"Tato, nie umieraj, to jeszcze nie czas..." – operacja już 23 lutego!

Zbiórka na cel: Operacja Nanoknife nowotworu dla ratowania życia pana Henia
Zbiórka zakończona
Henryk Fischbach
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 2 484 osoby
65 049,83 zł (125,82%)

Henryk

Nowotwór trzustki

Tczew, pomorskie

Rozpoczęcie: 14 Lutego 2018
Zakończenie: 20 Lutego 2018

Nigdy wcześniej upływający czas nie wydawał nam się tak straszny. Dzisiaj, kiedy naszego ukochanego Tatę zabija rak, boimy się każdej mijającej godziny. Operacja ma odbyć się 23 lutego. Najgorsza jest świadomość, że jeśli nie zdążymy za nią zapłacić, kolejnej szansy może nie być, nasz Tata może jej nie doczekać…

Szczęśliwa, kochająca się rodzina – tak było zawsze. Mama i Tata byli oparciem, odkąd tylko pamiętamy. Uczyli nas, że rodzina to najważniejsza wartość. Na swoim  przykładzie pokazywali, co to znaczy kochać i dbać o najbliższych. Kiedy urodziły nam się dzieci, byli dla naszych wnuków wymarzonymi dziadkami – takimi, jakich znamy z najpiękniejszych opowiadań. Babcia – najcieplejsza osoba, jaką znamy. I Dziadek – zawsze pogodny, z pozytywną energią i całą masą pomysłów na zabawy. Dzisiaj rak próbuje zabrać nam Tatę, a naszym dzieciom jedynego dziadka, a to przecież jeszcze nie pora, by umierał…

Tamten rok, gdyby tylko się dało, wymazalibyśmy z pamięci. W maju zmarła nasza Babcia, w czerwcu u Taty zdiagnozowano nowotwór trzustki. Od tamtego czasu wszystko kręci się wokół jednego – wokół walki o to, by Tata żył.

Zanim zapadła diagnoza, Tata kilka razy odwiedzał lekarza, bolały go plecy i brzuch. Niestety diagnozy, które stawiał lekarz były błędne. Tata wracał do domu z lekami, które nie były w stanie pomóc, a w międzyczasie rak rozrastał się. Z czasem leki przeciwbólowe stały się codziennością. Tata tracił na wadze, czuł się coraz gorzej. Dopiero kiedy wystąpiłą żółtaczka, dostał skierowanie do szpitala. Wtedy dopiero postawiono właściwą diagnozę – tę najgorszą; tę, której wszyscy najbardziej się baliśmy.

Dzień, w którym Tata został pacjentem oddziału onkologii był jednym z najgorszych w naszym życiu. Chyba po raz pierwszy widzieliśmy taki strach w jego oczach. I chyba pierwszy raz widzieliśmy taki strach w oczach naszej Mamy. W pierwszym etapie konieczne było wykonanie zabiegu protezowania dróg żółciowych. Przez kolejnych kilka tygodni trwało dokładne diagnozowanie i ustalanie planu leczenia. Ze względu na to, iż liczył się każdy dzień, a terminy w NFZ były zbyt odległe, większość badań musieliśmy wykonywać prywatnie… Po konsultacji z chirurgami okazało się, że guz w trzustce jest nieoperacyjny – niemożliwy do usunięcia metodą tradycyjną. Dodatkowo wykryto przerzut w wątrobie..

Postanowiliśmy, że zapukamy w każde drzwi, by ratować życie naszego Taty. Jeździliśmy po całym kraju, by konsultować się z najlepszymi specjalistami. Tak dowiedzieliśmy się o metodzie Nanoknife – nierefundowanej metodzie, która umożliwia usunięcie nieoperacyjnego guza w trzustce! Stwierdzono, że zabieg będzie możliwy, jeżeli organizm pozytywnie zareaguje na chemioterapię i guz zmniejszy się o około 3 cm!

We wrześniu Tata otrzymał pierwszą chemię. Chociaż chemia siała spustoszenie w jego organizmie, w styczniu usłyszeliśmy, że było warto! Guz trzustki zmniejszył się do rozmiaru, który umożliwia przeprowadzenie zabiegu Nanoknife! Mamy „zielone światło” – lekarze mogą operować.  Zabieg musi być jednak przeprowadzony jak najszybciej, póki organizm walczy z chorobą. Został zaplanowany na 23 lutego, a my do tego czasu musimy zebrać pieniądze...

Zawsze to on był naszym oparciem i zawsze pomagał nam w trudnych chwilach. Nasz Tatuś – najważniejszy mężczyzna w naszym życiu. Teraz to my musimy być oparciem i zawalczyć o najważniejsze – o jego życie. To jeszcze nie czas, by umierał. Jeszcze nie teraz... Prosimy, pomóż nam zatrzymać go na świecie...

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 2 484 osoby
65 049,83 zł (125,82%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość