Gdy śmierć zagląda w oczy – Michalinka walczy z nowotworem!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 15 020 osób
738 850 zł (103,59%)
Zbiórka na cel
leczenie oczka Michalinki w klinice w USA

Michalinka Siwczyńska , 7 miesięcy

Gołdap, warmińsko-mazurskie

Guz wewnątrzgałkowy oka prawego typu C

Rozpoczęcie: 5 Kwietnia 2019
Zakończenie: 20 Maja 2019

17 Maja 2019, 14:29
Leczenie Misi rozpoczęte – dzięki Wam! ❤️

Kochani, 

śpieszymy Was poinformować, że jesteśmy już w Nowym Jorku!  Poznaliśmy w końcu doktora Abramsona, który ze stoickim spokojem opowiedział o chorobie i leczeniu Misi. Okazuje się, że chemia ogólna podana w Warszawie troszkę zmniejszyła guza w oczku, ale niestety bardziej nabroiła, ponieważ rozbiła guza na tysiące małych kawałków. I tak z guza stałego zamienił się w rozsianego po całej gałce ocznej.

Dziś jesteśmy pewni, że decyzja o leczeniu Misi w USA jest najlepsza. Doktor – póki co –  zaplanował dla Misi 3 chemie dotętnicze. Chemia dotętnicza to taka, która uderza tylko i wyłącznie w guza, omijając wszystkie inne narządy i zdrowe komórki. Po podaniu tej chemii Misia przez 2 dni może być troszkę osłabiona, a potem może funkcjonować jak każde, normalne zdrowe dziecko. Nie będzie miała tak strasznych powikłań.

I teraz najważniejsza wiadomość – dr Abramson powiedział, że szansa na uratowanie życia to 99%, natomiast na uratowanie oczka to 95%! Widzenie będzie w granicach 25-50%. To też bardzo dużo!

Dziękujemy najpiękniej jak potrafimy, bo cały czas pamiętamy, że nasze leczenie tutaj jest Waszą zasługą! ❤️

Michalinka Siwczyńska

Pokaż wszystkie aktualizacje

30 Kwietnia 2019, 09:50
Wyniki spadają❗️Stan Misi pogarsza się!

Nie mamy dobrych informacji. Wczoraj okazało się, że hemoglobina u Michalinki jest tak niska, że trzeba natychmiast toczyć krew! Misia w ciągu ostatniego miesiąca przeszła operację montowania Broviaca do podawania chemii, cztery razy poddana była narkozie, przyjęła jeden cykl chemioterapii. Czasem była tak wyczerpana, że przestawała jeść, a my odchodziliśmy od zmysłów!

Teraz wierzymy w siłę ludzkich serc, które pomogą Misi zakończyć ten koszmar i znaleźć się jak najszybciej w rękach człowieka, który wyleczy ją bez tego strasznego cierpienia. Wierzymy, że dzięki temu kiedyś blizny się zagoją, a onkologia pozostanie tylko przykrym wspomnieniem. Prosimy, nie zostawiaj nas w tej walce.

–rodzice Misi

Michalinka Siwczyńska

19 Kwietnia 2019, 10:58
❗️Trwa wyścig z czasem. Rak nie poczeka...

Po raz kolejny nasze serca pękły na milion kawałków. Wczoraj Misia pojechała na blok operacyjny! Lekarze założyli jej wkłucie centralne do żyły w serduszku, przez które podawana będzie chemia. Operacja miała trwać 40 minut. Trwała 2 godziny... Wszystko przez to, że Misia jest jeszcze taka malutka, a jej żyły tak bardzo delikatne. Pierwszy cykl chemioterapii zaczynamy na dniach. Nie można czekać, bo rak potrafi być bezlitosny. 

Wierzymy, że już po świętach będziemy w stanie zapłacić za leczenie w Stanach. Dr Abramson daje duże szanse na uratowanie oczka i życia Michalinki. Musimy tam pojechać...

Wciąż prosimy o pomoc, bo tylko z Tobą może się to udać!

–rodzice Misi

Michalinka Siwczyńska

Misia miała tylko 5 miesięcy, kiedy wykryto u niej nowotwór.  To miało być kolejne zdjęcie do rodzinnego albumu, pamiątka z niemowlęcego okresu, który przecież tak szybko mija... Niestety – na zdjęciu zrobionym aparatem z lampą błyskową zauważyliśmy dziwny odblask, który widzisz powyżej. Odblask okazał się złośliwym nowotworem oka...

Kiedy trzymam Michalinkę na rękach powtarzam jej, żeby się nie bała, że tata nie pozwoli, żeby rak wygrał. By ratować oczko i życie Misi, musimy jechać do USA, do doktora Abramsona z kliniki w Nowym Jorku. Leczenie jest skomplikowane, ale nowoczesne metody dają szansę na pokonanie nowotworu i uratowanie oka! Kiedy moja żona jest właśnie z Michalinką w szpitalu, ja w tym czasie robię wszystko, by ratować córeczkę. Dlatego tu jestem, opowiadam Ci naszą historię i z całego serca proszę Cię o pomoc.

Michalinka Siwczyńska

Kiedy pierwszy raz trafiliśmy na onkologię, bałem się później tam wracać. Po Misi nie było jeszcze nic widać, ale były inne dzieci – blade, bez włosów, wycieńczone chorobą. To było dopiero przed naszą córeczką...

Pierwszy niepokoje pojawiły się, kiedy miała tylko 2 miesiące. Z żoną zauważyliśmy, że lekko ucieka jej prawe oczko. Niby nic takiego, a jednak… Pediatra powiedział nam, że u małych dzieci takie rzeczy się zdarzają i z czasem to minie. Nie mijało. Któregoś dnia żona zrobiła Misi zdjęcie. Rodzice robią ich przecież setki, kiedy dziecko jest małe. To właśnie to zdjęcie stało się przełomem. Flesz aparatu sprawił, że poznaliśmy naszego wroga. Złapaliśmy go na gorącym uczynku…

Lekarz od razu skierował nas na okulistykę do Białegostoku. Jechaliśmy przerażeni, bo zdążyliśmy już przeczesać cały internet i nie raz trafiliśmy na hasło “nowotwór oka”, czy “siatkówczak”. W szpitalu zrobiono USG. Lekarka, która robiła badanie nic nie mówiła, nie patrzyła nam w oczy. Byliśmy my, przerażenie i głucha cisza. Potem badanie powtórzyło jeszcze kilku różnych lekarzy. Nikt nie mógł uwierzyć…

Michalinka Siwczyńska

1 kwietnia poznaliśmy właściwą diagnozę. I niestety nie był to ponury, primaaprilisowy żart. W oczku Michalinki wykryto złośliwy nowotwór – guz wewnątrzgałkowy prawego oka typu C. To był najgorszy dzień w moim życiu. Kiedy wychodziliśmy ze szpitala jedno z nas trzymało Misię, drugie – natychmiastowe skierowanie na onkologię do Krakowa. Mieliśmy tylko chwilę na spakowanie rzeczy. Z Białegostoku do Krakowa jechaliśmy cały dzień. Nawet nie myślałem o tym, że jestem zmęczony. Zupełnie się to nie liczyło.

Badanie dna oka w Krakowie potwierdziło najgorsze. Misia nie widzi już na prawe oczko. Przed nami badania, które potwierdzą, czy nie ma już przerzutów do lewego. Od lekarzy w Polsce słyszymy, że istnieje duże ryzyko, że oczka nie uda się uratować. Nie pozwolę na to. Zacząłem szukać innego rozwiązania i znalazłem – leczenie w Stanach. Dr Abramson od wielu lat robi rzeczy niemożliwe i ratuje nawet najbardziej zaawansowane przypadki. Poznałem historie chłopców, którzy przeszli leczenie w jego klinice. To Antoś i Filip. Obaj żyją i widzą! Misia też została zakwalifikowana do leczenia w Nowym Jorku, ale by mogło się odbyć, trzeba za nie zapłacić. 

Michalinka Siwczyńska

Chcę, żeby kiedyś córeczka zapytała mnie: “Komu mam podziękować za to, że widzę?”, zamiast: “Dlaczego nie widzę?”. Kiedy dostałem kosztorys, załamałem się, ale dziś wiem, że tu nie ma miejsca na złamania. Trzeba walczyć, bo to walka o wszystko. Nie mamy zbyt wiele czasu, bo jeżeli rak da przerzuty, będzie za późno. 

Obiecałem Misi, że nie dam rakowi wygrać i odebrać jej wzroku. Myślę o tym za każdym razem, kiedy patrzę w dwa małe oczka skierowane w moją stronę. Proszę Cię, pomóż mi dotrzymać tej obietnicy...

–Przemek, tata Michalinki

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 15 020 osób
738 850 zł (103,59%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość