Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Svitlana Tkachenko
Svitlana Tkachenko , 23 lata

To nie czas, by się żegnać... Ratuj!

W jednej chwili świat 22-letniej Svitlany się zawalił, a życie stanęło pod znakiem zapytania. Otrzymała diagnozę, której nikt się nie spodziewał – anemia aplastyczna. Podstępna, agresywna i niesamowicie groźna.  Obecnie Svitlana powinna jak najszybciej przejść przeczep szpiku kostnego, który odbuduje jej uszkodzony układ krwionośny. Inaczej jej życie będzie w poważnym niebezpieczeństwie...  "Nie tak wyobrażałam sobie moje życie... Mam zaledwie 22 lata, chciałam podróżować, uczyć się, realizować pasje i spełniać marzenia. Tymczasem jestem w szpitalu i walczę o każdą minutę swojego życia... Wszystko zaczęło się we wrześniu 2021 roku. Najpierw straciłam wszystkie siły, potem na moich nogach zaczęło przybywać coraz więcej siniaków, pojawiły się ostre zawroty głowy, problemy z koncentracją i utrata apetytu. Bardzo się zaniepokoiłam i wiedziałam, że powinnam jak najszybciej skonsultować to ze specjalistą. Trafiłam do szpitala, gdzie przeszłam szereg wyczerpujących badań. Do samego końca wierzyłam, że wszystko będzie dobrze i lada moment będę mogła wrócić do domu. Niestety, bardzo się myliłam. Lekarze zdiagnozowali u mnie anemię aplastyczną w ciężkiej postaci.  I właśnie tego dnia, raz na zawsze zakończył się mój szczęśliwy, spokojny świat, a zaczął się nowy – przepełniony bólem i strachem... Anemia aplastyczna to choroba wynikająca z zaburzeń prawidłowego działania komórek macierzystych w szpiku kostnym. Niedokrwistości aplastyczne są wynikiem zaniku utkania szpikowego, przez zastąpienie go tkanką łączną lub tłuszczową, co powoduje zanik wszystkich elementów krwi. Choroba jest zdradziecka, podstępna i niesamowicie groźna. Szybko się rozwija, jest trudna do leczenia i charakteryzuje się wysoką śmiertelnością... Lekarze jasno określili, że jeśli nie przejdę właściwego leczenia, w tym przeszczepu szpiku kostnego, nie będę miała szans na to, by wygrać z chorobą... Załamałam się. Czułam, jakby ktoś wymierzył mi bolesny cios prosto w serce... Wraz z moją rodziną rozpaczliwie zaczęliśmy szukać pomocy. Choroba, z jaką przyszło mi się mierzyć jest bardzo rzadka, dlatego jedyną szansą na skuteczne leczenie otrzymaliśmy w Turcji! By pokonać chorobę, spakowaliśmy się i w kilka dni opuściliśmy naszą ojczyznę. Na miejscu rozpoczęłam leczenie i przyjęłam pierwszy cykl chemioterapii. Niestety, przede mną jeszcze długa droga, kolejne dawki, wyczerpujące badania i najważniejsze – przeszczep szpiku. Koszty przerażają i nieustannie rosną, a dotychczasowe oszczędności już dawno się wyczerpały. Nasza sytuacja staje się coraz trudniejsza, dlatego nie pozostaje mi nic innego jak prosić Was o pomoc...  Chciałabym żyć, cieszyć się tym życiem, czuję, że jeszcze tyle mogłabym zrobić, niestety... Choroba przekreśliła wszystko, o czym do tej pory marzyłam, a dziś jedyne czego chcę, to po prostu być zdrową... Svitlana

126 024,22 zł ( 37,51% )
Brakuje: 209 880,78 zł
Jacek Kowalski
Jacek Kowalski , 23 lata

Młode życie niszczą choroby! Pomagamy Jackowi!

Mam na imię Jacek, mam 23 lata. Od 2016 roku choruję na toczeń układowy rumieniowaty, który wytworzył przeciwciała, co spowodowało zakrzepicę. W 2021 roku zakrzepica spowodowała udar mózgu... Wszystko zaczęło się od 6 lat temu, gdzie rozpoznano u mnie toczeń układowy rumieniowaty, czyli bombę w moim organizmie... Od tego czasu posiadałem orzeczenie stopnia niepełnosprawności umiarkowanego. Na co dzień prowadziłem normalne życie, chodziłem do szkoły, a w międzyczasie w domu tworzyłem muzykę i w weekendy grałem na imprezach okolicznościowych i w klubach. Muzyka towarzyszyła mi całe życie, była i jest moja pasja, ale jeden dzień przekreślił wszystko… Mamy rok 2021, dzień 19 kwietnia, zaledwie dwa tygodnie przed moimi 22 urodzinami w drodze do pracy z grupą przyjaciół, doznałem złośliwego udaru mózgu. Dzięki ich szybkiej reakcji zostałem natychmiastowo przetransportowany do szpitala przez karetkę. W pierwszej kolejności trafiłem na SOR do Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku, gdzie zdiagnozowano u mnie udar mózgu. Następnie zostałem przewieziony do UCK w Gdańsku na oddział intensywnej terapii. Do tego momentu byłem mniej więcej świadomy. Zabrano mnie na stół operacyjny, gdzie przeprowadzono kraniotomię, czyli wycięcie części czaszki, która została wszyta w powłokę brzuszną, po której zapadłem w śpiączkę. Lekarze dawali mi 10% szans na przeżycie... Leżałem w śpiączce pod respiratorem. 7 maja zostałem przekazany do kliniki neurologii, gdzie następnie kilkukrotnie nawracał się wylew krwi do mózgu, ale dzięki operacji kraniotomii był łatwiejszy dostęp do odbarczania krwiaka. Łącznie w szpitalu spędziłem 5,5 miesiąca. Po wybudzeniu ze śpiączki i kilkudniowej obserwacji mojego stanu zdrowia wprowadzono rehabilitację. Mój organizm walczył dzielnie od samego początku. Zostałem wypisany ze szpitala 30 września. Po 9 miesiącach trafiłem ponownie do szpitala w celu usunięcia płatu kostnego z powłok brzusznych. Niestety próba okazała się nieudana, mój wycinek nie pasował. Zastąpiono go płytką, implantem. Odkąd wróciłem do domu, cały czas intensywnie ćwiczę z pomocą mamy. Odbyłem już 5 turnusów rehabilitacyjnych w Centrum Intensywnej Rehabilitacji Neuron w Bydgoszczy. Po każdym turnusie były widoczne zmiany sprawnościowe. Poprawie uległy możliwości lokomocji. Szczególnie po ostatnim turnusie zacząłem stawiać przy pomocy terapeuty pierwsze kroki. Wykonałem już ogrom pracy, by wrócić do sprawności i samodzielności, ale nadal potrzebuję intensywnej rehabilitacji, która jest bardzo kosztowna. Potrzebuję wsparcia finansowego dzięki, któremu będę miał możliwość kontynuowania terapii. Marzę o tym, aby stanąć na nogi i móc wreszcie zagrać dla Was dobrą muzę! Moja pasja motywuje mnie do walki o lepsze jutro! Życie od momentu udaru bardzo się zmieniło, ale nigdy się nie poddałem i nie poddam! Będę walczył cały czas, dlatego bardzo proszę o pomoc w tej walce i wpłatę chociażby symbolicznej kwoty. Każda złotówka zostanie dobrze wykorzystana. Jestem wdzięczny za nieocenioną dotychczasową pomoc i wiem, że bez Waszego wsparcia nie zaszedłbym tak daleko. Jacek

4 734,11 zł
Mateusz Szpręglewski
7 dni do końca
Mateusz Szpręglewski , 27 lat

Mateusz znów trafił na wózek… Potrzebna pilna pomoc!

Historia Mateusza jest pełna trosk, trudnego dzieciństwa, leczenia i miesięcy spędzonych w szpitalu. Ma 27 lat i choruje już od 5 roku życia. Jeszcze niedawno miał tylko jedno marzenie: kocha góry i chciał o własnych siłach zdobyć jakikolwiek szczyt. Marzenie wydaje się być proste, ale coraz bardziej odległe, bo motywacji do działania z upływem czasu brakuje. Mamy Mateusza nie stać na niezbędną rehabilitację. Przez to traci on sprawność, coraz bardziej zamyka się w sobie... Pojawiają się stany depresyjne. Z perspektywy mamy Mateusza sytuacja jest bardzo trudna:  W trakcie choroby i leczenia syna zabrakło nam wsparcia męża i ojca. Tata Mateusza nie pomagał nam, nie interesował się chorym synem. W domu pojawiła się przemoc, potem był wyrok skazujący i eksmisja. Zostałam z synami sama. Mateusz ma problemy z połykaniem, z utrzymaniem równowagi. Nie może zostawać zupełnie sam, wymaga stałej opieki. Dlatego ja nie mogę pracować, utrzymujemy się z zasiłku. A rehabilitacja jest kosztowna…Mateusz wiele przeszedł. Choroba, walka o sprawność, a potem brak wsparcia własnego ojca były ogromnymi ciosami. Zaczyna mu brakować motywacji, wiary w siebie... To także utrudnia rehabilitację, która dla Mateusza jest jedyną formą skutecznej terapii! Po ostatnim turnusie rehabilitacyjnym chodził o własnych nogach przy pomocy balkonika. To był ogromny postęp! Niestety aktualnie jest znów przykuty do wózka… Brak rehabilitacji spowodował regres. Ten widok łamie moje matczyne serce. To silny chłopak, który zasługuje na życie bez ciągłego cierpienia! Sam Mateusz tak opowiada nam swoją historię:  Do 5 roku życia byłem dzieckiem zdrowym, radosnym. Moje dzieciństwo skończyło się kiedy w 2000 roku zachorowałem na bardzo rzadką chorobę histiocytoze x. Jest to choroba, która ciągnie za sobą wiele schorzeń. Jako 5-letnie dziecko otrzymałem 16 chemioterapii. Mam wadę serca. W 2003 roku wykryto u mnie moczówkę prostą, która zmusza mnie do brania leków ratujących moje życie. Przyczyną tej choroby była uszkodzona przysadka mózgowa, a w wyniku jej uszkodzenia przestałem rosnąć. Od 2007 do grudnia 2011 roku byłem leczony hormonem wzrostu (ok. 1200 zastrzyków). Od kiedy zacząłem go przyjmować, wcześniejsza wada postawy przerodziła się w silną skoliozę, ponad 80 stopni. Następne ingerencje tylko pogarszały mój stan. Ostatecznie lekarze założyli mi 2 pręty i 13 śrub, co wyprostowało mi kręgosłup do 35 stopni. Mimo tak wielu prób i tak długiej drogi leczenia nie odzyskałem pełnej sprawności i możliwości chodzenia.   Tylko dzięki pomocy Mateusz ma szansę zdobyć swój życiowy szczyt — samodzielność! Jest to możliwe dzięki regularnej i niestety kosztownej rehabilitacji oraz niezbędnym lekom. Za okazane nawet najmniejsze wsparcie z całego serca dziękujemy! Mateusz z mamą

9 035,30 zł
Kacper Dworniak
Kacper Dworniak , 19 miesięcy

Nieznana choroba próbuje mu odebrać sprawność… Pomóż ją zatrzymać❗️

Gdy nasz synek przyszedł na świat, był zdrowym dzieckiem z pełną pulą w skali Apgar. Niestety szczęście nie trwało długo… Kacperek zaniepokoił nas brakiem typowych czynności i funkcji u niemowlaka. Minął rok, a nasz synek nadal nie zachowuje kontaktu wzrokowego, nie wstaje i nie siedzi samodzielnie. Ma też spore problemy z wiotkością mięśni. Od momentu jego urodzenia nasze życie przypomina walkę z wiatrakami. Byłoby nam zdecydowanie łatwiej stawiać czoła codzienności, gdyby ktokolwiek powiedział, jakie jest źródło tych objawów… Przeszliśmy z Kacperkiem szereg badań, kontroli i testów, niestety cały czas brakuje diagnozy. Nikt nie wie, na co choruje nasz synek… Póki co możemy działać jedynie prewencyjnie… Staramy się zapewnić Kacperkowi rehabilitację, aby ochronić go przed dalszym pogorszeniem się jego stanu zdrowia. Każdy dzień to dla nas walka i strach przed tym, co jeszcze nas czeka.  Jednym z niezbędnych Kacperkowi sprzętów jest pionizator, który poprawi siłę mięśni i ruchomość stawów. Nasz mały wojownik będzie musiał codziennie z niego korzystać, aż do 8. roku życia. Chcemy dzięki temu uniknąć bardzo bolesnego zwichnięcia bioder i postarać się o ich dobre ukształtowanie. Aby powstrzymać rozwijającą się skoliozę, potrzebny jest też drogi sprzęt rehabilitacyjny, taki jak siedzisko i wózek. Nasza codzienność to wizyty u lekarzy i ciągła rehabilitacja. Robimy co w naszej mocy, żeby zapewnić synkowi wszystko, co potrzebne. Nie chcemy dopuścić do sytuacji, w której zabraknie nam na niezbędne leki czy ćwiczenia lub sprzęt. To wszystko jest jednak niesamowicie kosztowne i zabiera nam właściwie wszystkie środki… Pokładamy wielkie nadzieje w dobrych sercach ludzi. Wierzymy, że czekają nas jeszcze piękne chwile i że nasze starania dadzą rezultaty.  Jedyne, o czym marzymy to dobre życie dla naszego małego wojownika!  Prosimy, pomóż nam zapewnić mu lepszą przyszłość…   Rodzice

14 204,39 zł ( 39,22% )
Brakuje: 22 003,61 zł
Michalina Łagodzińska
Michalina Łagodzińska , 9 miesięcy

Misia tak dzielnie walczy o każdy dzień! Daj jej nadzieję na długie życie!

Nikt się nie spodziewa choroby dziecka. Patrzy się na te zbiórki, serce zawsze pęka, ale to nie my. Rozmawiamy o tym jak ciężko musi być patrzeć na cierpienie takich maleństw. Ale to nie nasze. Czytamy o ciężkich przypadkach, widzimy zdjęcia dzieci, fundacje. Widzimy to z zewnątrz. My też byliśmy „to nie my”. Ale los jest niesprawiedliwy a do tego wredny - no jak można takim małym bezbronnym dzidziom zabierać zdrowie, już na starcie. To co zobaczyliśmy i poznaliśmy z mężem przez ostatni ponad miesiąc jest nie do opisania. Oddział patologii noworodka, oiom noworodkowy. Brzmi słabo i uwierzcie, że wygląda też słabo. Dzieci są w dobrych rękach. Obok swoich inkubatorów mają pompy z morfiną, dopaminą czy innymi mocnymi lekami. Popodpinane pod kroplówki ciałka czasem nie cięższe niż kilogram. W każdym nosie sonda, przez którą takie bąble ewentualnie coś zjadają. Widzisz takie małe zawiniątko, a dookoła niego tyle aparatury i kabelków, że to się w głowie nie mieści. Rodzice niektórych mogą sobie tylko patrzeć przez szybkę, inni rodzice po czasie mogą nawet zmienić dzieciom pieluchę. Na ręce jest długa droga. O ile jest. Jednym z gorszych elementów tych całych kabelków jest to, że piszczą. Pikają. Przeraźliwie, obok dzieci. Kiedy słyszysz pikanie, dostajesz „zawału” i od razu patrzysz na czujnik saturacji, albo ciśnienia, albo czy się coś nie odpięło. Po tygodniu człowiek się do każdego pikania przyzwyczai, wie kiedy to sprzęt. Po miesiącu wie się już, jak to wyciszyć, odpiąć czy dostosować. Rodzice płaczący. Matki odciągają mleko. Przy noworodku tylko jeden rodzic, więc o wspieraniu się średnio jest mowa. Kontakt skóry do skóry skrajnie ciężki, bo jesteś w fizelinowym sterylnym fartuchu i masce. O 21 te dzieci zostają już bez rodziców, pod opieką położnych i zespołu neonatologów. Schorzeń jest tyle ile dzieci i wszystkie są straszne. I większości nie widzimy. Bo siedzą gdzieś, gdzie lekarze nie dosięgają. To jest chyba straszniejsze albo niepewne rokowania, bardzo złe rokowania, brak rokowania. Nocami rodzice już nie wyciszają telefonów, bo zawsze mogą zadzwonić z oddziału żeby przyjeżdżać się żegnać. Można tak pisać codziennie i opowiadać Wam o nowych rzeczach. Ale pomyślmy wszyscy o tym, jak w tych kabelkach, igłach i sondach te Dzidzie mocno walczą. I jak się regenerują, grając na nosie niektórym Orłom Medycyny! A my robimy wszystko, żeby te Dzidzie miały jak najlepiej. Misia ma tutaj coś do zrobienia. I mocno walczy każdego dnia! Tak jak reszta jej szpitalnych kolegów i koleżanek.  Urodziłam Misię w 37 t.c. 3.03.2022 w IMID w Warszawie, naturalnie w położeniu miednicowym - miała nie przeżyć ciąży i porodu musiałam przestać jeździć na KTG, aby dać jej odejść. Dzisiaj JEST - 7pkt apgar, oddycha sama i jest jak każda dzidzia. Poza tym, że… u Misi w 8 miesiącu ciąży, po przejściu Covid, usg pokazało w główce spustoszenie; szybko amniopunkcja, kordocenteza.. MRI - przebyte krwawienie, poszerzone komory, porysowana kora mózgowa i uszkodzone ciało modzelowate. Dodatkowo mam rozszczep wargi i podniebienia. Mleko zajada przez sondę, aż do wrześniowej operacji na buziaka. Sekwencja Pierre Robin. Przez położenie miednicowe - zwichnięte kolanka i lewe biodro. Codzienne ćwiczenia i gipsiki prawie non stop. Ale walczy tak dzielnie.  Od urodzenia jest na KPN czyli klinice patologii noworodka. Lekarze tu nie widzą pola na leczenie. Chcą Misię wypisać do domu z sondą w ramach hospicjum domowego. Rodzice bardzo chcą walczyć jej o rozwój i zdrówko - pani neurolog widzi Misię lepiej. Rodzice  Media o zbiórce:  Facebook:  ➡️ Wielka Walka Małej Misi 💚

67 706,16 zł
Aleksandra Mejna
10 dni do końca
Aleksandra Mejna , 21 lat

Z każdym dniem choroba odbiera coraz więcej... Ratujemy sprawność Oli❗️

Jestem Ola, mam 21 lat i choruję na dystrofię mięśniową. Niestety, zamiast poczucia, że wszystko przede mną, w głowie trzymam bagaż przebytych doświadczeń, a w dłoni pełną teczkę z dokumentacją medyczną... Nie tak miało wyglądać moje życie! Mój dramat zaczął się, gdy miałam 6 lat. Wcześniej zupełnie nic nie wskazywało na to, że mogłoby dziać się coś niepokojącego. Pierwsze objawy pojawiły się nagle, całkowicie niespodziewanie. Zaczęłam chodzić na palcach, co bardzo zaniepokoiło moich rodziców. Niestety, liczne wizyty u specjalistów nie przyniosły żadnej odpowiedzi. Każdy lekarz twierdził, że to chwilowe i lada moment przejdzie.  Tak się jednak nie stało.  Przez kolejne lata mój chód był coraz bardziej specyficzny, aż wreszcie trafiłam na salę operacyjną, ze względu na przykurcz ścięgien Achillesa. Mimo regularnych wizyt u specjalistów, wciąż nikt nie potrafił powiązać występujących objawów z konkretną chorobą.  W następnych latach dolegliwości przybierały na sile, do takiego stopnia, że całkowicie uniemożliwiły mi normalne funkcjonowanie, a  nieudane leczenie tylko pogarszało mój stan... W wieku 15 lat pojawiły się znaczne problemy fizyczne oraz uciążliwa męczliwość. Znów zaczęłam szukać ratunku.  Dopiero dwa lata temu, dowiedziałam się, że chorobą, która odbiera mi sprawność jest dystrofia mięśniowa obręczowo-kończynowa typ 2A.  Z jednej strony cieszyłam się, że po tylu latach walki w końcu wiem, co mi dolega, z drugiej - poczułam napływający lęk, czy uda mi się tę walkę wygrać.  Dystrofia to niezwykle niebezpieczna choroba genetyczna, która charakteryzuje się degeneracją mięśni. W efekcie dochodzi do zaburzeń w pracy mięśni szkieletowych. Najpierw słabną ręce, nogi, ciało. Na końcu zanikają mięśnie układu oddechowego i sercowego...  Niestety, choroba szybko postępuje. Obecnie mam już problem, aby wejść po schodach do swojego pokoju, umyć zęby, związać włosy... Wiele innych codziennych czynności sprawie mi ogromny trud. Strasznie boję się, że niebawem nie będę w stanie funkcjonować samodzielnie...  Co gorsza, nie ma dla mnie lekarstwa. Jedyną moją nadzieją oprócz rehabilitacji jest eksperyment medyczny z zastosowaniem komórek macierzystych. Niestety, cena jest ogromna, a dotychczasowe leczenie pochłonęło już wszystkie nasze oszczędności...  Boję się spojrzeć w przyszłość, przeraża mnie to, co może mnie spotkać. Jedyne czego dziś pragnę to pozostać osobą samodzielną. Każda złotówka da mi szansę na spełnienie mojego marzenia...  Proszę, nie zostawiaj mnie.  Ola

65 399,75 zł
Julia Frącek
Julia Frącek , 14 lat

Pierwsze słowo to największe marzenie Julii - pomóż je spełnić!

Jula to świetna 14 latka która uwielbia muzykę i taniec. Ma super poczucie humoru, wie kiedy można zażartować i wspaniale wprowadza to w życie. Jest bardzo towarzyska i pomocna. Zawsze wyczuwa zły nastrój drugiej osoby i robi wszystko żeby sprawić jej radość. Niestety los od początku nie jest dla niej łaskawy. Wycierpiała już tak wiele... Chorowała na padaczkę i ostrą białaczkę limfoblastyczną. Naszym największym marzeniem jest to, żeby Jula zaczęła mówić. Brak komunikacji werbalnej bardzo utrudnia życie jej i nam, jej najbliższym. Jesteśmy przekonani, że to marzenie można osiągnąć, ale potrzebna jest długa i bardzo droga terapia. Niestety koszty tego typu zajęć zdecydowanie przerastają nasze możliwości. Koszt jednego spotkania to 75 zł. Żeby korzyści były wymierne, córka musi być w ciągłej terapii. Do tego dochodzi kosztowna suplementacja, wizyty u lekarzy i badania laboratoryjne. Jula jest pod stałą opieką neurologa, hematologa, ortopedy, okulisty i endokrynologa. Dlatego bardzo prosimy o wsparcie. Już najmniejsza kwota przyczyni się sukcesu Julci! Będziemy wdzięczni za każdą okazaną nam pomoc. Rodzice   *Kwota zbiórki jest kwotą szacunkową.

3 989,31 zł ( 46,87% )
Brakuje: 4 521,69 zł
Kamil Pyszyński
Kamil Pyszyński , 14 lat

MPD zdominowało życie Kamila! Pomóż!

Nie wiem ile razy zadawałam sobie to pytanie - czy w końcu przyjdzie czas, w którym będziemy mogli odetchnąć z ulgą? Czas, w którym los będzie po naszej stronie, a nie na odwrót. Do tej pory na każdym kroku czekały na nas jedynie przeszkody i trudności, które nieraz wydawały mi się nie do pokonania, a mimo to walczymy dalej i się nie poddajemy... Samotnie wychowuję dwoje nastoletnich dzieci - syna Kamila oraz młodszą córkę - Agatę. Kamil jest dzieckiem niepełnosprawnym. Choruje na mózgowe porażenie dziecięce i astmę oskrzelową. Syn musi regularnie przyjmować leki oraz odbywać inhalacje. Nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować. Potrzebuje pomocy przy wszystkich codziennych czynnościach. Kamil obecnie uczęszcza do placówki rehabilitacyjno-wychowawczej. Konieczna jest codzienna rehabilitacja nie tylko w szkole, ale też w domu. Nasze najpilniejsze potrzeby na ten moment obejmują zakup leków, wózka, specjalistycznego sprzętu do ćwiczeń oraz opłacenie turnusów. Kilka lat temu zdiagnozowano u mnie zaawansowany nowotwór. Musiałam przejść operację polegającą na usunięciu szyjki macicy, a następnie wycieńczającą chemioterapię. Dwa lata później, w 2020 roku, stwierdzono u mnie nowotwór płuc i przeszłam kolejną operację. Lekarze wycięli guz znajdujący się na lewym płucu. Po zabiegu musiałam odbyć dalsze leczenie, a obecnie jestem pod stałą opieką lekarzy i żyję w nieustannym strachu, że choroba wróci. Myślałam, że w końcu wszystko jest na dobrej drodze, że trwający kilka lat koszmar wreszcie się skończył, tymczasem, gdy udało mi się uporać z jedną bolesną niespodzianką, niespodziewanie przyszedł kolejny cios… W sierpniu tego roku zmarł mój partner. Zostałam sama z bólem po jego stracie i dwojgiem dzieci, które teraz wychowuję samodzielnie.  Jest nam bardzo ciężko, dlatego jeśli zechcesz nam pomóc, będę naprawdę wdzięczna. Każdy, nawet najmniejszy gest, jest dla nas szansą na lepsze jutro, światełkiem w tunelu, nadzieją na to, że poradzimy sobie z przeszkodami, które stoją nam na drodze. Koszty rehabilitacji, specjalistycznego sprzętu i środków medycznych są olbrzymie. Sama nie dam rady ich pokryć, ale z Waszą pomocą wierzę, że się uda!  Grażyna, mama

1 804,00 zł ( 5,18% )
Brakuje: 32 984,00 zł
Alicja Etmańska
Alicja Etmańska , 22 miesiące

Powstrzymać SMA – pomagamy małej Ali!

Nic nigdy tak bardzo nas nie ucieszyło, jak wiadomość o tym, że zostaniemy rodzicami. Gdy w końcu, po 9 miesiącach oczekiwania, mogliśmy przytulić naszą córeczkę, czuliśmy się najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Niestety, wszystko to, co tak bardzo cieszyło, brutalnie zabrała nam bardzo ciężka choroba – SMA typu 1. Kiedy Ala miała 2 tygodnie zauważyliśmy pierwsze objawy – nasza córeczka miała coraz mniej sił w nóżkach. Nie wierzgała nimi tak jak zdrowe dzieci. Zaniepokojeni zabraliśmy ją do lekarza, a potem wszystko potoczyło się już bardzo szybko. 19 marca 2021 roku, kiedy Ala miała niecałe 2 miesiące otrzumaliśmy wynik badania genetycznego, który potwierdził, że nasza córeczka urodziła się ze śmiertelną chorobą genetyczną – rdzeniowym zanikiem mięśni typ I. SMA oznacza, że umierają mięśnie odpowiedzialne za poruszanie się, przełykanie, oddychanie... Choroba może doprowadzić do niewydolności oddechowej! Diagnoza zrujnowała świat całej naszej rodziny. Niemal natychmiast zaczęliśmy szukać ratunku, jednak już dziś wiemy, że bez Waszej pomocy, będzie nam niezwykle trudno zawalczyć o sprawną przyszłość Ali.  Córeczka pozostaje pod opieką wielu specjalistów, otrzymuje lek, który ma zatrzymać postępy choroby. Niezwykle istotna jest też bardzo intensywna, wielowymiarowa rehabilitacja.  Koszty, które generuje choroba, są coraz większe, dlatego musimy prosić o pomoc. Każda złotówka będzie szansę dla Ali na lepsze jutro! Aleksandra i Damian – rodzice Ali

10 194,00 zł

Obserwuj ważne zbiórki