Sprawcie, bym nie musiała płakać po jego śmierci

Zbiórka na cel: Operacja nowotworu w klinice w Tubingen dla ratowania życia
PILNE!
Big 5de9df77 de10 4acc a761 1129bc6d1b82
7 dni do końca
Wsparło 20 058 osób
382 727,99 zł (94,12%)
Brakuje jeszcze 23 920,01 zł
Wesprzyj

Oliwier, 5 lat

Nowotwór Neuroblastoma III stopnia

Częstochowa, śląskie

Rozpoczęcie: 05 Maja 2017
Zakończenie: 01 Czerwca 2017

Nigdy nie zapomnę przeraźliwego krzyku i płaczu innej mamy na oddziale onkologii, której dziecko przegrało walkę z rakiem… Nie zostało jej nic prócz łez… Proszę o pomoc, abym nigdy nie musiała tak płakać. Mój synek ma jedynie 5 lat, z których 2 zabrał mu już rak. Ten podstępny nowotwór chce zabrać nam o wiele więcej, a właściwie wszystko, chce zabić moje dziecko, a egzekucję bestialsko rozciąga w czasie. Dlaczego nie mogło być normalnie? Dlaczego szpital znamy lepiej niż dom i w końcu, dlaczego ciągle się musimy bać dnia, w którym skończy się wszystko?

Dla Oliwierka ważna jest chwila, w której będzie mógł normalnie żyć, a ja powstrzymuję łzy, bo nie wiem, czy ta chwila w ogóle nastanie. Nie mam pewności, że za chwilę nie otrzymamy terminu, po którym już nigdy się nie zobaczymy. Boję się, że nie zdążymy, że jeden błąd, tygodniowe spóźnienie zaważy na życiu dziecka, które tak kocham. Najgorsze jest to, że Oliwierek nie wie o naszym dramacie, uśmiecha się, wyciąga swoje chudziutkie rączki, a mi chce się ryczeć, mimo że powinnam być silna jak nigdy wcześniej, bo tylko ja mogę wygrać z czasem walkę o jego życie. Dlaczego moje dziecko umiera?

Nowotwór – Neuroblastoma, tak brzmiał wyrok, który wydano na nas dwa lata temu. Zaczęło się banalnie, dlatego tak bardzo nie mogliśmy w to uwierzyć. Przecież Oliwierek był zupełnie zdrowym chłopcem, rozwijał się wspaniale. Kąpałam go, kładłam spać, a w tym samym czasie w jego brzuszku dojrzewał rak, choroba, której sama nazwa powoduje przerażenie. Brzuszek Oliwierka najpierw delikatnie bolał, ale mój synek miał ogromny apetyt, dlatego myślałam, że to jest powód powracającego bólu. Myliłam się tak bardzo… Później wszystko potoczyło się błyskawicznie.

Wizyta w przychodni, podczas badań kontrolnych, mimo dobrych wyników, uwagę pani doktor przykuł brzuszek synka. Jednego dnia bardzo twardy, prawie jak kamień, innego zupełnie miękki. Dostaliśmy skierowanie na SOR, tam chirurg zbadał Oliwierka i powiedział, że to na pewno nic takiego, że zaparcia, odmówił wykonania usg, twierdził, że nie ma ku temu podstaw. Wróciliśmy do przychodni, udało się wykonać usg, ale doktor nie zauważył niczego niepokojącego i to uśpiło naszą czujność. Nasz pediatra zalecił dietę i kontrolę za dwa tygodnie. Ból brzucha nie ustępował i pojawiły się wymioty. Kolejne usg wykonane w szpitalu i stanowcze słowa lekarza – GUZ!

Jak można było wcześniej nie zauważyć guza 5x5x6 cm w brzuszku 3,5-letniego dziecka?! 12 czerwca 2015 roku trafiliśmy pierwszy raz do Centrum Zdrowia Dziecka. Przed wejściem na oddział onkologiczny zostawiliśmy nasze normalne życie. Każdy, kto myśli, że miał do tej pory w życiu problemy, na dziecięcej onkologii zmienia zdanie. Nigdy nie myślałam, że nasz synek będzie jednym z maluszków z gołymi główkami, którym zabrano dzieciństwo i zamiast biegać po podwórku z piłką, będzie się do mnie mocno przytulał, prosił, aby nie było kolejnego kłucia i pytał, kiedy wróci do domu. Nie tak miało wyglądać nasze życie, ale jeśli ktoś dałby mi dzisiaj gwarancję, że Oliwier będzie żył, wytrzymałabym wszystko. Nikt nie zdoła opisać tego, co czuje matka, której dziecko walczy z rakiem na oddziale onkologicznym. Oliwierek przeszedł 6 cykli chemii przedoperacyjnej, która nie zmniejszyła guza ani o milimetr! Później była operacja częściowa resekcja guza. Dlaczego tylko częściowa?

Tak modliłam się o to, by lekarze uratowali mojego synka. 2 cykle chemii pooperacyjnej, radioterapia i terapia podtrzymująca. Kiedy wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, niestety badania kontrolne ujawniły, że resztka, która została, jest nadal aktywna i musieliśmy wrócić na chemię i ponowną operację, która zakończyła się wieloma powikłaniami. Afty w buzi, gorączki, zapalenie trzustki, a przy tym ból i łzy na buzi, która cały czas próbowała się uśmiechać. Ponowna operacja i ponowna chemia oznaczają tylko jedno - że rak wygrał, a moje dziecko przegrało, że dalej będzie rozwijał się w jego brzuszku, do momentu aż będzie już nie do opanowania. Nikt nie może uwierzyć, że ten maleńki, delikatny chłopczyk przeszedł w swoim życiu już 14 cykli chemioterapii. Nie wiem, jak on jeszcze to wszystko wytrzymuje, bo czasami ja już nie mam siły.

Oliwierek jest coraz starszy, a życie, które upływa mu na szpitalnych oddziałach, przestaje traktować jako coś normalnego. Kiedy dowiaduje się, że wracamy na kolejną chemię, zbiera swoje zabawki, mrucząc pod noskiem – Głupi szpital, mamo, po co tam dzwoniłaś? W takich chwilach serce pęka na milion małych kawałków. Kiedy Twoje dziecko umiera na raka, a jego całe ciało przesiąknięte jest chemią, podejmiesz każde ryzyko i złapiesz się każdej okazji. Wiele matek nie dostało szansy, my mamy jeszcze jedną, ostatnia. Niekończące się chemioterapie w Polsce nie przynoszą rezultatu.

Aby Oliwier mógł żyć, musimy jak najszybciej wyjechać. Z pomocą przyszli nam lekarze ze Szpitala Uniwersyteckiego w Tubingen w Niemczech, jednego z wiodących i najlepszych ośrodków medycznych. Podejmą się operacji usunięcia całej reszty guza, będą walczyli o moje dziecko! Jak mogę nie wykorzystać takiej szansy?


Mój synek może żyć, dzięki specjalistycznej opiece, na którą mnie po prostu nie stać. Chcę walczyć o swoje dziecko, ale bez Was jestem skazana na porażkę, a moje dziecko na śmierć. Nigdy nie sądziłam, że życie mojego synka będzie kiedyś zależało od pieniędzy, ale nikt się nad tym nie zastanawia. Dziś, gdy kładę się spać, mam przed oczami łzy bólu Oliwierka przy podawaniu kolejnych dawek chemioterapii, jego gołą główkę, na której zostało zaledwie kilka włosków, bo resztę zabrało okrutne leczenie. Zasypiam i budzę się z lękiem o jego życie, który nie odchodzi ani na chwilę. Błagam o życie dla swojego dziecka, bo zrobię dla niego wszystko i nigdy nie zaakceptuję tego, że będzie musiało odejść.

10 zł

Mama

50 zł

Małgoś z Krk

10 zł

Anonimowy Pomagacz

Powodzenia! :)
50 zł

mackowski

50 zł

Anonimowa Pomagaczka

50 zł

Anonimowa Pomagaczka

Pokaż więcej

7 dni do końca
Wsparło 20 058 osób
382 727,99 zł (94,12%)
Brakuje jeszcze 23 920,01 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość