Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Mira Slastina
Mira Slastina , 3 latka

Boję się tego, co może odebrać nam SMA! Trwa walka o sprawność. Pomocy!

Dopiero niedawno zdaliśmy sobie sprawę, jak potężna jest choroba, z którą musi się mierzyć nasza córeczka. Czasem mam wrażenie, że ktoś umieścił nas w ponurym filmie, albo koszmarze, z którego wreszcie będę mogła się obudzić. Niestety, obecnie to nasza rzeczywistość, której mimo ogromnego strachu po prostu musimy się stawić.  Późna diagnoza i objawy, które zaczęły pojawiać się lawinowo. Początkowo, próbowano to zrzucić na wolniejszy rozwój, na urok dziecka, ale badania odebrały nam złudne poczucie bezpieczeństwa. U Miry zdiagnozowano SMA typu 2, co oznacza, że w jej mięśniach brakuje siły, a szanse na rozwój są właściwie niewielkie. Na początkowym etapie choroby trudno określić możliwości związane z postępami. U każdego dziecka choroba rozwija się inaczej. Dla nas ta informacja była jak potężny cios. W takich momentach masz ochotę złapać własne dziecko, ukryć w ramionach albo zabrać gdzieś daleko w obawie przed najgorszym… Niestety, choć w takich momentach emocje często biorą górę, to nie ma na nie miejsca. Przy pomocy lekarzy i specjalistów opracowaliśmy plan działania. Dostaliśmy wskazówki, gdzie szukać wsparcia dla Miry, by powstrzymać rozwój choroby i zatrzymać możliwości małego ciała.  W styczniu, dzięki Waszemu wsparciu rozpoczęliśmy intensywną rehabilitację - każdy dzień był podobny do poprzedniego - ta rutyna stała się naszą nową rzeczywistością… Godziny spędzane na salach, litry wylanych łez i krzyk pełen niemocy i cierpienia, który dosłownie odbierał naszej córeczce oddech. To nie jest droga pełna sukcesów i przełomów, ale dla nas każda najmniejsza zmiana jest ogromnym wydarzeniem, bo to znak, że na chwilę udało nam się wyprzedzić chorobę i wyrwać to, co próbowała odebrać naszej córeczce.  Regularne zajęcia prowadzone przez specjalistów uświadomiły nam, jak wielkie są potrzeby dziecka z taką chorobą. Najgorsze bywa to, że rehabilitacja nie kończy się na sali, a musi być kontynuowana w domu - czasem podczas zabawy, a często zamiast. Bo choć doba ma 24 godziny to czasem gonimy za tym, by udało się zrealizować wszystkie zaplanowane punkty planu. To brzmi brutalnie, ale nasze dziecko niekiedy nie ma czasu na zabawę, na beztroskie poznawanie świata, bo całą rodziną skupiamy się na tym, co najważniejsze - walce o sprawną przyszłość. W pewnym momencie na naszej drodze znów pojawił się mur - bezpieczeństwo zniknęło na dobre, bo okazało się, że potrzebujemy środków na zakup niezbędnego dla Miry sprzętu i dalszą rehabilitację. Brak możliwości zapewnienia własnemu dziecku odpowiedniej opieki jest dla mnie przerażający. Potrzebujemy pomocy, bo niebawem nasze możliwości się skończą. Każda złotówka to nowa iskierka nadziei na to, że Mira dostanie swoją szansę na zatrzymanie choroby i zachowanie części sił w słabnących mięsniach.  SMA to poważny przeciwnik, ale wierzę, że w naszym przypadku jeszcze nie wszystko stracone! Widzę, że ciężka praca mojego dziecka daje efekty, ale by one nie zniknęły w ciągu najbliższych miesięcy potrzebne jest wsparcie. My jako rodzice robimy wszystko. Niestety, w tym przypadku wszystko to za mało.  Potrzebujemy pomocnej dłoni, która wyrwie nasze dziecko z koszmaru postępującej choroby. Pomocy! Mira nie może przegrać! ––––––––– STRONA NA FACEBOOKU –> KLIK

13 675,00 zł ( 24,04% )
Brakuje: 43 207,00 zł
Magda Czunikin-Krasowicka
Magda Czunikin-Krasowicka , 39 lat

60 guzów w całym ciele❗️ Dramatyczna walka Magdy!

Choroba, z którą żyję przynosi nieludzki, niewyobrażalny ból, którego nie można do niczego porównać. Przeszywa na wskroś każdy centymetr mojego ciała, momentami odbierając mi nawet świadomość.  Nerwiakowłókniakowatość sprawia, że układzie nerwowym w całym ciele powstają liczne guzy – łącznie stwierdzono ich u mnie aż 60! Rosnąc, uciskają na okoliczne tkanki i narządy. Moje życie niekończące się pasmo cierpienia... Ból, z którym walczę, jest pochodzenia nerwowego. Medycyna bardzo słabo sobie z nim radzi i mimo stosowanych leków i zabiegów jest on najtrudniejszy do opanowania. Jestem poddawana leczeniu objawowemu, niestety pierwotna przyczyna nie zostanie NIGDY usunięta… Dodatkowo niezłośliwe guzy w każdej chwili mogą przekształcić się w złośliwe! Myślę, że jeśli ktoś choć przez chwilę otarł się o chorobę nowotworową u siebie, bądź bliskiej osoby, wie co przechodzę. Do tej pory przeszłam 13 operacji i dwukrotnie byłam poddana naświetlaniom. Obecnie mam stwierdzonych 60 guzów w układzie nerwowym (głowa, rdzeń kręgowy, klatka piersiowa, przestrzeń zaotrzewnowa i liczne sploty nerwowe). W 2014 roku pojawił się złośliwy nowotwór osłonek nerwów obwodowych (MPNST). Najpierw na stopie, później w odcinku szyjnym rdzenia kręgowego. Jestem młodą kobietą, która chciałaby żyć jak jej rówieśniczki, ale choroba to wszystko uniemożliwia... Mam cudownego męża, lecz ze względu na moją chorobę o dzieciach możemy zapomnieć! Dziś każda chwila wypełniona jest lękiem, co przyniesie jutro. Lękiem, że pojawi się kolejny guz, a potem kolejny, bo taka jest ta choroba – gdy wytną jeden, na jego miejsce pojawia się kilka następnych i, co najgorsze, coraz trudniej się je operuje... Każdego dnia staram się walczyć, jednak przeciwnik jest silniejszy! Dziś nie mogę funkcjonować sama, jestem zdana na pomoc innych. Na skutek leczenia i złego stanu psychicznego mam całe spektrum dolegliwości: problemy z pamięcią, koncentracją, snem, oddychaniem, poruszaniem się, mam też zaburzenia równowagi i bardzo silne bóle głowy. Drętwieją mi dłonie i stopy. Ogranicza to zakres mojego samodzielnego funkcjonowania. Mam orzeczoną całkowitą niezdolność do pracy. Koszty mojego comiesięcznego i podstawowego leczenia nie mieszczą się już w naszym budżecie. Moi rodzice zmarli, gdy ja walczyłam z chorobą. Do tej pory wspierała nas rodzina męża, lecz i ich możliwości się kończą. Dlatego zwracam się do Was ludzie dobrej woli, pomóżcie mi proszę! Bez Waszej pomocy nie dam rady! Magda

29 329,79 zł ( 20,72% )
Brakuje: 112 162,21 zł
Emilka Jata
Emilka Jata , 7 lat

Emilka jeszcze ma szansę na sprawność! Pomóż, zanim straci ją na zawsze!

Emilka potrzebuje pilnej operacji! Jej nóżki są w tragicznym stanie... Proszę, nie odwracajcie wzroku. Pomóżcie...Przytulam moją córeczkę i proszę los, by był dla niej łaskawy… Choć walczymy z potwornym przeciwnikiem, nie tracę nadziei, że wszystko stracone. Z całych sił wierzę, że cierpienie raz na zawsze zniknie z życia Emilki…  Przez całą ciążę zapewniano mnie, że dziecko rozwija się prawidłowo. Czy w takiej sytuacji może przemknąć przez myśl najgorszy możliwy scenariusz? Jej przyjście na świat było dla mnie pełnią szczęścia. Teraz do tych wspomnień wracam z jeszcze większym sentymentem, bo choroba zburzyła większość planów i odebrała nam wiele szans.  Kiedy Emi miała 1,5 roku zauważyłam niepokojące symptomy. Wizyty u kolejnych rehabilitantów, konsultacje lekarskie nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, a ja miałam wrażenie, że tkwię w pułapce. Widziałam, że z rączkami i nóżkami mojej córeczki dzieje się coś złego, ale trudno było znaleźć przyczynę problemów. Ortopedzi nie wyrazili zaniepokojenia, a ja z ogromnym uporem szukałam dalej. Wreszcie znaleźliśmy gabinet, w którym specjalista wyraził obawy i skierował nas na dalsze badania. Miałam nadzieję, że to wszystko okaże się fatalną pomyłką, ale niestety nie - u mojej córeczki stwierdzono  dysplazję przynasadową typu Jansena - okropna i niezwykle rzadka choroba, która zadecydowała o całym życiu.  Emilka ma już 6 latek, a ja wciąż zadaję sobie to samo pytanie “dlaczego moje dziecko?!”. Mijam na ulicy rodziców ze zdrowymi dziećmi i wciąż zastanawiam się, dlaczego my nie możemy doświadczać tej beztroski i radości z codzienności…  Jest lato, dzieci noszą krótkie spodenki, dziewczynki zakładają sukienki. Emilka każdego dnia, bez względu na temperaturę, wybiera długie ubrania. Wstydzi się pokrzywionych przez chorobę nóżek, nie chce odkrywać kolan. Z dnia na dzień w kończynach jest coraz mniej siły, a to oznacza, że przegrywamy z chorobą. Tak bardzo się boję!  Przez te wszystkie lata Emilka prawie nigdy nie powiedziała, że coś ją boli… Ona to cierpienie zamyka w sobie. Widzę to w jej pełnych łez oczach. Patrzę na moją córeczkę i o niczym nie marzę tak bardzo, jak o uwolnieniu jej z tej pułapki. Z pułapki stworzonej przez chorobę i jej własne ciało. Tak bardzo chciałabym z całą pewnością móc powiedzieć jej, że wszystko będzie dobrze…  Dopiero w gabinecie dr Paley’a dostaliśmy wiadomość, która przywróciła nadzieję. Emilka może zostać zoperowana, a sprawność jest w zasięgu! Konsultacja to dopiero pierwszy krok, przed nami operacja w USA, gdzie sztab specjalistów pomoże w skutecznym leczeniu wady. Koszt zabiegu, leczenia i transportu może wynieść łącznie kilkaset tysięcy złotych! Kwota ogromna i dla nas… wręcz niewyobrażalna! By moja córeczka miała szansę stanąć pewnie na własnych nóżkach, by chwytanie przedmiotów nie było dla niej czymś niezwykle wymagającym…  Przed Emi pierwsze kroki w stronę szkoły. Strasznie boję się, że z ratunkiem nie zdążymy, że moja córeczka zostanie wykluczona, że rówieśnicy jej nie zaakceptują, bo jest “inna”.  Chcę i muszę ratować moje dziecko przed rosnącym cierpieniem, przed barierami i ograniczeniami. Marzę o tym, by ruszyć w drogę prowadzącą ku samodzielności. Trzymam ją w ramionach i błagam los o to, by wreszcie okazał się bardziej łaskawy. Wiem, że sama nie mam szans, ale jeśli ty i armia ludzi przyłączycie się do nas, nasze marzenie o ratunku może okazać się rzeczywistością.  Pamiętaj, że słowa i uczynki wracają! Możesz podzielić się z nami nie tylko wsparciem, ale też pozytywną myślą. Błagam, nie skazuj Emi na cierpienie…

6 345,11 zł ( 0,87% )
Brakuje: 721 639,89 zł
Jakub Dziewięcki
Jakub Dziewięcki , 49 lat

Kierowca ciężarówki spadł z 3,5-metrowej cysterny❗️Pomóż Jakubowi odzyskać sprawność!

