Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Ukryj

Musimy zdążyć, zanim dzieci pochłonie ciemność!

  • Miejsce:
    Żary, lubuskie
  • Nasz cel:
    pilna operacje oczu bliźniąt, (ratowanie wzroku)
  • Diagnoza:
    Aleksandra: skrajne wcześniactwo, wodogłowie, retinopatia, dysplazja oskrzelowo-płucna, alergia, wada serca . Michał: skrajne wcześniactwo, wodogłowie, retinopatia, dysplazja oskrzelowo-płucna, alergia
  • Trwa od:
    05 Stycznia 2017
  • Zakończenie:
    23 Stycznia 2017

wsparło 948 osób

46 398 zł (53.84%)

Potrzebne jeszcze: 39 772 zł

Ania jest samotną matką dwójki bardzo chorych dzieci. Z chorobą można nauczyć się żyć, ale nigdy nie można się z nią pogodzić. Kiedy matka walczy o swoje dzieci, może stanąć sama przeciwko całemu światu, ale teraz dotarła do muru, którego nie da rady przeskoczyć. Jej ukochane dzieci ogarnia ciemność, którą powstrzymać może tylko natychmiastowa operacja oczu. Jeśli nie zdążymy, jej chore dzieci przestaną  widzieć!

Długo wyczekiwana ciąża, radość na myśl o macierzyństwie, plany na temat przyszłości dziecka. Dwójki dzieci, bo okazało się, że to ciąża bliźniacza. Dla osoby, która jest jedynakiem i zawsze marzyła o rodzeństwie to niesamowite uczucie. Jej dzieci poznają, jako to jest mieć brata lub siostrę, na którego zawsze można liczyć. To, o czym zawsze marzyła ich mama.

 

 


I wtedy przyszedł moment, na który nikt nie był gotowy. Był 24. tydzień ciąży, która rozwijała się do tej pory bez zarzutów. Okresowe badanie jak tysiące innych w takich przypadkach. Nagle informacja z ust lekarza, że dzieci mogą urodzić się w każdej chwili. Dla Ani to był szok, wiadomość, na którą nikt nie jest przygotowany. W głowie kłębiło się tysiące myśli, ale jedna była najważniejsza – czy moje dzieci przeżyją?

Ania została przewieziona do szpitala w Zielonej Górze i miała tylko jeden cel – jak najdłużej opóźniać poród, żeby dać szansę na przeżycie swoim dzieciom. Udało się wytrzymać 3 tygodnie, ale i tak rodzeństwo urodziło się w 27 tygodniu ciąży, ponad dwa miesiące przed terminem. To oznaczało jedno – od pierwszych chwil zarówno Ola, jak i Michał musieli walczyć o życie. Ania została na sali sama. Swoje dzieci widziała tylko przez chwilę, nic więcej w tamtym momencie nie mogła zrobić. Musiała czekać. Noc wydawała się nie mieć końca, pomimo ogromnego zmęczenia nie zmrużyła oka nawet na sekundę. Nie liczył się niewyobrażalny ból, jaki jej doskwierał, nie liczyła się infekcja, która wkradła się do organizmu po nieprawidłowym zszyciu. Liczyło się tylko życie jej dzieci. Leżała samotnie, w myślach powtarzając słowa modlitwy, prosząc Boga o cud. Wierzyła.

 



Chęć zobaczenia maluszków była silniejsza od złego stanu zdrowia. Musiała do nich pójść, mimo że fizycznie nie była w stanie. Wstała z łóżka, zrobiła krok i zasłabła. Dzieci walczyły i udało im się przeżyć, choć przedwczesny poród oznaczał dla nich liczne powikłania, między innymi wodogłowie pokrwotoczne, retinopatię wcześniaczą, dysplazję oskrzelowo-płucną, alergię pokarmową, refluks żołądkowo-przełykowy, czy wadę serca u Oli.

Dzieci spędziły w szpitalu ponad 4 miesiące, zmagając się w tym czasie z wieloma przeciwnościami. Liczne operacje, m.in. wszczepienia zastawki komorowo- otrzewnowej, pęknięte płuco Michała, skutkujące ciężką neuroinfekcję, w wyniku której nastąpiło zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, a w ostateczności pojawiła się sepsa. Cierpienie nie miało końca. Na wszystko codziennie patrzeć musiała Ania. Gdy wydawało się, że gorzej być nie może, nadeszły kolejne dwa ciosy, po których trudno było się podnieść. Zmarł tata pani Ani, przez co została już bez rodziny. To jednak nie wszystko, ojca bliźniaków przerosła cała sytuacja, przez co porzucił rodzinę. Anna została zupełnie sama z dwójką niepełnosprawnych dzieci. Nie mogła się jednak poddać, miała dla kogo walczyć.

 


Po wyjściu ze szpitala zaczął się prawdziwy wyścig. Kolejne wizyty kontrolne u specjalistów, wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne, hipoterapię. Opóźniony rozwój psychoruchowy to nie jedyny problem, z którym boryka się rodzeństwo. W czerwcu tego roku pani Ania usłyszała od lekarzy, że dzieci mają poważne problemy z widzeniem, a Ola może nie widzieć już nigdy. Wiadomość ta sprawiła, że skrzydła Ani zostały podcięte, poczuła bezsilność, bliska była załamania. Matka to jednak taka osoba, która zawsze wie lepiej. Zawsze ma plan B. Tak samo postąpiła Ania. Nie poddała się, znalazła w Niemczech klinikę, która przywróciła nadzieję na wyleczenie wzroku swoich dzieci. I faktycznie, jest ogromna szansa, żeby dzieci widziały normalnie. Pozostał tylko żal do polskich lekarzy, że nie zrobili wszystkiego, żeby pomóc małym pacjentom.

Pani Ania, zapytana o to, jakie jest jej marzenie, odpowiedziała krótko: Chciałabym, żeby w przyszłości moje dzieci były na tyle samodzielne, żeby poradziły sobie beze mnie. O niczym innym nie marzę.

Czy uda się wykonać pierwszy krok w tym kierunku i przywrócić bliźniakom wzrok, żeby mogły zobaczyć w końcu swoją mamę i siebie nawzajem? To zależy już tylko od ludzi dobrej woli. Będziesz jednym z nich? Prosimy, bądź...
 

 

 

Twoj SMS zasili zbiórkę na której właśnie jesteś

numer: 72365

treść: S5380

koszt 2,46 zł brutto (w tym VAT)

Jeśli chcesz wesprzeć większą kwotą kliknij tutaj

Ajax loader ładuję...