwiopochodnych. Starałam się być silna, mimo że wszędzie wokół było czuć zapach śmierci. Widziałam ją w zrezygnowanych oczach dzieci i śmiertelnie przerażonych oczach rodziców.

“Mamusiu, dlaczego wypadają mi włoski?” - gdy Natalka zadała to pytanie, strach o jej życie zwyciężył. Łzy napłynęły do oczu, bo zdałam sobie sprawę, że to dzieje się naprawdę. Że śmierć chce zabrać mi córkę. Obraz łysych główek innych dzieci już nie raził. Moje roześmiane, psotne dziecko nagle dołączyło do grona małych wojowników, ramię w ramię walczących z potężnym przeciwnikiem.

Były dni, kiedy Natalka tylko spała, nie chciała rozmawiać i trzeba było włączyć żywienie pozajelitowe. Pomyślałam: ile banalnych problemów mieliśmy do tej pory… Tak bardzo chciałam wrócić do dawnego życia. Święta Bożego Narodzenia, Wielkanoc, urodziny Natalki - wszystkie w szpitalu, bo oddział onkologii stał się naszym drugim domem. W styczniu 2017 po cyklu chemioterapii lekarze zdecydowali o przeszczepie komórek macierzystych. Wypadłyśmy z protokołu, bo po jego przejściu nie było regresu choroby. Trzeba było szukać innego ratunku.

W Lublinie pobrano Natalce komórki macierzyste, wdrożono megachemię i wykonano przeszczep. Potem znów trafiłyśmy do Centrum Zdrowia Dziecka. I znów chemia, radioterapia… Natalka prawie rok spędziła z dala od domu, szkolnych kolegów i beztroskiego świata dzieciństwa. Schudła, straciła włoski, zmieniła się… W jej oczach pojawiła się powaga i pewien rodzaj dorosłości, który nigdy nie powinien pojawić się u tak małego dziecka. To wszystko sprawił rak...

Od lipca jesteśmy w domu. Jeździmy do Warszawy na konsultacje, badania, wyniki. Przeszłyśmy cały protokół postępowania w przypadku tego typu nowotworu dziecięcego, została nam tylko jedna nadzieja, szansa, że tym razem uda się pokonać raka. Natalka została zakwalifikowana do programu immunoterapii. W jej przypadku to ostatnia szansa na życie! Niestety, po zmianie przepisów terapia nie jest w pełni refundowana. Żeby ją rozpocząć, potrzebujemy ogromnej sumy. Nie mamy tyle i nawet jeśli wszystko sprzedamy, to będzie za mało. Błagamy o pomoc, bo nie mamy innego wyjścia. Pomóżcie uratować nasze ukochane dziecko...

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
8 dni do końca
Wsparło 12 113 osób
305 816,72 zł (42,67%)
Brakuje jeszcze 410 840,28 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość