Udowodnię, że brak nóg to jeszcze nie kalectwo!

Zbiórka na cel: Zakup protez modularnych uda lewego oraz uda prawego
Big 8de1f64e 0daf 40ca 9b32 18eab094d6e6
Wsparły 433 osoby
16 411,89 zł (9,96%)
Brakuje jeszcze 148 448,11 zł
Wesprzyj

Jarosław, 56 lat

Stan po amputacji obu nóg

Łapy, podlaskie

Rozpoczęcie: 24 Marca 2017
Zakończenie: 24 Czerwca 2018

Praca, studia, a w wakacje kajak. Mam prawie 56 lat i ani jednej nogi, ale jestem aktywniejszy niż niejeden w pełni sprawny trzydziestolatek. Staram się żyć pełną piersią, bo wierzę, że z problemami trzeba walczyć, a nie uginać się pod ich ciężarem.

Wsiąść do pociągu byle jakiego… Za każdym razem, gdy słyszę tę starą piosenkę, coś we mnie pęka. Mnie tylko raz zdarzyło się wsiąść nie do tego pociągu, co trzeba. Chciałem jak najszybciej wrócić po pracy do domu, do żony i małego syna. Spieszyło mi się. Kątem oka zauważyłem, że pociąg, którym miałem jechać stoi po drugiej stronie peronu, a ten, w którym siedzę właśnie rusza w zupełnie innym kierunku. Biegiem rzuciłem się do drzwi. Pociąg już jechał, ale postanowiłem wyskoczyć. To był błąd. Błąd, który kosztował zbyt wiele…

Ja, zdrowy, silny, trzydziestoletni facet obudziłem się w szpitalu bez nóg. Nafaszerowany lekami przeciwbólowymi z początku nie bardzo zdawałem sobie sprawę ze swojego położenia. Dopiero później zaczęło do mnie docierać to, co się stało...

Najpierw była rozpacz. Myślałem, że to koniec, że życie nie ma już sensu. Potrzeba było czasu na to, bym zrozumiał, że tym co tak naprawdę nie ma sensu jest mój lament, że tego, co się stało już nie zmienię i że czas najwyższy na to, by wziąć się w garść. 

Najbardziej bałem się tego, że stanę się ciężarem dla swoich bliskich. Tego, że będę zależny od innych. O tym, bym wrócił do pracy na kolei, nie mogło być mowy, ale nie chciałem siedzieć w domu. Udało mi się zapisać na kurs księgowości dla niepełnosprawnych. Wcześniej w życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby zająć się czymś takim! Teraz jednak niczego nie pragnąłem bardziej niż tego, by wyjść do ludzi, by czuć się potrzebnym.

Zawziąłem się i skończyłem kurs, ale nie to było najważniejsze. Najistotniejsze było to, że uwierzyłem w siebie, w to, że mogę być aktywny, potrzebny. Udało mi się znaleźć pracę — okazało się, że nabyte na kursie umiejętności mają zastosowanie w praktyce. Zacząłem wychodzić, a raczej wyjeżdżać — bo przecież teraz poruszałem się na wózku — do ludzi.

Wstąpiły we mnie nowe siły. Znalazłem informacje o obozach żeglarskich i kajakarskich dla niepełnosprawnych. Zawsze lubiłem spędzać czas nad wodą, ale nigdy wcześniej nie pływałem w ten sposób. Teraz jednak czułem, że mogę wszystko. Złapałem żeglarskiego bakcyla. Pomimo niepełnosprawności zacząłem realizować swoje marzenia.

Kilka lat po wypadku urodziła mi się córka, dzisiaj już dorosła kobieta. Kiedy poszła na studia, postanowiłem, że sam też uzupełnię braki w edukacji. Pokalkulowałem sobie, że jeżeli będę uczył się wystarczająco dobrze, to załapię się na stypendium i tym samym będę mógł opłacić czesne. To był może trochę szalony plan jak na pięćdziesięciolatka, ale się udało. Dzisiaj, ze średnią ocen 4,6 przygotowuję się do obrony pracy.

Nie schowałem się ze swoim kalectwem w domu. Nie jestem skazany na wizyty opiekunek. Nie użalam się nad swoim losem i prawie wszystko robię samodzielnie. Jestem szczęśliwy i dumny z tego, że pomimo niepełnosprawności udało mi się osiągnąć tak wiele, ale mam jedno marzenie, którego do tej pory nie udało mi się zrealizować…

Niczego nie pragnę bardziej niż tego, by znowu chodzić. By w końcu wstać z tego przeklętego wózka, którego nienawidzę tak bardzo, że gdy tylko mogę, to wole pełzać po ziemi niż poruszać się na nim. Nie marzę o tym, by biegać. Chciałbym po prostu chodzić tak jak inni ludzie. Samodzielnie, bez pomocy i ciągłej asysty bliskich.

To, czego mi potrzeba, by spełnić to marzenie, to sprawne, dobrze dopasowane modularne protezy nóg. Nie straszna mi długotrwała, męcząca oraz intensywna rehabilitacja połączona z nauką chodu, ponieważ mój cel wart jest każdego wysiłku i trudu. To, co mnie przerasta, to koszt protez. Każda z nich kosztuje tyle, co niezły samochód, a ja potrzebuję aż dwóch…

Zawsze najważniejsza była dla mnie rodzina. To ona dodawała mi siły i to dzięki niej nie dałem się zamknąć w czterech ścianach. Wiem, że opieka nade mną była i jest dla moich bliskich olbrzymim wyrzeczeniem. Chciałbym ich w końcu odciążyć. Dlatego proszę Was wszystkich o pomoc, choć wiem, że jestem tylko jednym z wielu! Sam osiągnąłem sporo w walce z własnymi ograniczeniami, ale bez Waszej pomocy nie wygram batalii o pierwszy krok…

50 zł

Anonimowy Pomagacz

50 zł

Maciej

Powodzenia
100 zł

Powodzenia

20 zł

Adam Paweł Więckowski

Mamy podobne problemy, ale mamy dla kogo żyć. Odwagi !!!!!!!
50 zł

Anonimowy Pomagacz

10 zł

Anonimowy Pomagacz

Pokaż więcej

Wsparły 433 osoby
16 411,89 zł (9,96%)
Brakuje jeszcze 148 448,11 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość