Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

By wychować córkę, muszę żyć. Nie pozwól, by rak nas rozdzielił!

Paulina Mariańska
Zbiórka zakończona
63 830,00 zł ( 100% )
Wsparło 1715 osób
Cel zbiórki:

Leczenie alternatywne

Zbiórka obejmuje leczenie alternatywne
Organizator zbiórki: Fundacja Onkologiczna Nadzieja
Paulina Mariańska, 42 lata
Gdańsk, pomorskie
Rak szyjki macicy w zaawansowanym stadium B3
Rozpoczęcie: 11 Lipca 2018
Zakończenie: 27 Sierpnia 2018

Opis zbiórki

Kilka tygodni temu wróciłam na oddział onkologii. Leżę tu – na szpitalnym łóżku – i walczę z natrętnymi myślami. Czy zdołam wygrać? Czy choroba pozwoli mi wychować córeczkę? Ma przecież tylko mnie, bo wychowuję ją sama... Czy uda mi się zapłacić za leczenie, które tak naprawdę jest już ostatnią szansą?

Paulina Mariańska

Jestem łysa - ogoliłam głowę, mając dosyć włosów zostawianych na poduszce, czy wystających z masła lub herbaty. Po chemioterapii włosy wypadały na potęgę, dlatego zamiast czekać aż wypadną wszystkie, zgoliłam je. Niestety – jak się okazuję, rak wytoczył najcięższe działa. Chemia przestała działać, lekarze rozkładają ręce, a ja dostałam ostatnią szansę na życie.  

Zachorowałam niecały rok temu. Od niespełna roku choroba próbuje rozdzielić mnie z córką, każe mi leżeć długie tygodnie w szpitalu, z dala od własnego dziecka. Diagnoza: rak szyjki macicy w zaawansowanym stadium B3. Siedziałam przed lekarzem, który trzymał w ręku wynik moich badań, a to, co mówił wydawało się być nierealne. Sama jestem lekarką – zdrowie zawsze było priorytetem, dlatego regularnie robiłam badania. Mam przecież dla kogo i dla czego, żyć. Moja córka ma dopiero 12 lat – potrzebuje mamy. Dodatkowo są jeszcze pasje – rower i miłość do gór. Mam jeszcze bardzo dużo do zrobienia. To jeszcze nie czas, żeby żegnać się z życiem.

Zaraz po diagnozie trafiłam na onkologię – oddział pełen strachu, ale też i woli życia tych, którzy otrzymali wyrok. Bardzo szybko zostało u mnie wdrożone leczenie. Usunięto węzły chłonne miednicy mniejszej.  Przeszłam radioterapię i wycieńczającą chemioterapię. Przez moment wydawało się, że mój stan się polepszył. Niestety – leczenie było na tyle agresywne, że pogorszyło funkcjonowanie innych narządów do tego stopnia, że układ odpornościowy prawie odmówił posłuszeństwa. Toczyłam w końcu batalię z najgroźniejszym przeciwnikiem...

Mój stan w końcu się poprawił. Wróciłam do domu i z całych sił wierzyłam, że dalsze nasze życie będzie wymazywaniem raka z pamięci. Że w pełni będę mamą dla swojego dziecka, że wrócę do pracy i do sportu, że będzie jak dawniej… Niestety – to wszystko okazało się być ciszą przed burzą.

W marcu tego roku okazało się, że choroba postępuje, atakując kolejne węzły chłonne i osłabiając cały organizm. Tak wrócił koszmar. Lekarze kazali mi wracać do szpitala, żeby rozpocząć kolejne cykle chemii. Po raz drugi trzeba było spakować najpotrzebniejsze rzeczy, pożegnać się córką i podjąć kolejną już walkę o własne życie. Jak się okazuje, dużo trudniejszą walkę, niż ostatnio.

Paulina Mariańska

Kolejna chemioterapia okazuje się nieskuteczna i atakuje układ nerwowy, niszcząc go w bezwzględny sposób. Medycyna konwencjonalna jest w tej sytuacji bezradna. W tej chwili jedynym ratunkiem jest terapia za granicą. Trafiłam do kliniki dr. Janusa Vorreitera w Hinterschmidding w Niemczech, gdzie przedstawiono mi konkretny, dobrany do rodzaju nowotworu plan diagnostyki i leczenia. Ma on objąć chemioterapię celowaną, immunoterapię, oraz szereg zabiegów wzmacniających organizm. Razem z planem przyszedł niestety koszotrys z kwotą, której nie mam i której nie jestem w stanie zgromadzić w tak krótkim czasie. 

Jak miałabym powiedzieć dziecku, że odchodzę? Nie mogę tego zrobić, dlatego teraz z całych sił muszę walczyć – dla siebie i swojej córeczki. Proszę, pomóż mi zapłacić cenę za to, bym mogła zostać na tym świecie.

Paulina

63 830,00 zł ( 100% )
Wsparło 1715 osób
Czytasz archiwalną treść zbiórki.

Przejdź na najnowszą zbiórkę Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki