Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Elżbieta Fatel
23:22:05  do końca
Elżbieta Fatel , 66 lat

Świat nie kończy się na 4 ścianach! Mama potrzebuje windy!

Moja mama zawsze była aktywna. Zawsze uśmiechnięta i gotowa nieść pomoc wszystkim dookoła. Serce mi pęka kiedy widzę, jak teraz cierpi… Uwięziona w czterech ścianach, powoli traci nadzieję na lepsze jutro. Każdy, kto znał moją mamę wiedział, że jest wspaniałą osobą. Zajmowała się domem, wychowała czworo wnucząt. Miała wielkie serce i nie mogła obojętnie patrzeć na cierpienie innych, dlatego angażowała się w pomoc rodzinom osób uzależnionych od alkoholu. Dzięki niej życie wielu ludzi zmieniło się na lepsze! Niestety los nie jest sprawiedliwy. Czasem dobrzy ludzie zamiast nagrody, otrzymują porcję cierpienia. Cztery lata temu mama doznała udaru niedokrwiennego mózgu. Od tamtego czasu jest niepełnosprawna. Ma prawostronny paraliż i afazję. Chwilę po udarze na mamę spadł kolejny cios. Kilka osób, które powinny ją wspierać, po udarze zniknęło z jej życia. Wiedziałam, że moja pomoc jest mamie potrzebna, jak nigdy wcześniej. Mama wraz ze mną i mężem, zamieszkała u moich teściów. Wiedzieliśmy, że czeka ją jeszcze długa droga do sprawności. Rehabilitacja domowa zaczęła przynosić rezultaty. Mama powoli stawała na nogi i poruszała się przy pomocy laski. Niestety, wtedy ujawniła się epilepsja poudarowa, która poważnie utrudniła rehabilitację. Nagłe pogorszenie wpłynęło na to, że powróciła depresja, która odbiera resztę sił do walki. Sytuacji związanej z walką o zdrowie i sprawność nie ułatwiała epidemia koronawirusa, przez którą mama nie mogła korzystać ze stałej rehabilitacji i niezbędnej pomocy psychologicznej. Wszystko, na co przez długi czas pracowała, przepadło… Mama znów całe dnie spędzała leżąc i patrząc w ścianę… Gdy wydawało się, że nic gorszego nie może się już stać, poważnemu uszkodzeniu uległ stary schodołaz, dzięki któremu mama mogła opuszczać mieszkanie. Od tej pory nie była w stanie przekroczyć jego progu. Bardzo chciałabym, żeby mama mogła spotkać się z innymi ludźmi, wyjść z domu wtedy, kiedy poczuję taką potrzebę. To jednak niemożliwe. Mieszkamy na piętrze. Brakuje mi już sił na znoszenie mamy ze schodów, na dźwiganie ciężkiego wózka... Ale nie mogę też pozwolić na to, żeby mama była więźniem we własnym domu. By mama mogła zachować częściową niezależność niezbędna jest winda dla osób niepełnosprawnych. To ogromne ułatwienie codziennego funkcjonowania dla nas wszystkich. To nowa nadzieja na poprawę! Niestety, koszt zakupu i montażu windy jest ogromny. Nie damy rady bez wsparcia dobrych ludzi! To cena za wolność i niezależność... Moje serce pęka z żalu, gdy widzę jak mama cierpi. Pozostało jej tylko obserwowanie świata zza okna i tłumienie łez. Bez pomocy ta sytuacja nigdy się nie zmieni. Chciałabym, żeby miała szansę na spotkania ze znajomymi, na uczestnictwo w codzienności - takiej jaką umożliwia choroba. Dla niej zwyczajne życie z każdym dniem staje się coraz bardziej obce i nieosiągalne... Proszę, pomóżcie mamie pokonać ograniczenia! Córka Elżbiety, Karolina

2 984,00 zł ( 3,64% )
Brakuje: 78 825,00 zł
Luiza Berlińska
23:22:05  do końca
Luiza Berlińska , 11 lat

Uwięziona we własnym ciele i domu – pomagamy Luizce!

Dziecięce Porażenie Mózgowe – trzy słowa, które odebrały nam nadzieję na sprawną przyszłość córki. Trzy słowa, które sprawiają, że codziennie musimy z całych sił walczyć o jej zdrowie i z uporem wyrywać chorobie kolejne umiejętności. Nie poddamy się – nie, kiedy chodzi o przyszłość naszego ukochanego dziecka. Robimy i będziemy robić wszystko, co w naszej mocy, by jak najlepiej pomóc Luizce. Prosimy, pomóż nam, by jej życie, mimo choroby, mogła być piękne... Pamiętamy czas oczekiwania na naszą córeczkę. Niestety wszystkie plany i marzenia musieliśmy schować głęboko do szuflady, ponieważ na pierwszym miejscu już od 9 lat, jest walka o zdrowie naszego dziecka. Niedługo po porodzie u Luizki doszło do zapalenia opon mózgowych, czego konsekwencją jest Mózgowe Porażenie Dziecięce, z którym walczymy do dzisiaj. Luizka nie chodzi, ma wzmożone napięcie mięśniowe, wypowiada tylko pojedyncze słowa, ma problemy ze wzrokiem.  Niestety MPD to nie jedyny przeciwnik, z jakim zmaga się Luiza. Jest jeszcze padaczka, która nie ułatwia i tak już trudnego życia. Każdy atak padaczki to strach, ból i cierpienie naszej córeczki.  Luizka to mądre dziecko uwięzione we własnym ciele i w domu. Systematyczna rehabilitacja i sprzęt ułatwiający codzienność niestety generują koszty, które nas, rodziców, często przytłaczają. By Luizka mogła wyjść z domu po schodach, konieczne jest specjalne krzesełko schodowe, które niestety kosztuje krocie. Do tego dochodzi rehabilitacja – również bardzo kosztowna... Wiemy jednak, że nie możemy jej przerwać, bo to od niej zależy przyszłość Luizki. Systematyczna rehabilitacja to najlepszy lek na MPD... Prosimy o pomoc, ponieważ tylko z Tobą możemy zawalczyć o lepszą przyszłość naszej Luizy. Rodzice

39 109,94 zł ( 64,65% )
Brakuje: 21 380,06 zł
Liwia Wojcieszkiewicz
Pilne!
23:22:05  do końca
Liwia Wojcieszkiewicz , 4 latka

Nim choroba zabierze ostatni oddech!

Kilka kropel krwi. Kilka czerwonych plamek na papierze pobranych do badań przesiewowych, uświadomiło nas, jak bardzo nasza córeczka jest chora. U Liwii tuż po urodzeniu zdiagnozowano mukowiscydozę. Podstępną chorobę, która atakuje cały organizm, która sprawia, że każdy oddech jest na wagę złota. W tamtym momencie uświadomiliśmy sobie, że każdy dany dzień musimy przeżyć najpiękniej, jak się da.  Codzienność z mukowiscydozą to dla osoby chorej droga przez piekło. Mocne słowo? Niestety, w pełni oddające rzeczywistość. Ktoś, kto tego nigdy nie doświadczył, powinien każdego dnia dziękować losowi.  Mukowiscydoza jest chorobą ogólnoustrojową, która wpływa na pracę układu oddechowego, pokarmowego, jak i rozrodczego - wszystkie objęte nią obszary związane są z występowaniem w ich obrębie gruczołów śluzowych. W układzie oddechowym śluz zatyka oskrzela i oskrzeliki, utrudniając oddychanie, a w układzie pokarmowym blokuje przewody wyprowadzające z trzustki enzymy trawienne, które przez to nie dostają się do jelit.  Z tej choroby się nie wyrasta. Na jednej ze zbiórek dla młodej osoby dorosłej możemy przeczytać następujące słowa: Jestem obecnie w pełni zależna od moich rodziców i siostry. Bardzo mnie to boli, gdy nie mogę samodzielnie po prostu zrobić sobie kanapki, czy nawet się umyć. Nie chcę, aby tak wyglądało moje życie, gdzie w ciele młodej kobiety zamknięta jest staruszka, potrzebująca opieki 24/7. Płakać mi się chce, kiedy widzę, jak wszyscy moi bliscy muszą mi pomagać w najprostszych czynnościach życia i bardzo chcę to zmienić. Mukowiscydoza nie daje za wygraną nigdy! A im człowiek jest starszy i więcej rozumie, tym bardziej go to przytłacza. Mieliśmy szczęście. Liwia od początku trafiła pod dobre skrzydła i fachową opiekę medyczną. Niestety walka, jaką toczymy, jest kosztowna. Pojawiła się szansa leczenia komórkami macierzystymi, szansa, która kosztuje więcej, niż jesteśmy sobie to w stanie wyobrazić. By nasze dziecko mogło żyć, potrzebujemy ponad pół miliona złotych! Prosimy, pomóż nam walczyć o każdy oddech Liwii. Rodzice --- ➤ Możesz pomóc, biorąc udział w LICYTACJACH ➤ Allegro charytatywnie  --- MEDIA O LIWII ➤ radiopiekary.pl – NIM CHOROBA ZABIERZE ODDECH. #RADIOPIEKARYPOMAGA LIWII  

101 033,57 zł ( 17,98% )
Brakuje: 460 594,43 zł
Dagmara Wójcicka
23:22:05  do końca
Dagmara Wójcicka , 42 lata

To miało być przeziębienie, a Daga prawie umarła... Pomóż!

To może zdarzyć się każdemu… Na pozór zwykłe przeziębienie przyniosło tragedię... Gdy brat Dagmary w rozpaczy starał się ją uratować, myślał, że ona już nie żyje. Potem karetka, szpital i dramatyczna diagnoza... Chociaż miała umrzeć, a potem została skazana przez lekarzy na wegetację, dzisiaj - krok po kroku - wraca do życia! Walka o Dagmarkę wyczerpała wszystkie nasze środki, dlatego ponownie prosimy o pomoc. Rok temu poprosiliśmy o pomoc po raz pierwszy -  marzyliśmy o tym, by zebrać środki na operację nóg i rehabilitację. Dziś Dagmara nie mówi i nie pokazuje rękoma, jednak dużo  rozumie. Ma uszkodzoną lewą stronę mózgu, która odpowiada za mowę. Dlatego potrzebny jest jej komunikator Cyber-eye (cyberoko). Niestety, jego koszt to blisko 30 tysięcy złotych. Nie stać nas na kupno takiego komputera… Mąż jest na emeryturze, ja będę od przyszłego roku… Chcielibyśmy uzbierać także choć na jeden wyjazd do ośrodka Neuron w Bydgoszczy. Dwa tygodnie turnusu rehabilitacyjnego to kolejne 10 tysięcy złotych… Tam mają bardzo profesjonalny sprzęt, podczas zabiegów komórki mózgu są pobudzane do pracy, przynosi to znakomite rezultaty, jednak swoje kosztuje. Dlatego jesteśmy tu ponownie z prośbą o wsparcie dla naszej córki. Bo nic innego nam nie zostało… Historia Dagmary: Jeszcze niedawno to była pełna entuzjazmu, uśmiechnięta i szczęśliwa dziewczyna. Miała przecież dopiero 35 lat, całe życie przed sobą. Gdy zachorowała, nikt nie przeczuwał najgorszego… Przeziębienie, w najgorszym wypadku grypa, ale co to dla silnego, młodego organizmu - kilka dni i dojdzie do siebie. Dagmara nie wyglądała dobrze, miała wysoką gorączkę. Od lekarza dostała antybiotyk. Mijały dni, a leki nie pomagały. Z córką było coraz gorzej… Kaszel, katar, taki ból gardła, że nie mogła mówić. Do tego nieustanna gorączka. Miała jeszcze siły, by znów iść do lekarza. Kolejny antybiotyk... Było coraz gorzej. Nie miała już siły chodzić. Tamtego dnia, 18 kwietnia 2015 roku, położyła się wcześniej spać, bo było jej słabo. Nie wiedziałam, że to mógł być ostatni raz, gdy widzę córkę żywą… Brat Dagmary usłyszał hałas z pokoju siostry. Kiedy otworzył drzwi, Dagmara leżała nieprzytomna na podłodze… Od razu zadzwonił na pogotowie i zaczął ratować siostrę. Reanimował ją do przyjazdu karetki, a łzy ciekły mu po policzkach… Po kilku minutach myślał, że to nie ma sensu, bo już nie ma kogo ratować. Był przekonany, że nasza Daga nie żyje… Ratownikom udało się ocalić jej życie, ale nie było tak, jak w filmach… Nie poszliśmy na drugi dzień do szpitala z naręczem kwiatów i balonów, nie powitał nas szeroki uśmiech córki. Niedotleniony mózg bardzo ucierpiał…Lekarze spisali ją na straty. Mówili nam, że nic nie da się zrobić, że będzie wegetować do końca swoich dni, zupełnie jak roślinka. Przekonywali, że to ciężar, że trzeba ją oddać do specjalnego ośrodka. Nie mogliśmy się na to zgodzić! Zadbaliśmy o najlepszą opiekę i rehabilitację, bo - mimo wszystkich przeciwności losu - wierzyliśmy, że Daga do nas wróci. I tak krok po kroczku wracała! Nie ma większego szczęścia, niż widzieć mruganie oczu na znak, że rozumie! Dzięki błyskawicznie wdrożonej rehabilitacji, dzisiaj, po pięciu latach od tamtych strasznych zdarzeń udowodniliśmy, że lekarze się mylili! Chociaż córka ma silne niedotlenienie mózgu, porażenie czterokończynowe, nie chodzi i nie mówi, to wszystko rozumie. Robimy wszystko, by osiągnąć jeszcze więcej, ale wydaliśmy już wszystkie oszczędności… Każdy grosz inwestujemy w terapię Dagi, ale już nie mamy za co opłacić kolejnego turnusu, kolejnej godziny rehabilitacji… Widzimy, że Daga tak bardzo chce wrócić, odzyskać swoje dawne życie, utracone zdrowie! Współpracuje z rehabilitantami, jest bardzo dzielna. Wiemy, że przed nami jeszcze długa i wyboista droga, ale jesteśmy gotowi ją przejść - całą rodziną. Problem w tym, że rehabilitacja jest bardzo droga, a na pomoc NFZ można liczyć tylko w minimalnym stopniu. To zdecydowanie za mało… Dzisiaj bez pomocy już nie damy rady, dlatego prosimy o jakąkolwiek formę wsparcia - o wpłatę choć złotówki, o udostępnienie naszej prośby dalej, bo może znajdzie się jeszcze ktoś, kogo poruszy historia tragedii, a potem cudu, który wydarzył się w naszym życiu. Wierzymy, że Daga w końcu wypowie swoje pierwsze słowa i będzie w stanie sama podziękować za wsparcie, które otrzyma.  Małgorzata, mama Dagmary

6 962,36 zł ( 17,93% )
Brakuje: 31 867,64 zł
Ryszard Antowski
23:22:05  do końca
Ryszard Antowski , 5 lat

Mały człowiek i jego wielka walka o lepsze jutro

POMÓŻ❗ Rysio od urodzenia walczy o życie. Pomóż mu wygrać - pozwól nam walczyć o niego! We wtorek 11 kwietnia 2017 roku, 2 miesiące wcześniej niż planowaliśmy, przywitaliśmy na świecie Rysia. Od samego początku los nie był dla niego łaskawy. Wiedzieliśmy już wtedy, że będziemy walczyć o naszego synka, do samego końca, tak długo jak będzie to możliwe. Nie spodziewaliśmy się, że nasz wtedy bezbronny i bezsilny Rysio, znajdzie w sobie siłę i mądrość, aby w ciągu najbliższych miesięcy stanąć do tej walki ramię w ramię z nami. Będzie musiał walczyć dużo mocniej niż się wtedy spodziewaliśmy Nazywamy się Marta i Andrzej, walczymy o życie naszego synka Rysia i potrzebujemy Twojej pomocy. Oto nasza historia. --- BARDZO TRUDNE POCZĄTKIWTOREK, 11 KWIETNIA 2017 Rysiek urodził się przedwcześnie 11 kwietnia 2017, w stanie ciężkiej zamartwicy. Podłączony do respiratora, dostał kolejno kilka antybiotyków, kiedy ustalono co jest przyczyną zakażenia (bakteria Listeria Monocytogenes) podano mu ostatni z dostępnych i właściwy. Lekarze nie dawali nam dużych szans, każdy dzień był dla nas walką o życie naszego Rysia. Później nie było łatwiej. W trakcie tej pierwszej półtoramiesięcznej hospitalizacji Rysio przeszedł sepsę, zapalenie opon mózgowo - rdzeniowych i wylewy dokomorowe II stopnia. Spowodowały one uszkodzenia mózgu (leukomalacje) i rozmiękanie istoty białej mózgu.  Kilkakrotnie wykonywano mu punkcję lędźwiową. Rehabilitację metodą Vaclawa Vojty rozpoczęto jak tylko został odpięty od respiratora. Patrzyliśmy jak nasze maleństwo cierpi, zupełnie nie mogąc nic zrobić, mogliśmy tylko czekać. DZIEŃ MATKI - RYSIO WRACA DO DOMUPIĄTEK, 26 MAJA 2017 W piątek, w Dzień Matki 26 maja 2017, Rysio wreszcie wrócił do domu. Dzień na który cała nasza rodzina czekała przez półtora miesiąca ciężkiej hospitalizacji. Wreszcie mogliśmy trzymać i tulić naszego synka bez szpitalnej oprawy. Pokazać mu jego nowy dom, przedstawić rodzinie i po prostu… być z nim. Niestety już w pierwszym roku życia Rysiek trafił pod opiekę Poradni Chorób Zakaźnych z powodu nieprawidłowej pracy wątroby. Po kilku miesiącach okazało się, że zarażony jest wirusem Cytomegalii - nabytym, być może w trakcie transfuzji krwi. Wirus znacznie osłabił organizm Ryśka i bardzo utrudniał proces rehabilitacji. Dla bezpieczeństwa Rysia nie wdrożono leczenia farmakologicznego, ponieważ skutki przyjmowania leków przyniosłyby dużo więcej szkody. Na szczęście wątroba Ryśka wykazała zdolność do regeneracji, cały czas czekamy aż wyniki wrócą do normy. DRUGI ROK ŻYCIA RYSIAWALKA O SAMODZIELNOŚĆ W drugim roku życia Rysiek przeszedł kilka badań m.in rezonans i tomografię głowy. Podejrzewano wodogłowie, przedwczesne zarośnięcie szwów czaszkowych, głęboki niedosłuch, wadę wzroku, uszkodzenie kręgosłupa (zakotwiczenie rdzenia kręgowego). W międzyczasie Rysiek zaczął być regularnie pionizowany, zaczął samodzielnie poruszać się na wózku inwalidzkim.  Bardzo zależało nam na tym, żeby mógł sam decydować dokąd chce iść. DIAGNOSTYKA I DIAGNOZADZIEŃ KTÓREGO NIGDY NIE ZAPOMNIMY W drugim roku życia Rysiek przeszedł badania genetyczne w szczecińskim PUM. Po niespełna roku dostaliśmy informację, że nie znaleziono nieprawidłowości a ogólny stan zdrowia Rysia spowodowany jest obciążeniami okołoporodowymi (listerioza i powikłania po zakażeniu). Zasugerowano nam, żeby przestać szukać przyczyny w genetyce i przeznaczyć pieniądze na rehabilitację. Myśleliśmy, że to już koniec złych informacji, że skupimy się na rehabilitacji, damy z siebie 110% i w przeciągu kilku lat Rysio stanie na nogi. Niestety tak nie było - u Rysia poza nieprawidłową pracą wątroby i postępującą wiotkością mięśni pojawił się niedobór wzrostu i masy ciała, rozpoczęliśmy diagnostykę w kierunku chorób metabolicznych.  Udało nam się dostać do programu badań genetycznych w Niemczech i stamtąd w styczniu 2020 r. otrzymaliśmy wynik, potwierdzający diagnozę nieuleczalnej Glikogenozy typu IV, tzw. Chorobę Andersen.  Dla pewności pobrano od nas rodziców krew do badań, potwierdzono, że oboje mamy obciążenia genetyczne i oboje dokładnie w tym samym. Dzień w którym otrzymaliśmy diagnozę to dzień, którego nie zapomnimy nigdy. Dzień, który wyznaczył dalszy kierunek naszego życia i dalsze wyzwania, z którymi będziemy musieli się zmagać. DALSZA DROGATYSIĄCE PYTAŃ BEZ ODPOWIEDZI Po diagnozie wiedzieliśmy jedno: LEKU NA CHOROBĘ NIE MA. Pozostaje nam tylko rehabilitacja (jedyna skuteczna u Rysia to ta metodą V.Vojty, wspomagana regularnymi ćwiczeniami w wodzie, zaopatrzeniem ortopedycznym i sprzętem rehabilitacyjnym) oraz dieta wysokobiałkowa, z ograniczeniem węglowodanów, wyeliminowaniem cukrów i owoców w każdej postaci Rysio jest silny i pełny życia - uczy się żyć ze swoimi ograniczeniami i dzielnie współpracuje z nami przy wszystkich zabiegach i ćwiczeniach jakie musi wykonywać. Rysio intelektualnie jest bardzo sprawny, zaskakująco wręcz jak na 3 latka. Problemem jest znaczna wiotkość mięśni i stawów, pogłębiająca się kifoza i lordoza, koślawość stóp, nieprawidłowa praca wątroby. NASZA CODZIENNOŚĆJAK DAJEMY SOBIE TERAZ RADĘ Rysiek w ubiegłym roku dostał się do żłobka, do grupy zaspokajającej potrzeby dzieci z niepełnosprawnościami. Od września uczęszczał do Przedszkola Publicznego. Obie placówki wyraziły zgodę i same z siebie zapewniły możliwość dostosowania żywienia Rysia do jego potrzeb. Z powodu zagrożenia Covid-19, zgodnie z zaleceniem lekarza prowadzącego, Rysiu pozostaje w izolacji, z wyjątkiem kontynuowanej rehabilitacji poza domem. W związku z diagnozą Rysiek raz na kwartał jest i będzie przyjmowany na szczegółowe badania diagnostyczne. Teraz są to 3 dniowe pobyty w szpitalu, bazujące na pobraniach krwi, każdorazowo z innego punktu. W styczniu 2021 r., planowany jest kolejny pobyt diagnostyczny, w trakcie którego Rysiu poddany będzie badaniom w znieczuleniu ogólnym. Pojawiły się problemy ze znalezieniem miejsc do wkłuć. Liczenie blizn skończyliśmy w pierwszym roku jego życia. JUŻ WTEDY BYŁO ICH OKOŁO 50. Leczenie stomatologiczne, spowodowane m.in ilością podwanych antybiotyków to kolejny bolesny temat. Rysiek w ubiegłym roku zakwalifikowany został do leczenia w znieczuleniu ogólnym, jednorazowo zabezpieczono 10 zębów, w tym kilka kanałowo. Udało nam się znaleźć Klinikę, która dzieci z niepełnosprawnością leczy w ramach NFZ. Rysiu jest tam stałym pacjentem. Niestety z powodu COVID-19 refundacja wszystkich zabiegów w znieczuleniu ogólnym została tam całkowicie wstrzymana. Nie poddajemy się nawet na chwilę. Mimo iż są dni, że wewnętrznie nie mamy już sił ani na chwilę nie pokazujemy tego Rysiowi. To on cierpi, to on przechodzi setki zabiegów i badań, to on zna łóżka szpitalne czasami lepiej niż swoje własne.   My musimy być silni - dla niego. SILNE SERCE RYSIAI NIEWYOBRAŻALNIE WIELKA CHĘĆ ŻYCIA I WALKI RYSIO CHCE ŻYĆ.Jego siła i duch walki zaskakuje nas, jego lekarzy i wszystkich, którzy mieli szansę go poznać. Mimo iż choroba Rysia zakłada niewydolność jego serca, ono bije mocno i nieprzerwanie. Wszystko wskazuje na to, że mamy szczęście i, być może przebieg jego choroby nie będzie tak ciężki jak zakładali lekarze. Lekarze dali Rysiowi 5 lat życia.My wierzymy, że Rysio dożyje do późnej i spokojnej starości.To jest nasz cel i każdego dnia, całą rodziną o niego walczymy. POTRZEBUJEMY TWOJEJ POMOCYMUSIMY UMOŻLIWIĆ RYSIOWI WALKĘ Walka o zdrowie i życia Rysia to przede wszystkim rehabilitacja, wyjazdy, codzienna praca i specjalistyczna dieta. Mimo, że  robimy co w naszej mocy - nie jesteśmy mu w stanie zapewnić wszystkiego czego potrzebuje. Oboje pracujemy zawodowo i podejmujemy wszystkie dodatkowe możliwości finansowego zabezpieczenia Rysia potrzeb. To niestety wciąż zbyt mało.   Godzina jego rehabilitacji to koszt 150 PLN - obecnie stać nas (w dobrym miesiącu) na rehabilitację 2-3 razy w tygodniu. Do tego dochodzi zaopatrzenie medyczne (około 7000 PLN na kwartał), specjalistyczna dieta, wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne (około 7000 PLN za wyjazd)  i dziesiątki wizyt prywatnych u różnych specjalistów. Rehabilitacja metodą Vojty to 4 sesje rehabilitacyjne w ciągu jednego dnia. Koszta piętrzą się tak szybko, że nie nadążamy ich liczyć.POTRZEBUJEMY TWOJEJ POMOCY. Twoja wpłata umożliwi nam nie tylko zapewnienie Rysiowi specjalistycznej pomocy, ale również umożliwi nam skupienie się na jego potrzebach. Obecnie każdy dzień to walka o przetrwanie. Chcemy zapewnić Rysiowi pomoc jakiej potrzebuje.Nie chcemy zmarnować ani jednego dnia, ani jednej chwili. Walczymy z czasem i rosnącymi kosztami wszystkich zdrowotnych potrzeb Rysia.  Nie chcemy stracić ani jednej szansy na poprawę jego zdrowia.POMÓŻ NAM.POMÓŻ RYSIOWI.

111 293,00 zł
Krzysztof Tasulis
23:22:05  do końca
Krzysztof Tasulis , 35 lat

Na granicy życia i śmierci liczy się każda chwila! Pomóż nim glejak zabierze nam Krzyśka!

Nie mamy czasu! Toczy się walka na śmierć i życie! W walce z nowotworem nie ma miejsca na cierpliwość czy kompromisy.  ____ W momencie, gdy zaczynał własne życie, usłyszał, że za chwilę może się skończyć! Ratuj Krzyśka przed potworną chorobą! Twoje wsparcie to nadzieja na życie. Był niezwykle energiczny, otwarty, a swoim poczuciem humoru zarażał wszystkich. I choć tego nienawidzę, wciąż mówię o tym w czasie przeszłym. Dlaczego? Bo teraz w naszym życiu mało jest beztroskiego śmiechu, niewiele okazji do spotkań i jeszcze mniej powodów do radości. Do naszej codzienności wkradł się strach i cierpienie… W tym wieku powracający ból głowy łatwo zrzucić na przemęczenie, stres, pęd życia. Badania dopisane do listy zadań i zapomniane… Ten schemat powtarza się nazbyt często. Tak samo było w przypadku Krzyśka - pochłonięty życiem, planowaniem założenia własnej rodziny, zupełnie przeoczył pierwsze sygnały alarmowe.  Aż do czerwca, kiedy Krzysiek dostał padaczki. Zdezorientowany, słaby, nie wiedział co się z nim dzieje! Badania, konsultacje ze specjalistami i pierwsza przerażająca informacja: w głowie Krzyśka znajduje się ogromny guz. Niemalże natychmiast podjęto decyzję o operacji usunięcia guza. To miał być zwrot w stronę dobrych wiadomości.  Nieśmiało marzyliśmy, że najgorsze już za nami. Niestety, nadzieja okazała się złudna. Badanie histopatologiczne potwierdziło najgorsze obawy, okazało się, że musimy stoczyć walkę o życie Krzyśka z glejakiem! Wdrożono protokół leczenia, chemioterapia i radioterapia to jednak wszystko, na co możemy liczyć. W tym starciu to jednak zdecydowanie za mało! Glejak to niezwykle podstępna i groźna choroba, dlatego musimy zdecydować się na każdą możliwą terapię, która zwiększa szanse Krzyśka na przyszłość. Wiemy, że podobne przypadki leczone są w Niemczech metodą immunoterapii. Niestety, tu pojawia się poważny problem, bo to leczenie nie tylko nierefundowane, ale też potwornie drogie! Jesteśmy przerażeni, bo życie można ratować, ale najpierw należy zebrać kilkaset tysięcy złotych.  Nie tylko kwota nas przeraża. Tak naprawdę w tej walce liczy się każdy dzień! Leczenie zakłada dokończenie terapii skojarzonej, a później powinniśmy być gotowi na rozpoczęcie immunoterapii. Potrzebujemy Waszej pomocy! Potrzebujemy wsparcia w zdobyciu ogromnej  kwoty, która pozwoli Krzyśkowi stanąć do zdecydowanej walki. Proszę, podaruj nam jeszcze przed świętami małą iskierkę nadziei. Twoja pomoc to wsparcie na wagę życia! Wierzymy, że przed naszą rodziną jest przyszłość, a Krzysztof spełni swoje marzenia o rodzinie. Jesteśmy pełni nadziei, że zły los się obróci, a nam uda się uratować życie, by Krzysztof mógł jeszcze wyruszyć w ukochane góry. Ta wiara i nadzieja pozwalają nam przetrwać i przygotować się na to, co nas czeka. Wszyscy wierzymy, że możemy wygrać. Że przed Krzyśkiem jeszcze długie, zdrowe lata, jednak każdy dzień bez podjęcia leczenia będzie zmniejszał jego szanse. Błagam, pomóż nam! *kwota zbiórki jest szacunkowa

16 140,00 zł ( 3,03% )
Brakuje: 515 775,00 zł
Lidia Kwiatkowska
23:22:05  do końca
Lidia Kwiatkowska , 22 lata

Pętla na szyi zaciska się z każdym dniem mocniej... Mukowiscydoza nie odpuszcza! Ratunku!

5 godzin - dokładnie tyle każdego dnia zabiera mi z życia mukowiscydoza. Każda z nich ma ogromne znaczenie w walce z chorobą… Dzięki regularnym zabiegom wciąż mogę oddychać, ale to życie to niekończący się strach, bariery i przeszkody. Niektóre, jak się zdaje, nie do pokonania… Całe moje życie toczy się w cieniu choroby. Wszystko, dosłownie wszystko zostało podporządkowane temu bym mogła żyć pomimo choroby. Nie zliczę tego, co mnie ominęło, jak wiele wspomnień po prostu nie istnieje.  Mam 20 lat. Moi rówieśnicy planują przyszłość, odnajdują sens, tworzą wyjątkowe chwile, które będą wspominać przez lata… a ja? Tkwię w pułapce mukowiscydozy. Na mojej szyi coraz ciaśniej zaciska się pętla. Czuję jak zaczyna brakować mi tchu - do jego braku w pewnym sensie jestem przyzwyczajona, ale wiem, że choroba wystawia mnie na próbę, za każdym razem odbierając trochę więcej powietrza.  Najczęstsze wspomnienie z dzieciństwa? Choroba. Przez lata mój stan zmieniał się bardzo dynamicznie. Dwa razy do roku otrzymywałam w szpitalu antybiotykoterapię. Regularnie co pół roku wracałam na oddział jednocześnie przerażona, ale też przyzwyczajona. Gdzieś w głębi duszy czasem tęskniłam za normalnym życiem takim, którym cieszyli się ludzie w moim wieku. Dla mnie nawiązanie i utrzymanie znajomości ze zdrowymi osobami było czymś nieosiągalnym. Znajomi przychodzili i odchodzili, z czasem całkowicie znikali. Dla mnie i moich rodziców w tamtych czasach liczyło się przede wszystkim zdrowie, ale nie było łatwo pogodzić się z samotnością. Wydolność moich płuc stopniowo spadała, kiedy miałam 11 lat wynosił 54%, a w wieku 19 lat zmniejszyła się do zaledwie 25%. Stan był poważny, lekarze walczyli o mój oddech, a ja przez problemy rodzinne, straciłam na chwilę wolę walki. To było straszne, ale dziś wiem, że muszę zrobić wszystko, by przy użyciu własnych płuc. Udało mi się zwiększyć wydolność, ale sytuacja zdrowotna bardzo się skomplikowała po ostatniej operacji, ponieważ pojawiły się kolejne choroby zakażenie bakteryjne płuc, niedowaga, osteoporoza i problem z nadciśnieniem tętniczym. Ta długa lista to tragiczna wizja dla mojej przyszłości. Leczenie tej choroby to środki, o których boję się myśleć. Świadomość, że od tego zależy moja przyszłość jest przerażająca… Dla mnie to walka o wszystko, a każda złotówka to jak jeden podarowany oddech. Poczucie bezpieczeństwa przez krótką chwilę, kiedy choroba nie zaciska pętli wokół mojego gardła.  Twoja pomoc może pomóc mi odzyskać niewielką sprawność płuc, co uchroni mnie przed przyśpieszeniem przeszczepu, który wiąże się z bardzo poważnymi konsekwencjami.  Proszę! 20 lat to nie wiek, aby poddać się chorobie i patrzeć jak umiera się powoli, a choroba zaciska pętlę na szyi... Świadomość tego, że mogę przegrać budzi we mnie ogromny lęk. Od wielu lat, a właściwie niemalże od początku żyję w reżimie ściśle narzuconym przez mukowiscydozę. Chcę tylko żyć. Odetchnąć pełną piersią i poczuć, że mam przed sobą możliwości, nie tylko ograniczenia. 

24 782,05 zł ( 42,9% )
Brakuje: 32 983,95 zł
Wiktoria Kwiatkowska
23:22:05  do końca
Wiktoria Kwiatkowska , 21 lat

Wiele lat ciężkiej pracy zniszczonych przez chorobę. Pomóż Wiktorii stanąć do walki o sprawność!

Wiktoria ma 19 lat. Wkrótce powinna rozpoczynać nowy etap życia, wybierać studia, realizować marzenia. Żyć samodzielnie. Niestety w jej przypadku, samodzielne pokonanie kilku kroków zdaje się być marzeniem, na ten moment zupełnie poza zasięgiem.  Mózgowe porażenie dziecięce sprawiło, że życie mojej córki jest zupełnie inne niż rzeczywistość jej rówieśników. Ograniczona przez własne ciało i umysł o wiele umiejętności walczy każdego dnia. Inne pozostają niemożliwe do wypracowania mimo wielu godzin ciężkich ćwiczeń. To, co się dzieje w naszej codzienności jest nie tylko trudne, ale też niezwykle frustrujące, bo czasem widzę jak Wiktoria spogląda na ludzi zdrowych i sprawnych. Jako matka niczego nie chciałabym dla niej tak bardzo, jak zdrowia i życia bez trudności. Marzenia o życiu zwyczajnej nastolatki na zawsze pozostaną tylko marzeniami. Problemy z poruszaniem to nie jedyne, z jakimi zmaga się Wiktoria. Niestety, córka ma słaby wzrok, ma ograniczone możliwości komunikacyjne, bo jej słownik ogranicza się do kilku podstawowych słów.  W 2007 roku Wiktoria została poddana operacji obu kończyn - to była nasza szansa na ratowanie sprawności. Zabieg i intensywna rehabilitacja przyniosły zaskakujące rezultaty - Wiktoria zaczęła poruszać się samodzielnie. W tym momencie świat znów stanął przed nią otworem, a życie stało się nieco prostsze. Ten etap był nam niezwykle potrzebny! Wiktoria zaczęła poszerzać zainteresowania, poznawać świat z zupełnie innej perspektywy. W naszym życiu zagościł optymizm i nadzieja.  Niestety, ostatnie 6 miesięcy to wciąż powracające bariery i ograniczenia. Wiktoria z dnia na dzień gdzieś zgubiła swoją energię, zaczęła się bać. Przestała chodzić inaczej niż przy naszym wsparciu, a w codzienność wkradł się przejmujący smutek. Nauczeni doświadczeniem od razu skorzystaliśmy z pomocy specjalistów. Diagnoza była dla nas szokiem: przykurcz stawów biodrowych powodujący ból i ogromny dyskomfort przy każdym, nawet delikatnym ruchu. Dostaliśmy zalecenia, które w tym momencie są zupełnie poza naszym zasięgiem: codzienna rehabilitacja domowa i ta prowadzona pod okiem specjalistów. Ćwiczenia, terapia i zajęcia na basenie, które pozostają zupełnie poza naszym zasięgiem, bo to koszty, których nie jesteśmy w stanie pokryć.  Choroba, brak środków na prowadzenie leczenia - czy mogą być gorsze informacje? Jak przekazać Wiktorii wiadomość, że nie udało nam się zapewnić tego, czego najbardziej teraz potrzebuje? To nie jest nowa zabawka, czy telefon. To samodzielność i zdrowie, które każdego dnia niszczy choroba… Potrzebujemy pomocy! Potrzebujemy wsparcia ludzi o dobrych sercach! Wasza pomoc to nasza nadzieja na to, że lata pracy Wiktorii nie pójdą na marne.  Trzymamy się maleńkiej iskierki nadziei… Dla nas zdrowie i sprawność Wiktorii to najważniejszy cel, ale jeśli postanowicie wesprzeć nas w jego realizacji, możemy zapewnić o jednym - tej szansy nigdy nie zmarnujemy!

8 017,36 zł ( 33,05% )
Brakuje: 16 238,64 zł
Julcia Konwińska
23:22:05  do końca
Julcia Konwińska , 11 lat

Cierpienie dziecka, które przekracza wyobraźnię❗️Pomóż Julci!

O czym może marzyć dziewięcioletnia dziewczynka? Julka chciałaby pozbyć się cewnika i móc iść do toalety - na własnych nogach, sama – oraz do kuchni, zrobić sobie kanapkę – dziś z perspektywy wózka inwalidzkiego nie dosięgnie nawet blatu. Inne małe dziewczynki marzą o tylu rzeczach… Ona błaga tylko o jedno – tak bardzo chce być zdrowa… Ile operacji może przejść dziecko? Julka ma 9 lat, a operacji było znacznie więcej niż urodzin. Dwie z nich odbyły się w pierwszym tygodniu życia, gdy Julcia była taka malutka, że ledwo mieściła się w dłoniach… Pięć kolejnych było na nóżki, dwie – na stópki, po których nosiła gipsy i nie mogła się poruszać, przykuta do łóżka przez długie dni... Potem ta najgorsza, siedmiogodzinna, ta, po której Julcia prawie umarła – odkotwiczanie rdzenia kręgowego. Przez trzy dni leżała pod aparaturą na intensywnej terapii. Ciało było sine, fioletowe. Każdy dotyk i ruch sprawiał jej ogromny ból… Gdy przyszła na świat, mogłam tylko przelotnie pocałować jej małą główkę i natychmiast mi ją zabrano. Córeczka miała przyjść na świat z wodogłowiem. Potem okazało się, że ma także rozszczep kręgosłupa… Założono jej zastawkę w głowie, żeby nie doszło do zagrożenia życia. Długo leżała na OIOM-ie, gdzie nawet nie mogłam przy niej być… Nie wiedziałam, czy w ogóle przeżyje. Przyszedł do mnie lekarz, poklepał po plecach i powiedział, że córka w najlepszym wypadku będzie rośliną. I że nic więcej mi na razie nie powie, choć złych wieści jest więcej, ale póki co niech to mi wystarczy... Na szczęście się mylił. Jedynymi roślinami w domu są te, których nazw Julka się uczy, bo codziennie chce wiedzieć więcej. Umysłowo jest zdrowa, bardzo mądra i rezolutna. Niestety, chore jest jej ciało... Julka nie chodzi. Choroba powoduje przykurcze stawu biodrowego, wyprosty w kolankach… Córeczka porusza się tylko na wózku inwalidzkim. Patrzę na ból mojego dziecka i nie mogę mu pomóc. Przychyliłabym jej nieba, a nie mogę zrobić nic, żeby miała to, co dla innych jest codziennością – zabawę bez wózka inwalidzkiego, życie bez cierpienia, bez łez! Julka mówi, że zrobi wszystko, żeby stanąć na własnych siłach. Gdy udaje jej się stanąć na nóżkach, gdy robi kilka kroków, mała buzia rozświetla się szczęściem. To radość, której zdrowy człowiek nie jest w stanie sobie wyobrazić. Każdy krok jest dla niej cenniejszy niż najdroższa, najpiękniejsza zabawka. Zna świat z perspektywy wózka. Z tego powodu bardzo cierpi… Dlatego robimy tę zbiórkę. By prosić o pomoc, by Julka stanęła na własnych nogach. Potrzebny jest specjalny aparat, który będzie pionizował córeczkę, jej nogi, miednicę i tułów podczas nauki chodu... Konieczna jest też rehabilitacja, która powinna się odbywać codziennie! Masaże nóżek i i kręgosłupa, ćwiczenia rozciągające i wzmacniające mięśnie... Bez rehabilitacji i sprzętu cały ból Julki pójdzie na marne! Prosimy, przyłącz się do nas i odmień los Julki. Zielony pasek to cena za zdrowie naszej córeczki...

28 158,00 zł ( 74,91% )
Brakuje: 9 428,00 zł

Obserwuj ważne zbiórki