By wychować córkę, muszę żyć. Nie pozwól, by rak nas rozdzielił!

Zbiórka na cel: Leczenie alternatywne
Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 715 osób
63 830 zł (100%)

Paulina Mariańska, 39 lat

Gdańsk, pomorskie

Rak szyjki macicy w zaawansowanym stadium B3

Rozpoczęcie: 16 Lipca 2018
Zakończenie: 27 Sierpnia 2018

Zbiórka obejmuje leczenie alternatywne

Kilka tygodni temu wróciłam na oddział onkologii. Leżę tu – na szpitalnym łóżku – i walczę z natrętnymi myślami. Czy zdołam wygrać? Czy choroba pozwoli mi wychować córeczkę? Ma przecież tylko mnie, bo wychowuję ją sama... Czy uda mi się zapłacić za leczenie, które tak naprawdę jest już ostatnią szansą?

Paulina Mariańska

Jestem łysa - ogoliłam głowę, mając dosyć włosów zostawianych na poduszce, czy wystających z masła lub herbaty. Po chemioterapii włosy wypadały na potęgę, dlatego zamiast czekać aż wypadną wszystkie, zgoliłam je. Niestety – jak się okazuję, rak wytoczył najcięższe działa. Chemia przestała działać, lekarze rozkładają ręce, a ja dostałam ostatnią szansę na życie.  

Zachorowałam niecały rok temu. Od niespełna roku choroba próbuje rozdzielić mnie z córką, każe mi leżeć długie tygodnie w szpitalu, z dala od własnego dziecka. Diagnoza: rak szyjki macicy w zaawansowanym stadium B3. Siedziałam przed lekarzem, który trzymał w ręku wynik moich badań, a to, co mówił wydawało się być nierealne. Sama jestem lekarką – zdrowie zawsze było priorytetem, dlatego regularnie robiłam badania. Mam przecież dla kogo i dla czego, żyć. Moja córka ma dopiero 12 lat – potrzebuje mamy. Dodatkowo są jeszcze pasje – rower i miłość do gór. Mam jeszcze bardzo dużo do zrobienia. To jeszcze nie czas, żeby żegnać się z życiem.

Zaraz po diagnozie trafiłam na onkologię – oddział pełen strachu, ale też i woli życia tych, którzy otrzymali wyrok. Bardzo szybko zostało u mnie wdrożone leczenie. Usunięto węzły chłonne miednicy mniejszej.  Przeszłam radioterapię i wycieńczającą chemioterapię. Przez moment wydawało się, że mój stan się polepszył. Niestety – leczenie było na tyle agresywne, że pogorszyło funkcjonowanie innych narządów do tego stopnia, że układ odpornościowy prawie odmówił posłuszeństwa. Toczyłam w końcu batalię z najgroźniejszym przeciwnikiem...

Mój stan w końcu się poprawił. Wróciłam do domu i z całych sił wierzyłam, że dalsze nasze życie będzie wymazywaniem raka z pamięci. Że w pełni będę mamą dla swojego dziecka, że wrócę do pracy i do sportu, że będzie jak dawniej… Niestety – to wszystko okazało się być ciszą przed burzą.

W marcu tego roku okazało się, że choroba postępuje, atakując kolejne węzły chłonne i osłabiając cały organizm. Tak wrócił koszmar. Lekarze kazali mi wracać do szpitala, żeby rozpocząć kolejne cykle chemii. Po raz drugi trzeba było spakować najpotrzebniejsze rzeczy, pożegnać się córką i podjąć kolejną już walkę o własne życie. Jak się okazuje, dużo trudniejszą walkę, niż ostatnio.

Paulina Mariańska

Kolejna chemioterapia okazuje się nieskuteczna i atakuje układ nerwowy, niszcząc go w bezwzględny sposób. Medycyna konwencjonalna jest w tej sytuacji bezradna. W tej chwili jedynym ratunkiem jest terapia za granicą. Trafiłam do kliniki dr. Janusa Vorreitera w Hinterschmidding w Niemczech, gdzie przedstawiono mi konkretny, dobrany do rodzaju nowotworu plan diagnostyki i leczenia. Ma on objąć chemioterapię celowaną, immunoterapię, oraz szereg zabiegów wzmacniających organizm. Razem z planem przyszedł niestety koszotrys z kwotą, której nie mam i której nie jestem w stanie zgromadzić w tak krótkim czasie. 

Jak miałabym powiedzieć dziecku, że odchodzę? Nie mogę tego zrobić, dlatego teraz z całych sił muszę walczyć – dla siebie i swojej córeczki. Proszę, pomóż mi zapłacić cenę za to, bym mogła zostać na tym świecie.

Paulina

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 715 osób
63 830 zł (100%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość