Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Sylwia Rudzińska
Pilne!
Sylwia Rudzińska , 4 latka

W oczku Sylwii czai się groźny nowotwór! Liczy się czas!

Sylwia ma dopiero 2,5 roku, jest za mała, by zrozumieć, to co się wokół niej dzieje! Kiedy trafiamy na chłodny i sterylny oddział, Sylwusia drży ze strachu. Szpitale to nasza ponura codzienność, która trwa właściwie od narodzin naszej córeczki. Nowotwór, z którym walczymy, zabrał już Sylwii dzieciństwo i zdrowie. Ciężkie leczenie, ciągłe pobyty w szpitalach i stale pogarszający się stan Sylwii sprawił, że trzeba szukać nowej drogi – klasyczna chemia nie działa, dlatego nie możemy dłużej czekać. Badania, które musimy wykonać, dadzą Sylwii jedyną szansę na pokonanie glejaka nerwu wzrokowego!  Sylwia przyszła na świat z naczyniakiem wargowo-nosowym. Tym znamieniem szybko zajął się naczyniowiec dziecięcy – naczyniak powoli się wchłania. To był nasz pierwszy kontakt ze szpitalami. Myśleliśmy, że to już koniec – niestety… W czerwcu 2020 roku na lewym kciuku pojawiło się znamię – znów trafiliśmy do kliniki z podejrzeniem czerniaka paznokciowego. Wtedy pierwszy raz nasze serca zabiły mocniej. Ostatecznie zostaliśmy skierowanie na obserwację do dermatologa specjalizującego się w czerniakach, gdzie średnio co 3 miesiące zjawiamy się na kontroli.  Każde podejrzenie, każda choroba, która dotyka dziecka, jest dla jego rodziców dramatem. My wierzyliśmy, że nasz limit pecha się wyczerpał, kiedy to na początku grudnia zeszłego roku zauważyliśmy coś bardzo niepokojącego...  Sylwia zawsze miała lekko wypukłe oczka, ale tym razem zauważalna stała się dysproporcja między nimi. Lewe oczko uwypukliło się znacząco na zewnątrz. W tym czasie Sylwia bardzo urosła, a jej wygląd zmienił się – prawe oczko usadowiło się głębiej, zaś to lewe zostało wypchnięte do przodu. Zaraz na początku roku udaliśmy się do szpitala. Rozpoczęła się diagnostyka i bardzo nerwowe wyczekiwanie. W końcu wiadomość, która niemal rzuciła nas na kolana – guz na dnie oka, pogrubiony nerw wzrokowy – podejrzenie glejaka lewego nerwu wzrokowego… Przeczuwaliśmy, że dzieje się coś złego, ale nie sądziliśmy, że aż tak.  Rozpoczęła się walka na śmierć i życie! Sylwia dostała  6 chemii. Każdą chemię przechodziła bardzo ciężko – gorączkowała, dostawała grzybicy, opryszczki, nie jadła. Przy 6-stej chemii przestały już na nią działać leki przeciwgorączkowe. Gdy zaczynano wlewy, wyniki Sylwii były rewelacyjne – lekarze byli nimi zachwyceni. Wcześniej przez 2 lata Sylwia nie znała lekarza – w ogóle nie chorowała.  Guz po tych 6-ciu chemiach nie zmniejszył się.  Dostaliśmy propozycję, by podawać co miesiąc przez rok silna chemia 2-składnikowa. Boimy się ryzykować ponownego eksperymentu chemioterapią, która po prostu nie działa, a jedynie niszczy organizm naszej córeczki.  Zbieramy pieniądze na badania genetyczne, które pozwolą nam określić rodzaj nowotworu i przyjąć właściwą linię leczenia. Większość specjalistów twierdzi, że chemioterapia tylko wyniszczy jej mały organizm. Zalecają przeprowadzenie badań genetycznych, gdyż one pozwolą na szybszą diagnostykę, zanim pojawią się zagrażające życiu guzy nowotworowe. Walczymy z czasem o życie i zdrowie naszego dziecka. Wierzymy, że jest sposób by jej pomóc, zanim nowotwór na dobre rozgości się w jej organizmie.  Prosimy Was o pomoc, by wyprzedzić chorobę, z którą zmaga się nasza maleńka córeczka. Wierzymy, że uda nam się znaleźć kogoś, kto będzie potrafił jej pomóc. Niestety, zarówno badania, jak i w perspektywie leczenie, są bardzo drogie, dlatego zwracamy się do Was. Sami nie damy rady, ale z Wami wszystko musi się udać! Rodzice

56 419,10 zł
Stanisław Maciukiewicz
Stanisław Maciukiewicz , 10 lat

Stasiu walczy każdego dnia! Pomóżmy, by miał szansę zrobić swój pierwszy krok!

Marzę, by w końcu usłyszeć upragnione słowo mama, by Stasiu przybiegł do mnie o własnych siłach, mocno przytulił i opowiedział o tym jak się czuje. Wiem, że wiele z tych marzeń po prostu się nie spełni. Od pierwszych chwil spędzonych na tym świecie zabrakło mu szczęścia, aby być zdrowym dzieckiem. Mimo to zawalczę, by zapewnić ukochanemu synkowi jak najlepszą przyszłość. To wszystko działo się tak szybko… Urodził się w zamartwicy, był okręcony pępowiną. Akcja reanimacyjna i przywrócenie czynności życiowych. Mój mały cud znowu był z nami! Lekarze nie potrafili określić jakie będą konsekwencje tych zdarzeń. Starałam się być dobrej myśli, jednak natłok złych diagnoz przybijał coraz bardziej. Gdy syn miał 2 miesiące, przeszedł zachłystowe zapalenie płuc, a potem przyszła do nas ta najgorsza diagnoza – mózgowe porażenie dziecięce.  MPD, trzy litery, które powodują, że Staszek nie może jak inne dzieci beztrosko spędzać wolnych chwil na placach zabaw, bawić się w berka, czy jeździć na wycieczki rowerowe. Do tego Staś zmaga się z autyzmem, potrzebuje stałej pracy nad sferą ruchową, ale także terapią mowy. W tym momencie synek porozumiewa się za pomocą pojedynczych dźwięków lub poprzez wskazywanie. Niestety problemy z napięciem mięśniowym często utrudniają mu kontakt z najbliższymi, a brak równowagi bardzo utrudnia samodzielne siedzenie, o przemieszczaniu się nie wspominając. Nasze dni przepełnione są katorżniczą rehabilitacją.  Stasiu właśnie zaczął uczęszczać do 1 klasy. To ważny dzień dla każdego dziecka, ogromna zmiana – z przedszkolaka na ucznia szkoły podstawowej. Niestety i w tej kwestii mój syn musi być traktowany inaczej. Stasiu po tygodniu w szkole, tydzień spędzi na turnusie rehabilitacyjnym. I tak przez cały rok.  Turnusy są dla rozwoju Staszka niezwykle ważne, ale także bardzo kosztowne. Już po kilku tlenoterapiach czy zajęciach z metody krakowskiej widzę, że funkcjonuje dużo lepiej niż wcześniej. Nie chciałabym zabierać mu nadziei, nie chciałabym zabierać tej nadziei sobie… Dlatego proszę o pomoc w zdobyciu środków na rehabilitację mojego synka. Dla lepszej przyszłości Stasia! Arleta, mama    

9 883,00 zł ( 12,62% )
Brakuje: 68 415,00 zł
Kacper Józefowski
Kacper Józefowski , 19 lat

Powstrzymać chorobę, która niesie śmierć

Nie możemy przestać walczyć o marzenia naszego syna Kacpra – POMÓŻCIE! Kacper pod koniec września rozpoczął kolejną już trzecią serię 10 zastrzyków komórek macierzystych. Koszt leczenia jest bardzo wysoki, a naprawdę widać efekty w leczeniu i nie chcielibyśmy tej terapii przerywać z uwagi na brak finansów. To dla Kacpra bardzo ważne, dlatego prosimy Was o dalszą pomoc, bez której jesteśmy bez szans. Choroba Kacpra nie postępuje znacząco, a przed rozpoczęciem terapii Kacper słabł z miesiąca na miesiąc – zanik mięśni różnych części ciała zwłaszcza nóg i rąk postępował bezlitośnie. Terapia znacząco spowolniła ten proces. Pozytywne działanie komórek zostało każdorazowo odnotowane w testach siły mięśni przeprowadzanych w Centrum Medycznym Klara. Wciąż mamy nadzieję, że zostanie wynaleziony lek na tę straszną chorobę, a terapia pozwoli utrzymać Kacpra w jak najlepszej kondycji, pozwoli Kacprowi samodzielnie się poruszać na wózku inwalidzkim, tak by nie potrzebował nas na każdym kroku, dlatego też bardzo chcemy kontynuować podawanie komórek… To dzięki Wam terapia może wciąż trwać i prosimy, nie przestawajcie i pomóżcie Kacprowi – ma tyle marzeń, które chce zrealizować. Terapia pozwoliła uczęszczać Kacprowi do liceum w trybie stacjonarnym, a za rok chce rozpocząć studia. Dziękujemy z całego serca A oto nasza historia:  Kiedy pierwszy raz usłyszałam "dystrofia mięśniowa Duchenne’a", pomyślałam, że to jest niemożliwe, że to nie może dotyczyć mojego synka Kacperka, który ma 7 lat, ale chodzi, biega, śmieje się, uwielbia zabawy, ma tysiące pomysłów. Potem dotarło do mnie coś gorszego – dowiedziałam się, że choroba jest nieuleczalna, że powoli wyniszcza ciało, odbiera władzę w nogach, rękach, doprowadza do zaniku wszystkich mięśni, również tych odpowiedzialnych za przełykanie i oddychanie. Potem następuje to, o czym żadna matka nie chce myśleć... Czyli śmierć w wieku 15 lat. Tak przeczytałam na stronie jednej z klinik robiących badania genetyczne i się przeraziłam. Nie wiedziałam, co myśleć, a pogodzić się po prostu nie mogłam. Od lekarza usłyszałam, że nie ma na to lekarstwa, tylko ćwiczenia rehabilitacyjne, hydromasaże i ewentualnie podawanie sterydów w celu zahamowania postępu choroby. I to wszystko. Trzeba czekać, tylko jak można w ogóle myśleć o czekaniu, jeśli ma ono prowadzić do śmierci? Na początku oszaleliśmy z mężem i biegaliśmy z Kacprem wszędzie szukać pomocy, od lekarza do kolejnego lekarza i tak w kółko. Kacper nie rozumiał, co się dzieje, dlaczego traci siły, cierpliwie znosił godziny męczącej rehabilitacji. W końcu zapytał – dlaczego to robimy? "Przecież ja chcę się bawić, chodzić do kolegów, na plac zabaw chcę jak dawniej..." To zdanie wyrwało mi serce... Postanowiliśmy, że przystopujemy i damy Kacprowi wszystko, co możliwe z jego dzieciństwa, żeby poczuł, że było najfajniejsze. I znowu uśmiechnięty wychodził na dwór bawić się z kolegami, troszkę słabiej chodził i biegał z roku na rok, ale dzieciaki go akceptowały. Żeby mógł dogonić swoich kolegów, jeździł wszędzie na hulajnodze. Na rower zwykły był za słaby, to kupiliśmy mu rower elektryczny, żeby z kolegami mógł jeździć na wycieczki. Za każdym razem staraliśmy się znaleźć jakąś alternatywę, żeby jak najmniej odczuwał postęp swojej choroby. I jakoś się do tej choroby przyzwyczailiśmy... Kiedy Kacper zaczął dorastać, choroba zaczęła gwałtownie postępować i nie potrafimy jej już zdławić, a Kacper jest naprawdę bardzo dzielny, wciąż uśmiechnięty i nie chce pokazać, co czuje i co to dalej będzie. Teraz Kacperek ma już 15 lat, a zanik mięśni dokonał spustoszenia w jego organizmie. Musieliśmy pogodzić się z tym, że został nam tylko wózek inwalidzki. Jeszcze trochę chodzi, ale tylko w domu, ręce też są coraz słabsze, przy każdych czynnościach trzeba mu pomagać. Nawet nie chcemy myśleć, co dalej... Nie umiem sobie wyobrazić dnia, w którym przestanie się poruszać, będzie potrzebował specjalistycznej aparatury, by w ogóle żyć. Cały czas liczymy na jakiś cud, na jakiś cudowny lek, który pozwoli Kacperkowi samodzielnie się poruszać, tak by nie potrzebował nas na każdym kroku. Musieliśmy znaleźć siłę do dalszej walki i tę siłę dał nam lekarz, który w 2017 roku zaproponował terapię komórkami macierzystymi – szansę na samodzielne i normalne życie – i tak wszystko się zaczęło. 

26 688,27 zł ( 16,66% )
Brakuje: 133 417,73 zł
Jakub Dziewięcki
Jakub Dziewięcki , 49 lat

Kierowca ciężarówki spadł z 3,5-metrowej cysterny❗️Pomóż Jakubowi odzyskać sprawność!

Jakub chciał uczciwie zarobić na życie jako kierowca ciężarówki. Ta praca nie należy do najbezpieczniejszych... Wyruszając w długie podróże po Europie, zdawał sobie sprawę z tego, że na drodze może dojść do wypadku. Zawsze jeździł ostrożnie i bezpiecznie, przez co był ceniony w swojej pracy. Nie podejrzewał jednak, że niebezpieczeństwo może przyjść ze strony, z której zupełnie się nie spodziewał... To stało się podczas rozładunku. Wingene, Belgia. Sielankowe miasteczko w Zachodniej Flandrii. Jakub rozładowywał ogromnę cysternę, przy której pracował. Od podłoża dzieliło go aż 3,5 metra. To mniej więcej taka wysokość, na jakiej znajduje się pierwsze piętro w bloku mieszkalnym. Gdy Jakub otwierał właz cysterny, poczuł nieprzyjemny zapach. Zasłabł... W jednej chwili bezwładne ciało wypadło z wysokiego auta, uderzając głową z hukiem o kamienne podłoże... Tragiczny wypadek zmienił całe życie młodego człowieka. Szpital, dramatyczna walka o życie, a potem o zdrowie... W obcym kraju, daleko od domu. Potęgująca się lista nieszczęść, kolejnych schorzeń.... Jakub przeżył - to dobra wiadomość, niestety, wypadek zostawił na nim straszne piętno... Ma niedowład kończyn, złamania kręgu z przemieszczeniem, doznał urazu głowy, w tym pęknięcia czaszki, a także złamania żeber. Nieodwracalnie stracił część sprawności... Niestety, sprawdziło się też powiedzenie, że nieszczęścia chodzą parami. Takiej próby nie przetrwał związek Jakuba. Teraz musi sobie radzić sam. Jeszcze w Belgii, gdzie w szpitalu przebywał około miesiąc, Jakub przeszedł kilka operacji. Po pół roku od wypadku zaczyna przyzwyczajać się do nowej rzeczywistości, do poruszania się na wózku. Jakub nie poddaje się, ma bardzo pozytywne usposobienie, wierzy, że wróci do większej aktywności. Ma 48 lat i wierzy, że jeszcze wiele szczęśliwych lat życia przed nim. Jakub ma dwójkę dorosłych dzieci, od których otrzymuje obecnie ogrom wsparcia. Nie chce być jednak dla nich obciążeniem. Chce być samodzielny. Do tego jednak potrzeba długiej i intensywnej rehabilitacji, która oznacza ogromne koszty... Z całych sił prosimy więc o wsparcie dla kierowcy i taty dwójki dzieci. W najcięższych chwulach życie zasługuje na to, by odzyskać choć część tego, co zabrał mu wypadek.  

7 316,29 zł ( 10,37% )
Brakuje: 63 215,71 zł
Faustynka Truchan
Faustynka Truchan , 5 lat

Zawalcz z nami o Fustynkę! Nie mamy czasu do stracenia!

Jedną z najtrudniejszych rzeczy w byciu rodzicem niepełnosprawnego dziecka jest przyjęcie prawdy. Towarzyszy temu lęk, zmęczenie, zwątpienie i przeraźliwy ból...  W dniu, w którym poznajesz diagnozę wszystko się kończy i zarazem zaczyna na nowo...  Ty wychodzisz ze szpitala po narodzinach dziecka z uśmiechem i nadzieją, my z listą specjalistów do odwiedzenia i lękiem. Ty zapisujesz malucha na rytmikę, my na rehabilitacje. Ty idziesz z maluchem na plac zabaw, my nie mamy tam czego szukać, bo place zabaw dla niepełnosprawnych dzieci są w Polsce prawie nie ma. Ty modlisz się, by dziecko nie zachorowało na katar, my by przez katar nie wylądowało na OIOM’ie.  Ty myślisz, kiedy ten mój mały dorośnie i wyfrunie z domu, my myślimy – kto się nim zajmie, kiedy nas zabraknie... Mimo tego wszystkiego i Ty i ja kochamy nasze dzieci najbardziej na świecie, rozpieszczamy je, mamy tyle samo nadziei, planów i marzeń, tylko po prostu są one inne... Opowiadam Wam to wszystko, bo chcę, żebyście choć trochę poznali naszą historię... ------------ Choć narodzony dziecka powinny wiązać się z radością, naszemu powitaniu towarzyszyło mnóstwo strachu. Faustynka za bardzo pospieszyła się z przyjściem na świat. W związku z tym, podczas porodu pojawiły się poważne komplikacje, które po urodzeniu doprowadziły do niedotlenienia i ubytków w tkance nerwowej mózgu. Co to oznacza? Już na samym starcie, nasza córeczka otrzymała od lekarzy długą listę straszliwych diagnoz – leukomalacja okołoporodowa, opóźnienie psychoruchowe, mózgowe porażenie dziecięce, niedowład czterokończynowy...  Przedwcześnie urodzone dzieci wymagają specjalistycznej opieki medycznej oraz specjalnych warunków dla kształtowania umiejętności samodzielnego funkcjonowania. Życie naszego maleństwa pozostawało w rękach lekarzy i aparatury. Wciąż mam przed oczami widok jej maleńkiego ciała, leżącego w plątaninie kabli....  Mimo że od tych tragicznych chwil dzieli nas już prawie 5 lat, to wciąż jesteśmy na początku naszej drogi... Nadal borykamy się z licznymi dolegliwościami i jesteśmy częstymi gośćmi w szpitalu. Z biegiem lat u Faustynki zdiagnozowano: zaburzenia wzroku, astmę, niedokrwistość. Do dziś nasza córeczka nie potrafi samodzielnie usiąść, stanąć, raczkować czy chodzić...  Każdy dzień jest pełen lęku i strachu o przyszłość naszego dziecka. Codziennie w pocie czoła zmagamy się z chorobami i ciężko pracujemy, by osiągnąć nawet najmniejsze postępy. Pod okiem specjalistów i rehabilitantów córeczka dzielnie walczy o sprawność i samodzielność.  Za parę miesięcy Faustynka przejdzie kolejny poważny i skomplikowany zabieg w swoim życiu. Tym razem na nóżki –  adduktorotomię. Już w tym momencie wiemy, że zaraz po operacji będzie potrzebować dalszej intensywniej rehabilitacji turnusów, sprzętu ortopedycznego…  Wykorzystujemy wszelkie możliwe zajęcia z terapeutami, jakie oferuje nam NFZ. Dodatkowo dużą część terapii realizujemy również w prywatnych placówkach. Jednak to wciąż za mało... Lekarze nieustannie ostrzegają, że czas ucieka...  Jeśli Faustynka nie zrobi samodzielnie swoich pierwszych kroków do 6. roku życia, to prawdopodobnie już nigdy tego nie dokona. Mamy bardzo mało czasu. Potrzebna jest natychmiastowa, wieloprofilowa terapia, rehabilitacja i specjalistyczne leczenie.  Pragniemy dać naszej córeczce szansę na dalszy rozwój, większą sprawność i lepszą przyszłość. Niestety, leczenie już teraz wiąże się z wieloma wydatkami, które coraz częściej są ponad nasze siły... Koszty stale rosną, a my wiemy, że sami nie jesteśmy w stanie zapewnić jej wszystkiego, co potrzebne. Nie pozostaje nam nic innego, jak prosić Was o pomoc... Bez Was to się nie uda. Rodzice Pomóc możesz również poprzez udział w licytacji na Facebooku: ➡️ Licytacje dla Faustynki Małej Kruszynki 💚

9 363,15 zł
Krzysztof Bielawski
Krzysztof Bielawski , 48 lat

Tragiczny wypadek na zawsze zmienił życie Krzysztofa. Potrzebna pilna pomoc!

Sekundy przekreśliły wszystko, co znałem i kochałem. Nie tak miał się skończyć tamten dzień, nie taki miał być finał wakacyjnego wyjazdu. Czy będę żył jak dawniej, korzystał z życia pełnymi garściami? Lekarze nie dają mi złudnych nadziei – ja jednak wiem, że tylko ciążka walką i uporem jestem w stanie, choć częściowo wrócić do sprawności.  To były wakacje w Czechach. Piękny sierpień. Wszystko było tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Niestety, te dobre chwile zostały zabrane przez tragiczne wydarzenie, którego byłem uczestnikiem. Uległem poważnemu wypadkowi na motorze. Uraz rdzenia kręgowego w odcinku lędźwiowym spowodował, że zostałem sparaliżowany od pasa w dół. Do tego liczne złamania kręgosłupa, żeber, obojczyka, łopatki… Uraz serca, niewydolność oddechowa. Jedna chwila –  długa lista konsekwencji.  Ja, zdrowy i pełen sił mężczyzna stałem się pacjentem szpitala, który walczy o życie… Śpiączka, w której byłam przerażała moich najbliższych. Ciężko było ocenić stan, w jakim znajdowałem. Liczyła się każda minuta. Cudem przeżyłem i jestem za to wdzięczny losowi. Wypadek dał mi do zrozumienia, jak bardzo cenię sobie życie, jak wiele mam do stracenia. Teraz biorę udział w najtrudniejszej bitwie – o sprawność. Jak to możliwe? Czy los zabrał mi naprawdę wszystko, nad czym pracowałem latami? Czy kiedykolwiek będę mógł zapomnieć, o wydarzeniach tego lata? W mojej głowie kłębiło się wiele pytań, miałem poczucie niesprawiedliwości, ale nigdy nie miałam chwili zwątpienia, ani jednej myśli, że się poddam. Lekarze nie dają mi złudzeń – na 90% będę poruszał się na wózku. Jednak widząc moją determinację, twierdzą, że najbliższe 2 lata będą znaczące. W zależności od tego ile i z jakiej rehabilitacji będę korzystał, moja szanse będą rosły lub malały…  Od czasu wypadku nie wyszedłem ze szpitala. Okres pandemii sprawił, że czas ten najgorszy czas spędzam sam, bez najbliższej rodziny. Na przełomie grudnia i stycznia zostanę wypisany do domu. Jest cień szansy, że nie spędzę świąt w szpitalu. Zrobię wszystko, by tak było… Tak bardzo tęsknie za domem, za spokojnym czasem z herbatą w ręku, za najbliższymi. Liczę, że nowy rok przyniesie mi szansę na nowe życie! Aby tak się stało, będę potrzebował rehabilitacji neurologicznej. Dodatkowo niezbędny będzie zakup wózka aktywnego i innych sprzętów rehabilitacyjnych. Niestety, aby dojść do zdrowia, potrzebuję Twojej pomocy. Nie wystarczy mi środków, aby zapewnić sobie odpowiedniego leczenia i rehabilitacji. Dlatego proszę, pomóż mi odzyskać samodzielne życie i wrócić do miejsca, za którym bardzo tęsknie i które bardzo kochałem!  Krzysztof ➤ Licytacje dla Krzysztofa     

65 074,93 zł
Karina Szwarc
Karina Szwarc , 13 lat

Ogrom cierpienia zamknięty w młodym ciele... Karina potrzebuje pomocy!

Karinka od pierwszych chwil skradła nasze serca. Kiedy tylko spoglądała na nas swoimi dużymi, pięknymi oczkami, wiedzieliśmy, że zrobimy dla niej wszystko.  Czule całowaliśmy ją w czółko i szeptaliśmy do ucha słowa wyrażające naszą miłość. Śpiewaliśmy piosenki i opowiadaliśmy bajki. Byliśmy pewni, że nasze głosy ją uspokajają, przecież towarzyszyły jej od zawsze... Dziś wiem, jak bardzo się myliliśmy. Żadne dźwięki nie przynosiły jej ukojenie, bo Karinka po prostu ich nie słyszała...  Nasza córeczka urodziła się głucha. Kiedy skończyła 7. miesiąc, otrzymała swoje pierwsze aparaty słuchowe i rozpoczęła pierwszą rehabilitację. Mimo wielkiego szoku i przerażenia, z każdym dniem uczyliśmy się żyć na nowo i oswajać z całkowicie inną rzeczywistością.  Jednak kiedy wszystko zaczęło się pomyślnie układać, los postanowił wymierzyć nam kolejny cios. Po drugich urodzinach Karinki, zdiagnozowano u niej epilepsję oraz problemy kardiologiczne. Znów musieliśmy przeorganizować swoje życie – częste wizyty u lekarzy, badania i leki, które córeczka przyjmuje do dziś...  Niestety, to nie był koniec naszych problemów. 18 listopada 2020 roku, Karina źle się poczuła. Przez dwa dni miała biegunkę, była bardzo osłabiona, na jej plecach pojawiły się wybroczyny, skóra i oczy zrobiły się żółte, a wyniki krwi okazały się tragicznie. Szybko została skierowana na badania, a diagnoza, jaką usłyszeliśmy znów wywróciła nasze życie do góry nogami – atypowy zespół hemolityczno - mocznicowy.  Na początku nie byliśmy świadomi, z czym przyszło nam się mierzyć. Jednak szybko przekonaliśmy się, że choroba jest bardzo podstępna i agresywna. Sieje ogromne spustoszenie w całym organizmie i jest poważnym zagrożeniem dla życia! Byliśmy przerażeni...  Stan naszej córeczki z każdym dniem się pogarszał. Jej nerki niemal przestały pracować! Choroba przez lata niszczyła naczynia krwionośne i powodowała tworzenie się zakrzepów krwi w całym organizmie. Proces ten nazywany jest mikroangiopatią i niesie za sobą uszkodzenia wielu narządów, w tym poważne uszkodzenia mózgu, nerek i serca...  Mimo że od tych tragicznych wydarzeń dzieli nas rok, wciąż nieustannie boimy się o życie naszego dziecka.... Obecnie co dwa tygodnie jeździmy do Gdańska, gdzie córce podawany jest specjalny lek zatrzymujący rozwój choroby. Codziennie musimy kontrolować jej wagę, ciśnienie, dobową ilość moczu. Każdego dnia, Karina musi przyjmować niezliczone ilości leków i odżywek. Jeździmy na rehabilitację, naukę mowy. Serwisujemy aparaty słuchowe. Sprawdzamy stan skóry i temperaturę ciała. Każda drobna zmiana musi być zgłoszona, aby nie doprowadzić do rzutu choroby.  To wszystko generuje ogromne koszty, jednak wiemy, że nie możemy się poddać. Na szali leży przyszłość naszego dziecka! Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak prosić Was o pomoc! Błagamy, wesprzyjcie nas w walce o lepszą przyszłość Karinki...  Rodzice ➡️ Licytacje dla Kariny 💚

11 128,00 zł
Jan Wrzesiński
Jan Wrzesiński , 16 lat

Niebezpieczna choroba zaatakowała Janka! Pomóż!