Jakub chciał uczciwie zarobić na życie jako kierowca ciężarówki. Ta praca nie należy do najbezpieczniejszych... Wyruszając w długie podróże po Europie, zdawał sobie sprawę z tego, że na drodze może dojść do wypadku. Zawsze jeździł ostrożnie i bezpiecznie, przez co był ceniony w swojej pracy. Nie podejrzewał jednak, że niebezpieczeństwo może przyjść ze strony, z której zupełnie się nie spodziewał... To stało się podczas rozładunku. Wingene, Belgia. Sielankowe miasteczko w Zachodniej Flandrii. Jakub rozładowywał ogromnę cysternę, przy której pracował. Od podłoża dzieliło go aż 3,5 metra. To mniej więcej taka wysokość, na jakiej znajduje się pierwsze piętro w bloku mieszkalnym. Gdy Jakub otwierał właz cysterny, poczuł nieprzyjemny zapach. Zasłabł... W jednej chwili bezwładne ciało wypadło z wysokiego auta, uderzając głową z hukiem o kamienne podłoże... Tragiczny wypadek zmienił całe życie młodego człowieka. Szpital, dramatyczna walka o życie, a potem o zdrowie... W obcym kraju, daleko od domu. Potęgująca się lista nieszczęść, kolejnych schorzeń.... Jakub przeżył - to dobra wiadomość, niestety, wypadek zostawił na nim straszne piętno... Ma niedowład kończyn, złamania kręgu z przemieszczeniem, doznał urazu głowy, w tym pęknięcia czaszki, a także złamania żeber. Nieodwracalnie stracił część sprawności... Niestety, sprawdziło się też powiedzenie, że nieszczęścia chodzą parami. Takiej próby nie przetrwał związek Jakuba. Teraz musi sobie radzić sam. Jeszcze w Belgii, gdzie w szpitalu przebywał około miesiąc, Jakub przeszedł kilka operacji. Po pół roku od wypadku zaczyna przyzwyczajać się do nowej rzeczywistości, do poruszania się na wózku. Jakub nie poddaje się, ma bardzo pozytywne usposobienie, wierzy, że wróci do większej aktywności. Ma 48 lat i wierzy, że jeszcze wiele szczęśliwych lat życia przed nim. Jakub ma dwójkę dorosłych dzieci, od których otrzymuje obecnie ogrom wsparcia. Nie chce być jednak dla nich obciążeniem. Chce być samodzielny. Do tego jednak potrzeba długiej i intensywnej rehabilitacji, która oznacza ogromne koszty... Z całych sił prosimy więc o wsparcie dla kierowcy i taty dwójki dzieci. W najcięższych chwulach życie zasługuje na to, by odzyskać choć część tego, co zabrał mu wypadek.  

7 316,29 zł ( 10,37% )
Brakuje: 63 215,71 zł
Ania Grajek
Ania Grajek , 15 miesięcy

❗️Urodzona w 28. tygodniu - konieczna pilna pomoc dla malutkiej Ani!

Prosimy o pomoc dla naszej córeczki Ani. Kończą się nam środki na jej rehabilitację. Na koncie fundacji została już niewielka kwota, która nie jest już w stanie pokryć kosztów za ostatni miesiąc rehabilitacji. Potrzeby są bardzo duże. Ta zbiórka to koszt jej rocznego leczenia i rehabilitacji. Prosimy bardzo o wsparcie. Ania przyszła na świat w 28. tygodniu ciąży, ważąc zaledwie 550 gramów. Urodziła się ponad 2 miesiące za wcześnie, ponieważ była zagrożona niedotlenieniem wewnątrzmacicznym. Jej życie na tym świecie musiało rozpocząć się tak szybko, bo inaczej czekałaby ją śmierć. Nie tak wyobrażaliśmy sobie pierwsze chwile naszej córeczki na świecie. Nie było radości, był strach - taki, który sprawia, że trudno funkcjonować, wstawać, oddychać. Była taka malutka, wielkości dorosłej dłoni. Ania boryka się z wieloma problemami swojego skrajnego wcześniactwa. Przede wszystkim ze wzmożonym napięciem mięśniowym oraz zespołem rzekomoopuszkowym, powodującym u niej zaburzenia połykania, krztuszenie się i zwracanie pokarmów.  Wymaga intensywnej rehabilitacji, która jest dla niej jedyną szansą na zdrowie i sprawność. Ania jest skrajnym wcześniakiem. Tak nazywa się dzieci, urodzone przed 32. tygodniem ciąży. Ich narządy często nie zdążyły się dobrze wykształcić. Potrzebują całodobowej opieki medycznej, bo po narodzinach walczą z niewydolnością oddechową, krążeniową i grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo. Nie inaczej było z naszą Anią. Na sali porodowej była podłączona do resuscytatora. Długo nie mogła samodzielnie oddychać, wspomagał ją w tym specjalny aparat. Przez większość czasu nie mogliśmy być przy naszej córeczce. Wysyłaliśmy jej tylko moc dobrych myśli, żeby wiedziała, że ma walczyć, bo kochamy ją ponad wszystko.  Skutki przedwczesnego porodu i walki o życie Ania będzie odczuwać jeszcze długo... Ania rehabilitowana jest metodą Vojty oraz Bobath oraz pracuje z neurologopedą, aby miała szansę na w pełni samodzielne jedzenie. Walczymy o każdy wypity przez nią łyk mleka, zjedzoną łyżeczkę obiadu.  Rehabilitacja, której jest poddawana, a której koszty sięgają około 7-8 tysięcy złotych miesięcznie, przyniosła już duże rezultaty. Ania zaczęła już samodzielnie spożywać niewielkie ilości pokarmu. Nie jest to jeszcze wystarczająca ilość, dlatego bywa jeszcze dokarmiana przez PEGa, który ma założony od kilku miesięcy. Potrzebujemy pomocy, aby zapewnić Ani leczenie i rehabilitację... Do tego dochodzą także wizyty u wielu specjalistów, których nie możemy opuszczać. Przed nami jeszcze długa droga w leczeniu naszej córeczki. To dla Ani jedyna szansa, aby mogła mieć nadzieję na sprawne, samodzielne życie... Prosimy o wsparcie dla naszego maleństwa. Rodzice Ani *Kwota zbiórki jest kwotą szacunkową. ➡️ Ani możesz pomóc też przez LICYTACJE DLA ANI - klik!

29 965,00 zł ( 25,79% )
Brakuje: 86 205,00 zł
Krzyś Filipiak
Krzyś Filipiak , 6 lat

Na ratunek Krzysiowi❗️Potrzebna pilna pomoc!

Nasz kochany synek Krzyś urodził się całkowicie zdrowy. Dostał 10 punktów, rozwijał się wspaniale. Tak było do ukończenia przez niego pierwszego roku życia. Potem naszą codzienność, niczym mroczna mgła, nakryło widmo choroby… Dziś walczymy o synka i prosimy o pomoc, by odzyskać ukochane dziecko! Krzyś rozwijał się wspaniale – zarówno pod względem motorycznym, jak i psychicznym. Pogodne, szczęśliwe i ciekawe świata dziecko. Spełnione marzenie każdego rodzina. Rozwijał się nawet lepiej, niż jego rówieśnicy! Zaczynał mówić pierwsze słowa, był taki mądry i radosny… A potem wszystko się skończyło. Około roczku, prawdopodobnie po przebytej infekcji,  jego rozwój nagle się cofnął, pojawiły się zaburzenia widzenia, świadomości, problemy z chodzeniem oraz napięciem mięśniowym. Przestał nas rozpoznawać! Byliśmy w szoku. W jednej chwili z energicznego malucha stał się wycofanym, zamkniętym w sobie, zupełnie obcym dzieckiem. Nie mogliśmy i nadal nie możemy się z tym pogodzić… Bardzo tęsknimy za naszym ukochanym synkiem, za tym, jaki był, za jego blaskiem, radością, uśmiechem… Niedawno w końcu zdiagnozowano, co jest przyczyną stanu zdrowia Krzysia. To autoimmunologiczne zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego! Nasz synek ma dopiero 5 lat, a choroba już zdążyła wyrządzić ogromną krzywdę w jego organizmie. Zabiera mu szansę na sprawną przyszłość, na życie! Choroba Krzysia jest wynikiem źle ukierunkowanej odpowiedzi immunologicznej. Jego organizm podczas infekcji, zamiast wirusów i bakterii, atakuje różne obszary mózgu. To zaburza funkcjonowanie neurologiczne oraz daje szereg negatywnych objawów: agresję, autoagresje, mioklonie, zaburzenia poznawcze, obsesyjno-kompulsywne oraz niekontrolowane ruchy ciała, brak mowy, brak zrozumienia mowy… Brak leczenia powoduje trwałe uszkodzenie mózgu, uniemożliwiając wykonywanie zwykłych czynności, uniemożliwiając normalne życie! Gdy już znamy przyczynę, musimy działać jak najszybciej! Jest ogromna nadzieja na zdrowie i lepsze funkcjonowanie w przyszłości naszego Krzysia. Poznaliśmy wroga, wiemy jak z nim walczyć i wygrać. Właśnie rozpoczęliśmy leczenie w Centrum Medycznym w Gdańsku, gdzie pracują wspaniali lekarze, którzy dali szansę Krzysiowi na terapię immunoglobulinami podawanymi dożylne. Niestety, koszt całego leczenia znacznie przekracza nasze możliwości finansowe, dlatego bardzo prosimy o wsparcie… Pomimo że tak krótko był z nami zdrowy, to dał się kochać całym sercem.  Poświęcimy nasze życie, aby jeszcze do nas wrócił! Bardzo Was prosimy, pomóżcie nam wygrać walkę z okrutną  chorobą i odzyskać nasze ukochane dziecko!

89 023,90 zł ( 57,33% )
Brakuje: 66 242,10 zł
Grześ Pięta
Grześ Pięta , 2 latka

Mały chłopiec, który chciałby żyć bez bólu... Na ratunek Grzesiowi!

Trudno uwierzyć, że w tym maleńkim chłopcu ukrytych jest tak wiele dolegliwości i chorób. Jak odgadnąć jego przyszłość, skoro większość lekarzy nawet nie jest w stanie powiedzieć, jakim cudem to wszystko działa? “To”, czyli organy, które są w zupełnie innych miejscach. Nasz maleńki Grześ to taki kochany chłopczyk… Jednak wszystko w jego środku jest jak złożone puzzle, które zupełnie do siebie nie pasują. Walczymy o zdrowie, życie i lepszą przyszłość dla naszego synka. Bardzo prosimy, pomóż nam w tym! Grześ wymaga pilnej operacji rączki. Niestety ta kosztuje fortunę… Mamy kosztorys z zeszłego roku. W tym pewnie będzie jeszcze drożej… Powinniśmy jechać na kolejną konsultację, ale to kolejne pieniądze. Bardzo duże…  Nasz mały Grześ urodził się licznymi niepełnosprawnościami. Oprócz widocznej wady lewej ręki (brak 1 kości, skrócenie drugiej, niedorozwoju mięśni), ma także wadę kręgów w kręgosłupie oraz wadę żeber. Te niestety doprowadziły do skrzywienia, które to cały czas się pogłębia, powodując dużo bólu… W 3. dobie życia synek przeszedł operację rekonstrukcji przełyku, bo urodził się bez niego. Wtedy też przeżyliśmy najmroczniejsze chwile… Okazało się, że dla chorego serca Grzesia taka operacja mogła skończyć się tragicznie! Serduszko przestało bić, a synek przestał oddychać… Zaczęła się dramatyczna walka o jego życie, reanimacja… To surrealistyczne, jak wygląda reanimowanie 5-dniowego maleństwa. Strach o życie dziecka to emocje, których nie powinien przeżywać żaden rodzic… Każdego dnia walczymy ze wszystkimi przeciwnościami, kłodami, które los rzuca Grzesiowi pod nogi. Na pewno moglibyśmy zrobić jeszcze więcej, pojechać na więcej wizyt do specjalistów, więcej go rehabilitować. Ale nie mamy na to wszystko pieniędzy… To, co oferuje NFZ, nie jest nawet absolutnym minimum. To małe ziarenko piaski na wielkiej pustyni… Dziś priorytetem jest dla nas niewykształcona rączka Grzesia, którą trzeba jak najszybciej zoperować! Synek rośnie, a rączka nie. Jest niedokrwiona, przez dysproporcje kręgosłup wykrzywia się z dnia na dzień coraz bardziej! Rozwój fizyczny Grzesia jest opóźniony, a przez to także intelektualny. Synek ma ogromne trudności z oddychaniem. Urodził się z tylko jednym płucem. Do tej pory lekarze nie wiedzą, na jakiej zasadzie funkcjonuje jego płucoserce. Wszystkie organy w środku Grzesia są przemieszczone, nie na właściwych miejsca. Nie wiemy, czy to jakaś wada genetyczna. Mieliśmy tylko badanie podstawowych genów. Żeby zrobić dokładniejsze, także konieczne są – a jakże – pieniądze, których wciąż brakuje… Dlatego postanowiłam poprosić o pomoc, choć to bardzo trudne. Jednak synek wymaga pilnej operacji, której postanowili podjąć się lekarze z European Paley Institute. Przy jego wadach los operacji jest niepewny, a grono wybitnych specjalistów zwiększa szanse na życie i sprawność Grzesia! Operacja, na którą zbieramy, polega na wyprowadzeniu rączki na właściwe miejsce, stopniowym wydłużeniu kości i przeszczepieniu mięśni. To nie tylko szansa na większą sprawność, ale przede wszystkim na rozwój Grzesia i życie bez bólu! Jestem samotną mamą, Grześ to mój najmłodszy synek. Nie mam nawet samochodu, by wozić synka na rehabilitację. Nigdy sama nie uzbieram tak gigantycznej kwoty… Bardzo proszę o pomoc… Za każdą darowiznę z całego serca dziękuję. Mama

49 454,04 zł ( 13,49% )
Brakuje: 317 030,96 zł
Marcel Żłobicki
Marcel Żłobicki , 13 lat

Nieustanna walka o zdrowie i sprawność... Pomóż Marcelowi zawalczyć o dobre życie!

Marcyś cierpi na autyzm i zaburzenia odżywiania. Cały czas jest głodny. Jedzenie jest dla niego najważniejszą sprawą na świecie. Obecnie ma 13 lat i waży ponad 100 kilogramów! Cały czas rośnie i tyje! Jedzenie przesłania mu cały świat. To okrutne zaburzenie, które obiera mojemu dziecku sprawność i zdrowie. Dopiero po 16. roku życia będzie mógł przejść operacje resekcji żołądka. Ale aby dożył, musi schudnąć! Nie mogę dopuścić, by nieustanne łaknienie spowodowało te najbardziej tragiczne skutki... Jedyną alternatywą jest terapia lekiem, który jest nierefundowany. Koszt miesięcznej terapii to około 1000 zł! Ta cena znacznie przekracza możliwości finansowe naszej rodziny... Już próbowaliśmy tego leczenia i dawało efekty! Marcyś chudł, a ja mogłam szczęśliwie patrzeń na postępy, których dokonuje. Niestety, problemy finansowe uniemożliwiły jego kontynuację. Dlatego zwracam się do Państwa z ogromną prośbą o pomoc w pozyskaniu środków na dalsze leczenie syna. To jego jedyna szansa! Gabriela, mama

9 465,20 zł ( 88,42% )
Brakuje: 1 238,80 zł
Marcin Nowak
Pilne!
5 dni do końca
Marcin Nowak , 35 lat

Cukrzyca odbiera mu wzrok! Ratujemy Marcina!

Cukrzyca to podstępna choroba. Mój brat przekonał się o tym na własnej skórze. Marcin miał 12 lat, gdy postawiono u niego diagnozę. Obecnie jest już dorosły, ale choroba wciąż stawia przed nim kolejne wyzwania, wciąż narzuca przeszkody i komplikacje, które pociągają za sobą potworny strach o jutro… W 2020 roku Marcin zauważył, że wzrok w jego prawym oku znacznie się pogorszył. Przyczyną okazały się powikłania cukrzycowe, a dokładniej retinopatia proliferacyjna. Niestety, jest to jeden z najbardziej niebezpiecznych rodzajów tego schorzenia. W przypadku krwawienia siatkówki może bowiem dojść nawet do gwałtownej utraty wzroku! Brat trafił na oddział okulistyczny. Wykonano mu laserowanie i krioterapię oka, a następnie skierowano do ośrodka klinicznego w celu klasyfikacji do specjalistycznego zabiegu - witrektomii. Operacja polega na wycięciu ciała szklistego z wnętrza gałki ocznej, w celu zatrzymania zmian chorobowych i poprawienia ostrości widzenia. W październiku 2020 roku Marcin przeszedł taki zabieg wraz z wszczepieniem oleju silikonowego. Po kilku miesiącach olej ten należało usunąć, co wymagało kolejnego zabiegu. Niestety, z powodu choroby Marcin nie mógł pojechać do szpitala, a gdy próbował zrobić to później, okazało się, że musi czekać na zabieg w kolejce aż trzy lata!  Marcin nie ma tyle czasu! Nie możemy czekać aż wzrok mojego brata pogorszy się jeszcze bardziej, bo w końcu może być za późno i utraci go całkowicie! W ostatnim czasie pogorszył się również stan drugiego oka, co wymagało specjalnych zastrzyków i leczenia laserowego. Musieliśmy opłacić je z własnej kieszeni, bo czas jest w tym przypadku na wagę złota. Dalsze leczenie pochłonie jeszcze większą ilość środków, których nie jesteśmy w stanie zdobyć samodzielnie. Wasza pomoc to teraz nasza jedyna nadzieja, dlatego prosimy z całego serca o wsparcie!  Agnieszka, siostra Wesprzyj Marcina poprzez LICYTACJE

26 520,00 zł ( 83,09% )
Brakuje: 5 395,00 zł

Obserwuj ważne zbiórki