Wyjść z piekła cierpienia... Olga Waleczna potrzebuje pomocy!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 324 osoby
20 305 zł (34,17%)
Brakuje jeszcze 39 110 zł
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
Terapia FSM w Sutherland Health Centre w Londynie oraz urządzenie do mikroprądów

Olga Tunkiewicz, 31 lat

Szczecin, zachodniopomorskie

przewlekły zespół bólowy w odcinku lędźwiowo-krzyżowym kręgosłupa

Rozpoczęcie: 17 Kwietnia 2019
Zakończenie: 24 Lipca 2020

14 Lutego 2020, 12:41
Walka jest bardzo trudna, ale Olga się nie poddaje... Potrzebna pomoc!

W końcu udało mi się znaleźć neurochirurga, który podjął się tego, aby mi pomóc. Ostrzegał mnie, że zrobi wszystko, co możliwe, ale po tym co przeszłam, nie daje mi żadnej gwarancji...

W październiku 2019 roku przeprowadził zabieg epiduroskopii, który niestety wykonuje się tylko prywatnie. Operacja polega na usunięciu zrostów po poprzednich zabiegach  z kanału kręgowego. U mnie było ich tak dużo, że zabieg trwał dwa razy dłużej, niż to było zaplanowane.

Pierwsze dwa dni po operacji dawały nadzieję, że nastąpi poprawa. Jednak zaczęłam się bardzo źle czuć, miałam bardzo wysoką gorączkę, dreszcze, i ogromny ból głowy, traciłam kontakt z rzeczywistością. Nie mogłam się ruszać nawet w pozycji leżącej. Okazało się, że doszło do neuroinfekcji, w płynie mózgowo-rdzeniowym znalazły się bakterie, co spowodowało, że trzy tygodnie spędziłam w szpitalu.

Olga Tunkiewicz

Długa antybiotykoterapia bardzo osłabiła mój organizm, ze skutkami zmagam się do dzisiaj. Po konsultacji z neurochirurgiem w końcu zdecydowałam się na kolejne wszczepienie neurostymulatora przeciwbólowego. Strach był ogromny, ponieważ jeden stymulator już miałam i zawiódł...

Tym samym w styczniu 2020 roku przeszłam 10. operację kręgosłupa. Między dwoma etapami doszło również do niewielkiej infekcji rany, co wydłużyło mój pobyt w szpitalu. Na szczęście ta nie była tak groźna. Zdecydowałam się na wszczepienie neurostymulatora, mimo że zmniejszał ból tylko w niewielkim odcinku nogi z nadzieją, że lepsze dni nadejdą. Aktualnie nie odczuwam żadnej większej poprawy, jednak wierzę, że ona wkrótce nastąpi...

Mimo tego i tak potrzebuję ciągłej rehabilitacji, która w moim stanie mogę odbywać tylko prywatnie. Jestem zdeterminowana w walce, planuję zapisać się na kolejne studia, które w przyszłości pozwolą mi na bardziej zróżnicowana pracę – nie będę musiała pozostawać w pozycji siedzącej. 

Wierzę, że chcieć, to móc, ale moja szansa na zdrowie spełni się tylko wtedy, gdy mnóstwo osób o dobrych sercach zechce mi pomóc… Proszę Cię, zechciej mi pomóc…

Bywa, że mdleję z bólu, wymiotuję, płaczę. Niestety, coraz częściej… Światu staram się nie pokazywać tego cierpienia, z którym żyję nieustannie, 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu. Nakładam makijaż, ubieram się w uśmiech i idę do pracy. Chyba że mam kolejny atak, który zabiera mi wszystko… Od trzech lat przez powikłane operacje kręgosłupa i komplikacje po nich moje życie przypomina piekło. Tak właśnie je sobie wyobrażam — czujesz paraliżujący ból i nic nie możesz zrobić, by przeszło. Proszę Cię, pomóż mi wyjść z tego piekła…


Trudno mi o tym mówić, bo nie jestem osobą, która okazuje słabość. Gdy ktoś pierwszy raz słyszy, jak ciężko choruję, nie może uwierzyć - “Ty? Przecież nie wyglądasz!”. Ale ja nie chcę wyglądać na cierpiącą osobę, bo to dodatkowo by mnie dobiło… W naszym społeczeństwie panuje przekonanie, że chora osoba powinna założyć na siebie worek jutowy, mieć szarą twarz i brudne włosy. Gdy o siebie dba, choć czasem uśmiech kosztuje systematyczny wlew morfiny, by uśmierzyć ból, to na pewno nic jej nie dolega…

Olga Tunkiewicz

Historia tego cierpienia, moja historia, trwa już trzy lata. Chociaż pierwsze bóle pleców pojawiły się już w 2010 roku, były sporadyczne. Naprawdę boleć zaczęło sześć lat później. Po wielu rehabilitacjach, które nic nie pomogły, zdecydowałam się na pierwszą (jak się potem okazało jedną z wielu) operację. Miałam zaawansowaną przepuklinę, która uciska na nerwy, a także pęknięty pierścień włóknisty krążka międzykręgowego. Po tej pierwszej operacji czułam się jak nowo narodzona! Niestety, tylko przez tydzień… Po tym czasie ból wrócił ze zdwojoną siłą! Znowu rehabilitacja, znowu prywatnie, bo niestety to, co oferuje NFZ, jest kropelką w morzu potrzeb. Niestety, nic nie pomagało.


Po rezonansie okazało się, że przepuklina wróciła, a kręgosłup był niestabilny. Trudno opisać, jaki to ból… Kolejna operacja, tym razem wstawienia metalowego mostka i skręcenie kręgosłupa grubymi śrubami. Niestety, jednak z nich uszkodziła mi korzenie nerwowe… Dwa dni później lekarze podjęli dramatyczną decyzję o reoperacji. Była poprawa, ale niewielka. Po niej straciłam czucie w nodze… Dwa tygodnie później razem z lekarzem podjęliśmy decyzję o kolejnej, mojej czwartek już operacji. Wyszłam do domu z bólem, znowu niewiele pomogło. Po kilku dniach znów trafiłam na ten sam oddział — tym razem z podejrzeniem nauroinfekcji!

Zaczął sztywnieć mi kark, puchłam, przestawałam widzieć. Miałam problem z przełykaniem śliny, a w końcu miałam wrażenie, że zaczęłam się dusić… Okazało się, że to najprawdopodobniej była reakcja uczuleniowa na lek. O silnej anemii utrudniającej mi nawet oddychanie dowiedziałam się dopiero w szpitalu rehabilitacyjnym. Nie miałam siły ćwiczyć, nie wiedziałam dlaczego. Potem okazało się, że to anemia i coś jeszcze… W moim kręgosłupie po jednej stronie zostały śruby, uciskały na nerwy. Wróciłam do mojego lekarza, błagając o kolejną operację, nie dawałam rady już tak dłużej żyć.

Olga Tunkiewicz


Byłam nieprzytomna z bólu, wymiotowałam, co tydzień trafiałam na SOR. Gdy w końcu wzięli mnie na stół operacyjny i usunęli śruby, miałam ogromną nadzieję, że w końcu poczuję ulgę. Poczułam tylko na 5 dni… Potem okazało się, że śruby trwale uszkodziły korzenie nerwowe. Mam też ogromne ilości blizn, które tylko pogarszają sprawę. Terapeutka z Anglii tłumaczyła mi, że są jak pajęczyny, ściskają inne organy: żołądek, dwunastnicę, wątrobę, które i tak już są osłabione lekami. Cierpię…


Tych kilka zdań nie jest w stanie oddać bólu, który czułam i czuję w każdej sekundzie mojego życia. Mam jednak dopiero 30 lat, tak wiele przede mną! Choć czasem odechciewa się żyć, nie mogę się poddać! Nie wierzę, że w XXI wieku, gdy istnieje tyle badań i metod, jestem skazana na taką katorgę… Mało sypiam, bo ból nie pozwala. W bezsenne noce przeszukiwałam internet w poszukiwaniu innych sposobów. Znalazłam terapię w Londynie, a potem poznałam dziewczynę z Gdańska, która jest w takiej samej sytuacji jak ja. Ona także poleciła mi Londyn, była już po terapii tam. Musiałam spróbować!


W marcu pojechałam pierwszy raz, a kilka dni temu wróciłam z kolejnej terapii. Odżyła we mnie nadzieja, w końcu coś pomaga! W Polsce wypróbowałam już wszystko: operacje, blokady, leki, sterydy, nawet zamrażanie. Wszystko na nic. Terapia metodą FSM w Sutherland Health Centre w Londynie polega na regeneracji nerwów, likwidacji blizn i chronicznego bólu. Poprawia ruchomość kręgosłupa, wpływają na regenerację całego układu nerwowego — to działa! Jednak po 7 operacjach mój kręgosłup jest w tak złym stanie, że konieczna jest systematyczna terapia, a ta kosztuje fortunę… Niezbędny byłby też zakup urządzenia do mikroprądów, dzięki któremu mogłabym każdego dnia we własnym domu być poddawana terapii!

Olga Tunkiewicz

Jest specjalna skala VAS do określania bólu, od 0 do 10. Na przykład 5 to już ciężki do wytrzymania ból, ale pozwalający funkcjonować. Ja każdego dnia odczuwam fizyczne cierpienie oznaczone dziesiątką… Nie położę się jednak do łóżka, by płakać w samotności. To byłby dla mnie koniec. Muszę cały czas działać, bo tylko to nadaje sens mojemu życiu. Robię doktorat na Uniwersytecie Szczecińskim, drugą magisterkę pisałam w łóżku ciągle na bardzo silnych lekach przeciwbólowych. Wierzę, że chcieć, to móc, ale moja szansa na zdrowie spełni się tylko wtedy, gdy mnóstwo osób o dobrych sercach zechce mi pomóc… Proszę Cię, zechciej mi pomóc…

Olga

Pomogli

Ładuję...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 324 osoby
20 305 zł (34,17%)
Brakuje jeszcze 39 110 zł
Wesprzyj Wesprzyj