Byliśmy w szoku. Jeszcze do niedawna nasz syn tryskał zdrowiem i energią. Biegał po boisku i realizował swoje sportowe pasje. Był typowym nastolatkiem, cieszącą się życiem i młodością. Niestety, do czasu... Niemal wszystko to zabrała mu choroba, która przyszła nagle, bez żadnej zapowiedzi w listopadzie  2021 roku... Janek źle się poczuł i stracił przytomność. Natychmiast zabraliśmy go do szpitala, gdzie przeszedł szereg szczegółowych badań. Wyniki wykazały, że w jego głowie, w części potylicznej znajduje się torbiel. Przeraziliśmy się, jednak lekarz prowadzący uspokajał nas mówiąc, że torbiele nie są groźne i Jaś powinien funkcjonować tak jak dotychczas.  Niestety, mimo zapewnień lekarzy uciążliwe objawy wciąż nie znikały. Janek nadal był osłabiony, miał zaburzenia równowagi, częste bóle głowy, wymiotował. Postanowiliśmy więc skonsultować się z innym specjalistą – neurologiem dziecięcym. Lekarz przeanalizował wyniki i przekazał nam informację, która ścięła nas z nóg – guz mózgu, naczyniak jamisty. Przeraziliśmy się. Nie mogliśmy uwierzyć w to co słyszymy...  Wiedzieliśmy jednak, że od razu musimy zacząć działać!  Natychmiast skontaktowaliśmy się z neurochirurgiem dziecięcym i zapadła decyzja o przeprowadzeniu operacji. Mimo wielu lęków i obaw – zabieg przebiegł pomyślnie. Po kilku dniach Janek został wypisany ze szpitala. Niestety, tylko na dwa tygodnie. W najbliższych dniach czeka go kolejna operacja spowodowana nasilającym się zaburzeniem słuchu oraz koordynacji. Nasza walka o zdrowie syna już teraz jest trudna, bolesna i niestety bardzo kosztowna. Przed nami jeszcze kolejne zabiegi, wyczerpujące badania, wizyty kontrolne i intensywna rehabilitacja. Koszty przerażają, jednak wiemy, że to jedyny sposób, aby uratować naszego syna.  Jaś jest piłkarzem i gra zawodowo w piłkę w drużynie Whitton Wanderers FC na pozycji lewego pomocnika. Piłka nożna to jego pasją i całym życiem, a więc poprawny przebieg rehabilitacji i leczenia jest konieczny, aby syn mógł wrócić na boisko.  Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak prosić Was o pomoc...  Rodzice

5 157,11 zł
Jakub Kamiński
Jakub Kamiński , 5 lat

Walczymy o prawidłowy rozwój naszego synka! Daj Kubie szansę na życie bez ograniczeń!

Każdego dnia uczymy się jak funkcjonować i żyć z niepełnosprawnością naszego synka. Każdy dzień jest dla nas wyzwaniem, ale też nadzieją – na poprawę jego codzienności. Pokładamy wielkie nadzieje w leczeniu, niesamowicie kosztownym, a zarazem skutecznym. Czy wesprzecie nas w tej walce? Nasz syn Kubuś zmaga się z autyzmem oraz autoimmunologicznym zapaleniem mózgu. Jego rozwój znacznie różni się od jego rówieśników. Z powodu całościowych zaburzeń syn nie mówi i nie jest samodzielny. Gdy ktoś spotyka naszego synka, nie jest w stanie zauważyć żadnych problemów. Rzeczywistość jest zupełnie inna. W każdej codziennej czynności trzeba mu pomóc. Kubuś nie potrafi zakomunikować żadnej swojej potrzeby, kontrolować swoich emocji. Zmaga się z zaburzeniami obsesyjno – kompulsywnymi i towarzyszącymi im tikami całego ciała. Na każdą sytuację stresową reaguje autoagresją. Ciężko nam się z tym wszystkim pogodzić. Ta straszna choroba niszczy układ immunologiczny, który zamiast walczyć z patogenami, zwalcza także swoje własne, zdrowe komórki. Ta podstępna choroba zabiera komórki mózgowe naszego synka i nie pozwala mu normalnie się rozwijać. Bywają noce, w których Kuba nie może zasnąć nawet na chwilę. Bywają dni, kiedy nie jesteśmy w stanie złapać z nim żadnego kontaktu… To ogromny ból dla rodziców.  Już w tej chwili Kuba wymaga wielospecjalistycznej pomocy lekarskiej, którą ciężko nam zabezpieczyć finansowo. Poza tym dla naszego Kubusia znaleźliśmy szansę na lepszy stan zdrowia. Są to dożylne wlewy immunoglobulin, których podejmie się prywatna placówka w Polsce. Koszt podania tych wlewów to około 170 000 tys. złotych, w odstępach 6 tygodniowych. Bez nich jego stan może ulec pogorszeniu.  Chcemy jak najszybciej zatrzymać postęp choroby. Im szybciej Kuba przyjmie terapię immunoglobulinami, tym jego szanse na sprawną przyszłość wzrastają. Niestety samodzielnie nie jesteśmy udźwignąć kosztów leczenia, dlatego prosimy Was o pomoc. Rodzice

106 883,00 zł ( 61,07% )
Brakuje: 68 117,00 zł

Obserwuj ważne zbiórki